Jeszcze Sevilla nie zginęła… Real pokonany, Liga Europy nadal w zasięgu
Hiszpania

Jeszcze Sevilla nie zginęła… Real pokonany, Liga Europy nadal w zasięgu

Kilka tygodni temu Sevilla wydawała się być w opłakanej sytuacji. Jej celem minimum na ten sezon jeśli chodzi o ligę, było zakwalifikowanie się do europejskich pucharów. A tu nagle wylądowała na 8. miejscu, czyli pierwszym poza tymi dającymi awans do Ligi Europy. Gdyby właśnie tam skończyła ekipa Caparrosa – to byłaby dla niej prawdziwa tragedia zarówno sportowa, jak i instytucjonalna. Dlatego dziś każdemu obecnemu na Estadio Sanchez Pizjuan spadł kamień z serca. Sevilla wzniosła się na wyżyny swoich możliwości, pokonując Real Madryt 3:2.

Pierwsze co rzuciło nam się w oczy to to, że nie potrzeba było aż tak dużo czasu, by Caparros naprawił sporo rzeczy po Montelli. Przede wszystkim – grę defensywną, nawet pomimo dwóch straconych goli. Jasne, Real miał na pewno wywalone na to spotkanie w sporym stopniu, co jednak nie zmienia faktu, że tymczasowy trener wykonał dobrą robotę z defensorami. Sama zmiana ustawienia zrobiła swoje. Za czasów włoskiego szkoleniowca jedną z największych ułomności Los Nervionenses była właśnie gra w obronie oraz nieumiejętne krycie poszczególnych obrońców. Przejście na grę 3 z tyłu sprawiło, iż dziury zostały załatane, a nawet gdy już ktoś popełnił jakiś znaczący błąd, to za plecami takiego zawodnika znajdował się jeszcze jego kumpel, który pomyłkę mógł nadrobić.

Z kolei jeśli chodzi o ofensywę, długie i szybkie przerzuty to było coś, co pozwalało Sevilli punktować niemal każdą niefrasobliwość Realu w ustawieniu. Akcja przy golu na 2:0 jest idealnym przykładem na potwierdzenie tej tezy – rozpoczął ją N’Zonzi długim, prostopadłym zagraniem na skrzydło. Zaraz potem pomknął w pole karne, gdzie otrzymał podanie zwrotne, aczkolwiek jego strzał został zablokowany. Ustawiony tyłem do bramki przytomnie nie ładował na pałkę, lecz oddał futbolówkę nadbiegającemu z prawej strony Layunowu, którego powinie był pilnować Theo Hernandez. No właśnie – powinien. Gdzie był boczny obrońca w tej sytuacji? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Chodzą plotki, iż zgubił się w tej sytuacji tak bardzo, że ma zostać bohaterem kolejnego odcinka programu „997”.

Nie chcemy się nad nim za bardzo znęcać, ale trudno tego uniknąć. Pisaliśmy to już wiele razy, ale podkreślimy jeszcze raz – ten gość po prostu nie pasuje do Królewskich. Po pierwsze dlatego, że kompletnie nie potrafi zaadaptować się do gry w ataku pozycyjnym, choć dostał od Zidane’a tak wiele szans na przestrzeni całego sezonu. W ekipie stawiającej na kontry – owszem, tam mógłby się odnaleźć. Po drugie – mamy wrażenie, iż Theo po prostu nie myśli na boisku, przez co popełnia całą masę przeróżnych błędów. Gdyby Zidane mógł, to chyba by osiwiał patrząc na jego dzisiejszy występ.

Wracając natomiast do Sevilli – zastanawiamy się jak to możliwe, że Montella wolał Muriela od Ben Yeddera? To było niczym sabotowanie własnej druzyny, co Francuz pokazał około 25. minuty. Jasne, to Kolumbijczyk zaliczył asystę przy jego trafieniu na 1:0, zgrywając do niego piłkę głową, ale jednocześnie mógłby pozazdrościć byłemu graczowi Tuluzy zimnej krwi w polu karnym. Ten bowiem wziął na plecy Ramosa – który de facto najpierw nieco go zlekceważył – przebiegł z nim kilka metrów, a potem plasowanym strzałem pokonał Kiko Casillę. Zupełnie jak w futsalu, w którego przecież swego czasu Ben Yeddera grał. Wszyscy dostaliśmy zatem kolejny dowód na to, że w tym zawodniku tkwi ogromny potencjał i Sevilla powinna zrobić wszystko, by zatrzymać go na następny sezon.

Sergio Ramos natomiast rozgrywał dziś niesamowite spotkanie. Wyjątkowo jednak słowa „niesamowite” nie używamy w pozytywnym kontekście, bo sporo też zawalił i to w dość kuriozalny sposób. Weźmy chociaż trzeciego gola dla Andaluzyjczyków – Gabriel Mercado dziś pełnił raczej rolę stopera, lecz w pewnej chwili niespodziewanie podłączył się do akcji ofensywnej, wbiegł w pole karne, chciał dośrodkować piłkę, ale trafił w jadącego na wślizgu Hiszpana. Jego interwencja była na tyle niefortunna, że skierował ją do siatki ponad głową Kiko Casilli, choć kąt był bardzo ostry.

