Między MMA, a boksem. DSF rozpycha się… łokciami
Inne sporty

Między MMA, a boksem. DSF rozpycha się… łokciami

Konfrontacja Sztuk Walki (KSW) coraz bardziej zostawia w tyle podzielone bokserskie środowisko, jednak na rynku sportów walki w ostatnich miesiącach pojawił się nowy, poważny gracz. Federacja DSF Kickboxing Challenge zapełnia coraz większe hale i ściąga kolejne gwiazdy. 13 kwietnia spróbuje podbić Torwar, a pomóc w tym ma Marcin „Różal” Różalski – jeden z najbardziej charyzmatycznych polskich zawodników sportów walki. Jak mówią organizatorzy, DSF ma skusić kibiców zażenowanych patologią innych sportów i żądnych prawdziwej walki. Uda się?

Jeśli ktoś z jakichś względów do tej pory nie traktował jeszcze DSF poważnie, to po ostatnich transferach chyba ostatecznie musiał zmienić zdanie. „Różal” kilka miesięcy wcześniej zdobywał przecież pas federacji KSW w wadze ciężkiej na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym. Jego decyzja mogła zaskoczyć środowisko MMA, ale dla samego zawodnika to tak naprawdę powrót do korzeni. To właśnie od kickboxingu zaczynał przygodę ze sportami walki – w latach 2007 i 2008 zdobywał mistrzowskie pasy federacji ISKA i WKA. Nie on jeden – w ostatnich miesiącach z DSF związali się także inni znani zawodnicy MMA – Piotr Strus, Daniel Omeliańczuk i Karol Celiński.

Lgną do nas zawodnicy z całego świata. Ich pozyskiwaniem zajmują się przede wszystkim dyrektor sportowy Robert Złotkowski oraz prezes Sławomir Duba, ale we wszystkich kanałach komunikacji każdego dnia odbieramy prośby o zatrudnienie i propozycje współpracy. Nie wszyscy fighterzy mają korzenie w K-1. Często są to zawodnicy Muay Thai, Full Contact, ale również pięściarze, karatecy i specjaliści MMA. Prywatne wiadomości piszą do nas nawet gwiazdy dużego formatu i prawdę mówiąc, jest tego coraz więcej – przyznaje Leszek Dudek, były dziennikarz piszący o boksie, dziś zajmujący się PR i marketingiem federacji.

Różalski podpisał z DSF kontrakt na cztery walki. Już w pierwszej zmierzy się z Jerome Le Bannerem – legendą sportów walki. Obu łączy długa historia – do ich starcia przed polską publicznością miało dojść już dwukrotnie. Po raz pierwszy w lutym 2012 roku na gali KSW 18, jednak wtedy Francuz ostatecznie zrezygnował z powodu kontuzji kilka dni przed pojedynkiem.

Do zestawienia próbowano powrócić podczas gali KSW 20 – pierwszej pokazywanej w systemie Pay-Per-View. Sytuacja się powtórzyła – zabiegi promocyjne poszły na nic, a Le Banner zrezygnował… dwa dni przed imprezą.
Niby przesłał jakieś dokumenty, że ma kontuzję, z drugiej strony… każdy ma jakieś kontuzje. Ja też podchodzę do walki cały poblokowany, ze zniszczonymi stawami i łokciem. Spierdolił mi się jakiś tam schemat – nie krył żalu „Różal” Federacja KSW trzeci raz Le Bannerowi już nie zaufała – w sumie trudno się dziwić.

DSF 14 - Różal vs Le Banner

Teraz długo oczekiwane starcie weteranów wreszcie ma się ziścić. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem – Le Banner pojawia się w Polsce na kolejnych konferencjach prasowych oraz aktywnie angażuje się w promocję wydarzenia. Jak ze sportową formą 45-letniego „Geronimo”? Trudno powiedzieć – ostatnią walkę stoczył w październiku 2017 roku i w formule MMA dosyć szybko przegrał w Japonii z Roque Martinezem (12-4). Z K-1 wiąże go jednak o wiele dłuższa historia, w której nie brakowało naprawdę spektakularnych sukcesów.

Boks sprzed ery układów

Jeszcze kilka lat temu kickboxing wydawał się być na marginesie. Silniej zakorzeniony w świadomości społecznej był boks – walkę Andrzeja Gołoty z Tomaszem Adamkiem w otwartym Polsacie oglądało wciąż rekordowe dla sportów walki ponad 13 milionów widzów. Szermierka na pięści w ostatnich latach znalazła się jednak w odwrocie. Gale w Polsce rzadko zapewniają naprawdę wysoki poziom sportowy, a niektórzy promotorzy – jak Tomasz Babiloński – przerzucili się na rosnące w siłę i gwarantujące pewniejsze zarobki MMA. Jak jest z pieniędzmi w kickboxingu?

