Czas na zderzenie gigantów! Kiedy dojdzie do walki Joshua – Wilder?
Inne sporty

Czas na zderzenie gigantów! Kiedy dojdzie do walki Joshua – Wilder?

Deontay Wilder (40-0, 39 KO) w sobotę zdał najtrudniejszy test w karierze. Anthony Joshua (20-0, 20 KO) zrobił to kilka miesięcy wcześniej, ale na drodze do rozpalającej wyobraźnię konfrontacji dwóch królów nokautu wciąż stoi jeszcze kilka przeszkód. Czy w 2018 roku zobaczymy ich wreszcie razem w ringu? Oby – i to jak najszybciej!

Reprezentują dwa kompletnie różne bokserskie światy. Joshua to wygadany i sympatyczny atleta, którego sława już dawno przekroczyła sportowe granice. Żyje i oddycha salą treningową, a w wolnych chwilach podpatruje pracę nóg kubańskich pięściarzy. Jest absolutnym perfekcjonistą, który pilnuje od początku do końca każdego etapu przygotowań. Woda sodowa? Nie zanosi się na nią – choć na ringu zarobił już około 50 milionów funtów, to wciąż mieszka w małym mieszkaniu z mamą.

Wilder z kolei w ringu wygląda przedziwnie – bardziej jak koszykarz niż pięściarz. Jest wysoki (201 cm) i nie waży nawet stu kilogramów. Pięściarski analityk Lee Wylie porównał go do Usaina Bolta – obaj podobno robią w swoich sportach podstawowe błędy techniczne, ale koniec końców nie ma to znaczenia. Owszem, Amerykanin momentami na tyczkowatych nogach wygląda niezdarnie, ale wszelkie wątpliwości estetyczne znikają gdy do celu doprowadza prawy prosty. Bez dwóch zdań – tak mocnego pojedynczego uderzenia nie ma dziś żaden inny pięściarz.

Choć ma na koncie 40 walk i same zwycięstwa, to jednak dopiero ostatnią wygraną z Luisem Ortizem (28-1, 24 KO) odpowiedział na wiele pytań. Wcześniej powszechnie krytykowano sposób, w jaki dobierał rywali. Nic dziwnego – dopiero przy siódmej obronie mistrzowskiego pasa federacji WBC spotkał się z pięściarzem zaliczanym przez dziennikarskich ekspertów „The Ring” i ESPN do TOP 5 kategorii ciężkiej.

Jak na trwającą już od ponad 3 lat mistrzowską kadencję – szału nie ma. Joshua w bezpośrednim porównaniu wygląda dużo lepiej – po pas organizacji IBF sięgnął ponad rok później niż Wilder, ale już ma koncie jeden pojedynek unifikacyjny z legendą (z Władimirem Kliczką o wakujący pas WBA), a zaraz w kolejnym zmierzy się z cenionym czempionem WBO Josephem Parkerem (24-0). A przecież kariera Brytyjczyka na zawodowstwie trwa dwa razy krócej niż Wildera!

Obu pięściarzy jeszcze bardziej różni jednak to, jak są traktowani w ojczyznach. Wilder w USA zdecydowanie nie jest postacią z pierwszych stron gazet, z kolei Joshua w Wielkiej Brytanii ma status absolutnej gwiazdy. W 2017 roku był nawet nominowany do przyznawanej przez BBC nagrody „Sportowca Roku” – tym razem statuetkę zgarnął Mo Farah (w poprzednich latach sięgali po nią między innymi Lewis Hamilton i Andy Murray).

Gdy mniej wymagające obrony tytułu Wildera nie przyciągały w USA uwagi kibiców (nie potrafił zgromadzić kompletu widzów nawet w rodzinnej Alabamie), pojedynki Joshuy biły kolejne rekordy w Wielkiej Brytanii. Najpierw na Wembley jego walkę z Kliczką (64-5) oglądało go 90 tysięcy biletów, potem starcie z Carlosem Takamem (35-4-1) śledziło ponad 70 tysięcy na stadionie w Cardiff. Wszystkie wejściówki wyprzedawały się w kilkanaście minut! Takich tłumów nie gwarantuje dziś w boksie nikt poza Joshuą.

