Na końcu świata z Krzysztofem Kamińskim
Weszło Extra

Na końcu świata z Krzysztofem Kamińskim

Krzysztof Kamiński ugościł nas w Japonii wyjątkowo nie chlebem i solą, a… anegdotami i anegdotami! Przejechaliśmy przy współpracy z firmą PKN Orlen spory kawałek Japonii, więc nie mogliśmy podczas naszej podróży nie wstąpić do naszego reprezentanta w J-League. Byliśmy na dwóch meczach, byliśmy w centrum treningowym, byliśmy na imprezie wraz z zawodnikami. Zajrzeliśmy wszędzie – nawet do klubowej toalety, gdzie znaleźliśmy kilka wesołych gazetek. Japonia to zupełnie inny świat. Poznajcie go wraz z Krzysztofem Kamińskim. 

***

Gdy Krzysztof Kamiński opowiadał swoim japońskim kolegom, że jego poprzedni klub po trzech latach wciąż wisiał mu pieniądze, ci nie potrafili w to uwierzyć. Polski bramkarz jeszcze niedawno rzucał się na obskurnym stadionie w Chorzowie i haratał z działaczami o wypłacenie pensji, a dziś jest wymieniany w ścisłej czołówce najlepszych bramkarzy J-League. W koło słychać, że gdyby tylko miał japońskie obywatelstwo, z pewnością byłby powołany do kadry. Pochwały sypią się dosłownie zewsząd – nie tylko dzięki temu, jak gra, ale jak się zaadaptował do japońskiej mentalności, która jest… specyficzna? Trąci niedopowiedzeniem. Która jest jak z totalnie innej planety. Pół żartem można stwierdzić, że gdyby na środku Warszawy wylądowało UFO, szybciej byśmy porozumieli się z przybyszami niż z Japończykiem. 

Mimo że Kamiński polubił Japonię (z wzajemnością, o czym się przekonacie), nie jest zafiksowany na spędzenie w Kraju Kwitnącej Wiśni całej kariery. Jeśli miałby dziś wracać do Europy, to nie do Wisły Płock czy Zagłębia Lubin, a silnej, poważnej ligi. Na pewno silniejszej niż Ekstraklasa, od której J-League jest zwyczajnie o półkę lepsza i to pod każdym z możliwych względów. Gra w jednej drużynie z Shunsuke Nakamurą, odebranie statuetki za interwencję sezonu i komplementy z każdej możliwej strony, choćby z ust przypadkowo spotkanego menedżera Shinji Okazakiego, który słysząc, że przyjechałem z Polski sam z siebie wypalił:

– Kamiński to fantastyczny bramkarz. Ścisły top J-League. Nie wiem, czy wasi nowi Kamińscy potrzebują Japonii, ale Japonia z pewnością potrzebuje waszych kolejnych Kamińskich.

Tak dziś wygląda rzeczywistość Krzysztofa Kamińskiego. Rzeczywistość, w której bramkarz co tydzień zalicza sportowy awans, a między meczami na każdym kroku spotyka go coś zupełnie egzotycznego.

***

Iwata. Odwiedzenie małego, około 170-tysięcznego miasta, to znakomita ulga po kilku dniach spędzonych w ogromnym Tokio. Po wyjściu z pociągu nie szturmuje cię tłum, nie musisz walczyć o kawałek przestrzeni w metrze, by móc nabrać powietrza w płuca nie naruszając strefy komfortu drugiej osoby. Choć większość piłkarzy Jubilo mieszka w oddalonym o dziesięć minut jazdy kolejką dwumilionowym Hamamatsu, Krzysztof i Natalia Kamińscy przyzwyczaili się już do spokojnego życia w Iwacie. Zwłaszcza, że w Hamamatsu mogą być w każdej chwili w piętnaście minut. Mieszkają trzy minuty od dworca, a pociągi nie spóźniają się tu w zasadzie nigdy. Zawsze są na czas, a zwykle wręcz przed czasem.

DSC01417 DSC01423 DSC01421

Iwata to także jedyne odwiedzone przez nas japońskie miasto, w którym już na samym dworcu widać, że jest tu jakiś klub piłkarski. 

DSC01446 (1)

Żona Krzysztofa, Natalia, świetnie czuje się w Japonii. W wolnym czasie bloguje o życiu na wyspie, co możecie przeczytać TUTAJ

Nikt w hotelu – jak na małe miasto przystało – oczywiście nie komunikuje się po angielsku, ale recepcjonistka ma do takich celów specjalnego iPada, który spisuje się lepiej niż niejeden tłumacz. Z naszym ambasadorem w J-League spotykamy się wieczorową porą i od razu jedziemy zobaczyć centrum treningowe Jubilo. Na zegarkach 19:00. W polskim klubie zastaniesz już o tej porze tylko ochroniarza, sprzątaczkę i psa z kulawą nogą. Przed centrum treningowym widzimy jednak zapełniony parking, a w budynku porozświecane światła. W pokoju pionu sportowego, do którego na chwilę zaglądamy, praca wre. Kilkanaście osób z oczami wbitymi w laptopy w ciszy przygotowuje odprawy, analizy, materiały.

Po klubie spaceruje sobie w krótkich spodenkach trener Hiroshi Nanami. Ćwiczy na salce gimnastycznej korzystając z faktu, że piłkarze siedzą już o tej porze w domach. Nawet Shunsuke Nakamura, którego trener musi wyganiać z klubu, bo gdyby tego nie robił, weteran zwyczajnie by się zajechał. Nanami za chwilę skończy ćwiczyć i wróci do domu, ale dopóki jest w klubie – nawet już czysto prywatnie – żaden z jego podwładnych nie może opuścić miejsca pracy. Tak nakazuje kultura. Nawet jeśli szef nie ma już w zasadzie nic do roboty w klubie, i tak w nim siedzi dalej, by reszta wykonała swoją pracę jak trzeba. Zechce zostać do drugiej w nocy – nikt do tego czasu nie wyjdzie. Nawet, jeśli powinien zdać sprzęt przykładowo o siedemnastej.

Kamiński: – Trener często bierze jednego czy drugiego asystenta do Tokio i opłaca mu cały pobyt. Tamten nie może powiedzieć: „trenerze, nie mogę jechać, chciałbym spędzić ten wolny dzień z żoną”. Po prostu się pakuje i jedzie. To taka bliska relacja jeszcze z boiska.

