Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Imperia nie są podbijane. Imperia nie są bite przez równego sobie. Imperia upadają pod własnym ciężarem.

Taką słyszałem opinię i pewnie znajdzie się w historii świata przykład, który jej przeczy, bo historia świata ma to do siebie, że nie cierpi generalizacji, ale na pewno tym przykładem nie będzie Legia Warszawa.

Czterysta punktów przewagi nad Wisłą w tabeli wszech czasów Ekstraklasy. Jedyny klub, który po II wojnie światowej nigdy nie spadł z ligi. Wielka historia pucharowa, multum wychowanych reprezentantów. Mógłbym podać wiele przykładów świadczących o tym, że Legia wielkim klubem jest, ale ich nie podam, bo w mojej definicji piłkarskiej imperialności nie tylko się nie mieszczą, co nie odgrywają roli.

Chelsea przed Abramowiczem wygrało mistrza Anglii raz, za Bieruta i za pierwszego występu Presleya w telewizji (1955). Manchester City, zanim pojawili się szejkowie, wygrał mistrza Anglii dwa razy, za rekordu świata Stanisławy Walasiewicz (1937) i wojny w Wietnamie (1968). Historycznie byli zjadani przed Leeds na śniadanie. Ale przecież Chelsea Abramowicza, szczególnie w jej pierwszej erze, była wzorcowym przykładem klubu imperialnego, tak samo jak aktualni The Citizens.

Nie znaczy to, że historia nie ma znaczenia w budowie imperialnej pozycji, bowiem owszem, może pomóc na wielu wymiernych frontach, ale ostatecznie najważniejsza jest moc, czysta moc.

Tej w Polsce aktualnie najwięcej ma Legia.

W ostatnich pięciu latach cztery razy zdobyła mistrzostwo kraju. Zżymać się na jej ostatni pucharowy popis to krótkowzroczność: za frajer nie wskakuje się na 59 miejsce rankingu UEFA, pokazując plecy Fenerbahce i Feyenoordowi. Drugi najlepszy polski klub, Lech, jest sto miejsc niżej.

To Legia w ostatnich latach miała najwyższe przychody w lidze. To Legia miała największą siłę nabywczą. Pomaga wielkość Warszawy, pomaga jej rozwój, jej generalna zasobność. Tak zwane słynne słoiki nie ściągają masami do stolicy dlatego, żeby popatrzeć na Pałac Kultury.

To Legia przebiła się do szerszej świadomości, potrafiąc organicznie wychować sobie kibiców daleko poza tradycyjnymi bastionami, tak jak to niegdyś robił wielkimi meczami Widzew czy Wisła. Sam znam ten przypadek z własnego podwórka, choć jeszcze dotyczący Wisły. Kolumna, w której się wychowałem, to ziemia na wskroś widzewska. Wszystkich podróżnych już na dworcu wita napis „RTS”. Jeździ stąd na mecze stała, liczna jak nieliczną miejscowość grupa. Ale ten akurat znajomy wpadł w sidła Wisły, bo nigdy nie interesowały go trybuny, tylko piłka. Złapał bakcyla za wielkich meczów Białej Gwiazdy, a potem z nią został na dobre i na złe, oglądając mecze z wielką regularnością po dziś dzień. Wiem, że ten sam proces w tym momencie, w różnych miejscach kraju, dotyczy kibicowania Legii.

Być może za chwilę wielka kasa, jaką Lech otrzymuje za wychowanków, zmieni proporcje. Ale na ten moment Legia jest jedynym w Polsce klubem o imperialnych aspiracjach.

I to jest jej przekleństwem.

Legia Warszawa zawsze musi. Jeśli trener bądź działacz powiedziałby, że przed Legią sezon przejściowy, w którym mistrzostwo nie jest celem głównym, bo liczy się dalekosiężny plan, następnego dnia przy Łazienkowskiej 3 pojawiłaby się pikieta żądająca jego głowy, a dym w internecie wywołałby pożary w kilku serwerowniach.

