Fuszerka i brak szacunku w Arce Gdynia? Midak i Pertkiewicz odpowiadają
Weszło

Fuszerka i brak szacunku w Arce Gdynia? Midak i Pertkiewicz odpowiadają

Arka Gdynia sportowo przeżywa chyba najlepszy okres w swojej historii. W 2017 roku w ciągu kilku tygodni wywalczyła Puchar i Superpuchar Polski. Zagrała też w eliminacjach Ligi Europy, odpadając w dramatycznych okolicznościach z FC Midtjylland. Teraz co prawda nie udało się awansować do grupy mistrzowskiej, ale znów jest szansa wejść do finału PP. Boiskowe wyniki – również ku naszemu zaskoczeniu – nie do końca przekładają się na atmosferę wokół klubu. Kibice mają coraz więcej zastrzeżeń nie do piłkarzy czy trenerów, tylko do ludzi zarządzających klubem. 

W niedzielę wieczorem na stronie Arkowcy.pl ukazał się tekst, odsłaniający – jak piszą sami autorzy – jedynie wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o problemy w funkcjonowaniu Arki. Możecie się z nim zapoznać TUTAJ. Jeżeli nie macie na to czasu, streścimy zarzuty.

1. Piłkarze nie mogą liczyć na to, że przy dwóch treningach dziennie śniadanie i obiad zjedzą w klubie. Nie jest to niczym wyjątkowym nawet w I lidze. Dopiero po interwencji Leszka Ojrzyńskiego udało się to wywalczyć, ale tylko raz w tygodniu. Na tyle miał zgodzić się prezes. W pozostałych przypadkach zawodnicy muszą jeść w pośpiechu w domu.

2. Odżywki otrzymują tylko te na poziomie podstawowym i to bez indywidualnego monitorowania potrzeb.

3. Klubowy autokar jest przestarzały (w środku albo upał, albo zimno, do tego nieszczelne szyby), ponadto nie ma on stałego kierowcy, co sprawia, że praktycznie każdy mecz wyjazdowy oznacza błądzenie.

4. Poprzedni trener [Grzegorz Niciński] sam woził stroje do pralni czy podlewał trawę, bo nie ma kto tego zrobić.

5. Leszek Ojrzyński od dłuższego czasu ma poczucie, że wkrótce zostanie pożegnany.

6. Będący właścicielem klubu Dominik Midak miał się odnosić bez szacunku i kultury do trenera oraz starszych piłkarzy.

7. Po sezonie kontrakty wygasają kilkunastu zawodnikom, z czego tylko z trzema mają być prowadzone rozmowy na temat pozostania [w poniedziałek ogłoszono przedłużenie na kolejny rok umowy z Adamem Marciniakiem].

Co to dużo mówić, chwilami brzmi to bardzo niepokojąco. Jeżeli na publikację takiego tekstu decyduje się strona kibicowska, to autorzy musieli być naprawdę przekonani, że sprawy zaszły za daleko.

Trener Ojrzyński również co jakiś czas stwierdza wprost, że z niektórych rzeczy nie jest zadowolony. Przypomnijmy fragmenty jego niedawnej rozmowy z WeszłoFM, gdy jasno mówił, iż warunki do treningów powinny być lepsze.

(…) Problemem były nasze przygotowania. W Podbeskidziu też miałem kłopoty z boiskami i mówiłem o tym. To najważniejsza rzecz. Gdyby jeździł pan samochodem po szutrowych drogach i miał wystartować na asfalcie, nie wróżyłbym panu sukcesu. Umówmy się. Pewne rzeczy utrudniają pracę. Mieliśmy z tym duży problem. Wiem, że była zima, ale przynajmniej raz w tygodniu powinniśmy mieć możliwość skorzystania z głównej płyty. Nie wymagałem nie wiadomo ile. Ten raz w tygodniu ułatwiłby zadanie. Brak takich treningów nas wyhamowywał. Trener jest od tego, żeby pomagać, dawać sygnały, a czasami nie jest różowo. Nie jestem trenerem, który będzie udawał, że jest pięknie, kiedy tak nie jest. Wspólnymi siłami musimy dążyć do tego, żeby poprawić pewne rzeczy, bo potem może być już za późno. Mając takie warunki do treningów, nie będę oszukiwał siebie i innych, mówiąc, że jest fantastycznie. Nie jestem takim człowiekiem.

