Gdy hiszpańscy sędziowie odbierają ci smak życia…
Blogi i felietony

Gdy hiszpańscy sędziowie odbierają ci smak życia…

To miał być spokojny, wyważony tekst o Realu Madryt, z wnioskami płynącymi z tego sezonu w jego wykonaniu, bo pomimo kilku pozostałych meczów w Primera División, El Clasico właściwie zakończyło jego ligowe zmagania o cokolwiek. Ale nie będzie. W chwili, kiedy to piszę, w środku mnie wszystko się gotuje. Paleta emocji, niestety niekoniecznie tych pozytywnych, zmieszanych niczym napoje wyskokowe w kociołku Panoramixa.

Wiecie, to jest tak, że w teorii oglądamy futbol dla przyjemności, chociaż ja jako fan rozgrywek hiszpańskich dużo częściej jednak wkurwiam się podczas poszczególnych meczów. Mogą akurat grać totalnie obojętne mi zespoły, na przykład Getafe z Celtą Vigo, ale nie potrafię przejść neutralnie obok tego, w jaki sposób wypaczane są scenariusze tychże spotkań. Nie zawsze chodzi o decyzję zmieniającą wynik spotkania. Zdarza się mnóstwo pomniejszych błędów, ale efekt często jest bardzo podobny – to się po prostu odechciewa oglądać.

A to seria absurdalnych rzutów wolnych gdzieś w środku pola, a to nieodgwizdany spalony lub złapany taki, kiedy nie może być o nim mowy. Albo jakiś karny po tym, jak dany zawodnik pomylił boisko z basenem. Albo kartki rozdawane na lewo i prawo, w chwili gdy w sumie nic wielkiego się nie stało. I odwrotnie – brak drugiego żółtego kartonika, ponieważ sędzia nie chciał psuć spotkania.

Rozumiecie w ogóle ten argument? Sędzia nie chciał psuć spotkania… Przecież pisanie czegoś takiego w kontekście ligi hiszpańskiej to wręcz słownikowa definicja oksymoronu, która oznacza mniej więcej tyle, że – powiedzmy na początku meczu – można sobie naginać przepisy do woli, bo i tak arbiter nie wykaże się właściwą wielkością cojones, aby wyciągnąć odpowiednie konsekwencje względem delikwenta. Czyli popsuł mecz właśnie dlatego, iż nie chciał go popsuć, taki tam paradoks.

Doskonale jednak zdaję sobie sprawę z tego, iż fani innych europejskich rozgrywek będą mieli podobne zdanie na temat arbitrów z tamtych państw. Kibic Bundesligi powie, że najgorsi rozjemcy biegają po niemieckich boiskach, kibic Premier League sflugają Angoli i tak dalej, i tak dalej. W normalnych warunkach pewnie nie podejmowałbym dyskusji na ten temat, tylko pokiwał głową ze zrozumieniem, aczkolwiek po wczorajszym po prostu nie potrafiłbym przyznać racji żadnej z takich grup.

Hiszpanie zdobywają właśnie Himalaje beznadziei.

Śledzę Primera Division już nawet nie pamiętam od kiedy i widzę postępujący we mnie trend, a mianowicie coraz większy wstręt do tamtejszych rozgrywek. To koszmarne uczucie, kiedy masz pasję, chcesz się nią jarać i cieszyć ze względu na poziom sportowy, ale nie do końca możesz, bo obok fantastycznych dryblingów, strzałów, podań, wślizgów i innych takich, oglądasz panów z gwizdkiem w ustach, którzy korzystają z nich równie losowo, jakby akurat podczas meczów łapali półtoragodzinną czkawkę.

Mam nadzieję, że ten moment nie nastąpi, ale jeśli cokolwiek będzie w stanie obrzydzić mi piłkę nożną, to nie praca przy niej, nie zmęczenie sezonem czy rutyna oraz monotonia, lecz właśnie źle wykonywana robota arbitrów. Popełniane przez nich błędy wypaczają bowiem wszelakie starania szkoleniowców oraz piłkarzy, sprawiając w ten sposób, iż często ich wysiłek nie ma najmniejszego sensu. Syzyfowa robota.

Póki co czuję się co najwyżej oszukany. Płacę ten cholerny abonament telewizyjny, inni kibice dodatkowo kupują bilety za horrendalne wręcz ceny, bo za worek gruszek na stadiony się przecież nie wchodzi. W sumie niezależnie od tego ile forsy zostawiamy przy kasie, nie zmienia to faktu, że w zamian otrzymujemy produkt – delikatnie rzecz ujmując – wybrakowany. Nie odnosicie takiego wrażenia? Skoro już przy owocowej nomenklaturze jesteśmy, to trochę tak, jakbyście kupili ileś tych gruszek hurtem, a potem przy jedzeniu okazałoby się, iż większa część zgniła od środka. No i co, bylibyście zadowoleni z takiego nabytku?

Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy w takich momentach – nigdzie bardziej niż w Hiszpanii potrzeba wprowadzenia systemu VAR. To wręcz absurdalne, że (prawdopodobnie) najlepsza liga świata pod względem poziomu sportowego jest jednocześnie niemal najgorzej zorganizowaną sędziowsko spośród wszystkich topowych. I jeszcze ten absurdalny poziom tłumaczenia olewania technologii w La Lidze – że niby wsparcie video dla arbitrów, tudzież chociaż niezwykle przydatny program „Goal-line”, są za drogie… Byłbym w stanie przyjąć ten argument, gdybyśmy mówili teraz o rozgrywkach, powiedzmy, w Mołdawii, ale w przypadku Primera Division to jest żaden argument. Milionowe przychody, jakie zapewniają Barcelona, Real, Atletico oraz wiele innych nieco słabszych drużyn, chociaż i tak na tyle dobrych, by godnie prezentować się w europejskich pucharach – z tego naprawdę nie ma odpowiednio dużych pieniędzy, by sfinansować wprowadzenie technologii do La Ligi? Prędzej uwierzę w UFO.

Rozumiem, że w koszta trzeba wliczyć nie tylko licencję na możliwość wykorzystania systemu, lecz również sprzęt mogący go obsłużyć, poza tym również wiele szkoleń dla sędziów, ale bez przesady. Mówimy przecież o Primera Division, którą na całym świecie ogląda miliony ludzi i już z samego tego tytułu hajs na VAR powinien się znaleźć. A o dodatkowych zyskach z działań stricte marketingowych nawet nie ma co wspominać.

Co chwilę dostajemy namacalne dowody na to, iż bez wsparcia video ten sport po prostu przestaje mieć sens. Mecze filmowane są z tylu ujęć, że nawet najmniejsza pomyłka arbitra migusiem wychodzi na jaw. W tym kontekście warto zauważyć i poniekąd stanąć w obronie ślepców z gwizdkiem – dziś mecze toczone są w takim tempie, że ludzie oko po prostu nie jest w stanie wyłapać pewnych aspektów. Ponoć udowodniono to nawet badaniami naukowymi!

Piszę o tym zresztą abstrahując od wczorajszego Klasyku. Potyczka Barcy z Realem się do tej kategorii nie łapie, wszak błędy były zbyt duże, zbyt ewidentnie, by tak tłumaczyć Hernandeza Hernandeza. Aczkolwiek w szerszej perspektywie człowiek po prostu nie jest w stanie wyłapać wszystkiego.

Nie rozumiem dlaczego hiszpańscy sędziowie oraz związkowcy zachowują się, jakby bali się VAR-u. Przecież to nie będzie wprowadzenie w życie scenariusza rodem z „Black Mirror”, w którym roboty zastępują ludzi, a ci umierają z głodu, ponieważ nie mają pracy. Przeciwnie, technologia ma służyć niczemu innemu jak pomocy im w wykonywanym zawodzie. Póki co natomiast zawód odczuwamy raczej my – brzydkie określenie – konsumenci, widząc, co się wyprawia na boiskach.

Wszyscy, którzy są przeciwko, powołując się na zmniejszenie dynamizmu w piłce nożnej, albo co gorsza na zabijanie ducha gry (czy ducha w ogóle da się zabić?), naprawdę wprawiają mnie w osłupienie. Jakoś wątpię, by w codziennym życiu lubili być okłamywani, a jako że futbol dla każdego kibica to ważna część życia, moim zdaniem te dwie rzeczy po prostu się ze sobą kłócą. Ale co w tym kontekście chciałem zaznaczyć – kompletnie takiego podejścia nie rozumiem.

Przecież technologia wcale nie zabije naszego ukochanego sportu. To nie błędy arbitrów powinny być uznawane za integralną część gry, lecz naturalne dążenie do eliminowania takowych. Jeśli jest coś, co naprawdę tę dyscyplinę niszczy, to właśnie niezliczone pomyłki, które co chwilę doprowadzają całe rzesze ludzi do prawdziwej kurwicy. Tym razem powinniśmy – a Hiszpanie najbardziej z nas wszystkich – odwrócić kota ogonem i przyznać: to VAR jest częścią gry.

