Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Nie da się obrazić na Ligę Mistrzów na dłużej niż kilka tygodni. Po prostu. Możemy się wściekać, że to ciągle to samo, że wciąż ci sami zawodnicy, te same kluby, że czytamy te same historie. Możemy pluć na postępującą komercjalizację, która prawdopodobnie już na zawsze zamknęła wrota ćwierćfinałów przed klubami z Polski, czy choćby z naszego regionu. Możemy się zżymać, że od 1/4 w górę to wręcz ucieleśnienie wieloletnich marzeń o Superlidze zrzeszającej najbogatsze kluby kontynentu. 

Ale potem zdarza się taki dzień jak wczoraj.

Zdarza się taki dzień, gdy na boisko wychodzi już-prawie-mistrz Anglii, pierwsza od lat drużyna, która w tak bezdyskusyjny sposób zdominowała Premier League. Która włożyła do worka wszystkich konkurentów z ich zespołami budowanymi za setki milionów funtów, która nie tylko wygrywała mecz za meczem, ale jeszcze upokarzała rywali, prawie nie pozwalając im na dotykanie piłki. Drużyna ta wychodzi w blasku i chwale, bo przecież za moment ma zostać koronowana w derbowym starciu z lokalnym rywalem. Wychodzi dumna, bo już czuje na piersiach ciężar wszystkich orderów i medali. Wychodzi i dostaje w czapę. Najpierw 0:3. Potem 1:2. Z rywalem, który w ligowej tabeli jest o 17 punktów niżej. 17 punktów! W pięciu meczach tego sezonu Manchester City mógłby na boisku położyć się na 90 minut na znak protestu, a i tak byłby w tabeli przed Liverpoolem.

1:5. Jeden do pięciu w dwumeczu. A przecież to nie tylko wybryk tego sezonu. Mówimy bowiem o klubie, który od paru lat praktycznie nie spada z podium Premier League, a dwa lata temu był w półfinale Ligi Mistrzów. Jego wczorajszy rywal ostatnie mistrzostwo zdobył na 2 lata przed przyjściem Mo Salaha na świat, a ostatni raz w ćwierćfinale Ligi Mistrzów grał prawie dekadę temu.

Mogłoby się wydawać, że na tym poziomie już takich bajek się nie pisze. Że scenarzyści, zgodnie z filmowymi trendami, zrezygnowali z tych scenariuszy o kopciuszku podejmującym twardą walkę z całym światem, o Dawidzie, który gruchocze Goliatowi kości za pomocą pilota telewizyjnego. Ale nie, co więcej – dostaliśmy od razu dwie tego typu historie.

Bo przecież dystans między Barceloną a Romą jest jeszcze większy. Duma Katalonii pewnie kroczy po mistrzostwo Hiszpanii, o które walczy… A raczej walczyła z triumfatorem ubiegłorocznej Ligi Mistrzów i finalistą sprzed dwóch lat. W lidze jeszcze nie przegrała, ma za to 79 zdobytych bramek – o 29 więcej niż AS Roma. Ma w szeregach jednego z najlepszych piłkarzy w historii świata, otaczają go ludzie, którzy już niejednokrotnie udowadniali, że w formie nie ma na nich mocnych. Po drugiej stronie są Giallorossi, którzy drżą o miejsce w przyszłorocznych rozgrywkach. Po remisie z Bologną i porażce 0:2 z Fiorentiną punktami zrównało się z nimi Lazio. Sezon w sezon Roma się osłabia, sezon w sezon Barcelona się zbroi, nawet po oddaniu Neymara ściągnęła Coutinho i Dembele. W tym samym czasie, gdy w Manchesterze Liverpool ośmieszał jednego mocarza, w Rzymie identycznie postępowała Roma.

Ostatnie półfinały Ligi Mistrzów? Real, Atletico, Juventus. Real, Atletico, Bayern. Barcelona, Bayern, Real, Juventus. Real, Bayern, Atletico. Real, Bayern, Barcelona. Nuda! Powiewem świeżości były nawet Manchester City i AS Monaco, ale kiedy ostatnio w jednej edycji do półfinałów dochodziły aż dwie ekipy pokroju Liverpoolu czy Romy? Po wyeliminowaniu drużyn z półki „grubo ponad 80 punktów w dwóch najlepszych ligach świata”?

Wszystko zaś dokładnie w momencie, gdy mnie, ale i wielu osobom z mojego otoczenia ta „superliga” zwyczajnie zaczynała się przejadać. Ile można oglądać derby Madrytu? Jak długo można śledzić Bayern z Barceloną? Jak długo można jeść tę samą, choćby i najpyszniejszą potrawę, bez uczucia przesytu? I właśnie w takim momencie nadszedł nie tyle powiew świeżości, co jakiś niespotykany huragan. Dla mnie to niemal tak orzeźwiające, jak pamiętny sezon 2003/04, gdy do półfinałów dotarło Monaco, Porto, Deportivo La Coruna i Chelsea.