To złożona sprawa – tłumaczy Leszek Dudek. Trzeba zadać pytanie: „kogo mogę sprowadzić na moją galę za X tysięcy dolarów?”. W boksie byłby to dostarczyciel zwycięstw na telefon, ewentualnie spłukany średniak, który najlepsze czasy ma dawno za sobą i odcina kupony. W dzisiejszym MMA pewnie trafiłby się już niezły, ale mało popularny zawodnik. W K-1 za tę samą kwotę można przywieźć do Polski mistrza kraju, Europy i świata – zależnie od jego terminarza oraz kraju pochodzenia. Najpopularniejsi zawodnicy oczywiście zarabiają dobrze lub bardzo dobrze, ale muszą prezentować pewną wartość sportową i medialną dla federacji – dodaje.

Potwierdzenia tych słów nie trzeba daleko szukać – podczas marcowej gali DSF „Twierdza” w Nowym Dworze Mazowieckim doszło do interesującego turnieju, który miał wyłonić pretendenta do mistrzowskiego tytułu w kategorii do 65 kg. Wygrał Yuri Zhukovsky – zawodowy mistrz świata i Europy, zostawiając w pokonanym polu Orfana Sananzade i doświadczonego Andreja Bruhla. Teraz na triumfatora czeka mistrz DSF w tym limicie – Jan „Iron” Lodzik.

Dla człowieka związanego tak silnie z boksem szokiem było już to, że zawodnicy z niebieskiego narożnika wygrywają z zawodnikami z czerwonego narożnika, czyli gospodarzami. Wyobrażasz sobie taką galę boksu zawodowego w Polsce? Im bardziej się zagłębiałem, tym bardziej się dziwiłem. Najlepsi zawodnicy chcą ze sobą walczyć, często więcej niż raz! Porażki nikogo nie skreślają, fighterzy chcą startów i szukają wyzwań – podkreśla Leszek Dudek.

Jego słowa są ciekawe z jeszcze jednego względu – jako dziennikarz portalu Bokser.org przez wiele lat zdążył poznać pięściarskie środowisko na wylot. To właśnie ta wiedza sprawiła, że przestał na ten sport patrzeć przez różowe okulary.

W boksie byłem zakochany do szaleństwa. Nic nie równa się dla mnie z pięknem tego sportu. Oglądałem w telewizji walki mistrzów, po latach z wieloma z nich mogłem rozmawiać na żywo, to była przygoda życia. Najpierw interesowała mnie jedynie walka, z czasem zacząłem chłonąć wszystko dookoła boksu. I wtedy dostrzegłem to, czego nie widać, gdy jest się tylko kibicem. Larry Merchant powiedział kiedyś, że nic nie jest w stanie boksu uratować i nic nie jest w stanie go zniszczyć. Przez wiele lat funkcjonowałem w tym środowisku jako dziennikarz. Sport stracił wtedy dla mnie piękno. Spójrzmy na światowy image boksu. Mamy największe gwiazdy zarabiające dziesiątki milionów dolarów okłamujące kibiców, unikające wyzwań, uciekające przed testami na obecność dopingu. Jawna korupcja na najwyższych szczeblach federacji i organizacji dbających o „dobro” tego sportu. To wszystko pozbawiło mnie złudzeń – tłumaczy.

Nawiązać do złotej ery

Skąd jednak w Polsce renesans mody na kickboxing? Sprawa jest złożona, ale nie ma tu przypadku. Dyscyplina prawdziwą popularność zyskała u nas na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wtedy nie było jeszcze K-1 (walki w tej formule dominują dziś w DSF) – walczono w trzech wersjach: semi-contact (atakować można tylko wyznaczone miejsca), light-contact (nie wolno znokautować przeciwnika, zawodnicy są punktowani po każdej rundzie) oraz full-contact (walka odbywa się w ringu, można bić z pełną siłą i nokautować).

Z oczywistych względów to właśnie ostatnia odmiana cieszyła się największym zainteresowaniem. Polska szkoła kickboxingu szybko stała się znana na cały świat. Tytuły mistrzów świata i Europy zdobywali między innymi Piotr Siegoczyński, Przemysław Saleta i Marek Piotrowski. Największą karierę zrobił ostatni z nich. Nie tylko zunifikował wszystkie mistrzowskie pasy, ale także przebił się do szerszej świadomości kibiców – dwukrotnie zajmował nawet drugie miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego polskiego sportowca roku.