Przed przekroczeniem progu budynku klubowego należy zdjąć buty. Piłkarze mają wydzielone specjalne szafki, w których trzymają swoje klubowe obuwie, dla gości jest przeznaczony stojak z klapkami. W budynku wita nas Toshiya, człowiek zajmujący się sprzętem piłkarzy. Jest śmiertelnie przejęty swoją pracą. Siedzi w klubie codziennie od rana do nocy. Wypranie, dowiezienie i równe ułożenie koszulek to dla niego sprawa życia i śmierci. Gdy coś jest nie tak, przyjmuje to – jak każdy Japończyk – jako swoją wielką porażkę. Gdy greenkeeper Jubilo Iwata usłyszał w żartach od Jaya Bothroyda „co to ma być za murawa, greenkeeperze?”, poszedł przeprosić dyrektorów klubu, oficjalnie postanowił poprawę i przez kilka miesięcy chodził zestresowany, by już nikt nie wpadł na to, by powiedzieć o nim złe słowo. Nie potrafił uwierzyć, że taka odzywka europejskiego piłkarza to zwykła szydera. „Skoro taki żart w ogóle przeszedł mu przez głowę, pewnie nie wykonuję swojej roboty jak powinienem” – zdawał się myśleć.

DSC01430

DSC01424

Toshiya nie wygląda na najbardziej wypoczętego człowieka świata. Choć otwarcie tego nigdy nie przyzna, swoje obowiązki już dawno wykonał i tylko czeka, by trener pojechał do domu. Wcześniej nie wyjdzie. Zabija nudę siedząc w swoim kantorku oglądając mecze „Kanonierów”.

– Marzę o tym, by być kitmanem w Arsenalu – zdradza. Jest zachwycony tym, że Arsene Wenger poukładał funkcjonowanie klubu na japońską modłę, czerpiąc wzorce właśnie z pracy w J-League. Wspomina przy tym o książce „The Spirit of Conquest”, w której francuski menedżer pisze o organizacji w japońskich klubach i przedstawia ją jako top topów. Toshiya nigdy nie powie, że jest zmęczony albo że czegoś nie chce zrobić. Pracuje. To jego sens życia. Gdy jego dziewczyna wyczerpana ciągłą nieobecnością swojego chłopaka kazała mu wybierać „ja albo praca”, musieli się rozstać.

Jego rola w klubie jest tak ważna, że dorobił się nawet swojego asystenta. Przed każdym sezonem Toshiya wypytuje piłkarzy o to, czego będą potrzebować. Musi znać każdy najmniejszy rytuał zawodników, a jest ich od groma. Shunsuke Nakamura musi mieć na każdy mecz nowe getry, mimo że piłkarze generalnie nie cierpią grać w nowych getrach, wręcz większość z nich musi przed założeniem ich na mecz najpierw je rozchodzić na treningu i przeprać. Daiki Ogawa nie wyobraża sobie z kolei gry bez skarpetek z pięcioma palcami. Shun Morishita nie może mieć konkretnie, kompletnie gumki w spodenkach. Kengo Kawamata i Kentaro Ohi potrzebują precyzyjnie określonej temperatury wody w basenie – i to do przecinka. Ktoś wymaga takiego tejpa, ktoś pije taki izotonik, ktoś ma jeszcze inny dziwaczny zwyczaj jak Daisuke Matsui, który gdy tylko chce zdjąć jakąś część ubrania, rozbiera się do naga i wkłada wszystko od nowa, nawet jeśli to tylko zmiana skarpetek. Toshiya opracował jednak metodę, której stara się trzymać – wszystko zapisuje sobie przed sezonem w notesie, a później uczy się tego na pamięć.

DSC01505

Japończycy są znacznie bardziej przesądni niż my. Na początku roku w Jubilo Iwata doszło do dwóch zerwań więzadeł, które wyeliminowały zawodników z gry na długo. Przejęty Shunsuke Nakamura poprosił pracownika klubu, by pojechał z nim do świątyni, gdzie błagał o to, by już żadna groźna kontuzja piłkarzom Jubilo już się nie przytrafiła. 

DSC01425

Przed sezonem każdy z piłkarzy pisze na drewnianej tabliczce, czego sobie życzy na nadchodzące rozgrywki. Kamiński wypisał cztery sprawy: szczęście, zdrowie, udział w Azjatyckiej Lidze Mistrzów i jedenastka sezonu. 

DSC01429

Kamiński: – Przed każdym sezonem jedziemy do świątyni, gdzie składamy swoje prośby. Po wszystkim jeździec dosiada konia i podczas galopu strzela do tarczy. Gdy trafi w sam środek, przekazuje nam strzałę jako symbol osiągnięcia trudnego celu. Gdy Jubilo raz nie pojechało przed sezonem do świątyni, biło się do końca o utrzymanie. W klubie stwierdzili, że to było powodem. 

***

Klub wygląda bardzo profesjonalnie i nie brakuje w nim absolutnie niczego. Włącznie z setkami tomów mangi, które umilają czas piłkarzy, gdy ci czekają na masaż. Włącznie salą pełną leżaków, na której mogą się po prostu zrelaksować. Włącznie z każdym możliwym sprzętem do regeneracji jak komora tlenowa, która z boku wygląda jak trumna. Włącznie z pisemkami dla dorosłych, które pełnią rolę umilacza czasu w toalecie. W Japonii nie jest to żadne tabu, ów fakt został nawet wspomniany wraz ze zdjęciem jako ciekawostka w klubowej gazetce, którą prowadzi swoją drogą – tak, żeby zajęć nie było zbyt mało – wspomniany wcześniej Toshiya.

Na klubowym korytarzu wiszą szczegółowe raporty z każdego dnia i statystyki z poprzedniego meczu – liczba przebiegniętych kilometrów, prędkości, procent celnych podań. Zawodnicy, którzy nie załapali się do kadry meczowej, mają pomieszczenie, w którym mogą obejrzeć wyjazdowe spotkania Jubilo. Obecność nie jest obowiązkowa, ale gdy w tym czasie robisz coś innego niż oglądanie meczu, możesz mieć przerąbane. Jeden z piłkarzy został odstawiony od drużyny tuż po tym, jak przyłapano go na mieście dokładnie w trakcie meczu Jubilo. Nie uratowało go nawet zgolenie głowy, które w Japonii traktowane jest jako oczyszczenie – musiał odejść na wypożyczenie, gdzie trener starej szkoły ma za zadanie go naprostować.

Funkcjonowanie całej szatni oparte jest na określonych regułach, których nie da się w żaden sposób obejść. Jeśli chcesz umówić się na masaż, musisz złapać za magnes ze swoim numerkiem na specjalnej tablicy i czekać, aż zostaniesz wywołany. Jeśli po prostu usiądziesz sobie przed salką albo zagadasz do masażysty na korytarzu, nie zostaniesz obsłużony.

