Sześć lat byłem na odwyku, ale niestety – znowu zacząłem
Inne sporty

Sześć lat byłem na odwyku, ale niestety – znowu zacząłem

Weszło FM nadaje od niespełna miesiąca, a już na koncie mamy więcej spektakularnych akcji niż standardowe stacje radiowe przez rok działalności. Dziś czeka nas kolejny hicior. Prowadzący cotygodniową audycję o MMA Łukasz Jurkowski wyjdzie do klatki podczas KSW 42. „Juras” stoczy rewanż z Martinem Zawadą za walkę sprzed lat. I obiecuje, że będzie ogień! Nie mamy powodów, żeby mu nie wierzyć.

Codzienne poranki na żywo, cotygodniowy „Stan Futbolu”, setki rozmów z gwiazdami sportu, dziennikarzami, trenerami i słuchaczami, dziesiątki skomentowanych na żywo meczów. Do tego kwiatki takie, jak choćby Zenek Martyniuk na żywo śpiewający „Oczy Zielone”, albo gościnny występ Straży Miejskiej, próbującej odholować źle zaparkowany samochód Mariusza Piekarskiego. Do tej pory w Weszło FM nie było jednak występu na żywo członka redakcji w dużym wydarzeniu sportowym. Aż do dzisiaj. Łukasz Jurkowski dziś będzie jedną z gwiazd fantastycznie zapowiadającej się gali KSW 42.

Żurawski, Krzynówek i Jurkowski

Właśnie minęło dokładnie 14 lat od pierwszej gali KSW. Jeśli chodzi o polski sport – zmieniło się w tym czasie wszystko. Trenerem piłkarskiej reprezentacji Polski był wtedy Paweł Janas, który powoływał między innymi Macieja Żurawskiego, Pawła Kryszałowicza i Jacka Krzynówka. Spora skala zmian? W KSW… zmieniło się jeszcze więcej.

Pierwsza gala – 27 lutego 2004 roku. Restauracja Champions w hotelu Marriott. Na sali garstka ludzi. Relacji w mediach tyle, co kot napłakał. Transmisji – brak. Wypłat dla zawodników – jak wyżej. Dziś KSW sprzedaje transmisje w systemie pay-per-view, organizuje gale na największych halach w Polsce, wyprzedaje komplet biletów na Stadion Narodowy, ściąga wielkie gwiazdy i generalnie – robi show. Nie zmienili się tylko właściciele – Martin Lewandowski i Maciej Kawulski. No i oczywiście nie zmienił się Łukasz Jurkowski! „Juras” w 2004 roku wygrał pierwszą edycję KSW, rozgrywanego wówczas jako turniej z udziałem ośmiu reprezentantów różnych stylów walki. Dziś wyjdzie do klatki po raz drugi po zaskakującym powrocie, po to, żeby wyrównać rachunki.

Po zwycięstwie w KSW I, Jurkowski w dwóch kolejnych edycjach turnieju dochodził do finału. W obu przypadkach przegrywał wówczas z Antonim Chmielewskim. Nie przeszkodziło mu to jednak w zostaniu największą gwiazdą federacji. Wygrywał przed czasem swoje walki, już poza turniejem, podczas KSW IV i V. A na szóstej gali mierzył się z Martinem Zawadą. Reprezentant Niemiec był lepszy i zasłużenie wygrał decyzją sędziów. „Juras” ponad 11 lat czekał na możliwość rewanżu.

Sen o Warszawie na 57 tysięcy gardeł

Kiedy przegrał na gali KSW XV, niemal równo siedem lat temu, postanowił zakończyć karierę. Skupił się na komentowaniu MMA w telewizji, był też konferansjerem na meczach Legii Warszawa. Mocno niespodziewanie, w wieku ponad 35 lat, zdecydował się na wielki powrót. Po morderczych przygotowaniach wystąpił na gali KSW 39: Kolosseum na Stadionie Narodowym.

Kiedy zobaczyłem, jak 57,5 tysiąca osób bije brawo i razem ze mną śpiewa „Sen o Warszawie” wiedziałem, że to była najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek mogłem podjąć w mojej sportowej karierze – nie kryje „Juras”. – Chciałem w tej walce pokazać starą szkołę, to, że nie zawsze można wszystko przeliczać na wyniki i na pieniądze. Czasem ludzie docenią cię za to, że pokażesz coś najważniejszego w sportach walki: duszę wojownika.

I tę duszę Jurkowski pokazał. W pojedynku z Rameau Sokodjou dał z siebie absolutnie wszystko. Po pierwszej niezłej rundzie przyszedł kryzys. Przyjął mnóstwo silnych ciosów, ale wytrzymał. W trzecim starciu był nieco aktywniejszy od rywala, co dało mu niejednogłośne zwycięstwo.

