Lobotomia Liverpoolu? Ile dla Jurgena Kloppa znaczy Żeljko Buvac?
Anglia

Lobotomia Liverpoolu? Ile dla Jurgena Kloppa znaczy Żeljko Buvac?

Siedemnaście lat małżeństwa to sporo. Siedemnaście lat współpracy zawodowej, latania po całym świecie, przemierzania kraju wzdłuż i wszerz, przebywania ze sobą dzień w dzień – piątek, świątek i niedziela – pewnie jeszcze więcej. Mimo wszystko, gdy asystent Żeljko Buvac zdecydował się opuścić Jurgena Kloppa na końcówkę obecnego sezonu – czyli przede wszystkim na bardzo prawdopodobny finał Ligi Mistrzów – w mieście Beatlesów zapanowało poruszenie. Wręcz obawa, że to sytuacja, która – choć niezwiązana z zawodnikami – może mieć znaczący wpływ na kształt końcówki rozgrywek.

Przecież ci dwaj wiele lat temu, będąc jeszcze czynnymi zawodnikami, zawarli pakt. Ten z nich, który pierwszy dostanie „wielką” robotę w dużym klubie ma drugiego wziąć za asystenta. Poskładało się tak, że władze Mainz postanowiły w pewnym momencie dokonać nieoczywistego ruchu i postawić na Jurgena Kloppa. Wspomniane ustalenie automatycznie weszło w życie.

– Zeljko był moim pierwszym wyborem. Drugim i trzecim zresztą też. Jest wcieleniem wiedzy o piłce nożnej – mówił Klopp o wyborze Buvaca na asystenta na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung w grudniu 2001. – To najlepszy transfer, jakiego dokonałem i kiedykolwiek dokonam – dodał kilka lat później.

Kibicom Liverpoolu ta sytuacja niemal natychmiast skojarzyła się z rozłamem pomiędzy Rafaelem Benitezem a Paco Ayesteranem. Wielu wskazuje ten moment jako chwilę, od której Hiszpan zbliżał się coraz mocniej do tego, co wydarzyło się w 2009 roku. Do pozostawienia Liverpoolu na siódmym miejscu na koniec rozgrywek ligowych i idącego w ślad za tym zwolnienia.

Ayesteran zarzucił wtedy Rafie odejście od swoich pryncypiów, od zasad, jakie doprowadziły go do dwóch finałów Champions League. Benitez odpowiadał zarzutami o zdradę, o rozmowy z innymi klubami za jego plecami. Wspólnej wersji obaj nie zdołali ustalić po dziś dzień.

Co starsi przypominają też, że przecież do podobnego rozłamu doszło także za Gerarda Houlliera. Gdy odszedł od niego Patrice Bergues, The Reds stracili człowieka niezwykle znaczącego i nie osiągneli już sukcesu podobnego, co z nim – gdy w 2001 roku sięgali po Puchar UEFA, Puchar Anglii i Puchar Ligi, a także po krajowy i europejski superpuchar.

Na pewno zastanawiający jest moment odejścia Buvaca. Liverpoolowi najprawdopodobniej zostały do rozegrania cztery mecze, w tym półfinał i pewnie też finał Ligi Mistrzów. Bośniak pozostawił po sobie zwolnienie z powodów osobistych, ale między innymi świetnie poinformowany Paul Joyce z The Times zdradził, iż choć na Anfield jest chęć dalszej pracy z Buvacem, to on zdawał się w ostatnim czasie mocno wycofany, zdystansowany w swojej pracy. Jego odejście ma być zdaniem informatora Joyce’a niemal przesądzone.

Abordaż w takim momencie oznacza, że albo sporo prawdy jest w tym, iż Arsenal widziałby w Buvacu następcę Arsene’a Wengera (lub kluczowego członka sztabu nowego bossa), albo między nim a Kloppem musiały się nawarstwić animozje nie do rozwiązania. A przecież nawet kiedy w stosunkach Jurgen-Zeljko szły iskry, to jedyny ogień, jaki był ich efektem, to ogień przyjaźni. Niejedno małżeństwo nie wytrzymało razem siedemnastu lat, a przecież ci dwaj – chcąc, nie chcąc – widywali się codziennie.