Kamyk: – Gdy z Chin przyszedł do nas Awraam Papadopulos, był zaskoczony, że tutaj nikt nie traktuje go, jakby był ponad. Tam mógł na kogoś krzyknąć i było załatwione, a tutaj jak powiedział, że chce masaż…

– Dobra, po treningu. Przyjdź, ściągnij numerek, weź prysznic, przyjdź, zapraszamy.
– Chcę teraz.
– Nie.
– Jak to nie?!
– Trzeba się ustawić w kolejkę. Taka procedura.
– To ja idę do domu.
– OK.

Obraził się i przez parę dni nie przychodził na masaże, lecz w końcu pękł – zaczął robić tak, jak wszyscy. Z Jayem Bothroydem było podobnie. Usiadł na sofach czekając na masaż, ja przyszedłem po nim ściągnąwszy wcześniej numerek i to mnie zawołano jako pierwszego. On w szoku: „dlaczego?!”. Komuś tylko powiedział o masażu, ale nie ściągnął numerka. Obraził się i powiedział, że nie zagra w ostatnim meczu, bo go boli noga. Następnego dnia pokajał się i było OK.

Z drugiej strony niczego nam nie brakuje, nie martwisz się zupełnie o nic. Gdy zasygnalizujesz, że czegoś nie masz, oni to odbierają jako ich błąd. Nie, że ty czegoś zapomniałeś bądź nie dopilnowałeś – widocznie zrobili zbyt mało, by zapewnić ci odpowiednie warunki i muszą coś zmienić, byś w przyszłości już nie musiał o to się martwić. Niektórzy śmieją się, że za granicą piłkarz przychodzi na trening tylko z kosmetyczką, a ja… nie muszę brać ze sobą nawet kosmetyczki. Prosty przykład – w moich pierwszych tygodniach w Japonii bardzo mi zasmakowała herbata z mlekiem w butelce. Gdy tylko była w klubowym automacie – zawsze ją brałem. Ktoś to podpatrzył i później sztab zabierał zawsze dla mnie na każdy mecz kilka butelek, by tylko nigdy nie zabrakło mi mojej herbaty.

DSC01426

Sukcesy klubu oczywiście godnie upamiętnione. W 2002 roku Jubilo wygrało J-League. W zeszłym sezonie było szóste.

DSC01428

Japońskie automaty to hit – zwłaszcza kawa w puszce, która po wrzuceniu monety wypada… gorąca. 

DSC01438 (1)

Kamyk: – Po czasie człowiek czuje się wręcz zagłaskany. Gdy producent dostarczył nam przed sezonem sprzęt, na pierwszym meczu okazało się, że podkoszulka jest trochę przyciasna. Toshiya zawsze nas o wszystko pyta, ale tym razem chyba zapomniał ze mną pogadać. Poszedłem do niego wręcz z pretensjami:

– Jak to możliwe, że ta koszulka nie jest taka, jak powinna?!

Odebrał to tak, że zawalił, zwłaszcza, że zniesmaczony tłumacz jeszcze podkręcał: „Jak mogłeś zrobić Kamykowi coś takiego?! Jak ty sobie to wyobrażasz?!”. Dopiero rozmawiając z Natalią uświadomiłem sobie, jaka to pierdoła.

– Ale co z tego? Stało się coś, że koszulka była trochę niedopasowana? – spytała mnie.
– No… w sumie to nic.

Przy takim traktowaniu naprawdę można poczuć się wymuskanym.

Natalia: – Gdyby miał wrócić znów do europejskiego klubu, mógłby długo się odkręcać.

Krzysiek: – Obcokrajowców otaczają bezgraniczną opieką. Brazylijczyk Adailton jest wręcz zamknięty w kloszu. On w środku, a wokół niego tłumacz, który chodzi za nim wszędzie i brazylijscy znajomi. Gdy Ada idzie do sklepu – idzie do brazylijskiego. Gdy się z kimś widzi – z innymi Brazyliczykami. Gdy coś załatwia – jedzie za niego tłumacz. Żona czegoś potrzebuje – znów pomaga tłumacz, nawet jeśli chodzi o proste zakupy w sklepie. W efekcie przez trzy lata nie nauczył się po japońsku praktycznie niczego.

Ostatnio zerwał niestety więzadła i klub stanął przed dylematem: gdzie go leczyć? Z operacjami jest tu inaczej – w Polsce to klub mówi ci, u którego lekarza musisz zrobić zabieg, a jeśli chcesz u innego, pozostaje ci zrobienie tego na własną rękę. Tutaj możesz sobie wybrać takie rozwiązanie, jakie będzie dla ciebie najlepsze. Przy poprzedniej kontuzji w Brazylii trochę mu spaprali robotę, więc w klubie chcieli, by zrobił to w Japonii. Potem jednak wyobrazili sobie, jak w japońskim szpitalu się dogada i stwierdzili, że… lepiej już będzie w Brazylii. Po czterech latach nie byłby w stanie nawet skomunikować się z pielęgniarką. Teraz przyszło dwóch kolejnych Brazylijczyków i zrobiła się mała grupka. W autokarze tylko oni odpalają muzykę, są śmiechy-hihy, a reszta siedzi cicho. Niektórych zaczyna to drażnić, choć w Japonii nikt nie powie tego głośno. Nawet gdy Japończykom coś się w tobie bardzo nie podoba, praktycznie nigdy nie powiedzą tego wprost. Jechaliśmy na kolację drużynową i obcokrajowcy usiedli przy jednym stoliku. Zaczęły wjeżdżać na stoły mięsa. Jeden rzut, drugi rzut, szybko się skończyło i trzeba było zamówić ponownie. Jeden z chłopaków otworzył więc menu i zamówił tyle mięsa, że wszyscy na nas musieli czekać, bo kolejne talerze dochodziły i dochodziły. Za klubowe, to można. Teraz się z tego śmieję, ale wszyscy patrzyli na nas zdegustowani nie chcąc jednak dać tego do zrozumienia. Zrobiło się bardzo niezręcznie.

DSC01452

W sektorze VIP umieszczone są kaski na wypadek trzęsienia ziemi. 

DSC01453 DSC01454

Szatnia gości wygląda jak cela więzienna. Ta gospodarzy jest oczywiście „trochę” lepiej wyposażona. 

DSC01455 DSC01456

Święte miejsce dla najbardziej zasłużonego piłkarza klubu. Może przyjść na każdy mecz z osobą towarzyszącą i fotel zawsze będzie na niego czekał. 

