City przegrywa mecz o nic
Weszło

City przegrywa mecz o nic

Mało kto spodziewał się, że mecz Manchesteru City z FC Basel będzie stał na tak wysokim poziomie. W końcu Obywatele przyklepali awans już w pierwszym spotkaniu, wygrywając na wyjeździe aż 4:0. W rewanżu Guardiola nie posłał do gry najsilniejszego składu – brakowało Aguero, De Bruyne, Silvy, Kompanego, Otamendiego i Walkera – ale biorąc pod uwagę, że City grało na własnym stadionie, trudno było spodziewać się, że Szwajcarzy stawią jakikolwiek opór. Tymczasem, oprócz przeciętnego początku, zagrali bardzo odważnie i zostawili po sobie naprawdę dobre wrażenie. Nie chodzi bowiem tylko o samą wygraną. Ich gra na tle rywali po prostu mogła się podobać.

Znacznie lepiej w to spotkanie weszli jednak gospodarze. Od samego początku rozgościli się na połowie drużyny z Bazylei, zyskując znaczną przewagę, która szybko zaowocowała bramką. Leroy Sane minął kilku rywali, zagrał dokładną piłkę na prawą stronę do Bernardo Silvy, a ten z pierwszej piłki dograł wzdłuż bramki do Gabriela Jesusa. Któremu pozostało tylko dostawić nogę. To była bardzo szybka, dynamiczna akcja. Czyli taka, z której słynie City Pepa Guardioli.

Wydawało się, że pierwsza bramka – jak mawia klasyk – ustawiła mecz. Bazylea potrafiła się jednak odgryzać, choć większość akcji wynikała ze sporej nieuwagi City. Tak było na przykład chwilę po zdobytym przez nich golu. Ukrainiec Oleksandr Zinchenko zbierał się do piłki, którą dostał od obrońcy, jak wóz z węglem. Zagapił się, został wyprzedzony, co zakończyło się kontrą rywali. Jednak ich strzał zza pola karnego minął bramkę o kilkanaście metrów. Po chwili szansę miał Silva, który otrzymał podanie od Sane. Uderzył jednak nieczysto, dodatkowo wślizgiem zablokował go Lacroix. City jednak nie zamierzało się zatrzymywać. Przyszła pora na kolejną wrzutkę aktywnego Silvy, po której zamykający akcję Gundogan znalazł się w świetnej sytuacji, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Vaclik. Po chwili, zupełnie niespodziewanie, goście doprowadzili do wyrównania. Nic tego nie zapowiadało, City, oprócz jednej straty młodego Ukraińca, nie pozwalało rywalom na zbyt wiele. W tej sytuacji jednak wyraźnie zaspało. Elyounoussi niedokładnie przyjął piłkę w polu karnym, ale nie był przez nikogo obstawiony. Miał więc czas się poprawić i mocnym strzałem doprowadził do wyrównania. Powodując przy okazji autentyczną wściekłość Pepa Guardioli. Menedżer Obywateli chyba długo nie wybaczy swoim obrońcom tak dużej niefrasobliwości.

Od momentu straty bramki gra City wyraźnie siadła. Po pierwszym kwadransie tak naprawdę powinno być już 3:0, tymczasem mieliśmy remis. Wydawało się, że Basel będzie tylko chłopcem do bicia, ale zawodnicy Raphaela Wicky’ego nie zamierzali klękać przed rozpędzoną angielską maszyną, która przecież zmiażdżyła ich trzy tygodnie temu. Groźny strzał oddał Riveros. Świetną szansę miał Elyounoussi, który uciekł Danilo i znalazł się oko w oko z Bravo. Popełnił jednak błąd techniczny. Ciut za daleko wypuścił sobie piłkę i ostatecznie nie zdołał oddać strzału.

Właśnie, Danilo… Brazylijczyk był chyba najsłabszym punktem Obywateli w tym spotkaniu. Mamy wrażenie, że to jedyny zawodnik City, który prowadząc piłkę, musi się na nią patrzeć. Trochę nam nie pasuje do tej drużyny.

Między innymi ze względu na słabą grę Brazylijczyka, jak i pewną ospałość pozostałej drużyny, Bazylea rosła w siłę. Grała na tyle odważnie, że zdarzało się, iż środkowy obrońca Frei lądował w okolicach linii środkowej. Ofensywnie grał też boczny obrońca Riveros. FC Basel poczuło, że rywale co prawda umiejętnie klepią, ale wielkiego zagrożenia z tego nie ma. Postanowiło więc zwietrzyć swoją szansę.

Po zmianie stron goście nadal prezentowali się solidnie na tle rywala, z kolei Manchester zamiast dnia wolnego zapewnił sobie dodatkowy, karny trening. Nie wykreował bowiem ani jednej dobrej sytuacji. Aż w końcu za to zapłacił. Zinchenko dał się ograć jak dziecko, Elyounoussi dograł sprytnie do Langa, który oddał mocny strzał przy bliższym słupku, z którym nie poradził sobie Bravo.

Tym sposobem Bazylea zupełnie niespodziewanie wygrała na angielskim terenie, doprowadzając do szewskiej pasji Pepa Guardiolę. To nie była bowiem drużyna, którą znamy z efektownej gry z tego sezonu. Pewnie jakąś rolę odegrało delikatne zlekceważenie rywala, ale nie mamy wątpliwości, że trener wyciągnie z tego powodu jakieś konsekwencje. Jednak kto wie, może taki mecz był tej ekipie potrzebny? Chociażby po to, żeby nauczyć się czegoś na własnych błędach.

City – Basel 1:2

1:0 Jesus 8′

1:1 Elyounoussi 17′

1:2 Lang 71′

Fot. Newspix

KOMENTARZE (11)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Rudy z UE

Nie ma meczów o nic ,,, tutaj też mogli ładną sumkę dla klubu zgarnąć …

fan kibolkiewicza

dla MC to kieszonkowe

technojezus
technojezus

Dla Basel nie.

stop zmianom na weszlo

Mało wiesz o „sporcie”. Gwarantuje ci że zgarneli, choć tym razem to nie UEFA płaciła

wscieklybajpas

na pewno City połasiło się na kilka baniek aby się podłożyć. ma sens. ale widze że ty akurat dużo wiesz o „sporcie” więc dyskusja pewnie nei ma sensu.

Trzydziesci srebrnikow

5:0 ?

Morlock
Liverpool F.C.

Ktoś u buka zarobił niezłą sumkę.

GondolJerzy

Ale jak to?

PaQ

Brawa dla Basel. W każdym meczu należy walczyć o zwycięstwo. Mnie w trakcie oglądania skrótu z tego meczu (w całości oglądałem Tottenham – Juventus) rozbawiła jedna sytuacja – w duecie komentatorów na dwa sposoby wypowiadano nazwisko tego samego piłkarza, tzn. jeden mówił „Żezus” a drugi „Jezus” 😉 Niby szczegół ale mogli się chyba dogadać i to ujednolicić.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

PaQ

Derlis ja o tym wiem. Chodziło mi o to, że nie wie tego facet, który zawodowo zajmuje się komentowaniem meczów w TV. Pisząc, że powinni to ujednolicić miałem na myśli, że jeden drugiego powinien poprawić (nawet na antenie) bo komicznie to brzmiało, gdy w jednej akcji piłkę zagrywali „Żezus” i „Jezus” 😉

wpDiscuz