Prezes nie miał pretensji, że nie zatrzymywał pan tej opinii w zaciszu gabinetu?

Nie będę przecież oszukiwał. Miejscowi dziennikarze wiedzą, jakie są problemy i czasami podpytują. Mi też się nieraz wymsknie, gdy mówię, że mieliśmy problemy z przygotowaniem. Na przykład kontuzje mięśniowe, wynikające ze zmiany podłoża, albo treningów na twardej nawierzchni. My trenujemy na trzech rodzajach sztucznej trawy. To jeszcze gorzej. Mamy utrudnione zadanie. Każda nawierzchnia jest inna, ma inną twardość. Treningi wyglądały jak wyglądały. Każdy fachowiec powie wam, że na sztucznej nawierzchni nie można trenować normalnie. Trenerzy wiedzą, jak to się odbija na zawodnikach. Ludzie będący z boku nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć. Dobrze, że system licencyjny podnosi jakość. Szkoda, że tak późno. Ale przynajmniej będą z tego korzyści. Mówi się, że mecze na wiosnę są słabe, jednak proszę spojrzeć na warunki do treningów. Żeby dobrze grać, trzeba dobrze trenować. Wyznaję taką zasadę. Czasy dzwonienia się skończyły, taką mam nadzieję. Trzeba pracować.

***

Nie wyrokujemy, dlatego pozwoliliśmy drugiej stronie przedstawić swoje stanowisko. Porozmawialiśmy z prezesem Wojciechem Pertkiewiczem i właścicielem klubu Dominikiem Midakiem.

DOMINIK MIDAK

Jak to jest z tym brakiem szacunku wobec trenera i starszych piłkarzy? Ten zarzut odnosi się bezpośrednio do pana.

Dobre pytanie. Co by pan chciał usłyszeć?

Czy faktycznie coś takiego mogło mieć miejsce.

To rzeczy wyssane z palca. Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie ktoś mógł tak napisać.

Jak się pan odniesie do pozostałych zarzutów? Piłkarze tylko raz w tygodniu mogą zjeść śniadanie i obiad w klubie, drużyna jeździ starym autokarem.

Autorzy tego tekstu powinni najpierw zapytać, a potem pisać. Powielanie niesprawdzonych i niezweryfikowanych informacji nie pomaga Arce. Kibice Arki i reprezentujące ich stowarzyszenie oraz media są dla nas bardzo ważni, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Jeśli mają pytania lub wątpliwości w obszarach, w których możemy podzielić się z nimi wiedzą, to zawsze chętnie odpowiadamy na wszystkie pytania. Szkoda, że nikt ich nie zadał osobom odpowiedzialnym w klubie za te sprawy, na przykład prezesa.

Wyjaśnijmy punkt pierwszy. Posiłki w klubie.

Rubryka „wyżywienie zawodników” to w budżecie klubu dość pokaźna kwota. Dokładnie na ten temat może się wypowiedzieć prezes Wojciech Pertkiewicz.

A co z autokarem?

Wydaje się być w dobrym stanie. Nie podróżuję nim, natomiast na pewno nie jest ani stary, ani zniszczony.

Docierały do pana jakieś skargi ze strony trenera czy piłkarzy?

Nie. Myślę, że gdyby rzeczywiście problem istniał, ktoś by się z tym do mnie zwrócił.

Problemem ma być też ciągła rotacja wśród kierowców, którzy nie są obeznani z trasami i gubią drogę.

Jestem na prawie wszystkich meczach wyjazdowych. Wydaje mi się, że kierowca autokaru zawsze jest ten sam.

Trener Ojrzyński od dłuższego czasu ma prowadzić drużynę na zasadzie: „no szykuj się chłopie, już zaraz ci podziękujemy”.

