Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Weszło

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Czerwona lampka zapaliła się po Utrechcie. Lech cisnął w Holandii, ale przywiózł bezbramkowy remis. Mit zaczął się kuć w rewanżu. Lech podobno zagrał cudownie.

Lech podobno wyglądał jak piłkarskie wcielenie Chicago Bulls 96/97, momentami wskakując na poziom amerykańskiego Dream Teamu z Barcelony.

Ale gdy odrzeć mecz z fajerwerków równie skutecznych, jak te wystrzelone ostatnio na stadionie w Płocku, mamy:

– Gola straconego po czterdziestu sekundach.
– Bramkę na 1:1 z metrowego spalonego.

Screen Shot 05-10-18 at 12.10 PM 001
– W 52 minucie sędzia nie uznaje bramki Utrechtu przez faul widmo na Trałce (od 2:13).

– Nie dające nic 2:2 strzelone w doliczonym czasie gry, gdzie również jakby arbiter gwizdnął ofsajd, nikt nie mógłby mieć pretensji.

Screen Shot 05-10-18 at 12.10 PM

I co po takim meczu – dodajmy, że rozgrywanym dopiero w trzeciej rundzie eliminacji – powiedział Bjelica?

„W trenerskiej karierze nie byłem tak dumny z zespołu jak dzisiaj”.  Hola hola, prowadziłeś wcześniej rezerwy LZS-u Chrząstawa? A może tylko austriackich drugoligowców w FM-ie?

Później Bjelica dodał coś o deklasacji. Panie Nenadzie – deklasacja to jest 5:0. Deklasacją można było się wytrzeć po pana zwycięstwie z Legią (3:0 w Poznaniu jesienią). Ale tutaj? Tu była – jak powiedział kiedyś Janusz Wójcik – dupa z majonezem.

Mnie, patriotę polskiej kopanej, obrażało to co wygadywał po Utrechcie szkoleniowiec Kolejorza. Więcej – moim zdaniem najbardziej obrażało kibiców Lecha. Oto KKS, który do niedawna rozpychał się łokciami w pucharach, obrywa od zespołu, o którym przed starciem pisało się tylko odmieniając słowo „kryzys” przez przypadki. Pal licho, że zespół z ambicjami do corocznej gry w fazie grupowej pucharów odpada zanim najlepsi powąchają boisko. Pal licho, że w rundzie przedwstępnej do kwalifikacji.

Ale najgorsze, iż ktoś próbuje mi wmówić, że ten eurowpierdol to sukces.

Rozumiem słowa obliczone na budowanie zespołu, rozumiem grę na emocjach, rozumiem, że trener musi stanowić tarczę. Ale są jakieś granice. Skojarzył mi się wtedy Antoni Piechniczek i jego naznaczone „zwycięskimi porażkami” rządy w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Fragment z „Kowal. Prawdziwa historia”.

Znowu startujemy, znowu lądujemy. Kolejny przystanek! Zaraz, zaraz, na którym ja wysiadam?! Poszedłem się spytać, ale kazali mi siedzieć. W końcu lądujemy, wszyscy wstają i zbierają toboły. Oho, pętla! no to szybciutko, zanim ruszy w drogę powrotną.

W hotelu byłem już po trzydziestu minutach. Ani szczęśliwy, ani wściekły, już zobojętniały. Starty, lądowania, przejażdżki, odprawy. Już chyba nie wiedziałem, jaki jest dzień tygodnia. Trzeba się przywitać. Pierwsze kroki skierowałem do trenera Piechniczka.

– Dzień dobry, w końcu dotarłem.
– I jak podróż?
– Ciężka. Z szesnaście przesiadek przez dwa dni. Padam na twarz.
– Aha, wiesz Wojtek, skoro miałeś tak trudną podróż, to chyba nie zagrasz.

Od razu wróciły mi siły, żołądek podszedł do gardła.

– Jak to nie zagram?
– Jesteś zmęczony, więc nie ma sensu.
-Panie, ja zrezygnowałem z następnego meczu w klubie, mogę tam stracić miejsce. Tłukłem się jakimiś podmiejskimi samolocikami, stałem w korkach w slumsach Sao Paulo, a pan mi mówi, że nie zagram?
– Zrozum mnie. Poza tym muszę dać nagrode chłopakom za Wembley.
– Jaką nagrodę?
– No dla tych, co tak dobrze zagrali na Wembley.
– Ale tam było w ryj!
– Ale tylko 2:1!
– Ale w ryj!!!