Piotrowski pod koniec lat osiemdziesiątych wyjechał robić karierę w USA, gdzie z równie dobrym skutkiem radził sobie także w boksie. Niestety, w połowie lat dziewięćdziesiątych z powodów zdrowotnych musiał przedwcześnie zakończyć przygodę ze sportem. Do dziś dla fanów sportów walki pozostaje postacią kultową. Saleta więcej zarobił w innej dyscyplinie, jednak legendy o jego kickbokserskich sparingach z Witalijem Kliczką do dziś żyją własnym życiem. Siegoczyński z kolei po karierze trenerskiej odegrał niebagatelną rolę w powstaniu DSF Kickboxing Challenge. To właśnie obecny prezes Polskiego Związku Kickboxingu wspólnie ze Sławomirem Dubą, wielkim fanem sportów walki i prezesem agencji ochrony DSF wpadł w 2013 roku na pomysł stworzenia federacji.
Mam pomysł na promocję polskiego kickboxingu. Wiem, jak doprowadzić naszych zawodników na areny międzynarodowe – opowiadał Duba po gali DSF Kickboxing Challenge 2 w Ząbkach w grudniu 2014 roku.

Nieco ponad 3 lata później organizacja jest w zupełnie innym miejscu. Kolejne gale można oglądać na antenie Canal+ oraz on-line na całym świecie. W środowisku słychać głosy, że projekt idealnie pasowałby do profilu odchodzącego od boksu w stronę innych sztuk walki Polsatu Sport. Może i coś jest na rzeczy – w marcu galę DSF „Twierdza” w Nowym Dworze Mazowieckim z pierwszych rzędów oglądali Mateusz Borek i Maciej Miszkiń.

Sama impreza była dość kameralna, na 1500 osób. Mimo to w hali nie było pustych miejsc, a poziom sportowy mógł się podobać. W walce wieczoru wystąpił Piotr Strus – zawodnik MMA, który jeszcze niedawno walczył dla KSW i ACB. Dla niego także był to powrót do korzeni, bo przygodę ze sportami walki rozpoczynał od mistrzowskich tytułów w kategorii młodzieżowców właśnie w kickboxingu. I choć był gwiazdą wieczoru, to po dogrywce przegrał z twardym Francuzem Bricem Kombou.

Werdykty sędziowskie podczas całej gali wyglądały zresztą podobnie – można o nich powiedzieć wszystko, ale nie to, że były – jak często w polskim boksie – „gospodarskie”. Formuła samych pojedynków również wydaje się atrakcyjna nawet dla niezbyt zorientowanego w sporcie widza – walki w K-1 są toczone na dystansie 3 x 3 minuty, mistrzowskie są nieco dłuższe (5 x 3 minuty). W przypadku remisu zarządzana jest runda dodatkowa.

Zdobyć kibica

Szefowie DSF Kickboxing Challenge patrzą w przyszłość, ale nie zapominają o historii – w grudniu 2017 roku na gali w Warszawie doceniono dawnych mistrzów. Wśród wyróżnionych znaleźli się między innymi Marek Piotrowski, Przemysław Saleta, Agnieszka Rylik i Iwona Guzowska. – Robimy to, co już dawno powinno zostać zrobione – doceniamy legendy. Młode pokolenie musi poznać te nazwiska – tłumaczył prezes Duba.

Na tle innych dużych organizacji sportów walki DSF wyróżnia się nie tylko dbałością o jakość samego sportu, ale także cierpliwą pracą u podstaw. Sposobem promocji gal i zawodników w Internecie powinni zainteresować się zwłaszcza promotorzy boksu, którzy w zdecydowanej większości nie mogą pochwalić się dobrym wyczuciem w kwestii najnowszych trendów.

Wyłączając KSW, przemyślane działania promocyjne w Internecie to w polskich sportach walki wielka biała mapa. Nie spotyka się żadnych skutecznych case studies, można tylko na oko ocenić, czy coś się udaje, czy nie. Dobry grafik i zespół produkcji wideo to w zasadzie wszystko, czego potrzeba do wprowadzenia w życie skutecznej strategii promocyjnej. Jeśli mamy do tego budżet na FB Ads i AdWords oraz możliwości prowadzenia innych kampanii marketingowych, jest wręcz doskonale. Niezwykle istotny jest człowiek, który musi czuć media i sporty walki, mieć do tego autentyczną pasję – przyznaje Leszek Dudek, który w DSF jako digital marketing manager odpowiada między innymi za te działania.

dsf 2

Droga pokonana z Ząbek na Torwar nie jest przypadkiem tylko świadectwem konsekwentnego rozwoju i efektem długofalowej strategii, w której nie ma miejsca na eventy pod publiczkę oraz walki celebrytów, które w żaden sposób nie mogłyby bronić się sportowo. Jak DSF dotarł i zdobył kibiców? Wbrew pozorom, inspiracji szuka nie tylko w sportach walki.

