CO ZA MECZ! Najgłupsze oświadczenie i kartka w sezonie? Mamy faworytów
Weszło

CO ZA MECZ! Najgłupsze oświadczenie i kartka w sezonie? Mamy faworytów

Martin Miković objawił nam zupełnie niespodziewane talenty. Gra w piłkę jak do tej pory idzie mu w ekstraklasie słabo – jeden gol w przeszło trzydziestu meczach dla Bruk-Betu, bilans dupy nie urywa. Zatem postanowił wziąć się za nieco mniej skomplikowaną rozgrywkę i niespodziewanie pyknął sobie podczas meczu ze Śląskiem w dwa ognie. Na początek przymierzył piłką dość niefortunnie, bo w sędziego. Klub – zamiast potępić ten wybryk – poniekąd wziął piłkarza w obronę i zdaje się, że zasugerował, iż sędzia został przekupiony.

Nie zmyślamy, to się wszystko dzieje naprawdę.

Klub przemówił ustami pani prezes Danuty Witkowskiej. „To co działo się w Niecieczy w pierwszej połowie to piłkarski poker” – oświadczyła Witkowska za pośrednictwem oficjalnej strony klubu. Karne zweryfikowane przez VAR i czerwona kartka dla kompletnie zagotowanego półgłówka to zdaniem pani prezes to samo, co Henryk Bista drukujący mecz w zamian za okoliczność z trzema dziewczynami? Skoro tak, to Bruk-Bet Termalica jeszcze długo, długo nie będzie klubem poważnym.

Nie mówimy tutaj o sytuacji, w której panią prezes przyłapano na jakimś gorącym komentarzu, wykrzyczanym w emocjach. To zostało z premedytacją napisane na klubowej stronie. Można było nic nie pisać, można było ewentualnie napisać mądrze. Jakie będą następne kroki Witkowskich? Doniesienie do prokuratury?

Zrzut ekranu 2018-04-20 o 20.23.04

Generalnie VAR spotyka się w Polsce z pozytywnym odbiorem, choć nie brakuje przeciwników weryfikacji wideo w środowisku piłkarskim. Dziś, zdaje się, poznaliśmy kolejnych. Chyba największym jest trener Nenad Bjelica, człowiek nieustannie pokrzywdzony przez nieznośne kamery. Bjelica pomstuje, wykrzykuje, ciska się, czasami zarzuca jakieś słówka, które szybko stają się bon motami. Ale jeszcze nigdy nie posunął się tak daleko jak Miković i tak daleko jak prezes Witkowska. Czegoś takiego jeszcze po prostu nie było.

Co się właściwie wydarzyło w to leniwe, piątkowe, niecieczańskie popołudnie? Piłkarz gospodarzy tak się wściekł na Zbigniewa Dobrynina, który – po konsultacji z VAR-em – podyktował rzut karny dla Śląska Wrocław, że złapał kozłującą futbolówkę i rzucił nią w arbitra.

Abstrahując już od tego, że karny był ewidentny – obrońca zdeptał stopę szarżującego Łuczaka – naprawdę nie sposób wytłumaczyć zachowania Mikovicia zwykłą, boiskową frustracją. To była po prostu bezdenna głupota i jeden z najbardziej idiotycznych sposobów na osłabienie swojej drużyny, o jakim słyszał futbol, a faceci w krótkich portkach kopią świński pęcherz od ładnych 150 lat.

Piłkarz Bruk-Betu zapisał się zatem, choć niestety nie złotymi zgłoskami, w historii futbolu. Mamy w ekstraklasie kolejną sytuację, gdzie sfrustrowany oszołom narusza nietykalność sędziego. Nie wiemy, może to nasza nadinterpretacja, ale wysyp takich zachowań może mieć pewien związek z tym, iż Komisja Ligi takie skandaliczne wybryki traktuje (traktowała?) z niezrozumiałą łagodnością.