Nie tylko Roma z Liverpoolem. Najlepsze półfinały Ligi Mistrzów
Weszło

Nie tylko Roma z Liverpoolem. Najlepsze półfinały Ligi Mistrzów

Języki całego świata są zbyt ubogie, by prawidłowo nazwać to, co wydarzyło się w półfinałowym starciu Ligi Mistrzów pomiędzy Romą i Liverpoolem. Dlatego wybaczcie, ale nie będziemy szarżować i silić się na wyszukane ornamenty słowne. Zamiast tego zapraszamy was na krótki spacer śladami emocji porównywalnych do wczorajszych (i wtorkowych w sumie też). Siedem półfinałowych dwumeczów, siedem historii, siedem rozstrzygnięć, o których dyskutowano do samego finału. W nieprzypadkowej kolejności.

7. Bayern Monachium – Real Madryt (sezon 2011/12)

Faworyta tej rywalizacji było bardzo ciężko wskazać. Bayern motywację czerpał z niezmierzonej chęci zagrania w finale rozgrywanym na Allianz Arenie. Real w tamtym okresie cały czas polował na dziesiąty triumf w LM. O piłkarskich szachach i kalkulacjach nie mogło więc być mowy. Pierwszy mecz w Monachium zaczął się od bramki Francka Ribery’ego, na którą w drugiej połowie odpowiedział Mesut Oezil. Raz przeważali jedni, raz drudzy, ale ogólnie przez cały czas widać było, że na boisku spotkali się warci siebie rywale. Nikt nie odpuszczał, nikomu nie brakowało zadziorności i woli walki. Remis wydawał się być wynikiem jak najbardziej sprawiedliwym, w dodatku zapowiadającym bardzo interesujący rewanż. Królewskim sprawę mocno skomplikował jednak Mario Gomez, który w doliczonym czasie gry strzelił drugą bramkę dla Bayernu. Bramkę, którą w dużym stopniu, przesądziła o wyniku tej rywalizacji.

Na Santiago Bernabeu początkowo wszystko przebiegało jednak po myśli kibiców Realu. Nie minął jeszcze kwadrans, a gospodarze prowadzili 2:0 po golach Cristiano Ronaldo. Bawarczycy cały czas byli jednak w grze, potrafili groźnie atakować i stworzyć sobie dogodne sytuacje pod bramką przeciwnika. Gola na 2:1 z rzutu karnego zdobył Arjen Robben, choć Iker Casillas był naprawdę bliski obronienia strzału Holendra. W dalszej części meczu, mimo usilnych prób obu zespołów, kolejnych goli już nie było. Do wyłonienia zwycięzcy tego emocjonującego dwumeczu potrzebny był konkurs jedenastek, a tam lepszy okazał się Bayern. Między innymi za sprawą Sergio Ramosa, który w swojej serii, wypieprzył piłkę daleko poza układ słoneczny.

6. Chelsea – Liverpool (sezon 2004/05)

Wewnątrzangielska rywalizacja na poziomie półfinału Ligi Mistrzów wzbudziła mnóstwo emocji. Również tych niezdrowych, które na lata zdefiniowały znajomość Jose Mourinho i Rafy Beniteza. Faworytem był oczywiście zespół prowadzony przez Portugalczyka i hojnie dotowany przez Romana Abramowicza. W świecie futbolu projekt rosyjskiego oligarchy był wówczas czymś nie do końca rozumianym i akceptowanym, przez co wywoływał sporo kontrowersji. Stary, dobry Liverpool był opozycją do londyńskiego novum, wzbudzając przy tym dużo więcej sympatii.