– Wszyscy myślą, że ci dwaj wyłącznie wpadali sobie w ramiona, ale nie, dochodziło między nimi do dużych kłótni. Buvac jest bardzo emocjonalnym człowiekiem, często kończyło się na zwyzywaniu Kloppa w stylu „pocałuj mnie w dupę, ty kupo gówna” i trzaskaniu drzwiami. Ale pięć minut później znów byli najlepszymi przyjaciółmi – wspominał Christian Heidel, były dyrektor sportowy FSV Mainz w rozmowie na potrzeby książki Raphaela Honigsteina „Klopp. Bring The Noise”.

Jakikolwiek byłby jednak powód rozłamu pomiędzy Kloppem, tym co najbardziej interesuje fanów LFC jest to, jak Niemiec da sobie radę bez zdecydowanie najbliższego współpracownika. Sam niemiecki szkoleniowiec nazywał Bośniaka swoim „mózgiem”. Klopp miał być przez ostatnich siedemnaście lat „sprzedawcą” tego, co Buvac przygotował „na zapleczu”.

Dobrze rolę Buvaca w budowaniu relacji z piłkarzami wyjaśnił w książce Honigsteina Neven Subotić: – Z czasem Zeljko angażował się w życie zespołu bardziej i bardziej. Jest bardzo cichym człowiekiem poza boiskiem treningowym – nikt nie pyta asystenta, czyż nie? – ale zbudował świetne relacje z zawodnikami. Wchodził z nami do gierek, czym zapracował sobie na sporo szacunku. Zawodnicy zobaczyli: o, on też potrafi grać. Udowodnił, iż naprawdę ma pojęcie o tym, czego naucza.

Kiedy Klopp podpisywał sześcioletnią umowę z Liverpoolem, Buvac parafował kontrakt identycznej długości jeszcze tego samego dnia. Trudno o wyraźniejszy sygnał, że bez niego Klopp nie wyobraża sobie dalszej pracy. A raczej: nie wyobrażał. Teraz musi.

Czy wobec tego należy siać panikę? W kontekście rewanżu z Romą – nie. W kontekście finiszu ligi – nie. W kontekście finału Ligi Mistrzów – też nie. Owszem, Buvac odpowiadał za przygotowanie zawodników do gry zarówno pod kątem fizycznym, jak i taktycznym. Tak, miał z nimi zawsze świetne relacje i potrafił ich namówić do wytężonej pracy. Ale też trudno sobie wyobrazić, że w kilka tygodni ci nagle zapomną, co i jak trenowali. Że Klopp kompletnie nie ma umiejętności – pozostając przy porównaniu z książki Honigsteina – zarządzania sklepem, że nadaje się wyłącznie na sprzedawcę produktu przygotowanego mu przez Buvaca. Czy sir Alex Ferguson, przecież jeden z najwybitniejszych menedżerów w historii, nie miał podczas swojej kariery na Old Trafford aż siedmiu różnych asystentów, zaczynając od Archiego Knoxa, a kończąc na Mike’u Phelanie? I czy ktoś byłby w stanie wskazać tego wyjątkowego, bez którego Szkot nie był już tym samym szkoleniowcem?

Swoją drogą nieprzypadkowo na wstępie wspomniałem o sytuacji z Benitezem i Ayesteranem. Bo to, iż The Reds po odejściu zakochanego w klubie Paco, nie zagrali już w finale Champions League, to tylko część historii. Już po rozłamie między menedżerem a jego asystentem zajął bowiem najlepszą w lidze pozycję w erze Beniteza – drugie miejsce w sezonie 2008/09.

Dlatego też: spokojnie. Liverpool wciąż ma jeden z najgroźniejszych tercetów ofensywnych na świecie, wciąż posiada masę klasowych zawodników, wciąż na ławce trenerskiej obok Jurgena Kloppa zasiada kilku świetnych fachowców. Na czele z najbardziej prawdopodobnym następcą Buvaca, również nieodłącznym towarzyszem Kloppa – Peterem Krawietzem.

SZYMON PODSTUFKA

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Takata
[ ⚫ ]

“I czy ktoś byłby w stanie wskazać tego wyjątkowego, bez którego Szkot nie był już tym samym szkoleniowcem?”

No raczej, że Carlos Queiroz. To akurat oczywista oczywistość.

wpDiscuz