Dwie najlepsze drużyny tego sezonu, grające najefektywniej, strzelające najwięcej goli najsilniejszym rywalom, najbardziej regularnie obtłukujące ligowych przeciwników, przymierzające już korony – poległy na przeszkodach, które desperacko walczą o miejsce na podium. Nie jest to jeszcze może poziom Leicester City z mistrzostwem Anglii, ale tak spektakularne przebicie jednego wieczoru aż dwóch ogromnych balonów…

To chyba najlepsze, co mogło spotkać Ligę Mistrzów na tym etapie.

***

Wybaczcie lakoniczność, ale dziś casting do KTS Weszło. Po załatwieniu 239 papierków i jednego boiska będziemy mogli zobaczyć razem z Wojtkiem Kowalczykiem i Grzegorzem Szamotulskim kilkudziesięciu kandydatów do gry w warszawskiej B-klasie. To się naprawdę dzieje! Po 7 latach od rzucenia pomysłu, nasz klub naprawdę powstaje. Sam nie do końca mogę w to uwierzyć. Słuchajcie dzisiaj Weszło FM od 16, będziemy na bieżąco raportować, czy nikt nie połamał sobie nóg.

KOMENTARZE (21)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
MisKrzys

„Zdarza się taki dzień, gdy na boisko wychodzi już-prawie-mistrz Anglii, pierwsza od lat drużyna, która w tak bezdyskusyjny sposób zdominowała Premier League. Która włożyła do worka wszystkich konkurentów z ich zespołami budowanymi za setki milionów funtów, która nie tylko wygrywała mecz za meczem, ale jeszcze upokarzała rywali, prawie nie pozwalając im na dotykanie piłki.”

A to co robiła Chelsea Mou w ostatnim mistrzowski sezonie już się nie liczy?

MisKrzys

Sugeruję redaktorowi jednak zostać przy lokalnej piłce, bo na tej z wyższego poziomu się kompletnie nie zna. City i Barca jako „dwie najlepsze drużyny tego sezonu”. Litości…

irman

A kto lepszy biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki? Barca i Man City od dawna mają pewnego mistrza rozgrywek krajowych, do ćwierćfinały LM doszły bez najmniejszych problemów. Barca do tego może zdobyć jeszcze Puchar Króla. Porównywalny może być jedynie Bayern i właśnie dzisiaj chyba przebije dwie wymienione wyżej drużyny, awansując do półfinału. Real szanse na mistrza Hiszpanii stracił mniej więcej w styczniu, po drodze dostał w cymbał w krajowym pucharze. Juventus może nie zdobyć mistrzostwa, a w LM wygląda delikatnie mówiąc mało solidnie. Może PSG? Bez żartów.

krytykant

Niestety, Kibolkiewicz ma rację. Które niby są od nich w tym sezonie lepsze? Bayern, który w jedynym poważniejszym meczu sezonu został przez PSG zmieciony? PSG, które… wiadomo? Juve, które przez pół roku ciułało punkty i dopiero ostatnio podkręciło tempo (ale za to dzisiaj pewnie pożegna się z LM)? Real, który w lidze od początku gra bezbarwnie i spręża się tylko na LM? Bez względu na wczorajsze wyniki, MC i Barca to dwie dotychczas najlepsze drużyny sezonu – nawet jeśli Barca miała wyniki znacznie lepsze od gry. Oczywiście jeżeli Bayern albo Juve wygrają LM, to jedna z nich okaże się najlepsza.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

A to PSG gra w LM a Bayern odpadl? Bylo ogloszenie w radio Erewan?

krytykant

Miszczu, przeczytaj jeszcze raz to, co napisałem, i odpowiedz na pytanie: ile poważnych meczów z wymagającymi rywalami grał w tym sezonie Bayern?

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Wez ty sie naucz argumentowac, bo piszesz takie bezecenstwa ze logika zapisuje sie do oddzialow samobojczych Samarytan.
PSG w grupie zagralo dwa razy z Bayernem. U siebie wygralo 3:0 a w grudniu zebralo w czapke 3:1 w Monachium.
To wazny byl tylko ten mecz w pazdzierniku w Paryzu w grupie w LM z druzyna, ktora odpadla w 1/8 LM?
A Barca to z jakim powaznym klubem wygrala? Z Realem w lidze i tyle.