Dysponujemy dokładnym profilem kibica DSF Kickboxing Challenge i polecamy innym federacjom oraz promotorom przeprowadzić odpowiednie badania lub zebrać ogólnodostępne dane. Oczywiście chcemy zainteresować kickboxingiem kibiców, którzy mieli już do czynienia ze sportami walki. Problem w tym, że często natrafiamy na ludzi, którzy nie mają dobrych wspomnień z galami bokserskimi i żałują pieniędzy wydanych na bilety, czują się oszukani. Dlatego budujemy ich zaufanie stopniowo – tłumaczy Dudek.

Nie chcemy, żeby ktoś pomyślał, że przestajemy się nim interesować w momencie, kiedy kupił bilet na imprezę albo wyłączył TV po jej zakończeniu. Mamy relacje live nie tylko z gal, ale również ze wszystkich eventów dotyczących federacji dla użytkowników mediów społecznościowych, codziennie podajemy nowe informacje, angażujemy ludzi, budujemy relacje, organizujemy strefy fana na hali i konkursy z nagrodami. Punkt odniesienia w sportach walki to oczywiście UFC, ale patrząc jeszcze szerzej – może to być Formuła 1, która zdobywa popularność w social media najszybciej ze wszystkich dyscyplin na świecie – dodaje.

Gra wydaje się zdecydowanie warta świeczki. 5 kwietnia – nieco ponad tydzień przed galą na Torwarze – DSF ogłosił kolejne głośne transfery. Tomasz Sarara, Maciej Jewtuszko, Michał Kita – to tylko trzy z dwunastu odkrytych kart. To nie koniec – na wrzesień zapowiadana jest jeszcze większa impreza niż ta z walką wieczoru Różalski – Le Banner. Kolejny krok? Ekspansja, która tak naprawdę już staje się faktem.

Do końca roku mamy jeszcze w planach kolejne imprezy zagraniczne, prawdopodobnie na Litwie i w Kijowie, za rok zapewne obierzemy również kierunek zachodni. Najbliższą galę na Torwarze znów pokażemy za darmo na całym świecie w dedykowanej platformie DSFLIVE.com, a w kilku europejskich krajach prawa do transmisji nabyły duże stacje telewizyjne. To znak, że jesteśmy widoczni, a nasz produkt jest cenny. Nie mamy wątpliwości, że zainteresowanie federacją będzie dalej rosło, a DSF 14 się do tego mocno przyczyni. Chcemy stworzyć międzynarodową federacją kickbokserską z siedzibą w Warszawie. Ten plan już się realizuje – kończy Leszek Dudek.

Projekt DSF Kickboxing Challenge – podobnie jak opisywana u nas niedawno Krajowa Liga Zapaśnicza – pokazuje, że postawienie na nogi niemal zupełnie od zera zasłużonej dyscypliny nadal jest w Polsce możliwe. Dobry plan, długofalowa wizja i zrozumienie stale zmieniających się realiów marketingowych są oczywiście istotne, ale w tym wszystkim nie można zapomnieć o jednym – dla wielu widzów nadal najważniejszy pozostaje spychany przez niektórych na coraz dalszy plan „czysty sport”.

KACPER BARTOSIAK

KOMENTARZE (6)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
xxnnaad

Semi-contact polega na tym, że po czystym ciosie, sędzia walkę przerywa przyznaje punkt i walczymy dalej, trochę jak w szermierce. Nie za bardzo ma się to do atakowania wyznaczonych miejsc, jak to zostało napisane w artykule, bo tutaj nie różni się zakres od full contact tzn. liczone są punkty w przód i boki głowy oraz przód i boki tułowia.

Czarny Lulek

„Jeśli ktoś z jakichś względów do tej pory nie traktował jeszcze DSF poważnie…”

A ktoś w ogóle bierze na poważnie „sport”, w którym motłoch tłucze się po ryjach? Błagam Was…

Krzycho

To że się tłuką po ryjach to jeszcze nic, ale to tarzanie się po ziemi, jakieś, kurwa, dosiady, wąchanie cudzych jaj itd.- to już jest patologia.

danny_trejo

Kibicuje im, oby odbudowali formule K-1 w Europie.

Nedi81

Marek Piotrowski to był kocur!

danny_trejo

Niesamowity zawodnik z potezna psycha i wola walki. Szkoda, ze organizm nie wytrzymal, byl wielkim fighterem. Jego walki z Roufusem, McDonaldem, czy zwlaszcza Wilsonem, byly niesamowite.

wpDiscuz