Pierwsze spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Chelsea, choć w oczach kibiców i ekspertów uchodziła za faworyta, nie potrafiła znaleźć sposobu na obronę The Reds z Jerzym Dudkiem w bramce. Finalistę miał wyłonić dopiero rewanż na Anfield. W nim gospodarze za sprawą Luisa Garcii już w 6. minucie meczu objęli prowadzenie. The Blues wychodzili z siebie, próbując odrobić straty, ale tego dnia mieli ewidentne problemy ze skutecznością. Ostatecznie w finale zagrał więc Liverpool, choć bramka na wagę awansu wzbudziła sporo wątpliwości. Mourinho na pomeczowej konferencji mówił, że zdobył ją sędzia liniowy. Rozwścieczony Benitez odpowiadał, że Portugalczyk nie szanuje zespołów, z którymi przegrywa. Kilka dni później, gdy sytuację na warsztat wzięli specjaliści od pomiarów i technologii, okazało się, że po strzale Garcii piłka rzeczywiście nie przekroczyła linii bramkowej.

5. Chelsea – FC Barcelona (sezon 2008/09)

Chyba najgłośniejszy dwumecz w długiej historii rywalizacji londyńsko-barcelońskiej. Przede wszystkim dlatego, że doszło do niego tuż przed finałem, więc siłą rzeczy miał większą wymowę niż starcia, przykładowo, na poziomie 1/8. Duma Katalonii tradycyjnie była wyraźnym faworytem, ale już pierwsze spotkanie, w którym nie padła ani jedna bramka, pokazało, że ekipa Pepa Guardioli nie będzie miała łatwo. Początek rewanżowego starcia na Stamford Bridge tylko potwierdził te przypuszczenia. Gol Michaela Essiena w 9. minucie wlał sporo wątpliwości w serca fanów Blaugrany. Czerwona karta, którą w 66. minucie obejrzał Eric Abidal, tylko je pogłębiła. Na domiar złego kolejne ataki Katalonczyków rozbijały się o wyjątkowo szczelny tego dnia londyński mur. Barca, choć do meczu przystępowała po rozbiciu Realu Madryt aż 6:2, po prostu nie mogła znaleźć recepty na Chelsea. Podopieczni Guardioli w całym spotkaniu oddali tylko jeden celny strzał. Jak się okazało, był to strzał na wagę finału. W roli głównej wystąpił oczywiście Andres Iniesta.

4. Borussia Dortmund – Real Madryt (sezon 2012/13)

Całkiem świeży dwumecz, który polskim kibicom w pamięci zapadł na zawsze. Streszczanie całej sytuacji jest zresztą zbędne. Robert Lewandowski, który  wtedy nie był jeszcze dzisiejszym Lewandowskim, załadował cztery bramki wielkiemu Realowi Madryt. I to na poziomie półfinału Ligi Mistrzów. Współczesny futbol nie widział zbyt wielu lepszych indywidualnych występów.

Dla Królewskich właściwie jedyną nadzieją na wyrwanie się z beznadziejnego położenia był gol strzelony w Dortmundzie przez Ronaldo. Biorąc pod uwagę klasę Realu i perspektywę rewanżu na własnym boisku, Borussia nie mogła być pewna awansu już po pierwszym spotkaniu. Mecz na Santiago Bernabeu długo nie mógł przybrać obrotu, o którym marzyli hiszpańscy kibice, ale emocji i tak nie brakowało. Goście grali rozważnie, mieli swoje sytuacje i gdyby nie kiepska skuteczność, to tej rywalizacji pewnie nie umieścilibyśmy w rankingu.. Real z kolei walczył bardzo ambitnie za co został nagrodzony dwoma golami stwarzającymi realną nadzieję na awans do finału. Sęk w tym, że obie bramki padły za późno. Mimo to zawodnicy Borussii do samego końca musieli drżeć o wynik.

3. AC Milan – PSV Eindhoven (sezon 2004/05)

Klasyczne starcie Dawida z Goliatem, do których w LM dochodzi regularnie. PSV przed rywalizacją z Milanem nie dawano wielkich szans na awans do finału, ale Holendrzy pokazali się z naprawdę znakomitej strony. O ile pierwszy mecz w Mediolanie, zgodnie z oczekiwaniami, zakończył się dość wyraźnym zwycięstwem gospodarzy (2:0 po bramkach Szewczenki i Tomassona), to rewanż był już osobną historią. Podopieczni Guusa Hiddinka potrzebowali 65 minut, by odrobić straty i wcale nie zamierzali na tym poprzestać. Atakowali, napierali i notorycznie stwarzali mnóstwo zagrożenia pod bramką Didy. Ich zapędy w doliczonym czasie gry ostudził dopiero Massimo Ambrosini, któremu w zdobyciu gola nieco pomógł Heurelho Gomes. PSV w prawdzie odpowiedziało jeszcze bramką Phillipa Cocu, ale to na więcej nie było już ich stać. Ot, zwyczajnie zabrakło im czasu.

