Lyon zdobył Moskwę, Marcelo zabił mecz
Weszło

Lyon zdobył Moskwę, Marcelo zabił mecz

CSKA Moskwa i Olympique Lyon to kluby z ambicjami na Ligą Mistrzów, ale póki co – przyszło im się zmierzyć w 1/8 finału Ligi Europy. I jeżeli ich gra w europejskich pucharach ma wyglądać tak, jak dzisiaj, to może lepiej, żeby nie zawracali nam mandoliny we wtorkowe i środowe wieczory. Mecz przypominał raczej wczesne popołudnie z Ekstraklasą i nawet gola na wagę zwycięstwa ustrzelił nasz stary znajomy z Wisły Kraków – Marcelo. 

Już warunki pogodowe panujące na moskiewskim stadionie nie zwiastowały elektryzującego widowiska – około dziesięciu stopni na minusie i naprawdę kiepściutka murawa to nie są okoliczności kojarzące się z najpiękniejszymi futbolowymi spektaklami. Lepiej w tych warunkach czuli się rzecz jasna gospodarze, a pierwsze minuty spotkania, niezwykle szarpane i pełne bałaganu w środku pola, przebiegały raczej pod ich dyktando. Swoje sytuacje miał Ahmed Musa, który jednak w przeciągu całego meczu zaprezentował postawę godną miana anty-napastnika. Choć jego zadaniem było tylko czyhać w szesnastce na dogodne podania i wykorzystywać błędy obrońców, to za każdym razem, gdy nadarzała się okazja strzelecka, Nigeryjczyk był spóźniony lub niechlujny. Jak choćby w 16. minucie, gdy po niezłym dograniu Dżagojewa, wpakował piłkę wprost w Anthony’ego Lopesa.

Lopes w ogóle kiepsko wszedł w mecz. Zanotował kilka słabych wykopów i niepewnych interwencji, ale ostatecznie średniej jakości strzały gospodarzy, między innymi próby Alexandra Gołowina z dystansu, zagwarantowały mu dobrą rozgrzewkę, więc do końca spotkania prezentował się niezwykle pewnie. Jak zresztą cała defensywa Lyonu, rosnąca z każdą minutą meczu. Tylu ciepłych słów nie można powiedzieć na temat ofensywy gości – ich wypady pod bramkę CSKA ograniczały się w pierwszej odsłonie do pojedynczych szarpnięć Depaya, Aouara czy (przede wszystkim) Traore, ale próżno było w tym wszystkim szukać jakości. Akinfeev potwornie zmarzł, zaś nieśmiertelni Ignaszewicz i Berezucki gładko porozbijali prawie wszystkie szarże przeciwników. Nie ma strachu, drugi z braci Berezuckich nie zakończył jeszcze kariery – Wasilij tylko pauzował za kartki.

W drużynie Lyonu nie zdążył się za to wykurować Nabil Fekir i było to aż nadto widoczne, bo u gości kreowanie sytuacji pod bramką Akinfiejewa wyraźnie kulało. I nie było to wyłącznie pokłosiem zachowawczej taktyki. W 68. minucie udało się jednak zaskoczyć podopiecznych Viktora Gonczarenki ze stałego fragmentu gry. Depay, choć całego meczu do udanych zaliczyć na pewno nie może, dośrodkował z rzutu rożnego naprawdę dobrze, kąśliwie. Akinfiejew niepotrzebnie ruszył się z linii bramkowej, a jego pusty przelot bez litości wykorzystał Marcelo. Brazylijczyk przefrunął nad zdumionym Berezuckim i z kilku metrów wpakował głową piłkę do siatki. Dla nas to żadne zaskoczenie – ten gol to było spécialité de la maison Marcelo jeszcze z czasów gry w Wiśle.

Bramka dla Lyonu kompletnie podcięła skrzydła gospodarzom. Do tej pory CSKA atakowało raczej nieporadnie i niezbyt pomysłowo, ale od momentu utraty bramki po prostu ich zatkało. W końcówce meczu to kontratakujący goście mieli jeszcze obiecujące sytuacje, lecz na potęgę partaczył Mariano Diaz. Choć były napastnik Realu Madryt strzela w Ligue 1 jak na zawołanie, to w Lidze Europy jego licznik utknął na jednym golu zdobytym przeciwko Apollonowi Limassol. Dorobku nie poprawił, bo jego uderzenia przypominały raczej podania, adresowane wprost do koszyczka doświadczonego bramkarza moskiewskiej drużyny.

Podopieczni Bruno Genesio wywożą z Moskwy znacznie lepszy wynik, niż na to zasłużyli, a ich sytuacja w dwumeczu jest teraz więcej niż komfortowa. Choć ostatnie tygodnie były dla Lyonu raczej kiepskie, to nie zanosi się na to, aby CSKA wymyśliło na rewanżowe starcie cokolwiek, co pozwoliłoby im odwrócić losy dwumeczu.

CSKA Moskwa 0:1 Olympique Lyon

68′ Marcelo

Fot. Newspix

KOMENTARZE (0)

Dodaj komentarz

Powiadom o
wpDiscuz