Na mój gust, zbyt wiele razy Bjelica chodził po porażce dumny jak paw.

Zbyt wiele razy cisnęło się na usta kowalczykowe „ale tam było w ryj!”

Zbyt wiele razy winna była pogoda, VAR, sędziowie, a nawet – kuriozum czystej wody – dziennikarze. Brakuje tylko, żeby Nenad wyszedł i powiedział, że sezon zawalili mu Radosław Nawrot z GW i Damian Smyk z Weszło.

Szybki przegląd klęsk:

9 kwietnia 2017. Lech Poznań – Legia Warszawa 1:2

„Kolejorz” do meczu z Legią przystępował z pozycji rewelacji wiosny, która w 2017 roku wygrała 7 z 9 meczów, pozostałe dwa bezbramkowo remisując. W ciasnej tabeli zwycięstwo nad Legią dawało niemalże pole position w wyścigu po mistrzostwo, o psychologicznej przewadze (jakże ważnej w Poznaniu!) nie wspominając. Udało się wcisnąć bramkę dopiero w końcówce. U siebie. Mając obronę, która praktycznie nie traci w tym roku goli.

2 maj 2017. Lech Poznań – Arka Gdynia 1:2

Przepieprzony Puchar Polski, który Kolejorz miał wygrać w cuglach. Niecałe dwa miesiące wcześniej Arka została w lidze ograna 4:1, i to w Gdyni, dlatego kibice Lecha mieli pełne prawo do Warszawy jechać jak po swoje. Arkowcy bronili się przed spadkiem z ligi, który zapewniły dopiero: ręka Siemaszki i żenujący mecz przyjaźni z Zagłębiem Lubin.

A jednak znowu Lech w najważniejszym momencie nie trzymał ciśnienia.

4 czerwca 2017. Jagiellonia – Lech Poznań 2:2

Prowadzili 2:0, a tymczasem wkrótce Jaga odrobiła i nawet grała korespondencyjnie o mistrza. Szczęśliwie dla siebie Lechia nie ograła Legii, bo wtedy poznaniacy wylądowaliby poza podium i poza pucharami. Znowu Lech wypuścił kontrolę z rąk.

17 maja 2017. Legia Warszawa – Lech Poznań 2:0

Najbardziej emocjonująca końcówka sezonu od wprowadzenia ESA37 miała zostać rozstrzygnięta w meczach bezpośrednich między Legią, Lechem, Lechią i Jagiellonią. Poznaniacy zgodnie z przewidywaniami pokonali Koronę, Bruk-Bet i Pogoń, ale gdy przyszło wybrać się do Warszawy…

No cóż, skończyło się jak zawsze. Szybki strzał od Vadisa Odjidjy-Ofoe, późny gwóźdź do trumny od Michała Kucharczyka, 2:0, można wracać do domu smutnym autobusem.

Dwumecz z Haugesund

To był naprawdę imponujący powrót. Ale w pierwszej kolejności nikt nie spodziewał się, że Lech wpakuje się aż w takie kłopoty. Wykopał sobie dołek, w który wpadł – trudno wręczać medale, jeśli ktoś podniósł się z własnej wywroki.

Dwumecz z Utrechtem

Jak już pisałem – brakło tylko, aby Bjelica wynajął lechitom otwarty autobus, potrzebny do świętowania tego eurowpierdolu.

9 sierpnia 2017. Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0

Między 30 lipca a 10 grudnia Pogoń Szczecin rozegrała dziewiętnaście meczów. Wygrała z nich tylko dwa, w tym jeden pucharowy z Lechem i to zdecydowanie. W następnej rundzie Pogoń odpadła z Bytovią Bytów.

Dwa razy 0:0 z Sandecją Nowy Sącz

Sączersi to ambitny zespół, prawda. Ale też potrafiący niewiele więcej, niż się bronić. A jednak powstrzymał dwukrotnie – cytując Bjelicę – najładniej grający zespół w Polsce.

O nowszych klęskach pamiętacie dostatecznie dobrze. Nie muszę przypominać, że dopiero co Nenad ogłaszał się przyszłym mistrzem Polski, a teraz kibice kazali jemu i jego piłkarzom wypierdalać. Jest to niepojęte, iż zespół, który był niepokonany na własnym stadionie, nagle w kluczowym momencie przegrywa u siebie wszystko. Niewytłumaczalne załamanie, absolutnie porażka po pierwsze we własnej głowie.

