Czy my naprawdę nie jesteśmy warci 10% francuskiej piłki?
Weszło

Czy my naprawdę nie jesteśmy warci 10% francuskiej piłki?

Dlaczego firma kurierska pośredniczyła w sprzedaży biletów na finał Pucharu Polski? Czemu PZPN nie chciał, by kibice sami drukowali bilety? Jak poważny błąd popełnił sędzia Złotek? Za ile powinniśmy sprzedać prawa telewizyjne do ekstraklasy? Jakie stanowisko ma PZPN w sprawie protestu kibiców? Jaka powinna być Centralna Liga Juniorów? Między innymi o tym Krzysztofowi Stanowskiemu opowiedział na antenie Weszło FM prezes PZPN, Zbigniew Boniek. 

Roma szykuje się już na finał Ligi Mistrzów?

Nie wiem czy się szykuje, ale trzeba powiedzieć, że Roma zagrała w sposób katastrofalny, jeśli chodzi o mądrość taktyczną. Wydaje mi się, że kiedy gra się z Liverpoolem na ich terenie, to nie można im oddawać piłki na 60 metrze od własnej bramki. Bo się rozpędzą, a także są znakomici w kontrataku. Natomiast pierwszą godzinę trzeba było grać spokojnie, niskim pressingiem i myśleć o drugim spotkaniu. To 5:2 jest takim rezultatem, że ludzie w Rzymie marzą jeszcze o sukcesie, ale ja nie wierzę, by cud nastąpił drugi raz. Nie wierzę, że Roma drugi raz będzie miała możliwość odrobienia trzech bramek. Tym bardziej że Liverpool, jeśli chodzi o grę ofensywną jest trochę inny. Jeżeli będzie się ich atakowało, to łatwo nadziać się na kontrę.

Wygląda na to, że Robert Lewandowski nie zagra w finale Ligi Mistrzów, co oznacza dłuższe wakacje przed mundialem. Czyli można uznać to za jakiś plus tej sytuacji.

Czy ja wiem, czy to jest plus? Ja bym wolał, żeby Robert zagrał w finale. Trzeba pamiętać, że rok temu Bayern spotkał się z Realem Madryt w ćwierćfinale i też przegrał pierwsze spotkanie 2:1. Następnie odrobił straty i w rewanżu były wielkie kontrowersje, bo przecież były dwa nieuznane gole Cristiano Ronaldo ze spalonego. Już Juventus pokazał w tym roku, że z Realem można wygrać na ich terenie 3:1. Nie wydaje mi się jednak, by Bayern w tej formie mógł im faktycznie zagrozić. Sporo zawodników jest kontuzjowanych, więc trudno uwierzyć w to, aby odrobili straty, ale pamiętajmy, że piłka już rożne scenariusz pisała.

Real Madryt też nie zachwycił w tym meczu.

Po takich drużynach człowiek mógł oczekiwać znacznie więcej. Jednak jeśli na boisku najlepszy jest Frank Ribery, który zawsze gra tak samo, to tak się wtedy kończy. Natomiast jeśli najlepszy na boisku byłby Robert Lewandowski, to może Bayern wygrałby trzema golami.

Kto będzie mistrzem Włoch, bo wydaje się, że Milik i Zieliński mają szansę, by jednak sensacyjnie minąć Juventus?

Niesamowita walka jest w Serie A. Jest to jedyna liga gdzie się zaogniło, bo pozostałe najlepsze rozgrywki krajowe już dawno były rozstrzygnięte. Zaiskrzyło się ostatnio, bo zostały cztery kolejki, a jest jeden punkt przewagi. Na dodatek Juventus jedzie do Mediolanu, by zagrać z Interem, a także ma jeszcze Romę na wyjeździe. Wiadomo jak takie mecze są tam przyjmowane, a tym bardziej że Inter i Roma walczą o Ligę Mistrzów. Chciałbym, żeby Arek i Piotrek odnieśli sukces, ale Juventus jest dla mnie faworytem. Oni mają duże doświadczenie, a Napoli zrobiło wielką fetę – taką jak po wygraniu mistrzostwa – bo wygrało mecz wyjazdowy.