Zresztą, jaki tam sezon: nawet jeden słabszy mecz potrafi wywołać białą gorączkę. Na zdrowy rozum, nic w tym dziwnego: jak to, horrendalne kwoty za transfery i kontrakty, ambicje sięgające regularnego grania w Lidze Mistrzów, a potem zaorani przez Arkę?

Arkę, zimą wzmocnioną emerytowanym Meksykaninem, który ostatnio prosto kopnął piłkę zapewne jeszcze za czasów Azteków?

Nie po to sprowadzasz ludzi z przeszłością w Arsenalu i Lazio, nie po to ściągasz ludzi z Ligue 1, żeby w kieszeń chował cię Dawid Sołdecki z Grzegorzem Piesio. Wkurw jest uzasadniony.

Ale takie są realia klubu o ambicjach w danym środowisku imperialnym. Nie ma marginesu błędu. Musisz wygrywać. Zawsze.

To prowadzi jednak do wysypu patologii, aktualnie obserwowanych na przykład przez totalną zawieruchę w legijnej szatni. Jestem pewien, że to co dociera do nas z przecieków – zamieszanie wokół Kucharczyka, drastyczny podział w szatni na Polaków i obcokrajowców, a nawet obcokrajowcy potrafiący na siebie patrzeć krzywym okiem – to tylko wierzchołek góry lodowej.

Pewnie gdyby konstruować skład nie na wariata, dałoby się przeprowadzić zmiany w sposób mniej problemowy. Ale trzeba na wariata, bo trzeba też zrobić mistrza.

Dlatego Legia zrobiła kilka transferów last minute, także już po starcie rundy. Na papierze, choćby taki Mauricio – niezły gracz. W praktyce, z punktu widzenia życia szatni: facecu wrzuceni nagle w ligę, którą do tej pory totalnie lekceważyli. Myśleli pewnie, że tu się da wygrywać z zawiązanymi butami.

Nowi starych piłkarzy, którzy tę ligę wygrywali wcześniej i na tym między innymi zbudowali sobie pozycję w szatni, lekceważyli, bo tuzin mistrzostw Polski dla nich to i tak mniej, niż pięć meczów w zachodniej lidze. Dla starych gra nowego to często potwarz, bo przecież nic jeszcze świeżak nie pokazał, a już zdobył miejsce w składzie – kosztem kumpla, kosztem mnie. A potem nie grając nic, czego nie zagrałby kumpel, czego nie zagrałbym ja, kładzie się ogień pod konflikt.

Niektórzy nowi, ci z last minute szczególnie, mogli nie wiedzieć wcześniej, że Legia istnieje. Nie mają pojęcia jaka jest specyfika tego klubu. Legia dla nich, tak z miejsca? „Co w mojej karierze poszło nie tak, że gram w Polsce, a nie na Zachodzie?”.

Do tego dochodzi brak czasu na zgranie czysto taktyczne, nie mówiąc o jakimkolwiek uczciwym, harmonijnym wejściu w szatnię. To było skazane na kwas. I kwas jest. Szczególnie, że mówimy tylko o jednym z aspektów, bo przecież można przeanalizować wymiecenie Dąbrowskiego, można to, ile szans dostaje zdolna młodzież – tu niedoceniana, odsuwana, a potem w innych klubach wykorzystująca szansę.

Nie da się budować w dzisiejszych czasach klubu o europejskich aspiracjach samymi Polakami. Te czasy skończyły się na Wiśle Kasperczaka. Legii nie stać ani na przykładowego Kurzawę, ani na Żurkowskiego. A nawet jakby było stać, każdego zdolnego Polaka bardziej kusiłby wyjazd, bo we współczesnym futbolu czas najszybciej płynie dla młodych – metryka bardzo szybko zaczyna ciążyć, a pociąg drugi raz może nie przyjechać.