Nie wydaje mi się, żeby tak było. Najlepiej zapytać o to trenera, ale z mojej strony na pewno nie pojawiły się sygnały, które mogłyby sprawić, że trener poczułby się w taki sposób.

Kilkunastu zawodnikom wygasają umowy po sezonie, wy macie rozmawiać z trzema.

To też nieprawda. Prowadzimy więcej rozmów kontraktowych. Nikt poza zainteresowanymi nie wie, co jest zapisane w umowach. Wiele z nich są opcje automatycznych przedłużeń w razie spełnienia określonych warunków. Kibice wglądu do tych ustaleń nie mają, to oczywiste.

Trener miał pretensje odnośnie warunków do treningów zimą. Chciał chociaż raz w tygodniu skorzystać z głównej płyty i nie dostał takiej możliwości.

Niestety pogoda tej zimy była wyjątkowo niesprzyjająca. Gdyńskie Centrum Sportu robiło co mogło, żeby doprowadzić boisko do stanu używalności, ale pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć.

***

WOJCIECH PERTKIEWICZ

Kilka spraw może pan wyjaśnić lepiej niż Dominik Midak. Jak to jest z tymi posiłkami w klubie?

Jestem zaskoczony tym tekstem. Zawarto tam pewne rzeczy do dyskusji, ale kwestie najważniejsze, stawiane jako zarzuty, brzmią absurdalnie. Są zwyczajnie nieprawdziwe albo jednostkowe przypadki przedstawiane zostały jako reguła. Zacznę od suplementacji. Lista potrzeb w tym względzie jest układana przed sezonem i zamawiana przed sezonem. W tym roku to produkty hiszpańskiej firmy Powergym, wysokiej jakości. Zapotrzebowanie zgłasza i kieruje tym sztab medyczny pod kierownictwem pana Marka Gaduły. W razie potrzeby uzupełniamy asortyment w trakcie sezonu.

To teraz sprawa wyżywienia.

Odkąd jestem w klubie, podczas sesji dwutreningowych piłkarze zawsze mieli zapewniony posiłek między treningami. Zawsze, chyba że była inna decyzja sztabu trenerskiego. Po rozpoczęciu współpracy z trenerem Ojrzyńskim ustaliliśmy z nim kilka dodatkowych rzeczy, byliśmy otwarci na jego sugestie. Poszerzyliśmy sztab o trzy osoby – asystenta, kolejnego masażystę i diagnostyka, a ostatnio także o analityka. Jest dzień ważenia zawodników, gdy przyjeżdżają do klubu na czczo, a potem jedzą śniadanie i wychodzą na trening. W dniach meczowych organizowane są zgrupowania, wcześniej nie było to regułą. Cały czas notujemy progres. Naprawdę mnie zastanawia, skąd pomysł, że czegoś nie ma, skoro wiemy, iż jest.

Czyli trener nie musiał wywalczać jednego dnia posiłkowego?

Oczywiście, że nie. W sezonie to przeważnie jeden dzień w tygodniu, gdy trener serwuje dwie sesje treningowe. Taką metodologię pracy ma trener Ojrzyński. Były momenty, gdy trening był jeden, ale z większym obciążeniem i też kończył się wspólnym obiadem. Szkoleniowiec zwracał uwagę na kluczowość tych posiłków i chciał mieć kontrolę, czy wszyscy odpowiednio będą się odżywiać. Może się mylę, zakładam jednak, że w żadnym polskim klubie zawodnicy nie siedzą dzień w dzień od 8:00 do 18:00. Dziś mieliśmy trening o 17:00. Piłkarze raczej nie byliby szczęśliwi, musząc przyjechać rano tylko po to, żeby zjeść wspólne śniadanie, wrócić na obiad, a jeszcze później stawić się na analizę i trening.

Autokar. Ma być w nim albo Sahara, albo Antarktyda, do tego przeciekające okna.