Podobną różnicę widać również w temacie oglądalności. Walki Wildera są regularnie pokazywane w USA na otwartej antenie Showtime, jednak dopiero starcie z Ortizem przyciągnęło przed telewizory około 1,2 mln widzów – wszystkie wcześniejsze obrony tytułu nie potrafiły przebić bariery miliona. Żaden z pojedynków Amerykanina nie był transmitowany w systemie Pay-Per-View – dla porównania pokazywane w ten sposób hitowe spotkanie Giennadija Gołowkina (37-0-1) z Saulem Alvarezem (49-1-2) wykupiło ponad 1,5 mln odbiorców. A już liczby Floyda Mayweathera (ponad 4 mln sprzedawanych PPV w ojczyźnie) to na tym tle nieosiągalny kosmos.

Joshua gwiazdą PPV został jeszcze zanim zdążył wywalczyć mistrzowski tytuł. Walka z Kliczką pobiła brytyjski rekord, przekraczając 1,5 miliona sprzedanych pakietów – za każdy trzeba było zapłacić 20 funtów. Telewizyjne i biletowe równania sprowadzają się do jednego – najwyższa wypłata Brytyjczyka za występ z Kliczką wyniosła około 20 milionów dolarów, Wilder z kolei za spotkanie z Ortizem zaksięgował rekordowe dla siebie 2,1 mln. Powiedzieć, że dzieli ich pod tym względem przepaść to nie powiedzieć nic. Obaj są mistrzami świata, ale marketingowo grają po prostu w innych ligach.

Jakie jest jednak źródło takiego stanu rzeczy? Joshua trafił na promotora Eddiego Hearna, który od początku miał na niego plan. W 2012 roku pięściarz w kontrowersyjnych okolicznościach sięgnął po złoto igrzysk w Londynie i już wtedy stał się rozpoznawalny. Promotor potrafił wykorzystać największe atuty podopiecznego – wygląd kulturysty i wrodzoną skromność. „Pozostań pokorny” – to hasło stało się jego znakiem rozpoznawczym. Joshua ma jednak także ciemną stronę – nie tylko w ringu, gdzie zamienia się w bezwzględnego killera. Poza nim zdarzało mu się na przykład bronić w mediach społecznościowych działań Roberta Mugabe, odsuniętego od władzy dyktatora Zimbabwe. Niewyjaśniona do dziś pozostaje też sprawa rasistowskich wiadomości, które z konta Brytyjczyka wysłano do Eddiego Chambersa.

Wilder takiego szczęścia do otoczenia nie ma – jego kariera była prowadzona chaotycznie i bardzo długo do bólu bezpiecznie, choć także ma na koncie medal igrzysk – brąz z 2008 roku. Oprócz tego jest wyszczekany i ma charyzmę, ale w USA takich pięściarzy jest ostatnio wielu. Nikt nie ma jednak tak potężnego pojedynczego uderzenia i nieskazitelnego bilansu, dlatego może dziwić, że w ojczyźnie Mike’a Tysona nowy mistrz wagi ciężkiej nie cieszy się większym uznaniem. Gdy Joshuę w Anglii znają prawie wszyscy, jego rywal do tronu może ze spokojem spacerować głównymi ulicami Nowego Jorku. „Deon-kto? To jakiś zawodnik NFL?” Krótki test przeprowadzony przez promotora Brytyjczyka dobrze obrazuje największą różnicę między dwoma mistrzami.

Akcje Wildera poszybowały jednak w górę po sobotniej wygranej z Ortizem. W piątej rundzie po potwornym prawym prostym Kubańczyk zatańczył i chwilę później znalazł się na deskach. Uratował go gong, ale w siódmej rundzie wrócił do gry – zamroczył mistrza kontrującym prawym sierpowym i przez 40 sekund wściekle nacierał. Wilder chwiał się na nogach, ale pokazał doświadczenie ringowego weterana – nawet będąc mocno „podłączonym” nie dał sędziemu podstaw do przerwania walki.