Nie oszukujmy się: obcokrajowcy są niezbędni w polskich klubie o europejskich ambicjach. Ich głos w szatni zawsze będzie ważny. W praktyce proporcje pół na pół to konieczność. Ale żeby ich obecność w klubie miała ręce i nogi, nie wystarczą same umiejętności. Może są takie kozaki, które po prostu wychodzą i klepią wszystkich, ale szczerze – z tej półki Ekstraklasa sięga tylko fartem raz na sto chińskich lat. W praktyce, nawet najciekawsi, potrzebują zrozumieć czym jest dany klub – w tym wypadku Legia – oraz czym jest Ekstraklasa.

Nie było cienia fałszu w „eLkach” pokazywanych przez Nikolicia. Możecie się śmiać do rozpuku w stwierdzeniu, że Odjidja trochę się w Legii zakochał, ale on faktycznie zrozumiał czym jest ten klub i jakim miastem jest Warszawa. Takie zrozumienie sprawia, że piłkarz przestaje być tylko najemnikiem, któremu nie robi różnicy, czy jutro zostanie w Legii, czy pojedzie do Kazachstanu, Serie B, a który grając ma przede wszystkim własny interes przed oczami.

Ale na to, żeby trafić obcokrajowców z właściwą mentalnością – czysta loteria. Klub taki jak Legia grzebie na przecenach, chodzi po zachodnim lumpeksie. Nie ma czasu zastanowić się czy przesłanki wskazują, że ktoś będzie tu pasował, tak jak nie ma czasu krok po kroku wprowadzić go do gry.

Ma zaraz wyjść na boisko i wygrać mecz.

Polacy w szatni Legii oczywiście rozumieją jej filozofię, ale mogą być nasyceni. Trochę jak ze słynną chorobą pierwszego kontraktu. Młody gra, póki nie kupi pierwszego Mercedesa. Gdy się dochrapie, zaczyna niejednemu brakować ognia, co nie jest kwestią decyzji, ale rozgrywa się na poziomie podświadomości. Ocucić mogłyby nowe wyzwania, ale tych w polskiej lidze już braknie i koło się zamyka. Młodym oraz głodnym niby da się pograć, ale jak nie strzelą hat-tricka w piętnaście minut, to się ich odsunie bo jeszcze nie dojrzeli.

Tak Legia dobiła do czterdziestu zawodników, którzy reprezentowali ją w tym sezonie.

Nad tą stajnią Augiasza trener, który wiecie jaką musi mieć psychikę:

Trener, który zastaje w szatni silne układy, bo dotyczące kluczowych postaci, które w każdej chwili mogą zapytać: zrobiłeś dla Legii chociaż pięć procent tego co ja?

Gdy chce zbudować własny ład, nie obędzie się ani bez ofiar, ani bez kwaśnych min, także u zawodników, na których być może liczył. Nowi, mający tworzyć w szatni ład według jego widzimisię, z miejsca będą źle postrzegani przez starych, ale bez starych – a więc ich porozumienia z nowymi – nic nie zrobisz. Węzeł gordyjski.

A czasu masz tyle, co do najbliższego meczu. Bo wygrać trzeba. I mecz i ligę.

Legia nie ściąga i nie będzie ściągać piłkarzy z takiej półki, by w tak problemowym środowisku pewnie wygrywali mistrzostwa Polski. Być może to świetni gracze, ale jeśli razem tworzą kuriozalny organizm, gdzie co drugi ciągnie w inną stronę, to nie mają prawa zdominować ligi, w której rywalami jest wiele szatni mówiących jednym głosem.

Symptomatyczne było zwycięstwo Arki, czyli zespołu korespondującego mentalnością z Bandą Świrów; zespołu zgranego, zżytego, gdzie każdy pójdzie za Ojrzyńskim i sobą nawzajem w ogień. Z takimi ekipami Legii będzie najtrudniej. Gdy mecz rozstrzyga się głównie w sferze czysto piłkarskiej, mogą wygrać nawet pewnie, ale nie mają zbyt wielu atutów, gdy walka idzie na noże.