2. Bayern Monachium – Real Madryt…

…i 1. AS Roma – Liverpool (sezon 2017/18)

Jak we wstępie – mecze, o których nie ma sensu nic pisać. Tempo, intensywność, bramki, emocje, Po prostu wszystko, co w futbolu najlepsze ujęte w dwóch najprawdziwszych piłkarskich spektaklach. Na tym etapie rozgrywek lepszych spotkań nie było.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (13)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
cobytu

nie rozumiem, skąd to ogólnonarodowe jaranie się tegorocznym dwumeczem Real – Bayern. Domyślam się, że ten półfinał jest oceniany przez pryzmat drugiego meczu, który rzeczywiście był bardzo intensywny i dużo się działo, natomiast w powyższym rankingu oceniane są dwumecze – a przecież pierwszy mecz pomiędzy Realem a Beyrnem w tym roku nie byl wybitny, typowe siłowanie się dwóch silnych drużyn, gdzie obydwie strony boją się zaryzykować. A taki na przykład pojedynek BVB – Real w obydwu spotkaniach dostarczył czegoś szczególnego. Pierwszy mecz totalna inba Lewego, drugi szalona pogoń Realu z bardzo nerwową końcówką – to się będzie dłużej pamiętać niż tegoroczne starcie RM i Bayernu.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

derlis

A ja np. zapamiętałem półfinał Villarreal – Arsenal w sezonie 2005/06, a w szczególności mecz w Hiszpanii, gdzie Villarreal mimo wielu okazji nie zdołało zdobyć gola (z karnym Riquelme na czele) i ostatecznie awansować do finału
No i poza tym gdzie w tym zestawieniu jest piaskownica jaką Bayern uczynił sobie z Allianz i Camp Nou w starciach z Barceloną? Mimo, iż było jednostronnie do bólu, to oglądało się to kapitalnie
Gdzie jest też dokładne przeciwieństwo, czyli Barcelona rozjeżdżająca Bayern w 2015? Przecież o tym co tam wyprawiał Messi mówi się praktycznie do dziś
Jeżeli jedyne kryterium jakim się kierujecie to wyrównane pojedynki, to skąd wiecie czy wspomniane przeze mnie Villarreal – Arsenal to nie był jeden z najrówniejszych półfinałów w historii, bo w końcu o dwumeczu zadecydowała zaledwie jedna bramka?
A jeśli chodzi o rok 2009 i pojedynek Barcelony z Chelsea, to poza skandalicznymi w obie strony decyzjami arbitrów, to w samej grze nie działo się aż tak wiele, już więcej działo się w ponownym starciu tych ekip 3 lata później

Orw14
Legia, RMCF, CFC

„5. Chelsea – FC Barcelona (sezon 2008/09)”

Byście się pederaści wstydzili pisać o największym przekręcie w historii LM i jednym z największych w XXI wieku , a nawet nie napomnieć o sędziowaniu.

m1025

gdyby sedzia nie uznal wtedy gola to bylby karny dla Liverpoolu i Czech by dostal czerwona kartke, wiec Chelsea dobrze na tym wyszla. poza tym pamietam ze w ogole nie protestowali

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Fjardabyggd
Fjardabyggd

„5. Chelsea – FC Barcelona (sezon 2008/09)

Chyba najgłośniejszy dwumecz w długiej historii rywalizacji londyńsko-barcelońskiej. Przede wszystkim dlatego, że doszło do niego tuż przed finałem, więc siłą rzeczy miał większą wymowę niż starcia, przykładowo, na poziomie 1/8. Duma Katalonii tradycyjnie była wyraźnym faworytem”