Ludzie mają duży problem z tym, że konieczne jest pośrednictwo firmy kurierskiej, jeśli chodzi o sprzedaż biletów na finał Pucharu Polski.

To nie jest tak do końca. Proszę zauważyć, że po 10 500 biletów dla kibiców Legii i Arki plus wejściówki, które są wykupione przez firmę sponsorującą „Tymbarka” dla dzieci, to nie są bilety wysłane przez kuriera. Natomiast mamy jeszcze strefę neutralną, na którą można kupić wolne miejscówki. Na jeden login można kupić pięć biletów, by weszła cała rodzina. My mogliśmy wycwanić się i powiedzieć, że bilety kosztują 50 i 60 zł, a wysyłka jest gratis. Byłoby to jednak nieuczciwie, bo chcemy, żeby bilety na finał PP były tanie. Kluby płacą po 30 zł za bilet. Natomiast, jeśli zrobilibyśmy bilety po 60 zł i dali przesyłkę gratis, to pięć biletów kosztowałoby 300 zł. Teraz cena jest 40 zł, a więc za pięć biletów kibic zapłaci 200 zł i dodatkowo dopłaci 20 zł za przesyłkę. Czyli postępujemy absolutnie uczciwie.

Dlaczego jednak nie chcemy ich wysyłać do drukowania? Otóż są ludzie, którzy potrafią z jednego biletu, zrobić pięć. Mieliśmy już przypadki, że przychodzi facet, który kupił bilet od kumpla, a okazywało się, że ktoś już na ten kod kreskowy wszedł. Chcemy tego unikać, bo później jest sporo podróbek.

Możliwość wydruku pojawiła się w ostatnich dniach.  

Jeśli zostały jakieś bilety na koniec, to żadna firma kurierska już nie podejmie się zadania, by je dostarczyć. W ostatnich dniach udostępniamy opcję drukowania, bo inaczej się nie da. Oczywiście ludzie mogą mieć pretensje, ale my przyjęliśmy takie zasady, by było uczciwie.

Na sektorach neutralnych jest dużo osób z całej Polski, które nie protestują. Oni nie protestują, bo już dawno kupili bilety i je mają. Przyjadą na finał, a przy okazji zostaną w Warszawie na 3/4 dni. Protestują ci, którzy chcą kupić bilet za 40 zł i nie chcą płacić za przesyłkę. Ja w pewnym sensie ich rozumiem, ale to nie jest sytuacja, która jest taka prosta. Na meczu z Niemcami mieliśmy sytuację, gdy wchodził facet na bilet, a potem przychodziło pięciu, którzy chcieli wejść na ten sam kod kreskowy. Robiła się sytuacja bardzo niesympatyczna, bo ludzie chcieli wchodzić na swoją wejściówkę, a brama się nie otwierała.

Czyli całkowicie już odchodzicie od sprzedaży biletów, które później można wydrukować?

Myślimy cały czas nad tym. Bilety na reprezentację sprzedajemy przez nasz system. Może uda się kiedyś zrobić tak, że bilety będziemy nabijać na kartę kibica. Proszę mi jednak wierzyć, że zawsze będą ludzie niezadowoleni. Kibice Arki i Legii dostali bilety po 30 zł. Tam później dorzucali jakieś koszulki do tego i cena wzrosła, ale to już nie nasza wina.

Wydaje mi się, że finał PP nie jest najbardziej obleganą imprezą na świecie, a możliwość wydruku oferują właściwie teraz wszyscy. Czy naprawdę fałszerstwo jest aż tak dużym problemem, by odejść od wydruku biletów?

Mamy 48 000 biletów do sprzedaży, dlatego że muszą być strefy buforowe. Nie robiłbym z tej sprawy przeciwwagi światowej. Tak jak już mówiłem wcześniej, mogliśmy zrobić inaczej. Sprzedać bilety za 50 albo 60 zł, a następnie dać przesyłkę za darmo. Nie zrobiliśmy tego, bo nie chcieliśmy oszukiwać ludzi.