Ale to nic, bo Sergio miał również okazję, by w 58. minucie dać kolegom z drużyny sygnał do remontady, ale plany pokrzyżowała mu poprzeczka. Chwilę wcześniej bowiem Mateu Lahoz przyznał Królewskim rzut karny za ewidentny faul Vazqueza na Vazquezie Franco na Lucasie, lecz stoper gości zmarnował nawet tak dogodną okazję do strzelenia gola. W końcówce co prawda próbował jeszcze zmazać tę plamę, lecz nie sądzimy, by mu się to udało. Co prawda drugą jedenastkę wykonał już skutecznie, aczkolwiek nic ona nie dała Realowi w kontekście ostatecznego wyniku – było to jedynie trafienie na 2:3. Wcześniej natomiast Davida Sorię pokonał Borja Mayoral po pięknym dośrodkowaniu Marco Asensio.

Zastanawiamy się bardziej jednak, czy ten drugi rzut karny w ogóle powinien zostać odgwizdany? Oczywiście – Mercado odepchnął Theo Hernandeza, ale to boczny obrońca jeszcze wcześniej prowokował Argentyńczyka w nieprzepisowy sposób. W zasadzie Mateu Lahoz powinien był odgwizdać faul w drugą stronę, no ale nawet nie za bardzo nas zszokowało to, że hiszpański sędzia odwalił manianę. Dziwne jest jednak to, że stał stosunkowo blisko obu zawodników, więc to co się działo pomiędzy nimi miał w zasięgu wzroku, a jednak podjął raczej błędną decyzję. No cóż, niezbadane są wyroki Lahoza. Miejmy nadzieję, że podczas mundialu będzie w lepszej formie.

Gdybyśmy jednak mieli już kogoś wyróżnić wśród Los Blancos, to nie żadnego gracza z pola, lecz Kiko Casillę. W dużej mierze to dzięki niemu madrytczycy uniknęli dziś kompromitacji. Co parę minut bowiem Andaluzyjczycy wjeżdżali w jego pole karne, choć często brakowało im dokładności w podaniach do Muriela czy Ben Yeddera. Bramkarz natomiast wiele takich zagrań „skasował”, bowiem popisywał się świetnym timingiem wychodząc do wielu prostopadłych zagrań w jego szesnastkę, czym niwelował potencjalne zagrożenie. Gdyby nie jego interwencje piłkarze Caparrosa mogliby wstukać tu nawet z 5 sztuk.

Wydaje się nam, że ani tymczasowy szkoleniowiec, ani żaden fan Sevilli nie spodziewał się, iż w dzisiejszym spotkaniu to ona będzie górą. A tak Los Nervionenses zapisali właśnie na konto jakże cenne, nadprogramowe trzy punkty. Dzięki nim przeskoczyli w tabeli ponad Getafe i mają nad nim przewagę 2 oczek. Pozycja Villarrealu też jest w zasięgu, choć w tej chwili i eliminacjami do Ligi Europy Andaluzyjczycy powinni być usatysfakcjonowani. Nie powinni wybrzydzać, wszak właśnie wrócili przecież z dalekiej podróży…

Sevilla 3:2 Real Madryt (2:0)
1:0 Ben Yedder 26′
2:0 Layun 45′
3:0 Ramos (sam.) 84′
3:1 Mayoral 87′
3:2 Ramos 90+5′

Fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (4)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

candrew

,,Wydaje się nam, że ani tymczasowy szkoleniowiec, ani żaden fan Sevilli nie spodziewał się, iż w dzisiejszym spotkaniu to ona będzie górą.” Serio, a zauważyliście jakim składem na ten mecz wyszedł Real? U buków Sevilla też była faworytem. Btw. wytłumaczy mi ktoś dlaczego Zidane olał ten mecz mając jeszcze realne szanse na wicemistrzostwo? Zawsze wydawało mi się, że taki klub jak Real każdy sezon chce skończyć jak najwyżej w tabeli, tym bardziej jeśli wyprzedza ich Atletico. Oszczędzanie się na finał LM na 2,5 tygodnia przed brzmi trochę niepoważnie.

Czarny Lulek

Wydaje mi się, że Zidane w dużym stopniu zmienia mentalność Realu. I, o dziwo, nawet Perez mu tego nie zabrania. Bo to po prostu przynosi korzyści. Kto by jeszcze ze 3 lata temu pomyślał, że Real coś odpuści, albo że Ronaldo będzie regularnie opuszczał mniej ważne mecze? Ale gablotka z europejskimi pucharami się zapełnia, więc system działa..

wpDiscuz