Na ten moment przegrane mistrzostwo, każda wtopa w pucharach, u każdego, kto jest związany z Legią, wzbudza chęć palenia czarownic, razem z chałupami lub całymi miastami. Jedyne rozwiązanie: rewolucja. Znowu zrywanie fundamentów, znowu goła ziemia, znowu budowanie wszystkiego od nowa. No bo czego tu bronić, skoro stary projekt nie spełnił nawet minimum wymagań, a więc mistrzostwa i udanego pucharowego rajdu?

Dlatego Legia notorycznie się miota, i na miotanie się jest skazana. Gnoi ją własny ciężar. Mówimy o najbogatszym w trofea okresie Legii. Po drodze zajęła trzecie miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a przecież nawet wtedy pożar gonił pożar. Bywają miłe chwile, happy endy, ale zawsze to droga przez mękę.

Ale nawet teraz, gdy – jak zwykle? – wydaje się, że Legia jest w oku cyklonu, ma szansę na podwójną koronę, a na pewno posiada też najlepszą wyjściową pozycję przed jesiennymi pucharami.

Inną prędkością Legii jest to, że w kryzysie nie lecą na łeb na szyję, tylko pozostają ZAWSZE konkurencyjni. Innej prędkości, odjechania lidze na dobre, wygrywania Ekstraklasy dziesięć kolejek przed końcem, w takich warunkach nie będzie. A to, że oczekiwania są niezmiernie wygorówane, jest jedną z głównych przyczyn, dlaczego tak się nie stanie.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (131)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Hanocri

Świetny tekst!

buhabuha

Naprawdę… naprawdę dobry!

Mały Dżon
FC Pytowice

Zaraz rozpęta się mega-gównoburza.

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Która wersja?

3740c5ec7c8f184e15db99dc03169912.jpg
marcinw13
Manchester United 1997/98

Weszło? Legia? Milewski? Tylko czwórka!

Kapi

obstawiam 2-eczke:)

GRAND_CHAMP

I chyba miałeś rację Zdjęcie profilowe Kapi, w pomeczówkach i ciekawszych newsach jest zwykle 3, a przy ważniejszych meczach, czy „kontrowersjach” 4

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

HOOP
Polonia Warszawa

Dokładnie, tylko Pogoń Lwów i Warszawianka nigdy nie spadły z ligi. Niby są jeszcze zespoły z Nowego Sącza oraz Niecieczy, ale akurat te dwie drużyny wciąż „walczą o spadek”. Dobrze, że czytelnicy Weszło są czujni.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Staszek Anioł

Wawel Kraków nigdy nie spadł, tylko został wypieprzony z ligi po zdobyciu wicemistrzostwa w 1953, bo idioci z MON (na czele z „sowieckim Polakiem” Rokossowskim) zdecydowali, że w ekstraklasie jest miejsce tylko dla CWKS.

Wróżka Weszława

Amica Wronki nie wycofała się z rozgrywek, to Lech wycofał się z rozgrywek a Amica zmieniła nazwę na Lech. Także Amika faktycznie nigdy nie spadła.
Nie zakłamujmy historii, bo młodzi czytają, lata lecą, fakty się mogą rozmywać itd., a historię trzeba szanować.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

adrian92

Hej, kolego, ale tam stoi „Jedyny klub, który po II wojnie światowej nigdy nie spadł z ligi.” Czyli ok. Chyba że poprawili później, to przepraszam :) PS. Polska jest jednym z tych krajów, gdzie nie ma klubów nigdy-nie-spadających (nie liczę oczywiście krótkiego pobytu jak B-B czy Sandecja). Lista takich klubów (za wiki) tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_unrelegated_association_football_clubs