„Wilder zaskoczył mnie swoją wytrzymałością – przyjął kilka potężnych ciosów i nie padł. Przytrzymał Ortiza, klinczował – pokazał taką mądrość ringową. Dotrzymał do gongu, a potem przejął inicjatywę” analizował w audycji „Ciosek Na Wątrobę” w Weszło.fm Artur Szpilka (całość), który właśnie w Amerykaninie upatruje nieznacznego faworyta ewentualnej batalii z Joshuą.

Jakość szczęki Wildera była kwestionowana od początku kariery. W czasach amatorskich na deski rzucił go Krzysztof Zimnoch, a na zawodowstwie ta sztuka udawała się trzecioligowemu Haroldowi Sconiersowi (18-27-2) oraz wyglądającemu bardziej na adepta sumo Dustinowi Nicholsowi (4-10).

Takie rzeczy działy się na początku jego drogi, jednak już w pierwszej obronie pasa mistrzem WBC potrafił wstrząsnąć Eric Molina (26-5), którego nikt nie uznawał za przedstawiciela czołówki. Powyższe nagranie pokazuje jeszcze jedno – podczas gdy Joshua poznawał atmosferę wielkich brytyjskich gal, Wilder na podobnym etapie kariery tułał się po centrach handlowych walcząc z rywalami dobieranymi z jakiegoś absurdalnego klucza.

Teraz wszystko może się zmienić. Aby jednak spotkanie dwóch mistrzów stało się realną perspektywą, Wilder musi przestać bredzić o podziale zysków w stosunku 50/50. Joseph Parker podszedł do sprawy pragmatycznie – w mediach zadeklarował chęć rozpoczęcia negocjacji z poziomu 60/40 dla Brytyjczyka. Ostatecznie porozumienie osiągnięto w okolicy 65/35, ale mimo to Nowozelandczyk zainkasuje za walkę rekordowe 8 milionów funtów – albo i więcej jeśli pojedynek okaże się hitem PPV. Gdyby udało mu się zwyciężyć, to przy wpisanym w kontrakt rewanżu to on zarobi ponad 50 procent z puli i rozbije bank.

Jeśli jednak to Joshua wygra 31 marca – jak spodziewają się kibice eksperci i bukmacherzy – to będzie miał trzy najważniejsze mistrzowskie pasy – IBF, WBA i WBO. Wilder wciąż posiada tylko jeden (WBC), a jeśli dodamy do tego jego marną rozpoznawalność, to trudno uznać taką kombinację za mocną pozycję wyjściową do negocjacji. Być może jednak Amerykanin wreszcie pogodził się z realiami, bo po wygranej z Ortizem z jego obozu zaczęły wypływać bardziej pojednawcze sygnały.

„Jak umowa będzie satysfakcjonująca, to nie będziemy trzymać się podziału 50/50. To nie ma znaczenia. Dla nas liczy się tylko to ile zarobi nasz pięściarz. Joshua? To co robi zasługuje na wielkie uznanie. My chcemy jednak tylko doprowadzić do spotkania dwóch najlepszych bokserów na świecie. Nie ma znaczenia gdzie odbędzie się ta walka, zgodzimy się także na klauzulę rewanżową. Zrobimy wszystko co trzeba, by doprowadzić do tej konfrontacji” – ocenił we wtorek Shelly Finkel, menedżer Wildera.

Trudno odmówić mu logiki – idealny moment na tę walkę jest właśnie teraz, gdy obaj są na fali i wygrywają w świetnym stylu. Ewentualna porażka któregoś z nich – której przecież nie można wykluczyć gdy poprzeczka idzie w górę – może przekreślić wszystkie plany. Evander Holyfield wierzy, że przy okazji spotkania Joshua vs Wilder w puli znalazłoby się 250 milionów dolarów. Nawet jeśli zdecydowanie przesadza, to żaden inny pojedynek w boksie nie ma na chwilę obecną takiego potencjału sportowego i marketingowego.

