Mistrzowska bezradność
Anglia

Mistrzowska bezradność

Dopiero po raz drugi w ciągu ostatniej dekady Chelsea nie oddała żadnego celnego strzału na bramkę rywala. Pierwszy raz od sezonu 2003/2004 nie oddała jakiegokolwiek uderzenia, choćby niecelnego czy zablokowanego, w pierwszej połowie. Mistrz Anglii w ofensywie był dziś nagi. W tym, że przegrał 0:1 z rozpędzonym Manchesterem City trudno się dopatrywać jakiejkolwiek niespodzianki. Jeśli już – tylko w tym, że tak nisko.

Trudno wręcz uniknąć wrażenia, że Obywatele, by pokonać wciąż urzędujących mistrzów Anglii, nie musieli się szczególnie zmęczyć. Z łatwością można wskazać kilka, pewnie i kilkanaście meczów, które od piłkarzy City wymagały znacznie większego wysiłku. W momencie, gdy prowadzili już 1:0, grali bardzo ekonomicznie. Czasami wręcz niechlujnie, nonszalancko, co kosztowało ich trochę nerwów w ostatniej minucie, gdy Marcos Alonso strzelał z woleja zza pola karnego. Oczywiście niecelnie.

Chelsea nie wyglądała bowiem na drużynę, która stawi zdecydowany opór ofensywie City, gdy ta postanowi przyspieszyć i wcisnąć drugiego gola. W pierwszej części meczu The Blues nie tylko nie potrafili wyjść z piłką z własnej połowy – w paru sytuacjach mieli problem, by wyprowadzić futbolówkę z własnego pola karnego. Jak wtedy, gdy Fabregasa pozbawił jej Sane i zagrał do Aguero, który został zblokowany przez rywali.

Od Sane zaczynało się zresztą niemal wszystko to, co w grze City dobre. To on wkręcił się dryblingiem między pięciu defensorów Chelsea w akcji zakończonej minimalnie niecelnym strzałem Bernardo Silvy. To on nie raz i nie dwa rozbujał efektownie defensywę rywala na boku, znów dając ogromne pole do popisu ludziom od montowania skrótów. To on też uderzał na bramkę obok interweniującego Courtoisa po zagraniu z wolnego De Bruyne, gdy na linii strzału w ostatniej chwili znalazł się Azpilicueta.

Jedyna bramka padła jednak poza jego udziałem. Tuż po zmianie stron piłkę w pole karne ze środka boiska zagrał bowiem Gundogan, tam po błędzie Christensena (nie pierwszym w ostatnim czasie) przejął ją Aguero, dograł do Davida Silvy, który zaś podaniem wzdłuż bramki odnalazł Bernardo Silvę. Tutaj już nikt nie mógł nic zrobić.

Co to zwycięstwo City oznacza dla układu sił w Premier League? Jeśli chodzi o sytuację klubu z Manchesteru, ta zmienia się o tyle, że już nie pięciu, a czterech zwycięstw potrzebuje, by zapewnić sobie krajowy tytuł. Dużo więcej wynik oznacza dla Chelsea, bo powiększa stratę do miejsc premiowanych grą w Lidze Mistrzów do pięciu. A więc stawia The Blues w bardzo, ale to bardzo trudnym położeniu na dziewięć kolejek przed finiszem ligi.

Manchester City – Chelsea 1:0
Bernardo Silva 46′

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

jajajakberety

Dla Conte zaczęło się chyba ostatecznie wsteczne odliczanie

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Foki mają wyjebane
Manchester United

975 podań wymienili… więcej niż Phil Jones przez ten cały sezon

kubbak92
Chelsea

Żenująca Chelsea… Tyle… Conte zawiódł TOTALNIE.

Kcramsib

To co, Conte wylatuje po meczu z Barceloną, czy doczołga jednak do końca sezonu? Rzadko widuje się aż tak słownikowy przykład „coś się wypaliło”…

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Trener Conte w Chelsea stał się bardzo mentalnie podobny do Mourinho. Potrafił zrobić wynik na wejściu, ale na dłuższą metę stworzył toksyczną atmosferę, skłócił się ze wszystkimi i zostawi pewnie po sobie rozbity zespół, czyli typową spaloną ziemię.

wpDiscuz