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

AmoN

Nie do konca tak bylo. Lechowi udowodnili korupcje, ale nie mozna bylo go ukarac jako klub, bo w 2006 przestal istniec, Rutkowski pewnie juz ok2004 roku wiedzial, ze Majchrzak z Lipczynskim doprowadzili do bankructwa i Lech nie dostanie licencji. Za jakies „drobne” przejeli barwy i historie plus miasto obiecalo wybudowanie stadionu,

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

AmoN

Gdyby tak bylo, to nie grali by do dzis na licencji Amiki. Moze to dziwnie zabrzmi, ale Rutkowski chyba byl pewny, ze Amica jest czysta od czasu pogonienia Fryzjera. Lechowi udowodnili pare rzeczy ( Puchar polski z Michniewiczem, awans z Baniakiem i Fryzjerem w roli menago klubu z Poznania) i Rutkowsaki kupil sobie tylko barwy i siedzibe w Poznaniu. Nawet akademia Lecha jest we Wronkach.

AmoN

Spojrz na tabele sezonu 2005/2006. Lech zostal przesuniety na ostatnie miejsce i formalnie przestal istniec. Amica Wronki przejela nazwe i siedzibe, na co wszyscy w Poznaniu sie zgodzili. „stara Amica” w sezonie 2006/2007 wystartowala pod nazwa KKS Lech Poznan i gra do dzis. Nowy KKS wystapil nawet w eleminacjach Pucharu Uefa 2006 a odpadl szybko chyba z Terekiem

AmoN

Dodam, ze udzial w Pucharze Uefa byl dzieki Amice ktora zajela 4te miejsce w sezonie 2005/06

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

MrX
Wisła Kraków

Znak czasów.Kuźba i Żurawski w ataku Wisełki,a Franek na ławce.Brak mi tego ale rozumiem,że doczekałem pięknych stadionów i gównianych meczów.Kiedyś marzłem przy meczu z Lazio a teraz siedzę pod daszkiem i się męcze.Grzesiu Pater strzelający 2 bramki Barcelonie,Kosowski kręcący Puyolem…dużo prawdy w tym tekście.Wszystko się pozmieniało.Pozdrawiam

RobRob

I zapewnianie sobie mistrzostwa na kilka kolejek przed koncem sezonu!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

John The Revelator
Wisła Kraków

Z bilansem u siebie 14-1-0

PhoenixLk
Legia Warszawa

to fakt – właśnie tak wygląda dominacja w ekstraklapie… Wygrywanie wszystkiego jak leci (z paroma potknięciami, by rywalowi wyszedł strzał życia) bez oglądania się na to, kto jest przeciwnikiem i gdzie dany mecz jest rozgrywany…

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Generalnie bardzo fajny tekst, ale jedna kwestia wzbudza moje wątpliwości,
Chodzi mi o o próbę analizy psychologicznych postaw zagranicznych zawodników, którzy pojawiają się w Legii. Strasznie to wszystko mi trąci stereotypami i uogólnieniami, które sprowadzają każdego jednego zagranicznego gracza do jednolitego schematu. Rozumiem tok rozumowania Leszka Milewskiego, ale mam wrażenie, że to wszystko jest zdecydowanie bardziej skomplikowane i zróżnicowane, tak samo jak różne są ludzkie charaktery. Tego nie da się ująć w ramkę tylko dlatego, że wspólnym mianownikiem dla tych graczy jest zagraniczne pochodzenie.
Pozdrawiam.

