Polskie podziemie pokerowe – witajcie w świecie nielegalnej gry
Inne sporty

Polskie podziemie pokerowe – witajcie w świecie nielegalnej gry

Gra w pokera w Polsce jest bardzo mocno ograniczona przez wyjątkowo surowe przepisy ustawy hazardowej. Nigdzie w Unii Europejskiej i w naprawdę niewielu miejscach na świecie, dostęp do tej gry nie jest równie mały. Czy to oznacza, że w pokera się w Polsce nie gra? No, w to nie wierzą chyba nawet sami ustawodawcy. Nielegalne kluby pokerowe funkcjonują i mają się dobrze. Odwiedziliśmy jeden z nich. Gra się tam na całego, nie brakuje grubych stawek. 

W większości normalnych krajów świata to obywatel decyduje, na co ma ochotę wydać ciężko zarobione pieniądze. U nas niby też – pod warunkiem, że nie ma ochoty akurat pograć w karty. W takiej sytuacji – z miejsca zostaje uznany za przestępcę i grożą mu naprawdę niezbyt miłe konsekwencje. Co ciekawe, jeśli obywatel postanowi stracić oszczędności życia, grając w black jacka w kasynie – zdaniem państwa wszystko jest ok. Ale jeśli woli pobawić się z kumplami w pokera na symboliczne stawki – stanie się kryminalistą.

Znacie nas, my, w Weszło, rzadko dajemy się zastraszyć i raczej nie boimy się wyzwań. Nasi reporterzy potrafią sobie poradzić na wyspie niewolników w Senegalu, na meczu u Kima w Korei Północnej, ba, nawet na derbach Gminy Żabno w Niecieczy. Nielegalny klub pokerowy? Wchodzimy w to!

Wszyscy jesteście przestępcami

Wchodzę do nielegalnego klubu pokerowego w jednym z największych polskich miast. Miejsce jest ukryte na zapleczu legalnie działającego lokalu, podobnego do wielu innych. Prosty wystrój, głośna muzyka, mnóstwo piwa, sporo gości. Mijam bar i dyskusję nad wyższością piwa pszenicznego nad porterem. Przepycham się przez tłumek stojący pod toaletami. Przebijam się na zaplecze, do dwóch sal, będących świątynią nielegalnego hazardu.

Mniejsza sala to może trzydzieści metrów kwadratowych. Czarne ściany, praktycznie żadnego wystroju, poza telewizorem, na którym akurat kopią się po głowach piłkarze polskiej ekstraklasy. W środku – dwa stoły pokerowe i wianuszek graczy. Trwa akurat rozgrywka cashowa. To taka forma gry, w której gracz sam decyduje, za ile się wkupuje do gry – po prostu wymienia gotówkę na żetony o określonych nominałach. W każdej chwili może wstać od stołu, zabrać żetony i wymienić je u obsługi na pieniądze. Stawki nie są zbyt wygórowane, najczęściej blindy, czyli obowiązkowe wpłaty to 1/2 złote, czasem 5/5 złotych. Gracze najczęściej zaczynają od wkupienia się do gry za 200-300, czasem 500 złotych. W takiej formie gry w każdej chwili (przed rozdaniem) można dokupić kolejne żetony. Pod koniec rozgrywki często na stole leży już kilkanaście tysięcy złotych. Czasem znacznie więcej.

Uwaga, przypłynęła rybka!

Gramy sobie spokojnie na niskich stawkach. Godzina, dwie, kończy się mecz. Ktoś przegrał raz, drugi, ma dość i zwalnia miejsce przy stole. Szybko wskakuje kolejny gracz. A potem inny. Od razu widać, że ten to rozkręci gierkę. Jest po kilku drinkach i ma pełno forsy. Dosłownie. Kiedy sięga po telefon, z kieszeni wysypuje mu się zwitek banknotów. Pięćdziesięciozłotówek tam zdecydowanie nie ma, mam za to okazję po raz pierwszy na żywo zobaczyć banknot o nominale 500.

