Dlaczego Górnik Zabrze przestał zachwycać?
Weszło

Dlaczego Górnik Zabrze przestał zachwycać?

Być może określenie „poważny kryzys” to jeszcze w tym przypadku byłoby za dużo, ale bez wątpienia Górnik Zabrze wpadł w dołek i znacznie spuścił z tonu w porównaniu do tego, co prezentował przez większość rundy jesiennej. Gdyby faza zasadnicza trwała jeszcze parę kolejek dłużej, przy aktualnej formie zagrożona mogłaby być nawet sama obecność w grupie mistrzowskiej. Odpowiedź na takie pytania rzadko kiedy bywa prosta i jednoznaczna, ale spróbujmy się nad tym pochylić: dlaczego drużyna Marcina Brosza już tak nie zachwyca?

Liczby mówią same za siebie, że nie jest dobrze. W ostatnich dziewięciu meczach Górnik na boisku wygrał tylko raz – 3:0 u siebie z Termaliką. Tabela za ten okres wygląda kiepsko nawet po doliczeniu trzech punktów i trzech goli za walkower po spotkaniu z Piastem Gliwice. A bez tego, to już w zasadzie dramat: zabrzanie punktowali tak samo jak Termalica, gorzej było tylko w przypadku Śląska Wrocław, Lechii Gdańsk i Sandecji Nowy Sącz. Dziewięć zdobytych bramek (nie uwzględniamy tych wirtualnych za walkower) oznacza, że mniejszą siłę rażenia miały jedynie Piast Gliwice, Termalica i Sandecja Nowy Sącz. Postawa defensywy również pozostawia sporo do życzenia, bo byłaby szósta od końca.

gornik tabela

Co sprawia, że Górnik po kilku świetnych miesiącach tak mocno obniżył loty?

Nieskuteczność Angulo. Hiszpanowi zamókł magazynek. Na gola czeka od dziewięciu meczów, a od dziesięciu na gola z akcji. Po raz ostatni trafił do siatki 3 grudnia z rzutu karnego w wygranym 3:2 wyjazdowym starciu z Wisłą Kraków. Siłą rzeczy gdy Angulo przestał strzelać, Górnik przestał wygrywać. Doświadczony napastnik najwięcej pretensji może mieć do siebie, do sytuacji wciąż dość często dochodzi. Przykłady? We Wrocławiu zmarnował trzy świetne okazje plus rzut karny, a w poprzedniej kolejce z Zagłębiem Lubin dwukrotnie stanął przed szansą. Widać, że ulotniła się jego pewność siebie w decydujących momentach i powoli przestaje też patrzeć na kolegów. Na początku wiosny potrafił jeszcze asystować, teraz nawet z nieco trudniejszych pozycji szuka uderzenia zamiast podania do lepiej ustawionego partnera. Tracą na tym wszyscy.

Problemy kadrowe. Podczas zimowych przygotowań wielu liderów zabrzan narzekało na problemy zdrowotne. Przerwy w treningach mieli chociażby Rafał Kurzawa, Michał Koj i  Szymon Matuszek. Nadal niezdolny do gry jest Rafał Wolsztyński, który jesienią w ciągu 260 minut strzelił cztery gole (po dwa w lidze i Pucharze Polski). Po kolejnym zerwaniu więzadeł do siebie dochodzi Konrad Nowak. Jeszcze jesienią poważnej kontuzji doznał młody napastnik Krzysztof Kiklaisz, który obiecująco wprowadzał się do Ekstraklasy. Na boisku zobaczymy go dopiero w nowym sezonie.

Mało? No to idziemy dalej. Maciej Ambrosiewicz wypadł na kilka tygodni, a w piątek okazało się, że Szymon Żurkowski z powodu kontuzji barku będzie musiał pauzować i nie wspomoże kadry U-21. Młodego pomocnika zabrakło już w ostatnim meczu ligowym, a w dwóch wcześniejszych schodził znacznie przed czasem. Rywale nie oszczędzają Żurkowskiego. To zdecydowanie najczęściej faulowany zawodnik w tym sezonie Ekstraklasy. I tutaj dochodzimy do punktu następnego.

Krótka kołdra. Kadra Górnika wyglądałaby w miarę optymalnie, gdyby Broszowi nikt nie wypadał z powodu kartek czy kontuzji. To jest jednak niemożliwe, a ostatnio małe pole manewru coraz bardziej daje o sobie znać. Spójrzmy zresztą, kto wiosną pojawiał się na boisku jako rezerwowy.