Mam wrażenie, że piszący ten tekst zebrali historie dziejące się na przestrzeni lat i umiejscowili je w teraźniejszości. Kiedyś faktycznie mieliśmy „autokar”, który okazał się motoryzacyjnym próchnem i szybko wylądował na złomowisku. Od dawna korzystamy z usług firmy zatrudniającej kierowców współpracujących z klubem jeszcze nawet w latach 80. To osoby zaufane, w zasadzie będące już częścią klubu, co też jest ważne dla zawodników, bo nie jeżdżą ciągle z kimś innym. Pomijam wypadki losowe, czasem się zdarzające. Co do samego autokaru, w ubiegłym sezonie mieliśmy pojazd niższej klasy, a od tego sezonu mamy wygodniejszy, trzyosiowy, którym udajemy się na mecze wyjazdowe. Nie mnie oceniać, jak jest z wygodą, ale sądzę, że nie odbiegamy od standardów. A firma, o której mówiłem, rozważa inwestycję w kolejny autokar. Rozmawialiśmy na ten temat już w tym roku.

Czyli kierowcy nie gubią tras wożąc piłkarzy na mecze wyjazdowe?

Nie wykluczam, że ktoś kiedyś źle zjechał z autostrady. Czy to jest powód do tego, żeby pisać o prowizorce organizacyjnej w klubie? Nie schodźmy na poziom absurdu.

W tekście kontekst jest taki, że to wina ciągłej rotacji wśród kierowców.

Już ustaliliśmy, że to nieprawda. Od lat mamy tych samych kierowców, choć jak wspomniałem, zdarzają się przypadki, że jedzie rezerwowy.

Punkt następny. Poprzedni trener musiał wozić brudne stroje do pralni i podlewać trawę.

Połączę ten ostatni wątek z kwestią infrastruktury. Infrastruktura w całości jest miejska, co do przygotowania obiektów pozostajemy zależni od Gdyńskiego Centrum Sportu. My tym nie zarządzamy. Pamiętajmy, że gdyński stadion w poprzednich latach często był wskazywany jako jeden z tych z najlepszą murawą, a ona jeszcze nigdy nie była wymieniana. To duży sukces GCS. Ta zima jednak dała w kość naszej trawie, to samo dotyczy boiska bocznego. W przeszłości zdarzało się, że był upał, murawa twarda, więc trener uznawał, że korona mu z głowy nie spadnie, jak włączy zraszanie murawy i przyspieszy rozpoczęcie treningu. Mówimy o pojedynczych zdarzeniach, nie regule. Oczywiście być może nawet takich incydentów nie powinno być, ale tak jak mówię, ze wszystkich obiektów korzystamy gościnnie, a pogoda czasem sprawia, że stan boiska może się zmienić z godziny na godzinę.

Nie znam sytuacji z pralnią. Rzeczy do prania odbierane są ze stadionu przez firmę obsługującą nas w tym zakresie. Mogę zaryzykować jednak zdanie, że jeżeli trener pojechał do pralni, to nie dlatego, że tak musiał, tylko dlatego, że tak chciał.

Trener miał pretensje odnośnie warunków do treningów zimą. Chciał chociaż raz w tygodniu skorzystać z głównej płyty i nie miał takiej możliwości. Trzeba było trenować na trzech rodzajach sztucznej nawierzchni, przez co potem mnożyły się urazy.

To prawda, niestety. Powraca jednak kwestia tego, że w tym temacie nie wszystko zależy od nas. Trudno oczekiwać od klubu, żeby ot tak wybudował sobie nowe boisko. Mieliśmy teraz dużo problemów z warunkami do treningów, ale to bolączka wielu polskich klubów, nie tylko nasza. Na Canal+ była sonda, w której trener Ojrzyński mówił, że od początku roku tylko raz przeprowadził trening na naturalnej murawie. Wychodzi Gino Lettieri z Korony Kielce i mówi, że oni jeszcze ani razu tak nie trenowali. Nie chodzi o licytowanie się, kto ma gorzej, tylko przedstawienie szerszej perspektywy. Mało który klub w okresach najniższych temperatur mógł sobie pozwolić na regularne trenowanie na naturalnym boisku.

Z tekstu wynika, że trener w zasadzie od dawna siedzi na walizkach i liczy się ze zwolnieniem.

Naprawdę nie wiem, jak mam to skomentować.

Kilkunastu zawodnikom wygasają umowy po sezonie, wy ponoć rozmawiacie z trzema.