Delikwent wkupuje się za tysiąc i przed rozdaniem pyta graczy, czy nie mają nic przeciwko temu, że zagra za wszystko w ciemno, nie widząc kart. Cóż, trzeba by było być skończonym idiotą, żeby mieć cokolwiek przeciwko temu, że ktoś chce ci oddać w prezencie tysiąc złotych. Gość zagrywa więc w ciemno za wszystko. Ktoś sprawdza z mocną ręką. Krupier wykłada karty wspólne, tysiąc złotych zmienia właściciela. Pijany gracz tylko się śmieje. Woła obsługę i dokupuje się za dwa tysiące. Taktyki nie zmienia i znów gra w ciemno za wszystko. Zaczyna się gra. I wcale nie chodzi o rozgrywkę pokerową. Zaczyna się gra w rybkę i rekina.

Dobry gracz pokerowy to rekin, słaby – rybka. Porównanie bardzo celne, bo kiedy tylko rybka pojawia się przy stole, rekiny zaczynają wokół niej krążyć. W normalnej pokerowej grze chodzi o to, żeby wyczytać przeciwnika, pokonać go psychologicznie, czasem zastraszyć, kiedy indziej wyblefować, a zawsze – bezwzględnie wykorzystać błędy. Żeby sprawa była jasna: możemy się lubić i dobrze bawić, ale ostatecznie – gramy na pieniądze. Gra, w której ktoś gra w ciemno za równowartość średniej krajowej (bo szybko doszliśmy i do tego) z pewnością normalna nie jest. Takiego pacjenta broń boże nie należy straszyć, czy denerwować. Rekiny krążą wokół, ale z zupełnie innym zamiarem niż zazwyczaj. Może drinka? Może piwko? Aj, aj, jak pechowo! Czy możesz się dokupić za 5 tysięcy? Pewnie, że możesz! I tak dalej. Efekt jest łatwy do przewidzenia: dawca (tak się mówi o tego typu graczach, raczej nie trzeba nikomu tłumaczyć, dlaczego) wychodzi po kilku godzinach z niczym, ale przez cały czas bawi się świetnie. Kiedy po mniej więcej 20 tysiącach złotych gotówka mu się kończy, śmieje się, że chyba wystarczy na dziś, po czym obchodzi stół, żegnając się wesoło z każdym po kolei. – Wpadnę jeszcze kiedyś z wami pograć – mówi. – Jasne, wpadaj, super się grało – odpowiadają mu. Najgłośniej oczywiście ci, którzy w kilka godzin wzbogacili się o 6-7 tysięcy złotych.

Protekcja przed przypałem

Wiadomo, tego typu „dawcy” to oczywiście wyjątek. W większości przypadków spotkać można stałych gości, regularnych graczy, zawodowych lub półzawodowych pokerzystów. Poza nimi jest grupa rekreacyjnych graczy, którzy wpadają wtedy, kiedy mają trochę wolnego czasu, raz, czy dwa razy w tygodniu. Wśród nich – pełen przekrój społeczeństwa: biznesmeni, sportowcy, artyści, informatycy, studenci, prawnicy i tak dalej.

W klubie odbywają się także turnieje. Wtedy gra jest organizowana w dużej sali, która przez część tygodnia jest wykorzystywana przez macierzysty lokal. Duża sala robi wrażenie. Organizatorzy potrafią na niej zmieścić nawet 7 stołów pokerowych. Wtedy, przy pełnej frekwencji w turnieju, efekt jest naprawdę niezły. Z daleka dźwięki zagłusza muzyka, ale gdy podejdzie się bliżej, wyraźnie słychać charakterystyczny stukot żetonów i od czasu do czasu jakiś bluzg, kąśliwą uwagę, albo nieśmiertelne w polskim środowisku pokerowym: „graj tak dalej!”.

Duża frekwencja to oczywiście coś, na czym najbardziej zależy organizatorom wszelkich imprez. W tym przypadku jednak – nie do końca. Klub jest nielegalny i wiedzieć o nim mają tylko ci zaufani. Nikt nie chce wpadki, donosu, czy powtórki z rozrywki, kiedy po długich latach działalności klub „After Dark” musiał się w pośpiechu zwijać po nalocie służby celnej.

Gdybyśmy się nie bali i nie stosowali różnych metod protekcji przed ewentualnym przypałem, to najprawdopodobniej już by nas nie było i mielibyśmy nieprzyjemności – mówi nam jedna z osób zarządzających nielegalnym klubem. – Nie bez powodu robimy to w takim specyficznym miejscu, do którego mimo wszystko ktoś przypadkowy nie może łatwo trafić. Ryzyko mamy wkalkulowane, wiemy, że może się coś wydarzyć.