Wchodzili z ławki w 2018 roku:
z Wisłą Płock: Kurzawa, Grendel, Ledecky
z Termaliką: Ambrosiewicz, Urynowicz, Hajda
ze Śląskiem Wrocław: Urynowicz, Wolniewicz
z Pogonią Szczecin: Matuszek, Wolniewicz, Urynowicz
z Piastem Gliwice: Smuga, Urynowicz jeszcze się rozgrzewa
z Zagłębiem Lubin: Olszewski, Urynowicz, Wolniewicz

Łatwo zauważyć, że regularnymi zmiennikami byli głównie Marcin Urynowicz, Adam Wolniewicz i wspomniany Ambrosiewicz, który teraz poogląda mecze kolegów z trybun. Urynowicz na razie nic nie daje. Pamiętamy go z jednego dobrego podania jesienią do Angulo i z niczego więcej. Zimą nieźle prezentował się w sparingach, ale nie ma to przełożenia na ligę. Chciałoby się powiedzieć: znów. Urynowicz obiecująco grał już w sparingach za czasów Roberta Warzychy i na tym poprzestał. Co do Wolniewicza – musi być w naprawdę słabej formie, skoro przy tylu absencjach Brosz zamiast niego woli wystawiać na prawej obronie Mateusza Wieteskę. Sprawa kolejna. Wydawało się, że przejście Pawła Bochniewicza zwiększy rywalizację na środku obrony, tymczasem wygląda to tak, że próbuje się znaleźć miejsce dla całej trójki. Bochniewicz z Danim Suarezem grają jako stoperzy, a Wieteska zaczyna być rzucany po pozycjach.  Zadomowił się na prawej obronie, zaś z Termaliką wystąpił jako defensywny pomocnik i zapewne w takiej roli zobaczymy go teraz przeciwko Koronie Kielce.

Górnik nie jest faworytem w Kielcach. Za jego wygraną TOTOLOTEK.PL płaci 3,55

Zakładamy, że Brosz chętnie spróbowałby czegoś nowego w ataku i dał odpocząć Angulo, ale wyboru praktycznie nie ma. Urynowicz jeszcze nie jest gotowy, David Ledecky zdążył już odejść na wypożyczenie do Odry Opole (czyli był za słaby), Rafał Wolsztyński leczy kontuzję. Jako „dziewiątkę” można ustawić Łukasza Wolsztyńskiego, tyle że przy obecnych problemach kadrowych kto zastąpiłby go jako ofensywnego pomocnika? Pytanie goni pytanie.

Tydzień temu na ławce poza bramkarzem Wojciechem Pawłowskim, Urynowiczem i Wolniewiczem siedzieli 18-letni Adrian Gryszkiewicz, 17-letni Bartosz Bartczuk, pozyskany teraz z III ligi Daniel Smuga oraz wykorzystywany głównie w rezerwach Bartłomiej Olszewski. W wyjściowym składzie pojawił się natomiast 17-letni Wojciech Hajda (pierwszym przedstawiciel rocznika 2000, który zagrał w Ekstraklasie od początku). To fajna historia, ale w normalnych okolicznościach zapewne jeszcze by poczekał. Kołdra w Zabrzu staje się tak krótka, że zmarznąć mogą już nie tylko stopy i kolana, ale nawet pośladki.

Rozpracowanie przez rywali. Górnik w swojej grze stał się bardziej przewidywalny. Jedyne, z czym jeszcze przeciwnicy sobie nie radzą, to stałe fragmenty Rafała Kurzawy i Damiana Kądziora. Wiosną zabrzanie w ten sposób strzelili większość goli. Z akcji, poza meczami z Termaliką i Śląskiem, coraz trudniej stwarzać im zagrożenie. Rywale nauczyli się, że Górnik najlepiej czuje się wtedy, gdy nie musi dominować, tylko czeka na ich błędy i szybko kontruje. Pozostaje więc samemu się cofnąć i sprawić, by to druga strona się martwiła. Nikomu też już nie przychodzi do głowy lekceważenie drużyny Brosza, każdy podchodzi do meczów z nią, jak do starcia z ligowym potentatem.

Większa presja. Klub z Roosevelta awansował do Ekstraklasy w niesamowitych okolicznościach. Na początku rundy wiosennej Brosz odsunął od składu kilku weteranów i wprowadził młodzież. W założeniu miała to być inwestycja na przyszłość, tymczasem efekt był natychmiastowy: po serii zwycięstw od razu wywalczono awans. Jesienią Górnik długo rywalizował na zasadzie „wszystko co wyjdzie jest na plus, a każde niepowodzenie było wkalkulowane”. Z czasem oczekiwania wzrosły, coraz częściej to zabrzanie byli uznawani za faworyta. Dla wielu młodych zawodników taka presja to nowość, spotykają się z nią po raz pierwszy. Ich apetyt siłą rzeczy również wzrósł, a że ostatnio nie jest zaspokajany, może narastać frustracja.

Im dłużej będzie trwał gorszy okres, tym częściej zaczną pojawiać się komentarze, że niektórzy są już myślami gdzie indziej i tylko czekają na transfer. To nie musi być prawda, ale tylko skrajny optymista może zakładać, że latem uda się utrzymać aktualny stan posiadania. Pewne rzeczy są nieuniknione.

Korona pokona podopiecznych Brosza? Jest faworytem, TOTOLOTEK.PL płaci po kursie 2,10

Nie ulega wątpliwości, że Górnik chwilami osiągał wyniki ponad stan. Teraz być może po prostu gra na miarę swoich realnych możliwości, ale po wcześniejszych zaskoczeniach odbierane jest to jako duże rozczarowanie. Najważniejsze, żeby komuś w tym wszystkim przypadkiem nie przyszło do głowy wskazywanie trenera jako pierwszego winnego. On cały czas rzeźbi jak może, a że budulec od pewnego czasu jest coraz gorszy, to i cudów mniej.

Fot. FotoPyk