Zaglądam na stronę DPD, a tam przesyłka krajowa 13.99 zł, a nie 20 zł. Skoro wysyłacie tak dużo biletów, to wydawało mi się – przy waszych zdolnościach negocjacyjnych – że kurier będzie kosztował 10 zł zamiast 14 zł.

Powiem szczerze, że nawet nie wiem jak nazywa się nasz kurier. Wszystkie bilety są jakoś opakowane, zrobione… Może rzeczywiście za drogo o 3 zł, ale trudno mi powiedzieć panie redaktorze.

Trochę smutne, że mamy kraj fałszerzy w takim razie. W całej Europie ludzie wchodzą na bilety drukowane, a u nas nie można.

Nie w całej Europie, bo czasami nie można sobie wydrukować tego biletu. I dlaczego kraj fałszerzy? Czy ktoś tak powiedział?

Tak wynika z tej rozmowy, że strach ludziom dawać kody kreskowe, bo zaraz będą je kserować.

To są ci, którzy później najwięcej krzyczą na portalach społecznościowych. Jeśli kupi się bilet, to też trzeba zapłacić za jego wydruk.

Nie zatraciliśmy się trochę w walce z konikami? Bo teraz zwykli, uczciwi ludzie mają problem z kupnem biletu.

To nie jest problem tylko z konikami, ale również z chuligaństwem na stadionach. Pewnie rzeczy dzieją się, bo są przewartościowania. Nie wydaje mi się, że ten problem z biletami byłby ogromny. Kilka osób napisze o tym na Twiterze, a my już myślimy, że to wielki problem. Ja na Twiterze czytałem również, że ktoś był zadowolony z kupna biletu i wyjazdu do Warszawy na finał PP.

Przejdźmy do kwestii sędziowskich. Jak Pan zareagował na ostatnią kolejkę, gdy arbiter Złotek zdecydował się nie użyć VAR-u i wyrzucił z boiska Jarosława Niezgodę. Widzimy, że w tej kolejce sędzia Złotek znowu poprowadzi mecz ligowy.

Ja sędziów nie obsadzam. Trzeba jednak pamiętać, że arbitrzy mogą czasami popełnić błąd. Pan Złotek pięć minut po meczu powiedział, że popełnił błąd. Na szczęście ta pomyłka o niczym nie zaważyła, bo Legia i tak wygrała. Jemu wydawało się, że piłkarz nie został dotknięty. Prawda jest jednak taka, że Jarek nie chciał upadać, a po prostu źle postawił nogę w drugim tempie i upadł. Sędzia dał mu żółtą kartkę, ale nie było też tak, że on sam mógł skorzystać z VAR-u.

Czy pan uważa, że sędzia Złotek wyrzucił Niezgodę z boiska, by zaszkodzić Legii?

Nie, ale uważam, że być może zabrakło błyskotliwości i refleksu, aby skorzystać z VAR-u. A to oznacza, że on może do tej technologii jeszcze nie dorósł.

To jest inny problem, a może teraz – po tej sytuacji z Niezgodą – sędziowie wyciągną wnioski i będą już reagować odpowiednio w takich sytuacjach? Pamiętajmy, że my tego VAR-u uczymy się w tym sezonie. On wyeliminuje 99% nieuczciwych bramek, ale w piłce zawsze będą błędy. W futbolu może ktoś się potknąć, a to nie jest faul… Uważam, że sędzia Złotek popełnił błąd, ale nie chciał nikogo skrzywdzić. Mam go teraz ukrzyżować, bo pomylił się w sytuacji z Niezgodą?

Oglądałem mecz Lecha z Koroną. Zawodnik Lecha nie strzelił do pustej bramki z pół metra i też się pomylił. Chodzi mi o to, że każdy popełnia błędy. Dyskutujemy od pięciu dni nad błędem sędziego, który nic nie zmienił. Jeśli zawieszalibyśmy każdego sędziego za błąd, to po kilku kolejkach zostałoby trzech do prowadzenia spotkań. Arbiter robi jeden błąd, a my zaraz mamy go eliminować.