Pewne ryzyko rzeczywiście jest. A potencjalna kara – znacznie poważniejsza niż w przypadku wspomnianej wcześniej gry na wieczorze kawalerskim. Za organizację nielegalnej gry losowej sąd może wymierzyć karę do 720 stawek dziennych oraz do trzech lat pozbawienia wolności. Inaczej mówiąc: można trafić za kraty i w dodatku musieć zapłacić nawet ponad milion złotych grzywny. Grubo. Czy takie ryzyko może się więc opłacać?

Cóż, dochody nielegalnego klubu pokerowego nie są małe. Szybka matematyka: w przykładowym turnieju za 250 złotych, 30 złotych to opłata turniejowa. Gdy zbierze się 50 graczy, mamy już półtora tysiąca. Jeszcze lepiej jest w grach cash. Organizator pobiera prowizję od każdej puli – w wysokości 5 procent. Niby niewiele, ale przez całą noc potrafi się uzbierać naprawdę spora kwota. Nawiasem mówiąc, noc to mało powiedziane. Rekordowa gra rozpoczęła się około 20 i trwała do późnego popołudnia.

Dlaczego w Polsce nie wolno grać?

W 2009 roku, wybuchła tak zwana afera hazardowa. W największym skrócie: jeden z ministrów rządu Platformy Obywatelskiej został nagrany, kiedy obiecywał biznesmenowi z branży hazardowej wprowadzenie korzystnych dla niego przepisów. PO, próbując pozbierać szambo, które już się rozlało, postanowiła błyskawicznie wprowadzić nowelizację ustawy hazardowej. W wyniku tego, na kolanie, w kilka dni, stworzono nowe przepisy. Jeśli powiecie: „Jak to, nowa ustawa w kilka dni?! Przecież to musi być bubel!”, to – niestety – traficie w sedno.

Wprowadzona na chybcika nowelizacja w zasadzie zamordowała pięknie rozwijającą się w Polsce grę. I oczywiście, można dyskutować, czy poker to sport, czy jednak hazard, ale z faktami ciężko się spierać. Po pierwsze, eksperci z kolejnych krajów, które przerabiały tę dyskusję, profesorowie matematyki i statystyki, w zdecydowanej większości oceniali, że współczesny poker to gra umiejętności z elementem losowym. W polskim ustawodawstwie jest to gra kompletnie losowa, dokładnie jak ruletka, jednoręki bandyta, czy blackjack. Po drugie, polscy pokerzyści, mimo fatalnych przepisów, obowiązujących w kraju, należą do ścisłej światowej czołówki. Dominik Pańka, Dima Urbanowicz i Sebastian Malec wygrywali Main Eventy European Poker Tour, największego cyklu turniejów na świecie. Możemy się pochwalić także sporą grupą wyśmienitych graczy, specjalizujących się w grze online. Niestety, o ile nie wyjechali z kraju, codziennie odpalając sesję pokerową online – popełniają przestępstwo.

Według polskich przepisów to państwo ma monopol na organizację gier pokerowych online. Kłopot w tym, że – nawet jeśli z trudem da się uznać, że takie przedsięwzięcie miałoby jakikolwiek sens – nikt się nie kwapi, żeby stworzyć ofertę dla polskich graczy. Nielegalnie działający w Polsce zagraniczni operatorzy oferują więc swoje usługi nielegalnie korzystającym z nich graczom. Nawiasem mówiąc: wielu tysiącom graczy.

Ustawa hazardowa spowodowała, że pokerowi giganci wydają krocie na reklamy z największymi światowymi gwiazdami wszędzie, tylko nie u nas…

Pokerzyści nieatrakcyjni dla kasyn

Jeśli chodzi o pokera na żywo, teoretycznie – można grać. W praktyce tak dobrze już nie jest. Ustawa pozwala na organizację turniejów pokerowych na żywo w dwóch przypadkach. Po pierwsze – w kasynie. Na graczy nałożony jest jednak absurdalny, 25-procentowy podatek od wygranej. To o tyle zabawne, że nigdzie w Unii Europejskiej nie płaci się ani grosza (państwo zarabia na pobieraniu podatku od kasyn). Co więcej, jeśli ktoś wybierze się w Polsce do kasyna, to zapłaci 25 procent od swojej wygranej w turnieju pokerowym, ale jeśli wygra w ruletkę, czy black jacka – zatrzyma całą wygraną!