DSC01467

Szaliki przywiązane do konkretnych piłkarzy. Te z numerem Krzysztofa Kamińskiego już wyprzedane. Co ciekawe – są one z takiego materiału jak ręczniki. W Japonii szaliki służą też po to, by mieć się czym wytrzeć. 

DSC01468

Wrzucasz monetę i losujesz breloczek przypisany do konkretnego piłkarza. Jeśli chcesz trafić konkretnie Kamińskiego, być może będziesz musiał się wykosztować. 

DSC01473 DSC01482

Utwardzone białe płótno z herbem klubu służące do zbierania autografów. Japończycy mają na ich punkcie kompletnego fioła. 

***

Gdy Bartłomiej Babiarz przyjechał do Kamińskiego w odwiedziny, widząc trening zapytał: – Dlaczego druga drużyna jest ubrana w inne stroje i czapeczki?
– Ale… to sztab.
– Sztab?! Tylu ludzi w sztabie?!

Analityków, trenerów od konkretnej specjalizacji, pomagierów czy pomagierów pomagierów jest tylu, że na obóz muszą jechać dwa autokary – jeden z zawodnikami, drugi ze sztabem właśnie. Oba są rzecz jasna wypełnione po brzegi. Jeden z członków sztabu lekko się przeziębił, przez co opatulił się tak, że widać mu tylko oczy. Gdyby zaraził któregoś z piłkarzy, nie darowałby sobie tego pewnie do końca życia. Z drugiej strony choroba to nie jest wystarczajacy argument, by zostać w domu.

Kamyk: – Czasami dyrektor sportowy odpala sobie węża albo chodzi wokół boiska i gada przez telefon. Z boku wygląda to tak, że to wszystko na maksa poukładane, ale w klubie jest wiele osób, które w danym momencie nie mają nic do roboty, ale muszą tam być, bo wszyscy są. Czasami patrząc na danego pracownika zastanawiasz się, po co on tu jest i co tak właściwie robi.

DSC01484

Członków sztabu (białe stroje) więcej niż piłkarzy (błękitne) – i nie, to wcale nie hiperbola. 

DSC01493

Najabsurdalniejszy zawód świata – Pan Mazak aka asystent ds. rozdawania autografów. 

DSC01599

Ciekawy event – piłkarze Jubilo spoza kadry meczowej przez jakieś pięć minut rzucali kibicom cukierki. 

DSC01665

Nos w telefonie – bardzo popularny sposób kibicowania w Japonii. 

Trener Nanami niespecjalnie zainteresowany jest treningiem i – jak na każdych zajęciach wyrównawczych, a właśnie na takie trafiliśmy – biega sobie wokół boiska. Dzień w dzień przebiega 10 kilometrów – jeśli nie w trakcie treningu, to po. Czasami zabiera na przebieżkę dziennikarzy. Jeśli ci chcą wyciągnąć od trenera jakieś newsy, muszą dotrzymać mu tempa.

– Treningi nie różnią się jakoś specjalnie, choć pewne różnice oczywiście są. Na moim pierwszym meczu w Japonii dostałem bramkę z wolnego. Stało się tak, bo byłem kompletnie nieprzygotowany na to, że… dwóch przeciwników klęczy przed strzałem tuż przed piłką po to, by zasłonić ją bramkarzowi. Nie widziałem piłki i kompletnie nie wiedziałem, jak się ogarnąć. Powiedziałem po meczu trenerowi, że pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, a ten zaczął mnie przepraszać. Do tej pory gdy ćwiczymy stałe fragmenty ustawiają gości na wolnych nie zważając na to, że dostają w twarz po kilka razy na jednym treningu. Bramkarz chce to ćwiczyć – mają tam stać i nie ma przeproś. My też zaczęliśmy to robić w meczach. Niby wydaje się to głupotą i tracisz dwóch zawodników, ale to naprawdę jest utrudnienie dla bramkarza. Dodatkowo często za murem znajduje się gość, który leży plackiem po to, by piłkarz nie strzelił po ziemi. Stosują to zwłaszcza wtedy, gdy drużyna ma specjalistę od wolnych. My z kolei mamy piłkarza, który jest ustawiany na skraju muru i w momencie oddania strzału ma zrobić wślizg pod murem.

Mówię czasem trenerom:

– Nie chcę tego wariantu, niepotrzebny ruch, przeszkadza mi to.
– Ale on może tę piłkę uratować!

Chcą dobrze i niewiele możesz zrobić, nawet jeśli komicznie to wygląda.

Japończyk nigdy nie powie, że jest zmęczony. Czasami przed treningiem pytają mnie, jak się czuję. Gdy powiem, że średnio, traktują to śmiertelnie poważnie. Uważają, że mówiąc coś takiego wprowadzam złą aurę, więc lepiej zawsze mówić, że wszystko jest w porządku. Trening bramkarza jest podobny do tego europejskiego, zresztą w tradycji klubu zakorzeniło się, że bramkarz powinien pochodzić spoza Japonii. W Jubilo wychodzą z założenia, że skoro największy sukces odnieśli z holenderskim bramkarzem, zawsze muszą mieć bramkarza z Europy, który zapewni im stabilność. Nanami powiedział wprost: nie chcę się martwić o pozycję bramkarza, wolę w spokoju pracować nad resztą zawodników. Chce uniknąć sytuacji, że w ważnym meczu przy dużej presji golkiperowi odetnie prąd. To problem japońskich zawodników. Na treningu wszystko robią super, a wyjdą na mecz i czasem dają takie kartofle, że szkoda gadać. Trochę brakuje im mentalności. Stresują ich kibice, presja. Ja osobiście bardzo poprawiłem się z koncentracją: może dlatego, że nawet gdybym chciał słuchać kibiców, to i tak ich nie zrozumiem? Skupiam się zatem tylko na piłce. Jestem wyrwany też ze swojego środowiska, nie martwię się, z kim pójdę na zakupy, czy zrobie to czy tamto i to pomaga.

– Nie bez znaczenia musi być też japońska mania pracy. Gdy wszyscy wokół zasuwają jak mrówki, siłą rzeczy nie chcesz odstawać. 

– Prowadzą się bardzo profesjonalnie, ale nikt ich nie kontroluje. W klubie wychodzą z założenia, że ty wiesz, co masz robić i nie będziesz szkodził samemu sobie. Gdy przyłapano młodego zawodnika na paleniu papierosów, dostał karę finansową, musiał zgolić głowę i wyrzucono go z szatni. Hiroki Yamada przed treningiem godzinę spędza na siłowni. Jeszcze przed zajęciami musi się przebrać, bo się z niego leje. Po treningu znów leci na siłownię. Shunsuke Nakamura też jest taki – drugie tyle pracuje po zajęciach na siłowni czy boisku. Nanami mówi mu czasami „koniec pracy na dzisiaj”, a on pokręci nosem, powie coś do siebie i pójdzie na bok jeszcze sobie pożonglować. Czasem pytamy naszego kapitana, Kentaro, o wyjście na kolację.

