Jak trwoga, to do Kuchego lub Niezgody
Weszło

Jak trwoga, to do Kuchego lub Niezgody

Kryzys Legii Warszawa to fakt i niech nikogo nie zmyli, że drużyna zagra w finale Pucharu Polski oraz wciąż pozostaje w grze o mistrzostwo. Bliższy prawdy obraz rysują porażki zespołu – już 11 w lidze i już z ręki 10 różnych przeciwników (na 15 możliwych!). Wielu ludzi zadaje sobie pytanie, skąd się wzięła drastyczna obniżka formy oraz te wszystkie boiskowe problemy warszawian. My postanowiliśmy poszukać odpowiedzi w najbardziej podstawowym, ale też najważniejszym aspekcie w futbolu, czyli w golach.

Zanim jednak przejdziemy do trafień, szybki rzut oka na cyferki i proporcje w kadrze Legii:

– W tym sezonie warszawianie z boiskową średnią wieku 29,2 roku są 2. najstarszą drużyną w lidze i już 22. najstarszą drużyną spośród wszystkich ekip z najwyższych klas rozgrywkowych w 31 czołowych federacjach Europy (więcej na ten temat TUTAJ).
– W tym sezonie ligowym w barwach Legii zagrało aż 19 obcokrajowców oraz tylko 14 Polaków.
– W tym sezonie ligowym w barwach Legii zagrało 13 nowo sprowadzonych piłkarzy – takich zupełnie nowych, bez uwzględnienia tych, którzy wrócili z wypożyczeń – oraz 20 piłkarzy, którzy znajdowali się w kadrze zespołu także w poprzednim sezonie.

Gdybyśmy mieli więc w skrócie scharakteryzować kadrę Legii, napisalibyśmy, że jest mocno wiekowa oraz że wielu w niej obcokrajowców oraz nowo sprowadzonych zawodników. I w tym kontekście jakże znamienne jest, że zdecydowanie najskuteczniejszym piłkarzem drużyny jest 23-letni Polak, który grał już w Legii wcześniej. A konkretnie Jarosław Niezgoda, strzelec 12 ligowych goli.

No ale dobra, na podstawie jednostki pewnie nie ma co wyciągać szerszych wniosków, więc spójrzmy na sprawę nieco inaczej. W obliczu zimowej ofensywy transferowej Legii, której celem – jakkolwiek spojrzeć – była wymiana większości zawodników z pola, przeanalizujmy inny aspekt. Ile minut i goli we wszystkich rozgrywkach na wiosnę zaliczyli zawodnicy sprowadzeni w dwóch ostatnich okienkach transferowych (czyli w tym sezonie) oraz ci, którzy byli już w Legii w trakcie poprzednich rozgrywek? Jako że analizujemy strzelone gole, wyłączamy z rachunku bramkarzy.

Nowi (Remy, Vesović, Antolić, Mączyński, Philipps, Eduardo, Cafu, Astiz, Pasquato, Mauricio, Iloski) łącznie rozegrali wiosną 5037 minut i strzelili 3 gole.

Starzy (Pazdan, Jędrzejczyk, Hlousek, Niezgoda, Hamalainen, Szymański, Kucharczyk, Radović, Broź) łącznie rozegrali wiosną 5686 minut i strzelili 15 goli.

Innymi słowy, „starzy” grali tylko odrobinę więcej (konkretnie: 1,1 raza więcej) i nastrzelali dużo więcej (konkretnie: 5 razy więcej). A przecież nie jest tak, że wśród „starych” nagromadziło się dużo więcej zawodników ofensywnych, którzy grali dużo więcej od „nowych”. Wiosną Vesović (846 minut) spędził więcej czasu na boisku niż Hamalainen (746) czy Szymański (626). Eduardo (516) tylko nieznacznie ustępuje Niezgodzie (752) oraz przewyższa Kucharczyka (365). Z kolei Cafu (225) i Pasquato (161) pomału doganiają kontuzjowanego Radovicia (294).

Ponadto z czegoś te czasy gry jednak wynikają. Eduardo gra mniej niż Niezgoda, bo jest zwyczajnie słabszy. Podobnie sprawy mają się z Pasquato, który został przecież sprowadzony jako zastępca Vadisa, a został mało efektywnym zmiennikiem Hamalainena. Z kolei Vesoviciowi, który i tak nie wypada najgorzej, bo strzelił już dwa gole, wciąż sporo brakuje do skuteczności Kucharczyka, który wiosną wykręcił lepsze liczby grając przeszło dwa razy mniej. Ogólnie rzecz biorąc Legii w tym roku mocno nie idzie, ale jeśli ktoś już ją ciągnie na boisku i pomaga wyrywać zwycięstwa, to są to zawodnicy, którzy są w tym klubie dłużej, i dla których ten klub mimo wszystko znaczy coś więcej.

Wymowny jest też podział wszystkich goli strzelonych przez Legię w bieżącym sezonie ligowym. Łącznie było ich 43, z czego:

– 22 strzelili Polacy,
– 20 strzelili piłkarze zagraniczni (do których wliczamy Radovicia z polskim paszportem),
– 1 gol był samobójczy.

Jak zaznaczyliśmy wcześniej, w tym sezonie w Legii zagrało 14 Polaków (w tym 2 bramkarzy) oraz 19 obcokrajowców. A mimo to, to właśnie krajowi piłkarze z pola – którzy rozegrali mniej minut w lidze niż koledzy z zagranicy – dali drużynie więcej goli. Kiedy przychodzi co do czego, ciężar na plecy biorą Niezgoda czy Kucharczyk, a nawet młodziutki Szymański, a nie zagraniczne gwiazdy z Eduardo czy wcześniej Sadiku na czele, które przecież miały wciągać naszą ligę nosem. Nie wiemy, czy to bardziej kwestia umiejętności, czy większego zaangażowania w grę, ale wciąż zmniejszająca się grupa Polaków w Legii nadal jest w stanie dać drużynie o wiele więcej, niż ten cały m.in. bałkańsko-francuski zaciąg.

Wieczorem Legia zmierzy się z Wisłą w Krakowie i będzie to mecz z wieloma podtekstami. To dziś nieco wyblakły już szlagier, ale też dla warszawian z pewnością spotkanie wciąż wyjątkowe. A tym bardziej dla tych pamiętających przedłużającą się dominację Białej Gwiazdy z przełomu wieków oraz wieloletnią serię, podczas której Legia nie była w stanie wygrać przy Reymonta. Ot, kawałek najnowszej historii, którą z pewnością dobrze zna Kucharczyk, i o której najpewniej nie ma pojęcia Eduardo. Być może jesteśmy idealistami, ale coś nam podpowiada, że jeżeli ktoś da dziś z siebie maksa i chociażby samą ambicją postara się przechylić szalę zwycięstwa na korzyść na Legii, to prędzej będzie to właśnie Kuchy czy Niezgoda niż ktokolwiek z ostatniego, zagranicznego zaciągu.

Niby sprawa oczywista, ale – patrząc po ostatnich wydarzeniach w Legii i chociażby odpaleniu Kuchego do rezerw – chyba jednak nie dla każdego.

Fot. FotoPyK