Kapi

Hmmm, wydaje się jednak ze piłkarze którzy przychodzą z tych tzw. lepszych lig, maja umiejętności ponad średnią ligową , ale z głową to już często jest nie tak. Prawie każdy ma jakiś „zakalec”. Odjidja na ten przykład był bardzo silny psychicznie, ale lubił zmiany i już go tutaj nie ma. Nie żyjemy jeszcze w czasach, gdzie kluby w Polsce będą sprowadzać piłkarzy nie tylko ze względu na czyste umiejętności piłkarskie, ale również mentalność i odporność na stres i wszelkiego rodzaju używki. Niestety, to będzie miało odzwierciedlenie w cenie za takich przekotów. Z drugiej strony, kluby chyba powinny zadbać o sferę mentalna swoich wychowanków, żeby w końcu młodzież zaczęła wierzyć w swoje umiejętności. Bo nie sadze, ze w Polsce nie mamy świetnie wyszkolonych technicznie piłkarzy. To w dużej mierze „zasługa” trenerów. Ja za młodu pamiętam to co niektórzy potrafili na treningach wyprawiać. Problem był w tym ze w czasie meczu to za każdą taka probe, inwektywy od trenera leciały składane w niezłe wiązanki…i więcej można było nie zagrać.

Cerber24

Kolego, też nie lubię Legii, ale… przeczytaj jeszcze raz ten tekst i przemyśl o czym on tak naprawdę traktuje i co jest wyznacznikiem chwilowej wielkosci warszawskiego klubu. Pozdro

zxczxc11

Witam . Sam powiedziałes „chwilowej” a traktowane jest to jakby to był klub który conajmniej zdobywał co 2 rok MP… szlak mnie bierze jak to sobie ludzie tlumaczą. SKOMERCJOLIZOWANY przez media , ktory im płaci i robi sztuczny dym!!!!

Cerber24

Jak powiedziałem, nie lubię Legii m.in. za bufonowatosc i pychę zawodników typu Kucharczyk (z którym kibice tego klubu sie utozsamiaja), ale jednak 4 mistrzostwa w ostatnich 5 sezonach i całkiem niezły ranking UEFA, każą nazywać ją ‚chwilowym hegemonem’. Osobiście mam nadzieję, że to juz się kończy i Lech z Wisłą zaczną zdobywać tytuły MP :)

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Hegemonem to jest Bayern w Rzeszy, ktory 5 sezon z rzedu nie pozwala pierdnac konkurencji.
Legia dwa razy Majstra wymeczyla rzutem na tasme w mega slabej lidze.
Zwyczajnie sie szanujmy i nie nazywajmy jajnika pitbulem. 3 ostatnie sezony i w Europie na rozkladzie az Sporting Lizbona. A w miedzyczasie beckow co niemiara. Gdyby nie awan do LM to i w rankingu byliby ze 20-30 pozycji nizej.

Cerber24

To co napisać o reszcie ligi w tym okresie? Lech jeszcze nawiązywał walkę, zagrał trochę spotkań w Europie, a reszta? Nie istniała… A akurat awans do LM to byl jeden z najwiekszych fartow w historii naszej pilki. Pozniej w grupie zagrali 4 slabe mecze i 2 dobre. Bardziej mi chodzi o wczesniejsze wystepy w eliminacjach i grupach LE. Tam nabijali ranking dzieki ktoremu weszli do LM. Oczywiście Legia nie ma startu do Wisły sprzed 15 lat, ale jednak ligę wygrywa ostatnio regularnie i tego jej odmówić nie możemy. Jest duża szansa że w tym roku będzie inaczej :)

facemob

No zgadza sie tylko co roku słyszymy: największy budżet, najlepsi kibice, najlepsi pilkarze, najlepsza akademia, a potem Kucharczyk siedzi z resztą zesrany przed tv oczekując końca innego meczu by wiedzieć czy ma mistrza czy nie w tej słabej jak cholera lidze…

adrian92

Miszczu, to jeszcze zależy co możemy nazwać hegemonią w danej lidze w danym ujęciu historycznym. Legia nie jest hegemonem w rozumowaniu Bundesligi, ale też w tej Bundeslidze nie gra… Tymczasem my jesteśmy w lidze w której okresy hegemonii, tej w Twoim rozumowaniu, gdzie nie pozwala się na pierd konkurencji było niezwykle mało. Licząc tak realnie, nie tylko przez pryzmat liczby tytułów, masz Pogoń w l.20-tych, Ruch 30-ste, Górnik 60-te i pół 80-tych, krótkie okresy Lecha, Legii i Widzewa w 90-tych (ale punktowo kluby z Warszawy i Łodzi potrafiły wtedy naprawdę odjechać), potem WIsła… To chyba koniec jeżeli chodzi o taką hegemonię. I to jak mi się wydaje: koniec na dłuższy czas…