Sędziowie nie są bezkarni?

Oczywiście, że nie są bezkarni. Jeśli błędy się powtarzają, to można karać. Nie ma możliwości, żeby sędziowie błędów nie popełniali. My Polacy mamy takie coś w sobie, że zawsze znajdziemy wytłumaczenie na porażkę, a najlepiej, żeby winny był sędzia. Wtedy można wrócić do domu po porażce z uśmiechem na twarzy.

Zapytam jeszcze inaczej. Ile sędzia Złotek popełnił błędów w tamtym meczu?

Jak mawia Jan Tomaszewski są błędy i wielbłądy. Rzadko zdarza się, by wyrzucić piłkarza niewinnego, a zostawić winnego.

Tutaj nie ma obrony. Jeśli ktoś czeka na to, by skrytykować sędziego za błąd, to zawsze się doczeka. Natomiast w tamtym meczu był błąd i nie było ewidentnej pomocy ze strony VAR-u. Ile możemy jeszcze o tym mówić? Arbiter pomylił się, ale Legia wygrała. Na pewno jeszcze nie raz sędzia się pomyli i nawet wpłynie to na przebieg meczu.

Czy takie sytuacje wpływają na to, że w tygodniu są dodatkowe kursy dla sędziów? W końcu teraz będziemy rozgrywać najważniejsze kolejki w sezonie.

Wszystkie kolejki są ważne. Jeśli ktoś przegra pięć spotkań na starcie, to wcale nie znaczy, że ostatnie są najważniejsze. Dobrze jednak, że pan poruszył ten temat. My ten klip wysłaliśmy wszystkim sędziom, bo tutaj nawaliła komunikacja. W tamtej sytuacji można było panu Złotkowi absolutnie pomóc. Należało mu powiedzieć: – „Idź zobacz powtórkę, bo być może była czerwona kartka dla Wasilewskiego.” On by wtedy poszedł i zobaczył, że Wasilewski zasłużył na żółty kartonik, a przy okazji cofnąłby kartkę dla Niezgody. My teraz będziemy o tym rozmawiać do rana?

Możemy o czym innym… Danuta Witkowska z Niecieczy zasugerował, że rozgrywki są nieuczciwie. Zamieściła wpis na oficjalnej stronie klubu, że ekstraklasa, to „Piłkarski Poker”. Jak pan podchodzi do tego, że prezes klubu wypowiada się w ten sposób o rozgrywkach?

Pięć minut temu rozmawialiśmy na ten temat. Dlaczego w Polsce nie idziemy do przodu? Bo u nas za każdą sytuację trzeba kogoś obwinić. W meczu Niecieczy ze Śląskiem sędzia popełnił pół błędu. Dał dwa ewidentne rzuty karne, a drugi po konsultacji z VAR-em. Zawodnik niezadowolony rzucił w niego piłką, która odbiła się od ziemi… Ja mógłbym dzień później zadzwonić do Rzecznika Prawa Dyscyplinarnego i poprosić o powołanie Pani Witkowskiej, by wytłumaczyła o co jej chodziło. Wiadomo, że to jest bańka mydlana. Jestem na 1000% przekonany, że arbiter nawet nie wiedział, co to jest „Piłkarski Poker”. On w tamtych czasach nawet nie żył, a teraz po prostu chce dobrze sędziować.

Wydaje mi się, że właściciel klubu, który tak mówi o rozgrywkach, wpływa chociażby na wycenę praw telewizyjnych.

Ja nie wiem czy takie słowa wpływają na wartość praw telewizyjnych. Jeśli telewizja w Polsce chce jakoś istnieć, to musi mieć prawa do ligi krajowej. Oczywiście trzeba ją dobrze opakować i musi być lepsza. Wszędzie jednak się kłócą o sędziowanie, bo we Włoszech też tak jest. Naszym największym problemem jest jednak nasza mentalność. My zawsze szukamy gdzieś winnych, a najlepiej za wszystko obwinialibyśmy arbitrów. Nigdy nie pomyślimy, że może kupiliśmy złych zawodników? Trzeba jednak dodać, że tak nie dzieje się tylko w piłce, a także w innych sferach życia.

