Po takim meczu Real fortuny za Lewandowskiego nie wyłoży
Weszło

Po takim meczu Real fortuny za Lewandowskiego nie wyłoży

Nie jest wielką tajemnicą, że Robert Lewandowski z radością zamieniłby Monachium na Madryt, ale tym bardziej nie jest sekretem, że władze Bayernu na tę przeprowadzkę swojego najlepszego piłkarza nie mają specjalnej ochoty. Oczywiście pod wpływem odpowiednich argumentów w europejskiej walucie pewnie byliby skłonni zmienić zdanie, pozostaje jednak kwestia tego, czy Real zechce rozbić bank dla zaraz 30-letniego piłkarza. Okazja, by Królewskich do tego zachęcić, trafiła się więc Robertowi idealna. Jeśli czarowałby pod nosem Pereza i jednocześnie odprawił obrońców tytułu z turnieju, ci mogliby otworzyć szerzej drzwi skarbca.

Cóż, w pierwszych 90 minutach czarów jednak zabrakło.

Czy to więc znaczy, że Polak zagrał słabe spotkanie? Nie, bez przesady. Przede wszystkim Bayernowi należał się rzut karny po faulu na napastniku, gdy Carvalaj sprawdzał jakość koszulek Bayernu. Spójrzcie tylko:

No, ewidentne wapno. Po drugie Lewandowski mógł i w sumie powinien mieć asystę, ale gdy strącił piłkę pod nogi Hummelsa, ten fatalnie przestrzelił. Wreszcie po trzecie: nie można nie zauważyć udziału Lewandowskiego przy bramce dla Bayernu. Robert poszedł na pełnej w pole karne i był na dobrej pozycji do podania – Navas musiał to widzieć, zaryzykował myśl, że właśnie tam pójdzie piłka, ale Kimmich go zaskoczył i strzelił. Pewnie, największe zasługi idą na konto Niemca, ale pięć-dziesięć procent tej bramki było jednak Polaka.

Lecz tak jak na Euro mogliśmy od niego oczekiwać więcej niż ściągania na siebie uwagi obrońców, tak mieliśmy do tego prawo dzisiaj. Niestety, napastnika zawodziła skuteczność. Raz dostał idealne podanie na główkę, sposób uderzenia wybrał poprawny, bo puścił piłkę w kozioł, ale kierunek był już zły. Strzał poszedł dokładnie tam, gdzie stał Navas i kostarykański bramkarz musiałby zgłupieć, żeby przepuścić taką próbę. W końcówce spotkania Lewy miał swoją drugą okazję, ale znów uderzenie nie był najwyższej jakości, podcinka minęła co prawda golkipera, lecz bramkę również.

A kiedy indziej zabrakło szczęścia i wyczucia, gdy Lewandowski z Muellerem przeszkadzali sobie tak mocno, że żaden z nich nie oddał strzału na pustaka.

Trzeba przyznać, że Real do starcia z Polakiem przygotował się bardzo porządnie – gracze Zidane’a nie uniknęli drobnych wpadek, mieli trochę szczęścia, ale Lewandowski zasadniczo sobie nie poszalał. Był odcięty od podań, dobrze kryty, wypychany z pola karnego. Nie miał jak rozwinąć skrzydeł. Albo inaczej: nie poradził sobie na tyle, by te skrzydła rozwinąć. Szkoda, a trzeba zauważyć, że w tej edycji Ligi Mistrzów napastnik w fazie pucharowej trafiał tylko z Besiktasem i jeśli Bayern ma przejść do finału, Lewandowski koniecznie musi się odblokować. Zagrać taki mecz, by udowodnić, że jest wart każdych pieniędzy.

Fot. Newspix.pl