Zastanawiam się tylko, czy błędy w całym tamtejszym systemie sędziowskim nie są popełniane również u podstaw. Nie mam wglądu w to jak wyglądają tamtejsze szkolenia. Domyślam się z kolei, iż także laligowe wytyczne różnią się od tych UEFA-owskich, według których trzeba postępować w Lidze Mistrzów oraz Lidze Europy. Powstaje przez to jedna wielka kołomyja, ale to też nie jest wystarczający argument do obrony arbitrów.

Ja problem widzę w dyscyplinie, a właściwie jej braku względem sędziów. Pamiętacie mecz Barcelony z Valencią z jesieni, gdy Messi strzelił ewidentnego gola, piłka przekroczyła linię bramkową, a mimo to Iglesias Villanueva niczego nie zauważył? Wtedy prezes hiszpańskiego związku arbitrów stwierdził: – Wy to widzieliście w telewizji. Villanueva natomiast był na boisku, nie musiał tego dostrzec. Świetnie spisał się w tym spotkaniu.

Równie dobrze mógłby powiedzieć, iż sędzia dostaje forsę za to, że nie wykonuje należycie swojej pracy i na jedno by wyszło. Trudno o większy absurd w tej sytuacji, nieprawdaż?

Rozczarowuje mnie więc postawa byłego sędziego, a obecnie eksperta do tych spraw, Eduardo Iturralde Gonzaleza, który zaciekle broni kolegów po fachu. – Dlaczego w sporcie tak nieidealnym jak piłka nożna, wymaga się perfekcji tylko od sędziów? – pytał retorycznie. A no może dlatego, że właśnie na tym polega ich robota, żeby rozstrzygać kontrowersje, nie powodować kolejne? Powinni być wymiarem sprawiedliwości w krótkich spodenkach, a nie w togach. Krótko mówiąc, odpowiadają właśnie za to, by futbol zmierzał ku ideałowi. Tymczasem Hiszpanie zmierzają raczej w przeciwnym kierunku.

Ale skoro nawet tamtejsze autorytety wypowiadają się w taki sposób, to trudno oczekiwać, aby wyciągały one właściwe konsekwencje wobec niekompetentnych arbitrów. Popełniane błędy są im bardzo łatwo wybaczane, kary otrzymują raz na ruski rok, a nawet gdy „chowa się ich do lodówki”, to tylko po to, by wyciszyć daną aferę, a nie by stanowiła ona punkt wyjścia do dalszej pracy nad poprawą jakości pracy sędziowskiej.

Oczywiście lobbing za wprowadzeniem VAR-u do La Ligi w końcu osiągnął już taki poziom, że nie dało się dłużej udawać, że jest niepotrzebny. Pojawi się on w niej wraz z rozpoczęciem następnego sezonu i to jest dla mnie wystarczający powód do tego, by nie móc się go doczekać. Nie będę ukrywał – wiążę z nim ogromne nadzieje.

Martwi mnie w tym tylko jedna kwestia – czy hiszpańscy arbitrzy nie okażą się zbyt ślepi, by nosić okulary?

Mariusz Bielski

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
llll84

Weszło umieszcza zdjęcie chorego od urodzenia, niewidomego człowieka, aby ośmieszyć sędziego piłkarskiego. Gratuluję poczucia humoru…

Iro

Dobrze, że Stevie tego nie widzi…

Michal Sz

Tobie za to można współczuć kija w tyłku.

Olala
Granat Świdwin

Sami jesteśmy świadkami radosnych wypowiedzi a to pana Sławka, a to nadpana Przesmyckiego, a to 3-4 dziennikarzy czy komentatorów w studiach pomeczowych, komentujących ZUPEŁNIE RÓŻNIE analizowane sytuacje, kiedy to mają już obraz z 7 kamer na stopklatce, to czego wymagać od bidnego hiszpańskiego Kowalskiego Kowalskiego, który usiłuje zapanować nad przedstawieniem 22 boiskowych ściemniaczy, łapiących się najgorszych chwytów by uzyskać korzyść, do tego wspomaganych przez szowinistyczny – często – tłum? Oprócz VAR powinien być czysty czas gry, przerywany po gwizdku i co najmniej 10 przepisów utrudniających kradzież czasu.

SokoleOko

Panie Mariuszu… niestety albo jeszcze emocje w Panu bulgoczą albo to poważniejszy problem z obiektywizmem lub czytaniem ze zrozumieniem.
„Równie dobrze mógłby powiedzieć, iż sędzia dostaje forsę za to, że nie wykonuje należycie swojej pracy i na jedno by wyszło.”… No nie – równie dobrze mógłby powiedzieć, że sędzia jest w jednym miejscu na boisku i widzi sytuacje raz. A jego pozycja w czasie meczu nadaje się do oceny tego czy piłka przekroczyła linię bramkową jak widelec do jedzenia zupy.
Pytanie o to czy ducha da się zabić też z pupy i zadane tylko po to, żeby obśmiać argument o „duchu gry”. Czepianie się słówek, a nie znaczenia.

