Woffinden zawładnął Narodowym, wygrywając inaugurację na Grand Prix
Inne sporty

Woffinden zawładnął Narodowym, wygrywając inaugurację na Grand Prix

Byliśmy przekonani, że inauguracja cyklu Grand Prix 2018 na PGE Narodowym wypadnie znakomicie. Atmosfera świetna. Zawodnicy najlepsi, jakich tylko można w żużlowym świecie znaleźć. I tylko tor nieco odstawał, choć – trzeba mu to oddać – dał nam mnóstwo emocji. Niestety, niekoniecznie pozytywnych.

Zacznijmy od najważniejszego: zwycięzcą Tai Woffinden. Trzy ostatnie zwycięstwa Anglika w cyklu Grand Prix to zawody w Polsce. Zresztą, po raz drugi triumfuje na Narodowym. Ma patent na nasze tory, nawet te, w których nie jeździ w lidze. Drugi, tuż za nim – po fantastycznej walce w finałowym biegu – przyjechał Maciej Janowski. Nasz jedyny reprezentant przegrał, bo… był zbyt kulturalny. A przynajmniej tak to wyglądało. „Magic” mógł przyblokować swojego rywala, ale i kolegę z drużyny, zostawił mu jednak miejsce, a Tai bezwzględnie to wykorzystał. Jak znamy Maćka, to odkuje się w Danii. I oby nie tylko tam.

Więcej oczekiwaliśmy na pewno po reszcie Polaków, zwłaszcza Patryku Dudku, ale – niestety – półfinały są jakie są. Wystarczy jeden błąd i finał się oddala. Tak było właśnie w przypadku Patryka. Zupełnie inaczej wyglądało to u Bartka Zmarzlika, który fatalnie wystartował, ale później starał się nadrobić. Zabrakło czasu i możliwości, bo rywale – Łaguta i Woffinden – po prostu wyprzedzić się nie dali. Szkoda nam też Krzysztofa Kasprzaka, który zaczął od dwóch wygranych wyścigów, ale później upadł, został wykluczony, a w kolejnych już się nie pozbierał. A skoro o upadkach…

No, trochę ich było. Tak, jak pisaliśmy: tor dawał się we znaki. Kluczowy był start, a jeśli tam nie wypadło się dobrze, to z trudem nadrabiało się na kolejnych metrach i wirażach. Problemy miał z nim chyba każdy, kto pojawił się tego dnia na starcie. Oprócz wspomnianego Kasprzaka leżeli m.in. Pawlicki, Dudek czy Sajfudinow.

Nerwy zawodników oraz kibiców (a w tym i nasze) były więc napięte do granic możliwości. Tym bardziej, że sędzia na starcie przytrzymywał taśmę najdłużej, jak tylko się dało. Co zresztą skończyło się wykluczeniem z zawodów dla JasonaDoyle’a, który dwukrotnie jej dotknął przy okazji startów. Powiemy tak: ubiegłoroczny mistrz świata nie wyglądał na specjalnie zadowolonego z tego powodu…

W najgorzej sytuacji był dziś Nicki Pedersen. Problemy z kręgami to jedno, drugie – prawa ręka. Przypominamy, że od młodości nie ma w niej dwóch palców. Kolejne dwa były za to połamane. Duńczyk przystępował więc do wyścigu stojąc na z góry straconej pozycji. Bo tor w Warszawie wymagał, by tą ręką naprawdę mocno pracować. Skończyło się tak, jak skończyć się musiało – upadkiem, który wyglądał naprawdę nieciekawie. Przed ostatnią serią wyścigów Nicki wycofał się z dalszego udziału w zawodach. Pozostaje życzyć zdrowia, ale i zastanowić się, gdzie leży granica pomiędzy ambicją a głupotą i niepotrzebnym narażaniem swojego życia.

Najlepsze jest to, że dzisiejsze zawody zostawiły w tyle kilku faworytów – ze wspomnianym Doyle’em na czele. Co to oznacza? Że w kolejnych rundach Grand Prix będą musieli nadrabiać stracone do Lindgrena czy Woffindena punkty. Gwarantujemy więc, że rywalizacja będzie wyglądać znakomicie.

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Łukasz Em
Odra Opole

A czemu nie ma lekarzy, którzy mogliby nie dopuścić do startu faceta bez sprawnej ręki? I jest, zwłaszcza w takim sporcie, niebezpieczeństwem dla innych.

kasztan

tam są lekarze, ale ich zdanie jest warte tyle co Krystyny z gazowni.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz

INNE SPORTY