Drugiej rundy nie pamiętam w ogóle. Mam bardzo mocno obitą szczękę, ale na szczęście nie złamaną. Wszystko mnie boli, ale pieprzyć to! Zrobiłem to, spełniłem swoje marzenie – komentował na gorąco. – Mogłem ruszyć na wymianę od pierwszej minuty, ale z dużym prawdopodobieństwem zapoznałbym się z dechami po ciężkim nokaucie. Wróciłem po sześciu latach i byłem trochę zardzewiały. Ale wiedziałem, że zrobię wszystko, mogę się nawet połamać, byle tylko wygrać. Jestem szczęśliwy, bo byłem skazywany na porażkę, a jednak dałem radę.

Wytrzymam wszystko

Po co tak naprawdę wrócił Jurkowski? W takim wieku na wielką karierę nie ma już żadnych szans, z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Jak sam mówi, nigdy nie był i nigdy nie będzie najlepszym zawodnikiem MMA w Polsce. Wrócił, bo chciał. I mógł. Dokładnie z tego samego powodu prowadzi na przykład „Jurasówkę”, czyli autorską audycję na antenie Weszło FM.

Przez sześć lat szukałem tej adrenaliny, którą odczuwa się, kiedy wyczytują twoje nazwisko, kiedy wychodzisz do klatki, zaczynasz wymieniać ciosy, wygrywasz. Nie ma piękniejszego uczucia. To uzależnia. Przez sześć lat byłem na odwyku, ale niestety – znowu zacząłem! Coś niewiarygodnego – tłumaczy. No i wrócił jeszcze po to, żeby wyrównać rachunki z Martinem Zawadą. „King Kong” kariery nie przerywał, ale ostatnimi czasy walczy zdecydowanie rzadziej. Po raz ostatni w klatce był widziany na początku ubiegłego roku. Wcześniej – pod koniec 2015 i w kwietniu 2014.

Okazja do rewanżu jest dla mnie odpowiednią motywacją. Co więcej, Martin Zawada jest lepszym zawodnikiem, niż Sokodjou i będzie groźny w każdej sekundzie pojedynku. Chcę udowodnić, że jestem od niego lepszy. Wytrzymam wszystko. Nie po to przeszedłem tak długą drogę to tej walki, żeby teraz dać się znokautować – powtarza „Juras”. – Bardzo szanuję Martina, podobnie, jak wszystkich rywali. Ja jestem ze starej szkoły, szacunek to jedna z podstawowych wartości. Nikogo nie obrażałem przed walkami i nigdy tego nie będę robił. A po walce, bez względu na wynik, na pewno będzie wspólne piwko z Martinem.

Wspomniane piwko to ważna sprawa w życiu „Jurasa”. Zresztą, „Jurasówka”, od której nazwę wzięła audycja na Weszło FM, to właśnie klasyczny weekendowy zestaw Jurkowskiego: czteropak piwa i pizza. Ale w czasie przygotowań do walki nie ma miejsca na tego typu atrakcje. „Juras” zapewnia, że od kiedy ruszył z treningami do walki z Zawadą, ani razu nie pozwolił sobie na żadne odstępstwo od rygorystycznej diety. – Na to będzie czas po gali – podkreśla.

Bonus za Jurasa

Na co jeszcze? Miejmy nadzieję, że na świętowanie. I oczywiście – na poniedziałkową „Jurasówkę”, na żywo o 22. Jeśli Jurkowski zdoła się zrewanżować Zawadzie, o znakomity nastrój podczas audycji możemy być spokojni. Stara się o niego zadbać także sponsor „Jurasa”, firma bukmacherska LV BET. Z okazji występu Jurkowskiego na gali KSW 42 została zorganizowana specjalna promocja „Jurastówka”. W największym skrócie: trzeba postawić zakład kombi, jednym ze zdarzeń musi być wygrana „Jurasa”. Jeśli wejdzie, gracz dostanie bonus w wysokości 50 procent wygranej, aż do stu złotych.

Szansa bonusową stówkę to tylko dodatkowy powód, by oglądać dzisiejszą galę. Walka „Jurasa” z Zawadą zapowiada się kozacko, ale pod względem sportowym będzie kilka lepszych. Zwłaszcza smakowicie wygląda starcie wieczoru, w którym zmierzą się dwie legendy polskiego MMA – Mamed Chalidow i Tomasz Narkun.

To będzie walka mistrza z mistrzem. Dla Mameda Chalidowa to wielkie wyzwanie, nigdy w karierze nie walczył z tak ciężkim rywalem. Różnica w klatce może wynosić nawet 15 kilogramów – mówił na antenie Weszło FM Paweł Kowalik, menedżer grupy MMA Cartel. – Walka zapowiada się fantastycznie. Ciężko przewidzieć, co dokładnie się wydarzy, ja jednak stawiam na Mameda.

Trzeci mistrz na rozkładzie?