Nieprawda. Klub rozmawia z tymi, z którymi chce rozmawiać. Kwestie z kim i kiedy zostawię dla naszej „kuchni”. Jeżeli rozpoczynamy negocjacje czy do nich wracamy, nie ogłaszamy tego wszem i wobec. Gros zawodników ma swoich agentów i wszystkie rozmowy ceduje na nich, sami w tym nie uczestniczą.

Pamiętacie o Przemysławie Stolcu?

Ma jeszcze roczny kontrakt w Arce, wypożyczyliśmy go do Chrobrego. Trudno nie pamiętać o Przemku.

„18-letni kadrowicz dostaje podobno kontrakt opiewający na 1500 zł brutto z hasłem, że po co mu więcej, skoro i tak mieszka z rodzicami”. Co pan na to?

Nie mówiłbym tutaj nawet o kontrakcie – choć formalnie taka jest forma – bardziej o stypendium dla młodego zawodnika, który pensję – dużo poważniejszą – dopiero ma dostawać w momencie, gdy zacznie występować w pierwszej drużynie. To normalna praktyka w większości klubów. Nie widzę tu nic zdrożnego. Takie umowy-stypendia podpisuje co roku kilku chłopaków, wszyscy na bardzo zbliżonych warunkach. Pamiętajmy, że klub zapewnia także młodym zawodnikom pozamiejscowym miejsce w internacie, w którym w tym roku przeprowadziliśmy remont i kończymy wyposażanie pokoi. Zapewniamy im też całodzienne wyżywienie, a zawodnicy poza treningami chodzą do Gdyńskiego Liceum Autorskiego, gdzie zajęcia są tak układane, by nie kolidowały z treningami.

Kibice ostatnio wywiesili transparent sugerujący, że pan i Dominik Midak amatorsko zarządzacie klubem. Skąd mogą mieć takie przeświadczenie?

Gdyby te wszystkie rzeczy naprawdę wyglądały tak, jak opisano w tekście, to faktycznie skóra cierpnie z zażenowania. A tak cierpnie dlatego, że autorzy w żaden sposób nie zweryfikowali swoich rewelacji. To rzeczy dość proste do sprawdzenia, zwłaszcza dla tych osób, które przecież są u nas akredytowane na mecze. Nie są przy klubie od dziś, więc chyba widzą, co było kiedyś, a co jest teraz i ile się zmieniło. Mówiłem o nowszym autokarze, czterech kolejnych osobach w sztabie czy też remoncie internatu, a nie wspomniałem o wielu innych inwestycjach poczynionych w ostatnich dwóch latach. A tutaj ktoś zebrał historie, które być może kiedyś się zdarzyły. Może komuś kiedyś woda kapnęła na głowę w autokarze, może okno było niedomknięte, a może rzeczywiście była dziurawa uszczelka. Nie chciałbym iść w kierunku groteski, że jakieś jednostkowe zdarzenie z przeszłości traktujemy jako regułę w teraźniejszości.

Zastanawiam się, co miał na celu ten artykuł. Jeżeli leży mi na sercu dobro tego klubu – a wiem, że tym ludziom również leży – staram się najpierw dojść do prawdy lub zweryfikować, czy przypadkiem ktoś jednostkowych potknięć, które z pewnością się zdarzają, nie przedstawia jako codzienności. Od samego początku prowadzę politykę otwartych drzwi. Zarówno trenerzy czy zawodnicy jak i często kibice przychodzą i dyskutujemy o różnych kwestiach. Fani między sobą rozmawiają na wiele tematów i sami wiemy, że nieraz rzeczy z gatunku „słyszałem, że…” z plotki urastają do rangi prawdy, czegoś pewnego. Jeśli ktoś jest redaktorem poczytnego skądinąd portalu kibicowskiego, bez problemu mógłby pewne pytania zadać. Szkoda, że tego nie zrobił.

***

Kto ma rację? Pozostaje nam poczekać na rozwój wydarzeń w następnych tygodniach i miesiącach. To będzie najlepsza odpowiedź.

PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. Arka Gdynia