This is Kuchy!
Weszło

This is Kuchy!

Michał Kucharczyk to bohater nieoczywisty. Typ piłkarza i osobowości, która ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Od lat budzi mieszane uczucia, czy to wśród samych kibiców Legii, czy też w szerszym środowisku. Z jednej strony to piłkarz, który ma oczywiste ograniczenia, z drugiej zawodnik, który nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu i sezon w sezon potrafi dać coś od siebie na boisku. W ostatnich dniach ciekawy tekst o postrzeganiu tego zawodnika napisał Leszek Milewski, a dziś postaramy się spojrzeć na Kuchego w nieco bardziej wymierny sposób.

Przede wszystkim w niedzielę skrzydłowy warszawian rozegrał swój 300. mecz w barwach Legii (a 204. w samej ekstraklasie). I obie te liczby są tutaj dosyć wymowne, bo przypadkowemu piłkarzowi raczej by się nie przytrafiły. Czy są to wyniki, które świadczą o jakiejś wyjątkowej klasie? Tu otwiera się pole do dyskusji, bo przecież naprawdę dobrzy piłkarze wyjeżdżają z kraju znacznie wcześniej i nie tracą czasu na wykręcanie lokalnych rekordów. Kucharczyk nigdy więc nie należał do tej wąskiej grupy najlepszych ligowców, w kontekście których zagraniczne kluby głęboko sięgały do kieszeni (chociaż pamiętajmy, że zeszłej zimy był blisko odejścia z Legii i mówiło się przy tym o całkiem przyzwoitej kwocie 1,5 miliona euro). Jeżeli więc gdzieś już klasyfikować tego zawodnika, to chyba jednak jako jednego z liderów tej drugiej pod względem jakości grupy ligowców. Jako że tych najlepszych nie jest u nas zbyt wielu i co rundę są rozprzedawani, legionista cały czas utrzymuje się w szeroko rozumianej ligowej czołówce.

I w tej wygląda bardzo przyzwoicie niemal pod każdym względem. Nawet w raportach InStat Kucharczyk nie schodzi poniżej pewnego poziomu – obecnie i dwa sezonu temu wśród klasycznych skrzydłowych pod względem statystyk był w ligowym TOP 5, natomiast w zeszłym sezonie zmieścił się w TOP 10. A jeśli spojrzymy tylko na najważniejsze liczby u skrzydłowych z podobnie dużą i reprezentatywną liczbą spotkań (lub piłkarzy, którzy na tych skrzydłach sporo grywali), wyjdzie, że większość może Kuchemu tylko zazdrościć.

* Nie uwzględniono asyst z 27 pierwszych meczów Madeja w ekstraklasie.

Skuteczniejszy od Kucharczyka jest tu jedynie Miroslav Radović, ale też różnica to naprawdę niewielka. Na pewno mniejsza niż ta w postrzeganiu obu zawodników. Serb dziś jest kapitanem drużyny, centralną postacią w szatni i piłkarzem bardzo szanowanym przez kibiców. To on kiedyś był nazywany najlepszym piłkarzem ekstraklasy oraz to po jego odejściu za 2,2 miliony euro do Chin kibice w Warszawie rywali sobie włosy z głowy. I naprawdę zastanawiające jest, że pod względem samych liczb Rado – który swoje pograł przecież na środku ataku – ma porównywalne wyniki do zawodnika, którego wielu pożegnałoby bez żalu. A jeśli weźmiemy pod uwagę występy we wszystkich rozgrywkach w barwach Legii, przewaga Serba jeszcze topnieje…

Tymczasem w oczach warszawskich kibiców Kucharczyk wyraźnie przegrywa nie tylko z Radoviciem, ale też ze swoimi bliżej nieokreślonymi następcami. Leszek Milewski pisał w swoim tekście: – Każdy nowy jest w oczach kibica lepszy od Kucharczyka: bo można karmić się nadzieją, że okaże się gwiazdą. Te kilka meczów, zanim okaże się, że nadaje się tylko do teleexpresowej galerii pozytywnie zakręconych, można się oszukiwać. No to teraz pora zmierzyć się z faktami. Odkąd Legia w 2010 roku sprowadziła Kucharczyka ze Świtu, przez długie 8 lat nie była w stanie pozyskać skrzydłowego, który chociażby zbliżyłby się do jego poziomu. Wypiszmy wszystkich tych, którzy zaliczyli z L-ką na piersi co najmniej trzy pełne mecze (czyli m.in. odsiewamy jakże znaczące epizody Ogbuke czy Hildebrto). Wygląda to następująco:

A przecież znacznie trudniej jest utrzymać skuteczność przez długie lata, niż błysnąć w jednej rundzie. Żaden ze sprowadzonych przez Legię piłkarzy w krótkim okresie nie zbliżył się nawet do średnich z wielu lat wykręcanych przez Kucharczyka. Dla Michała znacznie większą konkurencję od zawsze stanowili zawodnicy, którzy byli w klubie przed jego przyjściem (Radović, Rybus) lub za jego kadencji awansowali z drugiej drużyny (Żyro, Kosecki). Nawet ceniony i lubiany w Warszawie Guilherme liczbowo nie miał podjazdu do Kuchego. Jakkolwiek spojrzeć, bilans sprowadzanych przez Legię skrzydłowych – docelowo mających wygryźć Kucharczyka ze składu – całkowicie kompromituje wieloletnią politykę transferową klubu na tym konkretnym odcinku.