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Wiesz, gdyby nie pidzial punktow to juz w zeszlym sezonie by Mistrza nie bylo. W obecnym wyglada to wrecz dramatycznie.
W 5 sezonow w Europie 2 razy nie weszli do LE, raz wyszli z grupy i raz spadli z LM (w sumie nie wiem jak to ocenic).
Szalu nie ma.
I tak, pozostale druzyny sa jeszcze gorsze. Tylko to oznacza, ze i Legia tak naprawde jest bardzo nisko, skoro w tak chujowej lidze nie potrafi spokojnej 5-the pkt przewagi wypracowac przed ostatnia kolejka.
I nie zaslaniajmy sie tutaj Europa bo jak juz wyzej wskazalem tylko raz na 5 lat bylo sie czym pochwalic. A 2 razy raczej bylo sie wstydzic.

Cerber24

Nie twierdzę że Legia jest/była silna. Tylko że była hegemonem naszej słabej ligi. I że w odniesieniu do tej wlasnie ligi, trochę punktów do rankingu UEFA dla niej nazbierala

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Ale w jakim sensie?
Dalej twierdze, ze owszem wygrywala Kartoflana, ale byla hegemonen. Nie stac Legii na wykupienie najlepszych zawodnikow w Polsce. Ani sami zawodnicy chca grac w Legii.
To nie MU Fergussona czy Bayern.
Legia lige zdominowala rozgrywki pod wzgledem Mistrzostw. Zgoda.
Finansowo jednak wcale od reszty nie odstaje na tyle by mowic tu o hegemonii.
W Hiszpanii dla przykladu Barcaczy Real maja razem wiecej kasy niz cala reszta (po 26-27% budzetow)
W Rzeszy Bayern ma 35% budzetow w lidze.
A w Polsce wez 4 najbogatsze kluby a dalej nie starczy by przeszkoczyc 30% budzetow. To co to za hegemonia?
Zas w takiej Premiership jakies 6-7 topowych klubow ma zblizone budzety.

Ps. Budzet Legii to raptem 13-14% budzetow w lidze. I to tez poniekad tlumaczy ogolna malizne.

facemob

Notak te 5 ostatnich sezonow ja ratuje bo wcześniej mizeria. Jak teraz nie zdobeda to w przyszkym roku powiemy ze w 5 sezonow juz tylko 3 mistrzostwa

Cerber24

Dokładnie… I będzie to koniec ‚chwilowego hegemona’ :)

Nedi81

Leszku! Ty, stary Widzewiak, piszesz w takim tonie? I interpunkcja okropna!

Cerber24

Panie Leszku, z jedną rzeczą się nie zgadzam… moim zdaniem zarówno Nikolic jak i tym bardziej Odjidja-Ofoe nie mieli jakoś szczególnie Legii w sercu. Też było tymi ‚najemnikami’ i osobiście nie widzę w tym problemu. Dopóki zawodnicy się ze sobą rozumieją i atmosfera w drużynie jest dobra, to obcokrajowcy mogą nie utożsamiać się z klubami. Chociaż jako fan Lecha, zawsze będę miał sentyment np. do Djurdjevicia :) (w Legii od czasu Vukovicia to chyba nie było obcokrajowca z mentalnością umierania za Polski klub)

kamilj

To się mylisz bo Nikolić nawet w tym sezonie w czasie przerwy w MLS przyjechał do Warszawy i był na Ł3. Udzielał też wywiadu któremuś serwisowi fanowskiemu legia.net albo legionisci.com w którym mówił o tym czego Legii brakuje jego zdaniem i wykazał się sporą świadomością obecnej sytuacji Legii, bardzo się nią interesował. Z Vadisem trochę inna historia, wszyscy w klubie bardzo ciepło się o nim wypowiadają i go wspominają, problem był taki, że zjadał tę śmieszną ligę i zatrzymać go było nie sposób, bo była propozycja podwyżki, ale też ostatni moment dla niego, żeby spróbować jeszcze się przebić na poziom z którego przyszedł czyli jednak Premier League, w której się nie przebił.
Pozdrawiam

StryjekSylweriusz

Lech na przełomie dekad skompletował świetną pakę piłkarzy, ktorzy, nawet jak gra u Was nie była ich największym marzeniem, to i tak potrafili ‚umierać’ za klub, kiedy było potrzeba i doskonale rozumieli zbieżność celów prywatnych i klubowych. Maniek Arboleda, Djurdevic, Stilic, Henriquez, Krivets… mozna by wymieniać. Czasem brakowalo umiejętności, coś szwankowało, ale ogólnie ta ekipa miała potencjał nie tylko papierowy, no i silny mental chyba też

Voitcus

Dzidzia owszem, dał nogę, jak tylko mógł, ale Nikolić przyjeżdża, interesuje się, widziałem, jak płakał po ostatnim meczu w Legii. Tak samo Czerczesow – przyjeżdża czasem (był na którymś meczu w Lidze Mistrzów), w wywiadach wspomina, że się interesuje i widać, że tak jest, bo znał ostatnie wyniki, więc nie ściemniał. Prawdę mówiąc trudno znaleźć dwie inne osoby zza granicy, które by jakoś się Legią interesowały.

Lukasz8181

zxczxc11:
(…) NA WIELKOŚĆ TRZEBA ZAPRACOWAĆ HISTORIĄ i CHARAKTEREM nie pieniędzmi (…)NAJPIERW WISŁA RUCH I GÓRNIK.

Co w tej wyliczance robi Górnik Z.?
Przecież w ustroju socjalistycznym Górnik Z. był dzisiejszą Legią W.

W ustroju socjalistycznym to Górnik Zabrze sponsorowany de facto przez kopalnie był najbogatszym klubem w PL (w latach 70 doszły do tego jeszcze wpływy polityczne Gierka) i tylko Legia W. mogła jeszcze w owych czasach z nim konkurować sprowadzając czołowych i utalentowanych piłkarzy przedstawiając im do wyboru alternatywę albo idziesz do Legii, aby odbyć służbę wojskową albo pójdziesz w kamasze.

Tym samym z wymienionych przez Ciebie klubów w PL w jego historii bez siły pieniądza (i polityki) albo groźby państwowego przymusu funkcjonowały tylko dwa kluby Wisła K. i Ruch Chorzów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DEGOL

Byłem na Praterze gdzie Górnik spotkał się w FINALE Pucharu Zdobywców Pucharów. Co prawda przegrał z Manchesterem City 1:2, ale z przebiegu gry tak nie musiało być. Czy to nie jest historia i charakter. Żadna polska drużyna n i g d y nie zbliży się do tego osiągnięcia.

Irasiad72

„Myśleli pewnie, że tu się da wygrywać z zawiązanymi butami.” chyba z rozwiązanymi…. ale ja sie nie znam …

baran

Albo związanymi… Ale ja się nie znam.

facemob

Chyba z zamknietymi oczami, ale ja sie nie znam

Habanero
Las Palmas

Jakich Legia wychowała reprezentantów? Napisz jeszcze o 14:0 z Bayernem ekipy Tomasza Sokołowskiego, po takim wyniku powinien zostać wypierdolony dyscyplinarnie