Zbliżamy się do rozstrzygnięć, jeśli chodzi o sprzedaż praw telewizyjnych. Wierzy Pan w 300 milionów złotych?

Ja muszę powiedzieć, że jestem jedną z niewielu osób, która zna się na tym temacie. Jeżeli pan Dariusz powiedział, że oczekuje 300 milionów złotych, to nikt już mu nie da 400 milionów… Dam panu prosty przykład, Francja sprzedaje prawa telewizyjne za około 700 milionów euro. Czy my naprawdę nie jesteśmy warci 10% francuskiej piłki? Mamy przecież dobrą infrastrukturę.

Poziom sportowy jednak też wpływa na oglądalność ligi.

Mamy słabych piłkarzy, ale tak i tak oglądalność ekstraklasy jest nieporównywalna do oglądalności jakiejkolwiek innej ligi. Stacje mają fajne zagraniczne rozgrywki, ale ekstraklasa i tak ma trzy większą oglądalność. Prawa telewizyjne to jest problem złożony. Trzeba zrobić odpowiednie pakiety. Zastanowić się, czy powinniśmy dawać mecze od piątku do poniedziałku. Dobrze byłoby zrobić czasami trzy mecze o tej samej godzinie.

Poza tym pan ogląda tylko najlepsze mecze w lidze hiszpańskiej, a tych słabszych drużyn już nie. Gwarantuję panu, że w tych mocnych ligach również zdarzają się słabe spotkania. Natomiast sam fakt, że później lider ma 80 punktów przewagi nad ostatnią drużyną, to też wiele mówi o poziomie ligi.

Ale tam przynajmniej najlepsza drużyna u mnie grać.

Dobrze, że pan to powiedział. Jednak ostatnia ich – jest taka sama – jak nasza ostatnia. My mamy ten problem, że nasze pierwsze są bliżej tych na dole, niż od nich odstawiają.

Zgodzi się pan ze mną, że prawa do ekstraklasy kupi Polsat i podzieli się nimi z TVP, które będzie pokazywało najważniejszy mecz każdej kolejki w otwartym paśmie? Telewizje te powymieniały się prawami do Ligi Mistrzów, a wszystko to ma na celu, by wykończyć największego rywala, czyli Canal +.

Odważna teoria panie Krzysztofie, ale gdybym ja tak powiedział, to byłoby trzęsienie ziemi. Tak więc nie odpowiem na to pytanie. Wydaje mi się, że wygra ten, który najwięcej zapłaci. Nie da się ukryć, że TVP chciałaby coś dla siebie, o czym mówił pan Kurski. Może być jednak tak, że wtedy będzie niższa cena dla telewizji kodowanych, więc wtedy nikt im tego nie sprzeda. Proszę pamiętać, że telewizja kodowana płaci za to, by produkt był tylko u nich na wyłączność.

Dobrze zrozumiałem, że pana nie szokuje kwota 300 milionów złotych za prawa do ekstraklasy?

Oczywiście, że taka kwota mnie nie dziwi. Podałem panu przykład z Francją. Za duże mam jednak doświadczenie w tym temacie, by mówić o konkretnych kwotach. Jeśli ja panu powiem, że mam fajny samochód i chcę go sprzedać za 300 baniek, to na drugi dzień nie zaaferuje mi pan 400, prawda?

Kto będzie mistrzem Polski?

Wydaje mi się, że Wisła Płock już wypadła z gry o mistrzostwo. A więc trzy pierwsze drużyny mają szansę. Nie uważam również, by rozkład meczów wyjazdowych miał tu jakiś wpływ. Wygra ten, kto zachowa najwięcej zimnej krwi w ostatnich kolejkach. Oczywiście będzie również potrzebne szczęście. Liga w tym sezonie jest szalenie emocjonująca, co nie znaczy, że jest na dobrym poziomie.

