Kubica wrócił i zdeklasował Strolla. I to tyle dobrych wiadomości…
Inne sporty

Kubica wrócił i zdeklasował Strolla. I to tyle dobrych wiadomości…

Napisać, że bolid Williamsa nie jest najszybszy w stawce, to nic nie napisać. Równie dobrze można by zadeklarować, że Termalica Bruk Bet Nieciecza nie należy do faworytów przyszłej edycji Ligi Mistrzów. Furmanka, zbudowana przez angielską ekipę, jest koszmarnie wolna. To mocno zepsuło powrót Roberta Kubicy do Formuły 1 po ponad 7 latach.

Po raz ostatni w weekendzie Grand Prix Formuły 1 Robert Kubica wziął w listopadzie 2010 roku. Kilka miesięcy później przeżył koszmarny wypadek na rajdzie we Włoszech i pod znakiem zapytania stanęła nie tyle dalsza kariera, co w ogóle życie polskiego kierowcy. Po dziesiątkach operacji i miesiącach rehabilitacji, Kubica krok po kroku wracał do sprawności. Stuprocentowej jednak nie odzyskał i – co jest jasne – nie odzyska już nigdy. Nie przeszkodziło mu to jednak w odnoszeniu imponujących wyników w rajdach na najwyższym poziomie, a także w powrocie do Formuły 1. Po serii testów w ubiegłym roku, został zatrudniony przez Williamsa jako kierowca rozwojowy i rezerwowy. W kontrakcie zagwarantował sobie coś, czego zawodnicy na takim stanowisku w zasadzie nigdy nie dostają – prawo jazdy w kilku oficjalnych sesjach treningowych przed wyścigami F1.

Dziś miała miejsce pierwsza taka jazda. Mówiąc wprost: pierwsza jazda Polaka w weekendzie Grand Prix od ponad 2,700 dni. Radość z tego długo oczekiwanego wydarzenia zepsuła jednak fatalna dyspozycja bolidu Williamsa. Czyli – było mniej więcej tak, jak z powrotem polskiego zespołu do Ligi Mistrzów. Lata czekania, ogromne oczekiwania, piękna oprawa… a potem bandyckie wybryki, 0:3 po 17 i 0:6 po 90 minutach meczu z Borussią Dortmund.

Kubica pojechał w porannej sesji treningowej na torze Circuit de Catalunya. Jego powrót wzbudził spore poruszenie w paddocku – kierowcy i członkowie zespołów mieli pełną świadomość, że dzieje się coś wyjątkowego. Polak wskoczył do bolidu i zaczął kręcić kolejne kółka. Jechał równo, stabilnie i szybko. Przynajmniej – jak na możliwości bardzo byle jakiego bolidu Williamsa. Porównywanie jego czasów z tymi kręconymi przez kierowców Mercedesa, Ferrari czy Red Bulla jest jednak bezsensowne. Trochę tak, jakby ktoś zestawiał bramki zdobywane przez Roberta Lewandowskiego w Bundeslidze z tymi strzelanymi przez Jacka Magdzińskiego w barwach GD Sagrada Esperanca w lidze angolskiej (nie mylić z angielską).

Najszybsze okrążenie Kubicy to 1:21,510. Sesję wygrał Valtteri Bottas z czasem lepszym o ponad 3,3 sekundy. Dramat? Nie do końca. Po prostu Polak ma do dyspozycji sprzęt z kompletnie innej półki. Jedyne porównanie, jakie tak naprawdę ma sens, to zestawienie czasów polskiego kierowcy z tymi, kręconymi przez jego partnerów z zespołu. No i tu sytuacja ma się już zupełnie inaczej. Rano za kierownicą drugiego Williamsa siedział Lance Stroll. Młody Kanadyjczyk wypadł na jednym z zakrętów i zakończył sesję na żwirze. W sumie przejechał 9 okrążeń mniej od Polaka. Najlepszy wynik? 1:22,756, czyli o ponad 1,2 sekundy wolniej niż Kubica. Aha, dodajmy dla porządku, że były to ostatni i przedostatni rezultat…

session