Taki poker przez kilka lat funkcjonował, bo głód gry w pokera był bardzo duży. Kłopot w tym, że kasyna doszły do wniosku, że pokerzyści, przychodzący na turniej, nie są dla nich wartościowymi klientami. Czemu? Bo w większości nie są hazardzistami i do gry podchodzą w racjonalny sposób. Jednym słowem: kiedy kończą grę w turnieju, po prostu idą do domu, a nie przesiadają się na ruletkę, na co liczyło kasyno. Z biegiem czasu kolejne kasyna albo rezygnowały, albo mocno ograniczały ofertę dla pokerzystów. W Warszawie na przykład, turnieje w szczątkowej formie (dla 20 graczy) organizuje zaledwie jedno kasyno.

Legalnie tylko o fanty

Drugi rodzaj dozwolonych turniejów to takie, w których nie gra się o pieniądze, a jedynie o nagrody rzeczowe. To zjawisko opisywaliśmy już w reportażu na Weszło. Legalny Poker ma się dobrze, na turnieje, w których można wygrać telewizor, Play Station, czy butelkę whisky przychodzi czasem nawet po 80 osób. Dla poważniejszych graczy tego typu inicjatywa to jedynie zabawa. Oni potrzebują prawdziwej gry o realne stawki. Czasem, nawiasem mówiąc, bardzo wysokie. Skoro nie mogą robić tego oficjalnie, grają w różnego rodzaju nielegalnych miejscach. Skala jest ogromna, bo musicie wiedzieć, że jeśli podczas wieczoru kawalerskiego u kumpla w mieszkaniu zorganizujecie grę w pokera na kolorowe żetony, ale dla podkręcenia atmosfery wprowadzicie wpisowe, choćby w wysokości 10 złotych – jesteście przestępcami! Grozi wam kara, i to wcale nie symboliczna. Sąd może wam nakazać zapłatę grzywny w wysokości do 120 stawek dziennych (stawka zależy od warunków finansowych ukaranego i wynosi od 10 złotych do 2 tysięcy).

Niektórych odstraszają kary i ryzyko popełnienia przestępstwa. Wtedy albo rezygnują z gry, albo grają legalnie. Inni jednak organizują na potęgę. Są gry w prywatnych mieszkaniach, są wynajęte specjalne domy, w których przy szczelnie zaryglowanych drzwiach odbywają się turnieje i gry cash. Są wreszcie także typowe podziemne kluby pokerowe. Jeśli ustawodawcy liczyli, że zakazując gry sprawią, że ludzie przestaną grać, zdecydowanie nie odrobili lekcji z historii. Choćby tej sprzed stu lat, kiedy w USA wprowadzono prohibicję. Cel był może szczytny, władze chciały poprawić zdrowie i moralność obywateli. Efekt był kompletnie odwrotny od założonego: prohibicja pomogła się rozwinąć mafiom, stworzyła podziemie alkoholowe oraz podniosła spożycie alkoholu o kilkaset procent. Zakaz gry w pokera nie zwiększył raczej popularności tej gry, ale jednego nie można odmówić: gra w nielegalnym miejscu dodaje całej zabawie sporo pikanterii i trochę przypomina rozgrywkę z kultowego filmu „The Rounders” z Mattem Damonem i Johnem Malkovichem.

JAN CIOSEK

Fot. Pixabay.com

PS. Musicie nam wybaczyć, że zamiast zdjęć z klubu posiłkujemy się fotą z bazy pixabay.com. Zrozumcie także małą liczbę szczegółów na temat miejsca gry. Klub jest podziemny i takim ma pozostać.

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Plastelinho

ale żenada… ten artykuł był tu kilka miesięcy temu…

m12

pixabay kradną zdjęcia z unsplash – możecie podpisać je nazwiskiem i linkiem do portfolio autora https://unsplash.com/photos/GikVY_KS9vQ

wpDiscuz

INNE SPORTY