Nawet największy triumf, 3:0 z Legią, gdzie naprawdę Lech grał jak z nut i mistrz Polski nie miał nic do gadania, zaraz został zmarnowany przez serię pięciu meczów bez zwycięstwo. Ot, raz się udało i dziękujemy.

Bjelica przychodził do Polski z ciekawym CV. Nie jako facet na dorobku, który nic nie osiągnął i któremu trzeba pokazać jak wygląda znacznik, a jak prowadzi się rozgrzewkę. Jego zatrudnieniu towarzyszyły fanfary. Dostał bardzo dużo czasu, by wprowadzić swoją filozofię. Nawet te nieszczęsne puchary można było zrzucić na karb rewolucji w szatni, ale ten finisz?

To jego osobista klęska. Jeśli swoimi wypowiedziami chciał chronić piłkarzy, roztaczać nad nimi klosz – przegrał jeszcze mocniej, bo to nijak nie zadziałało. Zapamiętam go jako gościa bliskiego… Jozakowi, bo obaj ostatecznie najbardziej kreatywni byli przy wymówkach.

Nawet wczoraj, gdy nie było czego zbierać, ośmieszył się mówiąc, że inni też przegrywali u siebie.

Kogo miało to pocieszyć? Czy naprawdę myślał, że rozwścieczone trybuny mogło to udobruchać?

Przyjechał na białym koniu, wyjeżdża na furze gnoju niczym Łęcka.

***

Dwa tygodnie temu pisałem w felietonie: Lech zbudował akademię, prawdziwe cacko, motor napędowy zadowolenia jego księgowych. Ewentualne poprzednie porażki można było tłumaczyć priorytetami skierowanymi gdzie indziej.

Ale pisałem też, że wymówkarstwo się skończyło, czas zacząć wygrywać. Że jeśli Lech w tym sezonie nie wygra – przy problemach Legii, przy dużo lepszym terminarzu, przy trenerze tymczasowym w Warszawie – będzie frajerem sezonu. I nim właśnie został.

Kibice Lecha odczuli to najboleśniej. Pewnie wielu żałuje, iż Lech wykonał na finiszu rundy zasadniczej imponujący zryw – odżyły nadzieje, oczekiwania wzrosły, a dzisiaj Poznań ma przez to złamane serce.

A przecież możliwe, że jeszcze ktoś je podepcze.

Screen Shot 05-10-18 at 01.03 PM

Lech wciąż ma o co grać. Piłkarze powinni o tym wiedzieć. Nie jestem pewny, czy wiedzą. Może Polacy tak, ale czy wszyscy obcokrajowcy zdają sobie sprawę, że na finiszu wciąż stawka jest olbrzymia? Nieporównywalna z mistrzostwem, to jasne, ale wciąż każdy lechita dałby sobie palca odciąć, żeby nie zobaczyć Legii świętującej przy Bułgarskiej? O takim scenariuszu czytałem dziś taką opinię:

Przyjście 20 maja na mecz z Legią, to jakby pójść do sypialni w której ktoś dupczy ci żonę, i bić mu brawo.

Ci gracze też do pewnego stopnia mogą się zrehabilitować, podkładając nogę Legii.

Ale nawet, jeśli się uda, co dalej?

Nie wiadomo. Nie ma żadnej pewności, że będzie lepiej. Przecież problemy, o których mówimy, nie dotyczyły tylko ery Bjelicy, ale sięgają wstecz. Stanowią upiorny refren rzeczywistości Lecha.

Nikt w tym momencie w Poznaniu nie wygląda, jakby miał pomysł w jakim kierunku ten pociąg powinien pojechać. Głęboki audyt potrzebny jest wszędzie poza akademią, czyli od skautingu, sposobu dokonywania transferów, itepe, itede. Nie wiem co zamierzają Karol Klimczak i Piotr Rutkowski, ale jeśli chcą przetrwać, MUSZĄ przekonać Poznań. Otwarta rozmowa z kibicami nigdy nie była im bardziej potrzebna, niż teraz. Sezon jest przegrany, znowu. Perspektywy dobre tylko w Excelu. Każdy dzień zwłoki gra na ich niekorzyść. Wielce jestem ciekaw co zrobią.

Jeśli nie zrobią nic, pod stadion może przyjechać Wiara z taczkami.

***

Wiecie jaką opinię słyszałem? Olać wszystko, w przyszłym sezonie grać tylko swoimi. Tylko wychowankami. Na ataku Tomczyk, w składzie dzieciarnia, dziś powypożyczana albo kwitnąca w rezerwach.