– Nie, nie mogę, dwa dni do meczu.
– No i?
– No dwa dni do meczu. Nie mogę!

Nie chodzi o dietę, ale nie chce siedzieć długo, by coś go odrywało od skupienia się na meczu. Oni zresztą nie patrzą na dietę jak my, że zdrowa dieta diametralnie różni się od standardowej – kuchnia w tym kraju jest tak zdrowa, że siłą rzeczy jedzą dobrze. Gdy gramy mecze domowe w Iwacie, spotykamy się cztery godziny przed meczem na posiłku. Kentaro mimo to idzie zawsze na noc wcześniej do hotelu, by się wyspać. Stuprocentowe skupienie na piłce i tyle. Yoshiaki Ota od godziny 18:00 w dniu poprzedzającym mecz zamyka się w sypialni i nikt nie ma prawa mu przeszkadzać. Musi być odcięty od wszystkiego by nie tracić koncentracji. Piłkarze generalnie patrzą na swoją karierę śmiertelnie poważnie. Kiedyś poszedłem na śniadanie wraz z Yamadą. Zaczynamy gadać o duperelach, ja trochę przyspany, aż nagle pyta mnie przy jajecznicy:

– Kamyk, jakie ty masz plany po karierze? Jakie są twoje cele w życiu? – wypala z zupełnie poważną miną.

Ja w półśnie nie wiedziałem, co mam mu powiedzieć. Zacząć żartować? O co chodzi?

– Nie zastanawiałem się jeszcze. Chciałbym pograć dłuższy czas.

Wyraźnie nie był usatysfakcjonowany moją odpowiedzią, oczekiwał czegoś górnolotnego na zasadzie „będę robił to i to, przygotowuję się już w ten i ten sposób, to moje wielkie marzenie”. Gdy ktoś powie o swoich planach, dostaje lawinę poważnych pytań:

– A co robisz w tym kierunku? Dlaczego tak mało? Kiedy zaczniesz robić coś więcej? Jak ty sobie to wyobrażasz?

Japończycy biorą swoje plany zawodowe bardzo na serio.

DSC01501

Kengo Kawamata, przesympatyczny chłopak, za sprawą swojego wyglądu uchodzi w Jubilo za bad boya. 

DSC01471 DSC01461

– Trenerzy muszą was w ogóle jakoś dyscyplinować? 

– Są standardowe kary – za wagę czy spóźnienie – ale możesz też zostać ukaranym za to, że nie zmienisz butów albo zapomnisz odłożyć je na półkę. Za pierwsze spóźnienie nie płaci się nic, za drugie już tak, a każde kolejne to wielokrotność poprzedniej kary. Zdarzało się, że jeden z piłkarzy doszedł do poziomu 200 000 jenów. Mnie też zdarzyła się dość spektakularna wpadka. Japońska kolej nigdy się nie spóźnia, dlatego zawsze wychodzę na styk. Gdy jedziemy na mecz Shinkansenem, autokar wjeżdża z bazy i jedzie na stację do Hamamatsu, skąd odjeżdża pociąg. Mieszkamy tuż przy stacji w Iwacie, więc zawsze jadę prosto do Hamamatsu oszczędzając na czasie. Pociągi są dosłownie co chwilę. Gdy chciałem ruszyć na pierwszy mecz wyjazdowy, okazało się, że… zmienili rozkład. Przyjechałem spóźniony i zestresowany, nie wiedziałem, co będzie. Został tylko tłumacz i pojechaliśmy następnym Shinkansenem. Po wygranym meczu myślałem, że już wszyscy zapomnieli, ale gdy trener skończył swoją przemowę, oddał mi głos: „Kamyk, czas dla ciebie”. Musiałem się przed wszystkimi wytłumaczyć i przeprosić. Z puli na kary organizowana jest w drużynie między innymi loteria, na której można wylosować gadżety typu MacBook – opowiada Kamiński.

Na każdym kroku w Iwacie widzimy, że Kamiński jest tu gwiazdą. Nie inaczej taktują go w samym klubie. By lepiej zrozumieć polską mentalność, trener bramkarzy „Kamyka” pojechał na staż do Jagiellonii, a potem poprawił stażem w Wiśle Kraków. Krzysiek: – Za pierwszym razem wysłali go specjalnie po to, by lepiej zrozumiał moje myślenie. Dopytywał mnie, jakie rzeczy chciałbym zrobić w treningu, co możemy zrobić tak, co inaczej. Do Wisły z kolei pojechał już z własnej inicjatywy, bo za pierwszym razem bardzo mu się bardzo podobało i dużo wyciągnął z tego pobytu. U Japończyków najtrudniejsza jest komunikacja. Są dwa style rozmowy: albo kolega rzuci słowo i drugi rozumie wszystko, albo – gdy nie rozumie – omawia sytuację z totalnymi detalami, strasznie opisowo. Mógłby powiedzieć „podaj piłkę”, ale zamiast tego woli zbudować z tego cały wywód na zasadzie: „Gdy piłka dojdzie do ciebie, musisz przyjąć ją prawą nogą, bo będziesz miał lepszy widok na sytuację, zagraj wtedy na lewą nogę napastnika, by łatwiej mu było opanować piłkę…”. Czasami mnie to drażni. Czasami podejrzewam wręcz, że to mój tłumacz dodaje coś od siebie, albo może to jemu trener tak to tłumaczy, by dobrze przekazał, jako że nigdy nie grał w piłkę. Nie wiem. Przynajmniej z trenerem mam wreszcie jakiś kontakt, bo w Ruchu trener Ryszard Kołodziejczyk – życzę zdrowia! – był bardzo dobrym fachowcem, ale bardzo małomównym. Gdy tylko mógł, nie zabierał głosu. Pytam się kiedyś rozemocjonowany po dobrym spotkaniu:

– Trenerze, trener może powie coś na gorąco po meczu?
– Na gorąco? Na gorąco to rosół – żartuje Kamiński.

***

DSC01496 DSC01500

DSC01503

Kolejka po autografy jak po kiełbasę za pięknych czasów PRL.

DSC01609

Orkiestra na meczu ligowym to tylko support przed koncertami, jakie grywa Nakamura. 