O zwycięstwo Chalidowa nie będzie jednak łatwo. Narkun nie tylko ma przewagę wagi, ale także świetną serię. Pięć kolejnych walk wygrał, wszystkie przed czasem. Mało? To dodajmy do tego fakt, że wszystkie w pierwszych rundach. Jedno z tych zwycięstw było szczególnie cenne. Na gali KSW 32 po raz drugi mierzył się z Goranem Reljiciem. Rok wcześniej przegrał z nim jednogłośną decyzją. W rewanżu sędziowie nie byli potrzebni. Narkun znokautował Chorwata w niecałe dwie minuty.

W tym samym czasie Mamed Chalidow też wygrywał, ale w znacznie mniej przekonujący sposób. Po werdyktach z Azizem Karaoglu i Borysem Mańkowskim wiele osób na trybunach gwizdało. Wojownik z Czeczenii zastanawiał się, czy kontynuować karierę w KSW. Teraz wraca i zrobi wszystko, by przekonać wszystkich, którzy zaczęli w niego wątpić.

Gwizdy, które słyszałem podczas werdyktu na Stadionie Narodowym, były nieprzyjemne. Mogłem sobie tylko zadać pytanie: dlaczego i za co. Dlaczego, skoro pracuję całym sercem i daję z siebie wszystko. Wiem, że 99 procent kibiców wspiera mnie, dopinguje i chce oglądać w walce. Słychać było tych, którzy gwizdali, ale oni byli w mniejszości – tłumaczył w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

Dodatkowa motywacja jest taka, że Chalidow pokonał już mistrza wagi półśredniej Borysa Mańkowskiego i mistrza wagi średniej Michała Materlę. Teraz wychodzi do mistrza półciężkiej Tomasza Narkuna.

Propozycja od Narkuna zaciekawiła mnie. Ja potrzebuję motywacji, wyzwań. Z kim miałbym walczyć? Mierzyłem się z Borysem i Michałem, chcę się sprawdzić także z nim. Kiedy zaczyna brakować sportowej motywacji, zaczynasz przegrywać – dodaje.

Szuli Wariat idzie po swoje

Równie gorąco powinno być w innych hitowych pojedynkach podczas gali w łódzkiej Atlas Arenie. Mateusz Gamrot będzie bronił tytułu wagi lekkiej w starciu z szalonym Grzegorzem Szulakowskim.

On ma coś, co do mnie należy, czyli pas mistrzowski. To nic osobistego, gdyby ktoś inny miał pas, po prostu walczyłbym z kimś innym. Idę po to, odbiorę mu, co moje – zapowiada „Szuli”. A kiedy słyszy, że ktoś miał kłopoty z przygotowaniami w związku z atakiem zimy, tylko się uśmiecha. – Ja jestem przyzwyczajony do ekstremalnych warunków. Jeszcze niedawno trenowałem sam w wieży ciśnień w Namysłowie. Były tam solidne dziury w posadzce. Mieliśmy parę dywanów, jakieś gąbki od tapicera z naprzeciwka. I na tym się kulaliśmy. Trenowaliśmy nawet centralnie przy minus 20 stopniach. Teraz złożyliśmy podanie do burmistrza o udostępnienie nieużytkowanej sali.

Na pewno mistrzowski pas byłby atutem Szulakowskiego w negocjacjach z burmistrzem. Kłopot w tym, że Gamrot ma zupełnie inny plan. I nie ma w nim ani słowa o oddawaniu tytułu.

Szuli Wariat jest bardzo nieprzewidywalny, chaotyczny, w tym tkwi jego siła. Ale ja jestem najlepszym zawodnikiem w Europie, on nigdy nie walczył z kimś takim – ocenia „Gamer”. – Ta walka nie potrwa pięciu rund, lepiej nie mrugajcie!

Transmisja gali KSW 42 w systemie pay-per-view, początek o 19:00.

JAN CIOSEK

Fot. newspix.pl

LV BET ZAKŁADY BUKMACHERSKIE POSIADA ZEZWOLENIE URZĄDZANIA ZAKŁADÓW WZAJEMNYCH WYDANE PRZEZ MINISTRA FINANSÓW. UDZIAŁ W NIELEGALNYCH GRACH HAZARDOWYCH MOŻE STANOWIĆ NARUSZENIE PRZEPISÓW. HAZARD ZWIĄZANY JEST Z RYZYKIEM.

KOMENTARZE (4)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
s1ntex

Mam pytanie, czy „Jurasówka” to autorska audycja na WeszloFM?

StaszekPrawy

„Juhas” sprzedaje się marketingowo. Wiadomo jak bedzie.

Testo
Wytłumaczę Wam to żydowską metodą.

O kurwa, a pamiętam jak zakolarz zachwalał, że na weszło to klikbajtów nie ujrzymy…

MisKrzys

Proponuje teraz zrobić PIERWSZA W HISTORII AUDYCJĘ ZE SZPITALA! Po takim ciosie konkurecja się nie podniesie!

wpDiscuz