Kucharczyka można oczywiście krytykować za to, że nigdy wyraźnie nie wybijał się ponad ligową rzeczywistość (co w gruncie rzeczy jest nieprawdą, bo tak było chociażby za czasów Berga). Trzeba jednak docenić oferowaną przez niego regularność. A przecież zazwyczaj było tak, że Kuchy nie był w Legii pierwszym wyborem, tylko zaczynał sezon czy rundę w roli rezerwowego i dopiero musiał wywalczyć swoje na boisku. Tak było także i tej wiosny – najpierw grali inni, a Michał wrócił do wyjściowego składu dopiero na ostatni mecz. No i tak się też złożyło, że dwa ostatnie mecze zakończył z golem na koncie.

Co ważne, Kuchy to piłkarz, który sprawdza się w ważnych momentach, zarówno na krajowym podwórku, jak i w Europie – na swojej liście strzeleckich skalpów ma między innymi Spartaka, Rapid Bukareszt, Celtic, Trabzonspor, Club Brugge, Zorię Ługańsk, Dundalk czy Borussię Dortmund. Ciężko jednak oprzeć się wrażeniu, że – pomimo tej wielowymiarowej regularności – w Warszawie wciąż wielu czeka na jego potknięcie. Gdyby w przeszłości zaliczył jeden wyraźnie nieudany sezon, pewnie dzisiaj nie oglądalibyśmy go już w Legii. Tymczasem on, na przekór wszystkim, zawsze potrafił zaliczyć te 20 meczów w lidze oraz swoje zdziałać pod bramką przeciwnika. I skoro udaje mu się to od ośmiu sezonów, to w gruncie rzeczy nic dziwnego, że wspiął się na wysokie miejsca w klasyfikacjach wszech czasów – zarówno wśród legionistów z największą liczbą występów, jak i wśród najlepszych strzelców.

No i całkiem optymistyczne są tu perspektywy. Za tydzień Kucharczyk skończy dopiero 27 lat, więc przed nim jeszcze naprawdę sporo grania. Już teraz jego nazwisko wiele znaczy w klubowych klasyfikacjach wszech czasów, a w najbliższym okresie – co całkiem realne – może zaatakować pierwszą dychę wśród strzelców oraz pierwszą piątkę wśród piłkarzy z największą liczbą występów.

Ważniejsze od asyst czy goli są jednak trofea i tutaj dotykamy najważniejszego atutu Kucharczyka oraz kilku innych obecnych legionistów. Tak się bowiem składa, że ostatnie pięciolecie Legii, podczas którego udało się wygrać cztery mistrzostwa i trzy Puchary Polski, to okres zupełnie bez precedensu w całej historii klubu. Co więcej, bardziej udane pięć lat w historii polskiej piłki zdarzyło się tylko raz – Górnikowi Zabrze w latach 1963-67. Trzem innym zespołom – podobnie jak Legii – udało się zdobyć cztery tytuły w pięć lat (Wisła 2001-05, Ruch 1933-37, Górnik 1985-89), ale u wszystkich gorzej sprawy się miały z wygranymi Pucharami Polski. Innymi słowy, Legia zaliczyła właśnie drugie najlepsze pięciolecie w naszej ligowej piłce, co siłą rzeczy winduje jej obecnych piłkarzy we wszystkich indywidualnych klasyfikacjach. Kucharczyk jest jednym z nielicznych, który grał w Legii przez cały ten złoty okres. A ten przecież wcale nie został jeszcze zamknięty – w tym sezonie warszawianie wciąż są w grze w obu krajowych rozgrywkach.

Tym sposobem Kucharczyk – pod względem zdobytych trofeów – został już drugim najlepszym piłkarzem w całej historii klubu. I jeżeli w najbliższych latach pozostanie w Warszawie, prześcignięcie Jakuba Rzeźniczaka powinno być jedynie kwestią czasu. Znamienne też, że plecy Kuchego w tym momencie ogląda już nawet sam Lucjan Brychczy.

MP – Mistrzostwo Polski, PP – Puchar Polski, SP – Superpuchar Polski

Można więc chłopa cenić lub się na niego złościć, ale – i nie ma tu innego wyjścia – do Kuchego jako do legendy warszawskiego klubu trzeba już zacząć się przyzwyczajać.

MICHAŁ SADOMSKI