krytykant

Widzę, że mam do czynienia z prawdziwym „miszczem retoryki”. Wyjaśniam łopatologicznie:
Bayern grał w tym sezonie JEDEN poważny mecz z naprawdę trudnym rywalem – pierwszy mecz z PSG. Przerżnął go sromotnie. Rewanż – wbrew temu, co twierdziły media – był sparingiem. Obie ekipy miały gdzieś, z którego miejsca wyjdą z grupy (jak się okazało, słusznie, bo dużo gorzej wylosował zwycięzca).
Barcelona grała w tym sezonie poważne mecze z:
– Realem (Z),
– Atletico (R i Z)
– Juve (Z i R)
– Chelsea (R i Z).
Dostrzegasz drobną różnicę w liczbie meczów i wynikach? Nie jestem kibicem Barcy, ale do rewanżu z Romą była najlepszą drużyną sezonu i tyle.
…A PSG nie wiem, skąd ci się włączyło. Przeczytaj kolejny (trzeci? czwarty?) raz moją wypowiedź i spróbuj zrozumieć, co o PSG napisałem.
Do wątku już nie zajrzę, więc twoja ewentualna odpowiedź nie ma znaczenia.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Ale zes zaoral. Mecz z Atletico co w LM zagralo 1-4-1 to powazny mecz? Chelsea co becki zbiera w lidze?
To Bayern gral takie same mecze z Lipskiem czy Dortmundem.
Jak nie umiem argumentowac to zabieram zabafki.

Michal Sz

„Jak długo można jeść tę samą, choćby i najpyszniejszą potrawę, bez uczucia przesytu?” Bez sensu pytanie. Wiadomo, że jakby jeść ją codziennie to by nie byłoby ok, ale bez przesady, faza pucharowa Ligi Mistrzów też nie jest codziennie.

Piotr Enis
Polonia Warszawa

Lepiej już odpuścić cotygodniowy felieton niż produkować takiego przepełnionego wytartymi truizmami paroakapitowca.

tl;dr – mimo obaw o nudę w LM okazuje się, że jest inaczej.

PS Ruszamy z KTS Weszło.

Pasta

Lepiej odpusc swoje komentarze elo

bastion79
KS Milan

Nie wiem, czy jestem obrażony na LM (nie wydaję mi się), ale jej nie oglądam. A więc można. Poniosło Pana w pierwszym zdaniu.

bastion79
KS Milan

Gdzie odbywają się te castingi?

cibor74

„Mogłoby się wydawać, że na tym poziomie już takich bajek się nie pisze. ”

Blagam, mowimy o sporcie, w ktorym losowosc pojedynczego meczu jest najwieksza ze wszsytkich sportow zespolowych. Przeciez tego typu rzeczy zdarzaja sie w kopanej regularnie.

kamilp88

„Ile można oglądać derby Madrytu? Jak długo można śledzić Bayern z Barceloną? Jak długo można jeść tę samą, choćby i najpyszniejszą potrawę, bez uczucia przesytu?”

Nie do końca rozumiem coroczne narzekanie przy użyciu powyższego argumentu.
Co roku w ligach europejskich gra plus minus 85% tych samych drużyn (bo z ligi spada 2-3), o najwyższe miejsca zazwyczaj biją się Ci sami. Przed sezonem w każdej lidze typuje się kilka drużyn które się będą liczyły, czasem ktoś doskoczy czasem ktoś wypadnie z tego grona. I tymi ligami wszyscy się ekscytujemy, oglądamy derby Madrytu, Manchesteru, Londynu, Mediolanu. To chyba normalne? Czemu od Ligi Mistrzów oczekujemy że co sezon będzie rotacja drużyn i nagle z nie wiadomo jakiego powodu w ćwierćfinałach zamiast tych wymienianych przez pana redaktora potęg zagrają Legia Warszawa, Celit Glasgow, Lazio Rzym, Espanyol, Arsenal, Łudogorec Razgrad i Anderlecht?

Michal Sz

Tak plotą bezmyślnie, nawet nie zastanawiając się nad tym co im wychodzi z pod palców. Jak ktoś lubi piłkę to cieszy się na fajne mecze, a ci co tak pierdolą widocznie już nie lubią, ale oglądają z przyzwyczajenia.

kamilp88

Szukanie taniej sensacji. Nie ma o czym pisać więc wymyślają głupoty. Tak jak wczoraj w trakcie meczu z dupy jeden z komentatorów zaczął monolog o tym czy Lewandowski jest już top zawodnikiem, czy jeszcze do tego musi dążyć takimi meczami jak wczoraj, po czym sam zamknął temat że to bezsensowne rozważania. Czyli przedyskutował na antenie sam ze sobą temat który na końcu uznał za idiotyczny.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Kcramsib

A na koniec w finale i tak zagra Bayern z Realem, czyli nuda, nuda i jeszcze raz nuda…

Voitcus

I tak dobrze, bo mogło być Barcelona z Realem

wpDiscuz

INNE SPORTY