Gdy do Jubilo dołączył Shunsuke Nakamura, władze klubu zdecydowały się dobudować drugą trybunę, bo kibice przychodzący na treningi (!) przestali się mieścić. Każde zajęcia są oczywiście otwarte. Po każdych Pan Mazak przygotowuje specjalną matę, na którą wpuszcza fanów zbierających od piłkarzy autografy. Potrafi ich przyjść na zajęcia więcej niż na mecze Sandecji.

Kamyk: – Po treningach zawsze doliczam 30 minut, by postać z kibicami. Shunsuke ma już tak, ze schodzi bezpośrednio do szatni, bo nie dałby rady spędzać z fanami codziennie godziny bądź więcej. Mnie też się czasami zdarza uciec, gdy jest wielki tłum. Czasami udaję, że nie widzę kibiców, ale gdy się tylko odwrócisz nie będziesz mógł już udawać.

Natalia: – Jedna z kibicek jest praktycznie na każdym treningu i po każdym z nich bierze od Krzyśka nowy autograf i robi sobie nowe zdjęcie. Choćby setny raz w tym roku – dalej jej ją cieszy. Są profile na Instagramie, gdzie więcej jest piłkarza niż właściciela konta, bo właściciel dbając o swoją prywatność zasłania swoją twarz emotką. Mają fioła na punkcie prywatności. Gdy jeszcze nie byliśmy małżeństwem i Krzysiek pojechał do jakiejś szkoły na event i spytano go czy ma dziewczynę, odpowiedział zgodnie z prawdą, że tak. Cała sala była… w szoku. No jak to, to jeszcze nie żona, a mimo to już tak oficjalnie to powiedział? I to na forum?

Kamyk: – Czasami zdarza mi się włożyć na twarz maseczkę, ale bardzo rzadko. Matsui z żoną czy Nakamura zawsze jednak w nich chodzą. Żona Matsuiego nawet na mecze przychodziła w masce. Gdy wchodziliśmy do lokalu, kibice podnieśli głowę, rozpoznali. Jesteśmy jednak z tobą i to dla nich sygnał, że nie powinni przeszkadzać. Gdybyśmy byli sami – pewnie podeszliby po zdjęcie.

Japońscy piłkarze są obiektem kultu. Gdy Jubilo rozgrywa mecz pucharowy w środku tygodnia i trener daje Kamińskiemu odpocząć, ten wychodząc ze stadionu musi przedzierać się przez setki kibiców, którzy chcą go zaczepić. Gdy tylko stanie na moment – jest po nim, zaraz zostanie oblężony. Widać to też w relacjach piłkarzy z dziennikarzami. Kazu Miura, legenda japońskiej piłki, ma tyle propozycji wywiadów, że z automatu odmawia wszystkim. Strefa mieszana po meczu, zawodnicy Jubilo zaczynają wychodzić do dziennikarzy. Media oblegają Kentaro Ohi, kapitana, lecz gdy na ściankę wychodzi Nakamura, lider drużyny pozostaje z jednym dziennikarzem. Wszyscy wiedzą już, w którym miejscu stanie Shunsuke, a w zasadzie to pan Shunsuke. Najlepsze miejsca kamerzyści muszą sobie wcześniej zaklepać. Wszyscy dziennikarze słuchają jego słów jak mantry. Jest ich tylu, że w zasadzie łatwiej byłoby chyba zorganizować konferencję prasową.

DSC01670 DSC01673

Nakamura otoczony wianuszkiem reporterów. I tak co tydzień.

Do Shunsuke Nakamury wszyscy mają niebywały respekt. Poza obcokrajowcami i pierwszym trenerem, KAŻDY w klubie zwraca się do niego per pan.

Kamiński: – Na jednym z treningów ćwiczyliśmy schemat, na którym miałem złapać piłkę i puścić szybko cięte podanie na kontrę. Nakamura przechodził pod polem karnym na pewniaka nie schylając się i myśląc, że go nie trafię. A jednak… piłka z pięciu metrów poszła po jego głowie. Zrobił padolino, wszyscy wstrzymali oddech czekając na jego reakcję. Kibice nie mieli pojęcia, co nastąpi. Konsternacja. Podszedłem, przeprosiłem i na szczęście nie było problemu, ale gdyby zrobił to młody piłkarz, prawdopodobnie trener Nanami zaprosiłby go na dywanik. Nakamura jest bardzo spokojny, oddany pracy. Wielką wagę przykłada do porządku. Gdy weźmie jakiś sprzęt, zawsze z szacunkiem odłoży na swoje miejsce. Młodzi patrzą na takie zachowania i uczą się tego samego. W naszym klubie przygotowywane są dzienne raporty, na których trenerzy notują wszystko o zawodnikach. Gdyby Nakamura potencjalnie odszedł z Jubilo, nasz klub sam wysłałby do nowego pracodawcy całą jego historię i sam zabiegałby o to, by przekazać o nim jak najwięcej wiedzy. Japończycy traktują takich piłkarzy jak ikony, jako wspólne dobro – tłumaczy Krzysiek.

Nakamura leniwie toczy się do prawej strony i pozoruje podanie, gdy szybkim zwodem zmienia kierunek biegu i lewą nogą, wymuskanym podaniem wypuszcza swojego kolegę. Mimo że szybkościowo to już zupełnie inny człowiek niż ten z czasów Celtiku, wciąż to ma. Choć gra na prawym skrzydle, na boisku jest wolnym elektronem, a piłkarze z linii pomocy i obrony zawsze go zaasekurują. Ma 39 lat i jeszcze nie czuje trudów kariery.

Nakamura: – Dopóki klub nie powie „nie chcemy cię”, będę dalej grał w piłkę.

Wygląda więc na to, że szybko kariery nie zakończy.

***

W Jubilo są mecze ważne i ważniejsze. Te ważne rozgrywane są na liczącym nieco ponad 15 tysięcy krzesełek Yamaha Stadium w Iwacie, te najważniejsze – na stadionie Ecopa w Fukuroi mającym 50 tysięcy miejsc. To arena, która widziała niezwykłego wolnego Rolandinho na mundialu 2002. Imponuje rozmiarem i wciąż pachnie nowością, ale to stadion w Iwacie nadaje lepszy klimat. Mecz rozpoczyna się o 14:00. Równo o 13:58 Kamiński wysyła Natalii SMS-a: – Wychodzę!

O ile w polskiej szatni korzystanie z telefonu przed meczem jest zabronione, o tyle w japońskiej dla nikogo nie stanowi to problemu. Kamiński przyzwyczaił już wszystkich do swojej rytualnej wiadomości, którą pisze zawsze wtedy, gdy drużyna czeka w tunelu.