Co się dzieje z sędzią Marciniakiem?

Mundial nie jest zagrożony. Sędzia Marciniak jest w dobrej formie. Nie gwizdał ostatnio, bo złamał palec u nogi. Zaczyna już normalnie biegać i jest już dobrze. Myślę, że w następnym tygodniu będzie już mógł poprowadzić mecz.

Jeden z czytelników napisał, że pracował w niewielkiej firmie, która potrafiła wynegocjować kuriera za 8 zł. Mocno bym się zastanowił z czego może wynikać to 20 złotych.

Najprościej byłoby zrobić cenę 60 zł za bilet i darmową przesyłkę, o czym już mówiłem. Być może popełniliśmy jakiś błąd w tej sprawie. Taka przesyłka nigdy jednak nie będzie kosztowała osiem złotych, bo ktoś musi zapakować te bilety i za to również trzeba zapłacić.

Konflikt z kibicami i akcja „ostatni gwizdek”, która była na polskich stadionach. Jak pan się zapatruje na to wszystko? Żądania kibiców będą poważnie traktowane, czy będziemy udawali, że są poważnie traktowane?

Żadną tajemnicą nie jest, że byłem na jednym spotkaniu w tej sprawie. Z naszej strony nie ma żadnego problemu, bo ten protest powstał, gdyż przygotowano nową koncepcję karania kibiców. My jako PZPN nie mamy z tym nic wspólnego. Być może ktoś przygotował jakąś prywatną ideę, która nigdy nie weszłaby w życie. My jesteśmy na siebie skazani jako kibice, kluby i PZPN. Oczywiście zero tolerancji dla chuliganów, ale można wszystko ulepszać. Nie czuję się jednak na siłach, by z panem teraz rozmawiać na ten temat. Środowisko poprosiło, by nie mówić o tym dopóki czegoś konkretnego nie ustalimy.

Roszczenia kibiców są spore, bo właściwie dyktują warunki Związkowi i ekstraklasie.

Nie widziałem nic takiego. Spokojnie, żaden dokument – przez który powstał protest – nie zostanie zatwierdzony przez PZPN. Nawet nie wiem kto stworzył ten dokument? Więc o czym my rozmawiamy? Ja chcę zrobić CLJ do 18 roku życia. To jest moja idea, do której chciałbym przekonać związki, baronów i tak dalej. Skoro więc to mój pomysł, to podpisuję się pod nim. A proszę mi powiedzieć kto stworzył ten dokument, od którego zaczął się ten proces? Nie wiadomo nawet, więc jaki jest problem? PZPN i tak nie zatwierdzi tego pisma, jeśli do nas trafi.

Odpowiedzmy sobie teraz na kilka pytań naszych użytkowników. Wieczór pyta: czy widział się pan w ostatnim czasie z Tomkiem Gollobem? Jak się czuje psychicznie i fizycznie?

Rozmawiałem z nim dzisiaj po południu i muszę powiedzieć, że jest w dobrej kondycji psychofizycznej po nieudanym wyjeździe do Chin. Jest kilka fajnych niespodzianek, o których nie mogę powiedzieć, bo sam Tomek nie byłby pewnie zadowolony, a i ja nie czuję się na siłach.

Jan Skolimowski: CLJ ma teraz dwie grupy, za rok będzie jedna. Czy nie myślał prezes o drugiej lidze CLJ? Liczba drużyn zostałaby taka sama.