Ornamenty niezłe, ale nad fundamentami to proszę jeszcze popracować :)

marcinw13

Lubiłem oglądać różne ligi, a to niemiecką, a to hiszpańską, a to angielską, słabsze też, belgijska, polska kiedy jeszcze nie biegały po naszych boiskach tabuny upośledzonych kopaczy, a tylko tabuny zwykłych kopaczy… Potem ze względu na braki czasu musiałem się zdecydować, którą ligę oglądać namiętnie, włoską czy angielską. W tym sezonie wygrała angielska. Hiszpańskiej nie brałem w ogóle pod uwagę, właśnie ze względu na sędziów:
a) beznadziejnie słabych, którzy trafili do La liga dzięki korupcji, która żre hiszpańską piłkę aż miło
b) po prostu zwykłych kanciarzy, którzy trafili do La Liga… wiadomo.

Pamiętam dwa zdarzenia, które skutecznie obrzydziły mi ligę hiszpańską tak jak w 2002 OSZUŚCI z KOREI i FIFY obrzydzili mi piłkę w ogóle na 4 następne lata.
Najpierw zobaczyłem jak w zaciekłym, wyrównanym meczu Getafe z Realem Madryt, kapitan Getafe,przy remisowym wyniku pod koniec spotkania, bodajże 1:1 celowo i z premedytacją podał do Benzemy, który miał otwartą drogę na bramkę Getafe, chwilę przed podaniem skurwiel spojrzał gdzie stoi Benzema i gdzie stoją obrońcy jego własnej drużyny i wystawił „francuzowi” patelnię. Getafe przegrało a sukinsyn pewnie doliczył sobie parę zer na koncie. Widać było jak na dłoni, że bydlak ewidentnie poleciał w chuja. Potem było już tylko straszniej, do dzisiaj nie zapomniałem jak pajac, kanciarz i zwykły OSZUST czyli Neymar w meczu Barcelony przy stanie 2:2 zrobił jaskółkę a inny pajac, kanciarz i zwykły SPRZEDAWCZYK czyli sędzia tego żenującego „widowiska” gwizdnął karnego z kapelusza.
https://www.youtube.com/watch?v=ra63dDY2yjk akcja koło 3:40. Warto jeszcze zerknąć śmieszno-straszną, nieudolną jaskółkę Alby z tego samego spotkania, która była po prostu truskawką na torcie tej żałosnej, oszukanej padaki.
To było DNO TOTALNE. Liga hiszpańska jest jedną z najbardziej skorumpowanych lig w Europie. Włosi przynajmniej potrafili swoją ligę od czasu do czasu prześwietlić. Hiszpanie po prostu lecą sobie w chuja równo ze wszystkimi. Ja wolę nawet naszą paralityczną ekstraklasę, u nas grają po prostu chujowi kopacze, mamy chujowych trenerów, działaczy i mega-prze-chujowych prezesów w klubach, mamy też słabych sędziów, ale u nas w porównaniu do tej parodii w Hiszpanii to jest czysty, olimpijski sport a Zdzichu Kręcina przy tych hiszpańskich skurwielach-oszustach to wzór cnót wszelakich. 😉
PS. Niedziwne, że protestują przeciwko VAR-owi. Będzie im ciężej kręcić lody, a tam umoczeni są pewnie wszyscy łącznie z cieciem gaszącym światło w ośrodku treningowym Getafe.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Kurwa jak mozna sie jarac ustawianymi rozgrywkami? Gwizdki pracuja wedle nakazow z centralii, raz pod Real, raz pod Barce, a innym razem na rzecz Atletico.
Te rozgrywki maja tyle wspolnego z uczciwymi co swego czasu liga Tajlandii.

wpDiscuz

INNE SPORTY

WARSZAWA 17.05.2018 
KONFERENCJA PRASOWA  PRZED BOXING NIGHT 14 NARODOWA GALA BOKSU --- PRESS CONFERENCE BERORE BOXING NIGHT 14 NATIONAL BOX GALA  
MARCIN NAJMAN   
FOT. ANNA KLEPACZKO/FOTOPYK/NEWSPIX.PL
---
Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl 
mail us: info@newspix.pl
call us: 0048 022 23 22 222
---
Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland
26 maja, 11:40