Jak już się bawić w okno wystawowe, to na całego, przynajmniej nie mamiąc kibiców, że gra się o coś więcej.

***

Polecam wam dzisiaj lekturę bloga Mateusza Jarmusza, który jest częstym gościem Stacji Bułgarska na Weszlo.FM. Co jak co, ale takiego dnia nikt nie odda pełniejszego obrazu, niż kibic.

Na zachętę fragment:

vc

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (38)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Benis Jądro
K S K 1953

Prawda jest taka, że Lech ma skład na 2-3 miejsce i takie miejsce zajmuje. Aktualnie kwestia walki o mistrzostwo sprowadza się wyłącznie do tego, czy Legia pozwoli sobie je odebrać swoją kiepską grą, a że Legia zawsze się spina w końcówce to wygląda to, jak wygląda.

Gudi

Personalnie tylko Legia jest mocniejsza i gdyby Legia grała dobry sezon nikt do Lecha nie miałby pretensji za 2 miejsce. Ale to jest najsłabszy sezon Legii w ostatniej pięciolatce i Lech nie potrzebował grać wybitnie, żeby zdobyć majstra. Wystarczyło grać poprawnie. Nawet tego zabrakło.

areq
Kolejorz

Lechia ma teoretycznie lepszy skład od Lecha,nie wiem czy czasem nie od Legii…Jaga zbliżony podobnie jak Śląsk.I co z tego.Nawiska nie grają.Na naszą ligę wystarczy dużo biegać,jak stać to mądrze no i nie mieć wytrzymałości jak Peszko po sylwestrze’:)

Gudi

Z tą Lechią to bym nie przesadzał. Gdyby połowa jej składu miała z 5 lat mniej to rozumiem, podobnie ze Śląskiem.

areq
Kolejorz

Zgadzam się.Wiekowo zaawansowani.Ale choćby w takiej Lechii personalnie na papierze , skład wygląda lepiej niż Lecha. Są uczestnicy mistrzostw, mistrzowie Polski , gracze z doświadczeniem pucharowym , z grą za granicą oraz jedna stara gwiazda ligi włoskiej:)
A w Lechu? Młodzieżowcy z przeróżnych reprezentacji (bez większych sukcesów) , , Gytkjaer od biedy (jako zdobywca mistrza Norwegii bodajże , Dilaver (jako mistrz lig słabszych od naszej) , Makuszewski (z epizodem gdzieś na wschodzie) , no może jeszcze Majewski z zaplecza PremierLeague.
A reszta?Typowi ligowcy.Ociężały ostatnio Jevtic , starzy wyjadacze Trałka , Janicki , Gajos.
Tegoroczny skład jest zdecydowanie gorszy od tego z roku poprzedniego,zatem i tak powinniśmy być zadowoleni że nie pałętamy się gdzieś pomiędzy grupą mistrzowską a spadkową.
Dlatego nie rozumiem zwolnienia Bielicy,ale chyba sam pod sobą wykopał dołek:Jakby nie pie***ił, że będziemy mistrzami tylko trochę ponarzekał np. na kontuzję Makiego czy zmęczenie sezonem:):) to nie byłoby powodu do napinki..

Bartek Kiezun

Moze i ma budzet, a co za tym idzie sklad na 2-3 miejsce. Nalezy jednak pamietac, ze 2-3 budzet w kraju kaze miec wiekszy procent zwyciestw. 55-60%? Ale nie ponizej. 50% to moze miec Gornik czy Korona i wtedy mozna oceniac zadanie jako wykonane bardzo dobrze.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

gryf01

Też uważam, że jadą po Lechu trochę za bardzo. Sezon jeszcze się nie skończył. Aż szkoda, że jesteś zmuszany żeby to czytać. Nie martw się – dwa zwycięstwa Lecha i znowu będzie pianie jaki to Lech jest wspaniały. Wtedy artykuły będą ci się podobały.

Alie_Verema
Widzew. Lech. Barcelona

Sarkazm roku.

DSP1

„Przyjechał na białym koniu, wyjeżdża na furze gnoju niczym Łęcka.”

Na furze gnoju to wyjechała Jagna z „Chłopów”.

JesusChristPose
Legia Warszawa

to tylko dziennikarz Weszło. nie oczekuj zbyt wiele 😀

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Proponuję korektę. Lech powiedział „Bjelicy Farawell, mister Nenad, farewell!”, niczym Wokulskie Łęckiej na kolejowym peronie.
A zupełnie poważnie, to strasznie mnie „osłabił” ten błąd… Mylić się jest rzeczą ludzką, ale żeby Leszek Milewski aż tak?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Redaktor tego portalu, którego uważam za osobę inteligentną, umiejącą bardzo ciekawie pisać i zdecydowanie wyróżniającą się na tle innych osób, które tworzą publikowane tu teksty. Stąd moje zaskoczenie.
Nie sądzę, by chciał obudzić moją czujność. Myślę, że zwyczajnie, po ludzku, strzelił babolca i tyle.

gryf01

Normalnie, Leszek sprawdza czy ktoś doczytał. Testuje poziom koncentracji czytelników, czy jego artykuły nie są za długie dla kibiców kopanej :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Nie chcę się czepiać, ale...

Też jestem w szoku, że Milewski popełnił taki błąd. Może to była jakaś prowokacja?

dario armando

A u nas ciągle tak samo- jak jest żle to za wszystko odpowiada trener ,no bo oczywiście nie działacze ,którzy zatrudniają totalnych przeciętniaków .Bjelica to nie jest szkoleniowiec z topu ,ale niby jak zdobywać tytuł ,takimi looserami jak Janicki ,Majewski ,Trałka,Gajos czy inne Barkrothy.

refuse

Właśnie takie gadanie jak R. Nawrota to źródło problemów Lecha. Piłkarze czuli się zwycięzcami, bo przecież wygrali z Legią, i są zdziwieni że wszechświat się nie dopasował. Jakoś nie ogarnęli, że to tylko trzy punkty. A tu jeszcze Jagiellonia ma swoje ambicje, inne drużyny też chcą się pokazać w meczach z aspirantem do mistrza, no i z Legią gra się 3 razy a nie raz. Jak żyć?

Bednar19951

Lech może i ma przyzwoity skład, ale za tą kasę jaką zarabia mógłby mieć o wiele lepszy. Jakby chociaż 50% tych przychodów szło na transfery, to dawno byłby poza zasięgiem. Ale jako że Rutki je chomikują to jest jak jest. I jest jeszcze jedna, kluczowa różnica między Lechem a Legią. Legia wyrobiła sobie gen zwycięzcy i nawet w kryzysie spina się potężnie na ostatnie mecze i nie zżera jej presja. Doświadczenie zawodników i warszawski klimat robią swoje. A w Lechu jest dokładnie na odwrót i tyle. Legia ma w gablocie trofea, Lech jedynie kwoty za jakie sprzedał piłkarzy.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Co za bzdury.
Gdyby nie ten chujowy sklad Lecha to w zeszlym sezonie gowno by bylo w Warszawie a nie mistrz. Mecz przyjazni skonczyl sie sraka w majtkach Legionistow ktorzy nasluchiwali komunikatow o wyniku z Bialegostoku, modlac sie by Lech nie odpuscil.
Gen zwyciezcy? A jak teraz przepierdola to co? Gen chujowosci nagle wezmie gore?

Niech juz ten sezon sie skonczy :/

jeremy

Gdyby Lech w zeszłym sezonie wygrał PP to mistrza na 100% miałby Białystok.

Sofronow
(L)

Gdyby ciotka miała ch**ka
Wydymałaby i wujka

matej2001

Gdyby, gdyby, gdyby… Gdyby w dupie rosły grzyby, to dupa z czasem była by lasem. Lech, to drużyna przegrywów. Gdy dochodzi do poważnego meczu, to grają w obsranej zbroi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

WieslawWojnar

Kompletnie nie rozumiem Ciebie, człowieku. Czytałem sobie komentarze pod artykułem „Popierdółka a nie mistrz”. Jesteś kibicem Jagiellonii. Jaga wygrała 2-0 z Lechem. Co robisz? Napierdalasz pod tekstem o tym meczu na Legię, która wygrała z Wisła Płock. Ktoś jedzie po Lechu, a Ty od razu wjazd na Legię, jakbyś był kibicem z Poznania. Albo wręcz pierwszy wyjeżdżasz z Legią. Ale zdumiało mnie jedno – zero radości z bardzo ważnego zwycięstwa Jagi. Zero! Wściekłość, piana z mordy. To w końcu Jagiellonia, czy Lech?
Poza tym wiem, że:
– albo jesteś pierdolnięty naprawdę;
– albo uprawiasz trollowanie tylko w celu wkurwiania innych;
– niezależnie jednak, które z powyższych – jesteś idiotą.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Cieszę się, że nie tylko ja czułem się tak po Utrechcie. Do wściekłości doprowadziły mnie okoliczności utraty drugiego gola. Przypomnę: głupia strata w środku i kontra Utrechtu, co jeszcze nie było by tak irytujące, gdyby nie fakt, że Lechici wracali pod bramkę spacerkiem (szczególne wyróżnienie dla Bärkrotha). Jeśli ktoś nie pamięta, to polecam odnaleźć powtórkę i popatrzeć nie na samą akcję, ale na defensywną determinację Poznaniaków. Spodziewałem się, że Bjelica zrobi w szatni taką masakrę, że się będą piłkarze chować po szafkach i zamykać w kiblu, a ten pogłaskał…