W rywalizacji Chelsea z Barceloną, Barcelona wcale nie była wyraźnym faworytem. O ile w ogóle nim była. To był pierwszy rok pracy Guardioli i to jeszcze nie był „ten zespół”. Chelsea z kolei wówczas była piekielnie silna, a sama Premier League po raz 3 z rzędu miała aż 3 przedstawicieli w półfinałach. Twierdzenie, że angielska liga jest najlepsza wyrobiło się właśnie w tamtym okresie i było wówczas jak najbardziej prawdziwe. Dzisiaj hierarchia jest trochę inna ale oceniajmy sprawy trzeźwo takimi jakimi były, nie kierujmy się tym co jest teraz. Podobny błąd zrobiliście przy ocenie „kopciuszków” w półfinałach LM. Umieściliście w tamtym artykule tegoroczny Liverpool (który ma topowy budżet transferowy), a zabrakło w nim BVB 2013 i Atletico 2014, a przecież były to pierwsze tak spektakularne sezony tych zespołów, które dopiero wtedy pracowały na dzisiejszą markę, a o wydawaniu dużych pieniędzy mogły tylko pomarzyć. Wówczas były rewelacjami rozgrywek i powiewem świeżości. Więc nie zapominajcie cofać w czasie futbolowej perspektywy przy robieniu takich zestawień. Bo w 5-10 lat może się bardzo dużo zmienić.

derlis

To jest właśnie to czego ja też nie lubię, takie ocenianie przeszłości na bazie tego co jest obecnie, pierdolenie po fakcie
To tak samo jak wszyscy się teraz śmieją z Legii, bo w 2011 czy tam 2010 zrezygnowała z Salaha, i z ŁKS-u bo w 2008 podziękowali Paulinho – czemu wtedy nie byli tacy mądrzy jak teraz i się tak nie śmiali?

Fjardabyggd
Fjardabyggd

A po pierwszym nieudanym meczu Salaha czy Paulinho w lidze (bo na pewno takie by się trafiły) weszlo byłoby pierwsze do hejtu, że ściągają zagraniczny szrot zamiast dać szansę polakom. Paulinho zresztą zagrał 17 razy w Ekstraklasie i jakoś weszlo po nim nie płakało. Nikt nie płodził tu artykułów pt: „Wypuścili za darmo młodego, perspektywicznego gracza, który za 10 lat będzie grał w Barcelonie!!!”

derlis

„Nikt nie płodził tu artykułów pt: „Wypuścili za darmo młodego, perspektywicznego gracza, który za 10 lat będzie grał w Barcelonie!!!”” – no o to mi chodzi, właśnie tak większość ludzi się teraz zachowuje, tak jakby oni już w 2008r wiedzieli kogo wypuszcza Ekstraklasa ze swoich rąk XD

synek

Tak mnie zagotowały te dyrdymały o meczu Chelsea – Barcelona, że aż założyłem konto. Kurwa no nie, to nie ataki Barcelony rozbijały się o londyński mur, tylko ataki Chelsea o trójkę sędziowską. Lekką ręką trzy oczywiste karne dla CFC, która grała z ogromnym zębem i polotem, barceloniści bez pomysłu z chujowymi strzałami z dystansu, z których tylko ostatni wyszedł Inieście. Biorąc pod uwagę, że Chelsea grała z jedną z najlepszych drużyn ostatnich kilkudziesięciu lat, to był prawie perfekcyjny dwumecz z ich strony. Prawie, bo nie wzięli na poprawkę formy łysego Norwega i jego kolegów. Tyle lat od tego skandalu, a uefa wciąż bez VARu. Dramat.

derlis

Szkoda że cię januszku tak nie zagotował pierwszy mecz (ah no tak, pewnie nawet go nie oglądałeś XD) i tamtejsze decyzje na niekorzyść Barcelony, które miały zresztą miejsce też na Stamford Bridge, bo zawsze mam bekę jak prowadzenie 1-0 przy grze 11v10 po czerwonej kartce z dupy dla Abidala każdy nazywa przekręceniem Chelsea XDD

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz