Zbawienie made in China. Odzyskany blask praskiej Slavii
Weszło Extra

Zbawienie made in China. Odzyskany blask praskiej Slavii

Pod stadionem Eden typowa przedmeczowa atmosfera. Piwo, kiełbaska, piwo, wizyta w klubowym sklepiku, jeszcze jedno piwo. Po liczbie ludzi, którzy za moment zameldują się na trybunach widać jednak, że stawką meczu z rewelacją rozgrywek, Sigmą Ołomuniec, nie jest uścisk dłoni prezesa, a pozycja wicelidera w lidze czeskiej. Oznaczająca na koniec sezonu awans do eliminacji Ligi Mistrzów. Druga pozycja, która trochę jednak kibiców Slavii uwiera, bo przecież mieli bronić mistrzostwa i kwalifikować się do elity bezpośrednio. A jednocześnie druga pozycja, za którą jeszcze cztery lata temu wielu dałoby się pokroić.

Wtedy atmosfera na stadionie Eden była nieporównywalnie gorsza od tej, jakiej można było doświadczyć w meczu z Sigmą. Z piłkarzami Slavii niedzielne popołudnie postanowiło spędzić ponad 14 tysięcy widzów.

IMG_3578Panorama stadionu tuż po pierwszym gwizdku. Trybuny wciąż się wypełniały, sporo ludzi kończyło jeszcze ostatnie piwko na zewnątrz. Nic nie stracili, bo wszystko, co ciekawe, działo się w zasadzie w drugiej połowie.

IMG_3579Tutaj „młyn” już nieco pełniejszy. Ciekawostka – dwa okienka w lewym górnym rogu to… okna pokoi hotelowych hotelu znajdującego się na stadionie. Można rozłożyć się w wyrku, odsłonić roletę i obejrzeć mecz bez wchodzenia na stadion. Taki bajer.

14 tysięcy, a więc około dwóch i pół tysiąca ponad średnią frekwencję z ubiegłego roku. Pierwszy raz od 2009 – najwyższą w całej lidze.

Zrzut ekranu 2018-03-09 o 11.24.38

Oprawa spotkania? Już na około pół godziny przed meczem po raz pierwszy można było być mile zaskoczonym, gdy na telebimach, w towarzystwie podniosłej muzyki, została zaprezentowana 126-letnia już historia Slavii w pigułce. Powiem szczerze – gdybym był kibicem tego klubu, byłbym zbudowany tym, w jak fajny, przystępny sposób, chce on zainteresować swoim dziedzictwem.

Pierwszy zagraniczny trener Slavii? Jedna wizyta na stadionie i już wiesz, że był to John Madden

Odniesień do historii nie brakowało zresztą i później, gdy na murawę tuż przed zawodnikami wbiegli młodzi piłkarze z flagami symbolizującymi zdobywane przez klub mistrzostwa kraju.

IMG_3576

Jakkolwiek to zabrzmi – naprawdę można było poczuć, jak dumni są w Slavii, że są Slavią.

Największe wrażenie zrobił jednak sposób prezentacji drużyny z Eden Areny. Młynowy biegał i skakał po murawie, wykrzykując imiona zawodników trochę w stylu słynnego Decibela Belliniego z Napoli. Na co trybuny odpowiadały zgodnie nazwiskami zawodników.

Zanim jednak udało się wejść na stadion… Cóż, Slavia znalazła jeden prosty sposób, żeby planowana dieta raz jeszcze poszła w diabły. Jak złym człowiekiem trzeba być, żeby wejście dla prasy umieścić w McDonald’s?

IMG_3555 IMG_3540Jak nie maczek, to oczywiście gięta i browar

Niewiele mniejsze oblężenie niż stoiska z zimnym Gambrinusem przeżywał też sklepik klubowy. Nieszczególnie duży (jedna przymierzalnia w dniu meczu to zdecydowanie za mało), niezbyt efektowny, ale bez problemu znajdzie się w nim coś dla każdego i na każdą kieszeń. Koszulka z klubową grafiką? Około 50 złotych. Szalik? Podobnie. Koszulka meczowa? Jakoś w okolicach 210-220 złotych.

IMG_3550

Jeśli chodzi już o sam mecz – tutaj długo wydarzenia nie układały się po myśli Slavii. Golkiper Sigmy do spółki z obrońcami potrafili ze trzy razy ratować swoją drużynę przed utratą niemal pewnej bramki. A jednak drużyna z Pragi wcisnęła trzy bramki i odprawiła symbolicznie reprezentowanych na trybunach gości z kwitkiem. Na brak emocji nie można było narzekać – było zaskoczenie, gdy Sigma objęła prowadzenie, była interwencja VAR przy golu na 2:1, była piękna parada golkipera Sigmy po strzale z wolnego Miroslava Stocha, był comeback gospodarzy w końcówce meczu.

IMG_3587Piro też zaliczone

A, no i była kuriozalna sytuacja, gdy dwaj kibice Slavii w szale radości po golu przewrócili bandę reklamową na nogę swojego kapitana. Skończyło się na szczęście na chwilowym bólu i strachu, że Milan Skoda przez głupotę własnych fanów odniesie kontuzję, która wyeliminuje go z kolejnego meczu. Nie byle jakiego, bo wyjazdowych derbów ze Spartą.

Po końcowym gwizdku była też szalona radość kibiców, których ulubieńcy zdobyli trzy punkty. Tym większa, że w tej kolejce potknęły się wszystkie pozostałe ekipy z najlepszej piątki ligi. Sigma – co jasne – przegrała, a Sparta, Slovan i Viktoria Pilzno zremisowały swoje spotkania.

Kto by jeszcze cztery lata temu pomyślał, że kibicom Slavii będzie dane cieszyć się z takich zwycięstw? Że klub będzie walczył nie o spokojne pozostanie w lidze, nie o byt jako taki, a o obronę mistrzostwa i miejsce w Lidze Mistrzów?

Upadek był bowiem niezwykle blisko. Ale po kolei.

2008 rok. Slavia Praga gra w Lidze Mistrzów i po wygraniu jednego, zmierza po drugie mistrzostwo Czech, osiągnięte z sześciopunktową przewagą nad drugą Spartą. Wydaje się, że odjedzie największym krajowym rywalom na ładnych parę lat.

2010 rok. Slavia po odpadnięciu w fatalnym stylu w eliminacjach Champions League, zajmuje siódme miejsce w lidze. Jak ma się później okazać – i tak najwyższe aż do 2016 roku.

2014 rok. Do ostatniej kolejki nad Slavią wisi groźba spadku. Na jej mecze ligowe przychodzi średnio 6 200 osób, choć pięć lat wstecz nie było w Czechach popularniejszego wśród kibiców klubu. Po składzie, który kilka lat wcześniej grał w Lidze Mistrzów nie został kamień na kamieniu.

2015 rok. Slavii grozi bankructwo. Lata nieudolnego zarządzania i fatalnego gospodarowania klubowymi pieniędzmi sprawiają, że klub może uratować tylko niespodziewany zastrzyk gotówki. Szansa na to? Jak jedna na milion.

A jednak zbawienie nadeszło, w dodatku z dość nieoczekiwanej strony. Po sezonie 2014/15, za namową byłego ministra obrony narodowej Republiki Czeskiej Jaroslava Tvrdíka, potężny chiński konglomerat CEFC zdecydował się spłacić 112 milionów koron czeskich długu wobec byłego właściciela klubu, firmy Enic Sports Ltd. Przejął też 59,97% udziałów, zostając większościowym udziałowcem Slavii.

Co wiadomo o Chińczykach?

– CEFC jest firmą bardzo zagadkową, nie dzieli się chętnie informacjami na swój temat. Prominentny czeski sinolog ostrzegał przed pozwalaniem im na inwestycje w Republice Czeskiej, ze względu na ich powiązania z „secret service” chińskiej armii. Jednak czeski rząd, w szczególności prezydent Miloš Zeman, jest bardzo pro-chiński. Najbogatszy czeski biznesmen Petr Kellner poważnie inwestował w Chinach i bardzo mocno wspiera próby ustabilizowania bliskich chińsko-czeskich relacji biznesowych. CEFC ogłosiło, że traktują Republikę Czeską jako furtkę do Europy, kupiło tutaj nieruchomości, bank, browar, linie lotnicze. Moim zdaniem widzą Slavię jako szansę na zrobienie sobie dobrego PR-u relatywnie tanim kosztem. W chwili obecnej są postrzegani jako wybawiciele legendarnego klubu, sprowadzili do niego paru znanych piłkarzy – Danny’ego, Halila Altintopa, Rusłana Rotania – dzięki czemu dostali sporo miejsca w gazetach za sumy znacznie mniejsze niż te, które zainwestowali w inne biznesy – tłumaczy mi Michal Petrák, dziennikarz iSport TV oraz czeskiego dziennika Sport.

– Ludzie podchodzili do sprzedaży klubu Chińczykom różnie. Niektórym się to podobało, inni w internecie wyzywali klub od idiotów. Bali się, że CEFC chce to zrobić tylko po to, by sprzedać klub z zyskiem – mówi mi przed meczem z Sigmą Ołomuniec Ondra, wieloletni kibic Slavii.

– Kiedy CEFC pojawiło się w Slavii, mała część fanów nie była zadowolona. Kibice zawsze byli niezwykle dumni z bycia „intelektualistami”, sam klub został założony przez studentów i przy każdej okazji zaznaczał, że jest przeciwny reżimowi komunistycznego. A pieniądze z Chin są tym komunizmem w jakiś sposób „naznaczone”. O tym, ile znaczy dla nich historia, najlepiej świadczą ogromne portrety legend Slavii wzdłuż jednej z trybun na zewnątrz stadionu.  – tłumaczy  Petrak.

IMG_3546

Niedługo później kibice Slovana Liberec wywiesili zresztą transparent nawołujący do wyzwolenia Slavii spod komunistycznej dyktatury.

 Argumenty przeciwników chińskiego przejęcia nie miały jednak wielkiej siły, bowiem w tamtej chwili klub był na skraju bankructwa, od którego CEFC uratowało go w ostatniej chwili. Ostrożne podejście było też związane z osobą Jaroslava Tvrdíka. Były minister obrony pracował bowiem jako dyrektor generalny linii lotniczych Czech Airlines, a także później jako menedżer kampanii socjaldemokratycznej partii ČSSD. Zawiódł w obu tych rolach, pozostawiając po sobie problemy i długi – dodaje Petrák.

Obawiano się także, że oto szykuje się krótki, intensywny romans zakończony szybkim porzuceniem, a nie wieloletnie małżeństwo. Dominowały jednak optymistyczne nastroje. Przecież nie po to CEFC, którego europejską siedzibę ulokowano w Pradze, kupowało mniej więcej w tym samym czasie udziały w czeskim browarze Lobkowicz, czeskich liniach lotniczych Travel Service Airlines, a także Pałac Martinicki oraz budynek należący niegdyś do banku Živnobanka w Pradze 1, by za moment uciekać, gdzie pieprz rośnie.

Okazało się, że spełniły się te bardziej pozytywne prognozy. – Część opinii publicznej traktowała wcześniejsze porażki Tvrdíka jako zły prognostyk, ale póki co Slavia przeżywa rozkwit pod opieką CEFC – mówi Petrak.

Chińczycy podeszli do sprawy odbudowania siły klubu niezwykle poważnie. Tak poważnie, że do przedstawionej na wstępie historii trzeba dodać kolejny kamień milowy:

2017 rok. Slavia po ośmiu latach przerwy znów świętuje mistrzostwo kraju. A w jej składzie roi się od zdolnych, młodych zawodników z naprawdę dużym potencjałem odsprzedażowym.

– Jiri Pavlenka odszedł do Werderu Brema, Antonin Barak do Udinese, Michael Luftner do Kopenhagi. Duże marki natychmiast zainteresowały się naszymi zawodnikami, choć docelowo chcielibyśmy, by ci byli w Pradze dłużej. Tak ze dwa-trzy lata, dali trofea, sukcesy, a dopiero potem odchodzili za duże pieniądze – mówi mi Michal Býček, który w Slavii jest od 2011 roku, od 2015 jako rzecznik prasowy. I który służy mi za przewodnika i „objaśniacza” kwestii wszelakich.

Dzięki ośmioletniemu stażowi w klubie, Michal nie tylko zaznał smaku mistrzostwa, ale też doskonale wie, jak to jest nieskładnie, desperacko machać rękami i nogami, byle tylko nie znaleźć się na dnie.

Slavia tego dna – dna tabeli czeskiej pierwszej ligi – była niesamowicie blisko zaledwie trzy lata przed ubiegłorocznym mistrzostwem, choć zdaniem wielu kibiców sięgnęła go już wtedy, gdy zdecydowała się zatrudnić Františka Strakę w roli trenera pierwszej drużyny.

Františka Strakę, czyli gościa z 223 występami w Sparcie Praga. Tego Františka Strakę:

Zrzut ekranu 2018-03-15 o 11.55.29

Jak można się było spodziewać, spowodowało to eskalację gniewu i tak napędzonego wcześniejszymi doniesieniami o fatalnej sytuacji finansowej Slavii. Syn Josefa Bicana, największej legendy Červenobílí i napastnika uważanego za jednego z najwybitniejszych w historii futbolu, zażądał wręcz, by zdjęto ze ścian wszystkie zdjęcia jego ojca. Bo rodzina Bicanów nie chce mieć do czynienia z klubem, który tak jawnie zaprzeczył swoim ideałom.

– To był wielki błąd. Pamiętam, że pierwszy mecz Straki, to był mecz na tym stadionie, gdzie rozmawiamy, na stadionie Viktorii Żiżkov. Przegraliśmy 0:1. Kibice Slavii wypełnili szczelnie sektor gości, większość ubrana na czarno, z kartkami z napisami: Straka won, Straka wracaj do Sparty – wspomina Býček.

Zrzut ekranu 2018-03-15 o 11.57.45

Straki nienawidzono w Slavii, znienawidzono go też wśród kibiców Sparty. Jeszcze w 2006 roku, gdy jako trener Viktorii Pilzno wygrał na Sparcie, pokazywał wymownym gestem, że jego serce należy do Sparty, a kibice mimo porażki z rąk ich idola byli w stanie to przełknąć. Podpisania kontraktu u największego rywala – nie.

W sezonie, w którym zatrudniono (a po zaledwie 10 meczach zwolniono) legendę Sparty, Slavia skończyła jeszcze na 12. miejscu, z bezpieczną 10-punktową przewagą nad strefą spadkową. Dwa lata później nie było już tak kolorowo.

Sytuacja przed ostatnią kolejką była dość jasna – Slavia po prostu musiała wygrać z niewalczącym już ani o puchary, ani o utrzymanie Banikiem w Ostrawie, by nie musieć się oglądać na rywali w grze o pozostanie w lidze, a więc na Bohemians 1905 i na Sigmę Ołomuniec. Tabela wyglądała następująco:

13. Slavia Praga – 30 pkt
14. Bohemians 1905 – 29 pkt
– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

15. Sigma Ołomuniec – 28 pkt
16. Znojmo – 27 pkt

– Bylibyśmy zależni tylko od siebie. Ale przegraliśmy ten ostatni mecz z Banikiem. Uratowały nas Slovan, który zremisował z Sigmą i Viktoria Pilzno, która zremisowała z Bohemians. Wystarczyłby nam jeden pozytywny wynik, były dwa. Co najśmieszniejsze, w Libercu debiutował wtedy bramkarz Ondrej Kolar i zagrał naprawdę świetne spotkanie. Dziś gra u nas – wspomina tamtą końcówkę sezonu Býček. Slavia ostatecznie się uratowała, jasnym stało się jednak, że brakowało bardzo niewiele, by jeden z największych czeskich klubów w historii zleciał do drugiej ligi razem z tragicznym zespołem ze Znojma.

Nie był to koniec kłopotów, bowiem już rok później nad Slavią zawisło wspomniane wcześniej widmo bankructwa. I to mimo że zaledwie parę lat wcześniej przytuliła naprawdę konkretną sumkę za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

– Właściciele poczuli się zbyt mocni, zaczęli inwestować w drogich w utrzymaniu zawodników z dużymi nazwiskami. Przez moment wydawało im się chyba, że zarobią jeszcze więcej, tymczasem rok po awansie do Champions League odpadliśmy z Sheriffem Tyraspol w 3. rundzie eliminacji. Zamiast kolejnej dużej sumy pieniędzy, Slavii zostało na pamiątkę zdecydowanie zbyt wielu zawodników na kontraktach – tłumaczy ówczesną sytuację Michal Býček.

Ale stał się drugi cud. Nieporównywalnie większy od pozostania w lidze zaledwie rok wcześniej. Bo chińskie firmy, owszem, inwestowały coraz śmielej w kluby piłkarskie w Europie. Ale rynek czeski, nieszczególnie medialny (jak mówił mi Svatoslav Bata z Bohemians, kluby otrzymują rocznie około 200 tysięcy euro za prawa telewizyjne…), nie wydawał się dla nich być szczególnie atrakcyjny. A jednak – notowana w trzeciej setce najbogatszych firm na świecie CEFC China Energy, zdecydowała się spłacić długi i zostać większościowym udziałowcem klubu ze stolicy Czech.

Chińczycy władzę pozostawili jednak w rękach miejscowych. W codzienną działalność klubu włącza się tylko będący prezesem zarządu Chan Chauto, doglądający też europejskich interesów CEFC w praskiej siedzibie chińskiej firmy. Ale władze CEFC pozwalają działać ludziom, którzy znają klub lepiej od nich.

Systematycznie wzmacniają też Slavię. Co ciekawe, nie potrzebowali szczególnie wiele czasu, by stwierdzić, że na zgranych nazwiskach, jak Rotań czy Altintop, nie zawsze udaje się w okamgnieniu zbudować potęgę. Szybko zmienili podejście. Mimo szalonego letniego okienka transferowego, zimą inwestowali już właściwie tylko w Czechów.

Zrzut ekranu 2018-03-16 o 22.12.55

– W listopadzie zmieniliśmy dyrektora sportowego, zaczęliśmy się koncentrować przede wszystkim na czeskich zawodnikach. Teraz, kiedy kupujemy kogoś z innego kraju, chcemy by był młody i lepszy od zawodników, których już mamy. W klubie było odczucie, że sprowadziliśmy wcześniej w jednym czasie zbyt wielu starszych zawodników, że to był błąd. Dlatego teraz chcemy najlepszych graczy z innych czeskich klubów i największych talentów spoza Czech, które w przyszłości można będzie sprzedać z zyskiem – tłumaczy Býček.

Co nie mniej ważne – CEFC inwestuje też mocno w akademię Slavii, w której do niedawna panowały iście spartańskie warunki.

– Akademia Slavii nie jest jakoś szczególnie dobra, ale wiele rzeczy w niej zmienia się na lepsze. Szefem ds. rozwoju zawodników jest obecnie Jiří Plíšek, doświadczony trener z powiązaniami z Bałkanami, skąd zdążył już sprowadzić kilku utalentowanych zawodników. Nowy dyrektor sportowy Jan Nezmar ma jasny plan, jak ulepszyć szkolenie młodzieży w Slavii i widać, że chcą nad tym pracować – stwierdza Michal Petrák.

– Przed inwestycją CEFC akademia była w bardzo słabym stanie. Niewiele pieniędzy było kierowanych właśnie w tym kierunku przez poprzednie władze. Nie ma nawet sensu porównywać tego, co było, z tym, co jest teraz. Wtedy na przykład zespół U-12 miał jednego trenera pracującego na niepełny etat i jednego asystenta, który zarabiał niewielkie pieniądze. Obecnie wygląda to tak, że każdy zespół od U-6 do U-21 ma profesjonalnego trenera pracującego na pełny etat. Każdy zespół ma też asystenta, dostęp do trenerów od przygotowania fizycznego, do dietetyków, masażystów, kitmanów. W planach jest też budowa Centrum Szkolenia Młodzieży tutaj, w Pradze, więc patrzymy w przyszłość z optymizmem – doprecyzowuje Býček, rzecznik Slavii.

I choć Slavia dziś ogląda w lidze plecy Viktorii Pilzno, wszystko to brzmi jak sielankowy obraz. Sytuacja, w której klub może być spokojny o stabilność, ale i o dalszy rozwój.

Ale żeby nie było zbyt pięknie…

Zrzut ekranu 2018-03-16 o 21.24.04

…założyciel CEFC miał niedawno zostać zatrzymany przez chińskie organy ścigania z podejrzeniem dokonania przestępstw ekonomicznych na ogromną skalę, co tylko podsumowało ostatnie doniesienia o problemach CEFC. Detale sprawy zebrał czeski portal efotbal.cz (TUTAJ), w skrócie chodzi o to, że:

– Sekretarz generalny CEFC został w listopadzie 2017 aresztowany w USA za wręczenie łapówek afrykańskim politykom. Między innymi Samowi Kutesy z Ugandy, który pełnił funkcję przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

– Według Radiozurnal, CEFC zaciągnęło pożyczkę w wysokości 10 miliardów koron czeskich, w zastaw dając Eden Arenę (stadion Slavii), dawny budynek banku Zivnobanka oraz luksusowy hotel LePalais Art Hotel Prague.

– Według Reutersa CEFC od połowy ubiegłego roku ma spore problemy finansowe, co objawia się w zaciąganiu przez konglomerat krótkoterminowych pożyczek o wysokiej stopie oprocentowania (CEFC zaprzeczyło).

– Według rosyjskiego portalu RBK prezydent Chin Xi Jinping miał osobiście nakazać aresztowanie Ye Jianminga, prezesa CEFC.

– Grupa Fellows Slavia stwierdziła, że według dobrze poinformowanych źródeł CEFC wstrzymało zastrzyki finansowe dla klubu, planowanie budżetu na kolejny sezon zostaje odłożone w czasie. Istnieje też groźba, że najlepiej opłacani zawodnicy – Danny, Deli, Ngadeu czy Stoch – odejdą z klubu.

Z jednej strony są powyższe doniesienia, z drugiej – CEFC miało w marcu podnieść swój kapitał o 13,5 miliarda koron, co niejako dementowałoby pogłoski o problemach finansowych Chińczyków. Mimo to nie przestają się pojawiać spekulacje, że konglomerat będzie wkrótce podlegać nadzorowi państwowemu i zostanie zmuszony do wycofania się z zagranicznych inwestycji.

Szczęściem w ewentualnym nieszczęściu jest jednak to, że nim Chińczycy zaczęli mieć problemy z prawem w swoim kraju, odbudowali klub, który nawet w przypadku ich odejścia wydaje się być towarem znacznie atrakcyjniejszym dla ewentualnego nowego właściciela. Spekuluje się już nawet, że zainteresowany odkupem mógłby w awaryjnej sytuacji być m.in. Home Credit Petra Kellnera i Jiříego Šmejca.

I choć kibice Slavii z pewnością będą ściskać kciuki za to, by w CEFC nie doszło do trzęsienia ziemi, to wydaje się, że nie muszą się obawiać, że Červenobílí znów niebezpiecznie zbliżą się do dna. Oprócz wpompowanych pieniędzy zostały bowiem położone podwaliny pod stabilny, operujący na przyzwoitym poziomie klub. Dysponujący dziś porządnym stadionem, coraz lepiej funkcjonującym systemem szkolenia młodzieży i reprezentowany obecnie przez paru naprawdę obiecujących graczy, w przyszłości mogących zapewnić kilka solidnych zastrzyków gotówki.

Dlatego jakkolwiek skończy się historia założyciela CEFC (oraz oczywiście jego firmy) i niezależnie od tego, czy jego reputacja zostanie uratowana, czy może doszczętnie zszargana, jednego można być pewnym. W praskich domach należących do slavistów nigdy nie zapomną tego, jak wiele w relatywnie krótkim czasie – szczególnie że mowa o 126-letnim klubie – zrobił dla ich wielkiej miłości.

SZYMON PODSTUFKA