Nie, nie, nie. Chcielibyśmy mieć lepszych piłkarzy i cały system jest na to ukierunkowany. Wiek od 6 do 12 lat – czyli jeszcze zabawa z piłką – trochę utyka, gdyż piłkarzami zajmują się wtedy kluby. My później działamy według naszego, określonego systemu. Nie jesteśmy konkurencją dla nikogo. Nawet jak ktoś przyjdzie do nas na przeszkolenie, nie ma przynależności klubowej. Dla 13-14 latków mamy reprezentacje województw, dla roczników 15-18 CLJ. Skoro jest jedna CLJ, niech będzie jedna. Chcemy tam najlepszych. Później niech ci najlepsi idą grać do swoich klubów. Każdy dzień dobrego juniora spędzony z rówieśnikami jest dniem straconym. Zrobiliśmy badania, do kiedy nasi dzisiejsi reprezentanci grali w juniorach. Wyszło nam, że oni wszyscy bardzo szybko poszli grać do seniorów w drugich ligach i tak dalej. Niektórzy pojechali na zachód i byli trzymani w zespołach U-23, ale gdy piłkarz zostaje w Polsce, to im szybciej pójdzie do seniorów, tym lepiej. W następnym roku CLJ będzie można wystąpić tylko do osiemnastego roku życia. Uważamy, że 19-latek musi grać już w pierwszej czy drugiej lidze. Chcemy wzmocnić też Pro Junior System w trzeciej lidze. Mamy pewne idee i niedługo się o nich dowiecie.

Ludzie uważają, że godzina rozpoczęcia finału Pucharu Polski – 16:00 – nie jest fortunna, dla wielu to normalny dzień pracy. 

Dla 90% firm i zakładów to dzień wolny. Przyjeżdżają całe rodziny, mamy 48 tysięcy sprzedanych biletów na finał. Jeżeli przyjedzie ktoś z zewnątrz, ma prawo spokojnie wrócić do domu. Nie zapominajmy, że 2 maja jest Champions League, więc z tego względu też nie możemy grać później. Panowie, godzina 16:00 to fajna godzina. Od czterech lat tak gramy i jest dobrze.

Nam też pasuje. Kibice z Gdyni wrócą do domu o normalnej porze. 

W zeszłym roku wszyscy wrócili i było dobrze. Na stadionie narodowym słońce o tej porze i tak nie przeszkadza, trybuny są bardzo wysokie. W Anglii w soboty też niektórzy pracują, a finał jest zawsze o 15:00. Przyjęliśmy taką zasadę i tego się trzymamy.

Kolejny słuchacz pyta: Co sądzi pan o rozgrywkach Ligi Europy? Obaj teraz nie oglądacie półfinału zbyt uważnie, Stano uważa je za śmieszne, bo kluby wolą wystawiać rezerwy i oszczędzać się na ligę. Zlikwidować? Zreorganizować? 

Jeżeli to są śmieszne rozgrywki, czemu nie ma tam polskich drużyn?

Bo są jeszcze śmieszniejsze. 

Drużyna, która wygrywa te rozgrywki, awansuje bezpośrednio do Champions League. To jak w tenisie – są turnieje o większej randze, i o mniejszej. Wiadomo, że Liga Mistrzów do Liga Mistrzów.  Drużyna, która wejdzie do rozgrywek grupowych Ligi Europy zarabia dziesiątki milionów euro, a my mówimy, że to śmieszne rozgrywki. Pewnie, nie jest to Liga Mistrzów, ale nikt nie mówi, że to ma być Liga Mistrzów. Mnie się te rozgrywki podobają i pamiętam jak żyliśmy nimi, gdy Legia Warszawa wyszła z fazy grupowej i przegrała z Ajaksem. Takie śmieszne rozgrywki, a polskich drużyn jakoś w nich nie ma.

Jak mówimy – one śmieszą nas jeszcze bardziej. 

Mnie nie śmieszą.

Nas bardzo. 

Panie redaktorze, a co pana nie śmieszy? Jaki to jest przyjemny zawód – robić sobie bekę z wszystkich!

Nie narzekamy! 

Zazdroszczę!

Kolejne pytanie: Czy są plany zniesienia limitów obcokrajowców spoza UE w polskiej lidze na nowy sezon? 