– O, spójrz. Tam stoi najwierniejsza fanka Krzyśka. Prosi, by mówić na nią Mamiński – mówi Natalia, gdy oglądamy mecz na Yamaha Stadium.

Siedzimy na środku stadionu, a Mamiński stoi dokładnie za bramką, mimo to doskonale ją rozpoznajemy. Fanów Kamińskiego generalnie łatwo zidentyfikować. Niemal każdy na sektorze ma koszulkę z nazwiskiem ulubionego piłkarza (wszystkie oczywiście z nowego sezonu, kosztują około 500 złotych, więc biznes kręci się pięknie), a te bramkarskie wyróżniają się na ich tle kolorem. Z daleka można zatem oszacować, ilu kibiców „Kamyka” siedzi na trybunach. Pokazuję na Mamiński palcem, a ta – takie odnosimy wrażenie – zauważa, że jest obserwowana. Gdy wybieram się do niej w przerwie meczu, już doskonale wie, kim jestem i po co idę. Dla niej na pewno jestem bratem Kamyka, a Natalia chciała pokazać mi, jakich mój brat ma fajnych kibiców. Oczywiście po drodze wszyscy ochroniarze mnie przepuszczają, a pomiędzy sektorami nie ma żadnego ogrodzenia. Bo i po co, skoro na japońskich stadionach nie dochodzi do żadnych incydentów?

Gdy tylko wchodzę na sektor, Mamiński już mnie zauważa. Przebiera nogami. Stresuje się. Na sektorze wszyscy od razu wiedzą, że przyjechał ktoś od „Kamyka”. Małe miasto, europejska uroda… jak nie do „Kamyka”, to do kogo?

DSC01522

Największa fanka Kamińskiego na Yamaha Stadium… 

DSC01621

I na Ecopa także! 

DSC01450 DSC01449 DSC01448

Mały, skromny, klimatyczny – tak można określić stadion Jubilo Iwata.

DSC01654 DSC01659 DSC01655

Arena mundialu, która widziała gola Ronaldinho z Anglią. 

***

Japonia to jeden wielki szok kulturowy. Doznajesz go w zasadzie na każdym kroku. Są rzeczy, które potrafią zaskoczyć nawet po trzech sezonach w J-League. Posiadówka w restauracji piłkarzy i ich rodzin po meczu z Shimizu S-Pulse. Jest spokojnie. Nawet bardzo. Zawodnicy Jubilo widząc kolejnego Polaka popisują się polszczyzną i o dziwo padają wyłącznie kulturalne słowa jak „dzień dobry” czy „dziękuję”. Restaurator na życzenie piłkarzy opuszcza drzwi do trzech czwartych tak, by nikt nie wszedł już do lokalu. Jest kumplem drużyny. W lokalu ma ścianę z podpisami zawodników i ogrom koszulek Jubilo z poprzednich lat. Jedną z nich – z podpisami największych legend klubu – ofiaruje redaktorowi Weszło, a pozostali piłkarze robią oczy, jakby na moje ręce trafiał właśnie milion jenów. Podpisy to prawdziwa relikwia nawet dla samych piłkarzy. Spotkanie toczy się w miłej, rodzinnej atmosferze. Mężowie siedzą obok żon, dzieci biegają wokół stołu. Jest fajnie.

Gdy nagle do lokalu przez opuszczone drzwi wtacza się jakiś człowiek w garniturze, piłkarze stają jak na baczność. Krzysiek od razu stwierdza: – Oho, to ktoś ważny.

I wtedy zaczyna się cyrk. Piłkarze pośpiesznie wstają od stołów, by pomóc strudzonemu wędrowcowi – patrząc po sposobie mowy nawet bardzo strudzonemu! – i specjalnie dla niego dostawiają nowy stolik i krzesła. Mimo że nikt go nie zapraszał, uwijają się jak w ukropie i pytają, czego się napije. Już nie siedzą wraz z żonami i dziećmi – rozsiadają się obok gościa i spijają z ust jego opowieści o tym, jak to był kiedyś w Brazylii i czego on tam nie nawywijał. Wyglądają na autentycznie przejętych, ale przejęci tą pijacką gadką absolutnie nie są. Sprawiają pozory. I będą je sprawiać, dopóki przybyszowi nie odechce się zasypywać kolejnymi szalenie ciekawymi anegdotami. Ale szybko się nie odechce, skoro wydaje mu się, że opowiastki o jego kolejnych podbojach jego rozmówcom cholernie imponują.

Owym przybyszem jest prezes największego banku w Iwacie.

IMG_3845

Kawałek papieru, który w Iwacie otwiera więcej drzwi niż wizytówka Jana Winnickiego z Alternatyw 4. 

Po chwili prezes wstaje od stołu i idzie w stronę wieszaka. Piłkarze uważnie kontrolują, co teraz zamierza zrobić. Jeden z nich wstaje od stołu i podaje mu kurtkę. Z kurtki prezes wyciąga wizytówki. „Musisz być teraz bardzo miły, przyjąć wizytówkę dwoma rękoma i absolutnie nie chować jej do kieszeni” – słyszę komendę. Prezes przedstawia się mnie i Krzyśkowi – nas nie zna – podając nam wizytówki. Partnerki piłkarzy kompletnie pomija. Kobieta w Japonii ma niższy status niż w Europie. Gdy w restauracji kelnerka polewa wodę, najpierw dostają ją mężczyźni, a potem kobiety. Po kurtuazyjnej sytuacji wracamy do stołów, a piłkarze znów wysłuchują kolejnych historii.

– Wychodzimy. To nie ma sensu. Oni teraz będą z nim siedzieć i słuchać – słyszę od Krzyśka.
– Nie mogą tak po prostu go olać?
– Nie mogą. Dopóki on chce z nimi rozmawiać, będą rozmawiać. Jest wyżej w hierarchii społecznej. Dużo wyżej. Japończycy będą oddawać mu szacunek i nie dadzą do zrozumienia, że coś jest nie tak.

Opuściliśmy lokal po 30 minutach. Impreza została totalnie rozbita. Piłkarze spędzili z nim zapewne jeszcze kilka godzin i nie odezwali się ani słowem, że coś jest nie tak. Mogli tylko się cieszyć, że na drugi dzień po meczu zaplanowano dzień wolny. Było kiedy odespać.

DSC01605

Jubilo gospodarzem meczu, a mimo to pod stadionem sprzedawane są szaliki derbowego rywala (!) Shimizu S-Pulse. Nikogo to absolutnie nie kłuje w oczy i nie prowokuje do demolki, jaka pod inną szerokością geograficzną byłaby kwestią czasu. 

