Takie kluby jak Bruk-Bet nie są potrzebne polskiej piłce
Weszło

Takie kluby jak Bruk-Bet nie są potrzebne polskiej piłce

Jest taka książka „Dzieci kukurydzy”, ale na piłkarzy kukurydzy dali radę wpaść tylko u nas. No, niestety: piłka nożna może się kojarzyć ze wszystkim, tylko nie z kukurydzą, a skoro cały świat to rozumie, nie może zrozumieć polski futbol. Tu wszystko musi być na opak. Najwyraźniej jednak ten cyrk powoli się kończy i za pięć kolejek Bruk-Bet wyleci tam, gdzie jego miejsce, czyli daleko od ekstraklasy.

A wielu myślało, że będzie tak pięknie. Klub z malutkiej wsi, cóż za romantyczna historia. Przyjeżdżały telewizje, robiły reportaże, klepały właścicieli po plecach: brawo, trzeba pokazać tym większym, jak się robi futbol! Minęło trochę czasu i już mamy pewność, że obiektem westchnień nie było dzieło sztuki, tylko co najwyżej baba z brodą.

Witkowscy nie znają się na piłce. W niższych ligach mieli trochę więcej pieniędzy niż reszta, więc jakoś dawali radę, ale gdy przyszła pora na walkę z kimś mocniejszym… Cóż, dupa. Przeszarżowali kompletnie. Zatrudniali Mandrysza, który najpierw wykręcił awans, a potem zapewnił beniaminkowi spokojne utrzymanie – pożegnali go. Zatrudniali Michniewicza, który wykręcił wynik absolutnie ponad stan – pożegnali go. Rozstawali się z kolejnymi trenerami, a teraz liga najpewniej rozstanie się z nimi. Czego tam oczekiwano? Pucharów? Mistrzostwa Polski? Przecież to jest bezczelność, z jednej strony wymagać wyników, z drugiej kazać atakować Gutkovskisem i Śpiączką. Ktoś może powiedzieć (oczywiście błędnie), że ryzykowali, chcieli osiągać sukcesy. Jeśli tak, to pomylili odwagę z brawurą, poszli w sandałach na K2. Sorry, w Niecieczy prędzej będzie szczyt G8 niż europejska piłka.

Nie wiem, co ten klub dał polskiemu futbolowi, prawdopodobnie poza kupą śmiechu nie dał nic. Tyle że ostatnio, gdy pani Witkowska wyskoczyła z „piłkarskim pokerem”, skończyły się nawet żarty. Przez 31 kolejek wszystko było okej, ekstraklasa grała czysto, nie mieli się do czego przyczepić. Aż tu nagle, w 32. kolejce, gdy jeden z tych słowackich cudaków uderzył piłką sędziego – oczywiście celował rękami, nogami nie dałby rady – pani Witkowska obudziła się ze swoimi rewelacjami. Sprawa jest prosta: jeśli ktoś ma dowody na przekręty, idzie zawiadomić władze. Jeśli nie ma, opowiada głupoty dla opowiadania głupot. Najłatwiej jest zwalić swoje porażki na kogoś innego, ale tuszuje pani błędy z nikłą gracją. Mam nadzieję, że kara będzie surowa, bo to była obraza wszystkich wokół. Co więcej, nie rzucona gdzieś na gorąco do kamery, nie podsłuchana przez wścibskiego dziennikarza. Nie, komunikat pojawił się na oficjalnej stronie Bruk-Betu, a później został jeszcze uaktualniony o filmik. Już zostawiam to, że jak na dłoni widać tam faul, bo dostrzega to każdy rozsądny człowiek.

Bruk-Bet nie spadnie przez ten jeden – prawidłowo sędziowany – mecz ze Śląskiem. Witkowscy wykładali się właściwie w każdym elemencie prowadzenia tego biznesu. Kuriozalne zmiany trenerów to jedno, ale przecież polityka kadrowa dotycząca piłkarzy była jeszcze gorsza. Odnoszę wrażenie, że głównym kryterium przy ściąganiu zawodników był słowacki paszport – jeśli ktoś ten papierek posiadał, mógłby przez ostatnie 10 lat mieszać cement i tylko w niedzielę chodzić na orlika, a i tak dostałby szansę. Natomiast Polacy w Bruk-Becie są albo słabi (Kupczak, Śpiączka), albo starzy (Piątek), albo starzy i słabi (Pawłowski).

A właśnie – tyle mówi się o szkoleniu młodzieży. Myślicie, że na tym polu kukurydzy urósłby kiedyś jakiś talent? Prędzej Lech otworzy swoją filię na Alasce i znajdzie piłkarski diament, niż Nieciecza wypuści od siebie kogoś konkretnego.

Takie kluby nie są potrzebnej polskiej piłce, bo nie oferują jej nic. Czasem wygrają z kimś z czołówki, ale nic dalej za tym nie idzie. Był Groclin, nie ma go, była Amica, nie ma jej (przynajmniej w tabeli). W końcu futbol znudzi się również Witkowskim, a przecież sołtys Niecieczy nie weźmie wtedy zespołu na siebie, bo z budżetu jakim dysponuje, da radę co najwyżej kupić pięć piłek i pompkę. Można udawać, że dwie trybuny to już stadion, że Miković i Toivio umieją grać w piłkę, że mecze rozgrywane na wsi to piłkarskie święto. Natomiast ja udawać nie będę: lećcie z tej ligi w cholerę.