Nie, na dzień dzisiejszy jest regulamin o dwóch zawodnikach spoza Unii i nie ma na ten temat żadnej dyskusji czy presji. Nigdy nie otrzymaliśmy od jakiegokolwiek klubu oficjalnego zapytania czy można byłoby zrobić inaczej. Czasami są chwile, gdy ktoś kupi sobie trzeciego zawodnika i myśli, że to Pele – wtedy stara się to przeforsować. Dla polskiej piłki im mniej obcokrajowców o niewiadomo jakim arsenale piłkarskim, tym lepiej. Gdybyśmy mieli tylu fajnych piłkarzy na ławce, którzy byliby blokowani przez przepis, wtedy byśmy się zastanowili. A tak doszłoby co najwyżej 20-30 nowych zawodników do ligi, którzy w piłkę grać nie umieją, a których menedżerowie sprzedali jako dobry, fajny towar.

Bogdan Cisak: Wczoraj pierwsza liga nadrabiała zaległości, ale czy macie zamiar coś nadrobić z tym, by nie dochodziło do paraliżu rozgrywek, gdy zostanie powołany jeden piłkarz?

Tak. Myślimy nad tym. W pierwszej lidze mamy poważne projekty i chcemy, by za dwa lata każdy klub grający w pierwszej lidze miał odpowiednie oświetlenie i podgrzewaną murawę. Trzeba o to dbać. Każdy wie odpowiednio wcześniej, to koszt rzędu 4-5 milionów, klub musi się zorganizować z samorządem, bo nie może być tak, że przez zła pogodę nie możemy rozegrać spotkania. Fakt jest taki, że gdy jeden zawodnik zostanie powołany, musimy jako PZPN odwołać mecz. Podam przykład: gdy Stal Mielec ma bramkarza, który jest młodzieżowcem i dostanie powołany, nie mogę pozwolić im grać. Miasto liczy na awans i nie możemy kazać im grać w osłabieniu. Myślimy nad tym, by od przyszłego sezonu przerwa na reprezentację obowiązywała też pierwszą ligę.

Janusz Śnieg: Czy rozmawiał pan z Adamem Nawałką na temat Adriana Mierzejewskiego? Zgaduję, że czasami sobie prywatnie o tym dyskutowaliście.

Z trenerem Nawałką nawet dzisiaj wypiliśmy kawę, bo cała grupa trenerska była w naszym biurze. Oni widzą prawie każdy mecz Adriana Mierzejewskiego. Na tę pozycję trener ma Zielińskiego i skoro liczy, że ten zawodnik poprowadzi reprezentację… Każdy trener wybiera takich zawodników, jakich chce. Nie ma innego wyjścia. Mierzejewski miał swoje szanse u trenera Nawałki, bo powoływał go na początku pracy. Trener wypowiadał się o Mierzejewskim z szacunkiem, ale szczerze powiedział, że nie przewiduje go w reprezentacji.

Słuchał pan ostatnio programu ze Zdzisławem Kręciną? 

Słuchałem.

Jak pan zareagował gdy pan Zdzisław powiedział, że popełniliście wielki błąd nie budując nowej siedziby?

Uśmiechnę się tylko. Nie jestem z tych, którzy chcą się z ludźmi kłócić. Słyszałem, że zaproponował pan, by tę działkę sprzedać po siedmiu latach za tę samą cenę. Wszystkie działki i mieszkania są po latach droższe, a ta działka nie wiedzieć czemu straciła po latach 50% wartości. Zostawmy to. Zdzisio jest sympatycznym, fajnym człowiekiem, lubianym przez wszystkich i niech tak zostanie.

Ostatnie, luźniejsze pytanie – jaką restaurację w Rzymie pan poleca? 

Jeśli mógłbym polecić fantastyczną restaurację, gdzie jest się ciężko dostać, to Moro. Jeśli ktoś chce naprawdę dobrą włoską pizzę, może iść do pizzerii Emma. We Włoszech wszystkie restauracje są dobre, a najlepsze są takie malutkie, którym nie dałoby się pozornie pięciu groszy, bo właśnie tam chodzą jeść rzymianie. Większe restauracje są często przeznaczone dla turystów, a do takich lepiej nie wchodzić.

Rozmawiał: Krzysztof Stanowski

Fot. FotoPyk