DSC01592

Maskotka w barwach obu derbowych rywali. Gdzie indziej murowany oklep z dwóch stron. 

DSC01509

Japońscy kibice kibice kupując bilety i gadżety zbierają punkty lojalnościowe. Mogą je wymieniać na przykład na…

DSC01659

…obejrzenie meczu z pierwszych rzędów. 

DSC01580

Pod stadionem nie dostajesz chamskiej ulotki z reklamą, a mokrą chusteczkę, którą możesz sobie wytrzeć ręce (co Japończycy robią notorycznie, do każdego posiłku w restauracji przynoszony jest mokry ręcznik/chusteczka). 

***

Wiecie, co jest najfajniejsze w Krzysztofie Kamińskim? To, że spośród polskich piłkarzy gra w zdecydowanie najdziwniejszym miejscu na ziemi i wciąż – po trzech i pół roku – potrafi się tym jarać. Potrafi oglądać „Terrace house” na Netflixie – bzdurne, japońskie reality show – tylko po to, by lepiej poznać kulturę Japończyków. Nie siedzi zamknięty w czterech ścianach, a wyciąga swoich japońskich kolegów na kolacje. Nawet, jeśli ci odmawiają mu, bo dwa dni przed meczem muszą już myśleć tylko o piłce. Nawet, jeśli na tę kolację przyjdzie narąbany prezes banku, któremu Japończycy poświęcą do końca wieczoru całą uwagę. Nawet, jeśli przydarzy się sto innych rzeczy, których polska głowa nigdy nie zrozumie.

Ale jeszcze fajniejsze jest to, że jest to miłość z wzajemnością.

Bo na stadionie którego stranieri bylibyśmy w stanie w dziesięć minut zrobić tyle fotek z kibicami ubranymi w jego koszulki?

Z IWATY JAKUB BIAŁEK 

WSZYSTKIE ODCINKI CYKLU VITAY SENEGAL:

– tekst o akademii, w której wychował się Sadio Mane – CZYTAJ TUTAJ

– reportaż z Wyspy Goree, czyli wyspy niewolników – CZYTAJ TUTAJ

– wywiad z renomowanym dziennikarzem Bambą Kasse o realiach senegalskiej piłki – CZYTAJ TUTAJ

– dzień z życia senegalskiej redakcji – CZYTAJ TUTAJ

WSZYSTKIE ODCINKI CYKLU VITAY JAPONIA:

– tekst o Vegalcie Sendai, czyli klubie z miasta, które podniosło się po straszliwym tsunami – CZYTAJ TUTAJ

– o klimacie japońskich niższych lig – CZYTAJ TUTAJ

– wywiad z Takeshim Ono, pracownikiem japońskiej federacji odpowiadającym za szkolenie młodzieży – CZYTAJ TUTAJ

Vitay_Senegal

DSC01653 DSC01652 DSC01651 DSC01647 DSC01646 DSC01645 DSC01643 DSC01641 DSC01640 DSC01639 DSC01638 DSC01635 DSC01634 DSC01633 DSC01629
DSC01627 DSC01625 DSC01624 DSC01617 DSC01623 DSC01620 DSC01636 DSC01637

KOMENTARZE (13)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
mareck1
Arka Gdynia

Świetnie się czyta, zwłaszcza że już były chyba dwa artykuły o nim i co nieco „liznęło” się już tematu.

Co do najdziwniejszego miejsca, gdzie gra Polak – kiedyś na weszło były artykuły od polskiego piłkarza w Angoli (? – proszę o poprawienie jeśli się mylę) – wydaje mi się bardziej niecodzienne od Japonii, ale wciąż duży plus za całą serię reportaży.

FC Bazuka Bolencin

Magdziński się chyba nazywał ten z Angoli :)

mareck1
Arka Gdynia
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

FC Bazuka Bolencin

Kolejny raz dobra robota. Idzie co poczytać (mnie się kawa skończyła w połowie artykułu) i sporo zdjęć do tego. Na pewno taki ciekawy i wyczerpujący reportaż jest dużo lepszy niż wałkowanie setny raz dlaczego Eduardo jest taki cienki, albo czemu zwolnili Bjelicę na ostatniej prostej sezonu.

Spektakularny

„Nikt w hotelu – jak na małe miasto przystało – oczywiście nie komunikuje się po angielsku,”

Miasto 170k i nikt nie mowi po angielsku w hotelu. Gdyby u nas taka sytuacja miala miejsce w miescie 10k, to Polacy byliby wyzywani przez Was od wieśniaków

solaris

Tak, tylko, że Iwata to miasto będące na 157. miejscu w Japonii pod względem ludności. Na takim samym miejscu w Polsce jest 29-tysięczne Giżycko. Na standardy Japonii Iwata to taka dziura – najbliżej biorąc pod uwagę wielkość miasta to w Polsce jest MKS Kluczbork. Różnica jest tylko taka, że Iwata była klubem zakładowym od bardzo dawna, więc mają pieniądze na granie na poważnym poziomie. Ot, taki Groclin czy Amica u nas w Ekstraklasie.

Andrzej Dudziarz

„każdy z piłkarzy pisze na drewnianej karteczce”
drewniana karteczka xD

Tak przy okazji, ta drewniana TABLICZKA nazywa się 絵馬 (czytaj: ema).

Andrzej Dudziarz

„Japonia to jeden wielki szok kulturowy. Doznajesz go w zasadzie na każdym kroku.”
„padają wyłącznie kulturalne słowa jak czy ”

Rzeczywiście, dla Polaka to jest ogromny szok kulturowy, że ludzie są dla siebie uprzejmi, że sprzątają po sobie, że nie wchodzi się brudnym do wanny i nie tapla w tym własnym brudzie…

Wujek Remo
Kolejorz

Jeszcze nie skończyłem czytać, ale już muszę skomentować: „Shun Morishita nie może mieć konkretnie, kompletnie gumki w spodenkach.” – jakie to było piękne <3 #spodenkiwasilewskiego

molibden

Świetny reportaż, przyjemnie się czytało. Dużo ciekawostek o japońskiej mentalności i tamtejszym stylu życia. Czułem się trochę jakbym był na interesującej wycieczce po Japonii. Gratulacje dla autora :)

zalgon
CSKA Legia

Japończycy bardziej szanują polskie flagi niz polacy bo nie smaruja na nich zadnych nazw wiosek

Mikas
West Ham United

O takie Weszło nic nie robiłem! Świetny reportaż.

wpDiscuz

INNE SPORTY