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

„Ale najgorsze, iż ktoś próbuje mi wmówić, że ten eurowpierdol to sukces.”
Panie Leszku z calym szacunkiem ale co Pan pierdoli?
Eurowpierdol to byl z rybakami czy Szeryfem a nie po remisie z Utrechtem. Jasne to zaden wysoki poziom, ale o co pretensje do 3 druzyny z kurwa Eklapy? Przeciez w sumie moglaby zagrac Wisla Plock czy ktokolwiek inny. 3 miejsce. W Eklapie. Co to jest za poziom? Wicemistrza Luksemburgu?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Eurowpierdol to nie był, ale wkurzył mnie chyba nawet bardziej, niż lanie od niektórych rybaków, czy pasterzy. Dlaczego? Bo Lech w rewanżu pokazał (może nie cały, część zawodników) kompletny brak jajec i charakteru. Wręcz tumiwisizm. Dlaczego? Poszukajcie powtórki drugiej bramki i zwróćcie uwagę, jak panowie wracali. Zmęczeni byli, powiecie, to była 90 minuta powiecie… Była, tyle że „najdynamiczniejszym” powrotem popisał się Bärkroth, który niewiele wcześniej wszedł na boisko. Ale Nenad był dumny, a ja bym ich chyba, za coś takiego, zatłukł torebką od herbaty (żeby było dłużej).

Alie_Verema
Widzew. Lech. Barcelona

To samo było kiedyś z IFK w Poznaniu. Szkoda było potrzeć.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Czyli nie byl to eurowpierdol. Gdyby przejebali 3-0 czy cos to jeszcze rozumiem.

A zaangazowanie to co innego. Lepsza wersje ogladalem w LM gdy pilkarzyki buntowaly sie przeciwko Hasiemu. To byl dopiero pokaz „profesjonalizmu”.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

wychodzi na to, że nieco inaczej rozumiemy termin „eurowpierdol”. Myślę, że nie ma tu o co kruszyć kopii, nazewnictwo nie jest najważniejsze.
Co do Legii. Cóż.. Może i się buntowali i specjalnie tak grali. Nie wiem. Wcale jednak nie twierdzę, że było lepiej. Po prostu inaczej bym to zakwalifikował.

Murphy
KTS Weszło

Panie Milewski, obejrzyj Pan sobie te trzy zdjęcia, i przestań Pan pierdzielić, że przy drugiej bramce dla Lecha z Utrechtem, gdziekolwiek był spalony. Przy pierwszej tak. Absolutny. Ale nie przy drugiej.

Ostatnie podanie..jpg
Przedłużenie.jpg
Dośrodkowanie.jpg
DrMabuse
Wisła Kraków

Łęcka na furze gnoju? Yyyyyy….alerzeco?

Jeden profesor, Panie Leszku, mawiał – ja swietnie wiem, że „Balladynę” napisał Mickiewicz, ale zanim zacytuję to zawsze na wszelki wypadek sprawdzę.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Eurolomotolog

Panie Leszku, kompletnie nie Pański poziom:

„Szczęśliwie dla siebie Lechia nie ograła Legii, bo wtedy poznaniacy wylądowaliby poza podium i poza pucharami. Znowu Lech wypuścił kontrolę z rąk”

Szczęśliwie dla Lechii??? Raczej dla Lecha…

„Arkowcy bronili się przed spadkiem z ligi, który zapewniły dopiero: ręka Siemaszki i żenujący mecz przyjaźni z Zagłębiem Lubin”

Akurat Arce walka o spadek nie wyszła, zresztą walki tej nie zapowiadali Arkowcy, tylko trener Górnika Łęczna.

wpDiscuz