Promotorzy Brytyjczyka już wcześniej przygotowali alternatywę dla wzmocnienia stanowiska w negocjacjach – w USA czeka Jarrell Miller (20-0-1, 18 KO), który już niedługo może zostać obowiązkowym pretendentem z ramienia federacji WBA. Hearn i spółka chcą pokazać Joshuę szerszej publiczności, a podbój Stanów Zjednoczonych jest jednym z celów na 2018 roku. W przypadku ewentualnego starcia z Wilderem rozważają opcję dwóch walk – jednej w ojczyźnie mistrza WBC i drugiej na Wembley.

„Głównym atutem Deontaya jest siła, ale tkwiąca nie w ciosach podbródkowych czy w lewym sierpowym tylko w jego prawym prostym. Jeśli ktoś wyeliminuje jedną z jego głównych broni, to odbierze mu pewność siebie i będzie miał duże szanse na przełamanie Wildera” – analizował po wygranej mistrza WBC z Ortizem Joshua. Tylko czy to w ogóle możliwe? W końcu znakomicie wyszkolonemu technicznie Kubańczykowi się to nie udało…

Joshua jest jednak zupełnie innym pięściarzem. Bez dwóch zdań bije o wiele silniej niż Ortiz, ale to Wilder dysponuje mocniejszym pojedynczym ciosem. Dlatego ani przez moment nie będzie można Amerykanina skreślać – nawet jeśli przegrałby z Joshuą kilka pierwszych rund na punkty, co wydaje się całkiem prawdopodobne. Kluczowa może okazać się kondycja – Brytyjczyk dźwiga o wiele więcej kilogramów mięśni i w starciu z Kliczką miewał kryzysy, jednak na Parkera ma już wyjść sporo lżejszy. Jakość szczęki u obu wygląda podobnie – Wildera można zamroczyć pojedynczym ciosem, ale trudno go przewrócić. Brytyjczyk z kolei padł tylko raz, ale wstał i zdołał przetrwać kryzys – wiele innych potężnych bomb przyjmował bez mrugnięcia okiem.

Jedno jest pewne – tu nie ma żadnego unikania. Obaj chcą się ze sobą zmierzyć i wyłonić pierwszego niekwestionowanego mistrza wagi ciężkiej od ponad 15 lat. Zanim obozy obu pięściarzy będą mogły w ogóle usiąść do negocjacji, Brytyjczyk musi odprawić groźnego i wytrzymałego Parkera. 31 marca z pierwszego rzędu walkę o trzy mistrzowskie pasy będzie komentował dla Sky Sports właśnie Wilder i jeśli wszystko potoczy się zgodnie z oczekiwaniami, to pierwszego spotkania twarzą w twarz możemy się spodziewać jeszcze tego samego dnia w ringu. Na tym jednak Joshua nie może się skupiać – wychodzenie myślami o jedną walkę za daleko gubiło już nie takich mistrzów. Coś na temat mógłby powiedzieć zwłaszcza Mike Tyson…

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (6)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
LOBO

Pierwszy naprawdę dobry materiał o boksie na weszło. Jedyne z czym do końca się nie zgadzam i co możliwe jest nieprawdą to krystaliczne oblicze Anglika.
Ostrzę zęby na walkę walkę Wildera z Joshuą i co najlepsze nie mam pojęcia kto wygra, prawdziwe 50/50. Każdy ma swoje atuty, które mogą zmienić przebieg pojedynku w każdym momencie. To będzie święto boksu. Ciekawe tylko jak potoczy się walka Anglika z Parkerem, tutaj stawiam na Joshue bez mrugnięcia okiem, ale jak to w boksie nie można być niczego pewnym.

Pawel_Jumper

Gotów do walki jak LOBO?

Janusz Ekspert

i jak Cop Robo (fssst)

Pawel_Jumper

(fssst).. ŁOOOOO

eneene5

Wiadomo, że prawy prosty to największy atut Wildera, ale w ostatniej walce Ortiz poległ po prawym podbródkowym.

mishka

zabrakło o tym ze anthony ma epizody aresztu w cv a wilder ma motywacje w postaci cięzko chorej córki

wpDiscuz