Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI
Blogi i felietony

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Jakoś tak sobie pomyślałem, że od dawna we wtorkowym cyklu nie napisałem tak o piłce w piłce. O czystym futbolu. O jakimś piłkarzu, albo kilku piłkarzach. Zazwyczaj jakieś rozkminy o sportowym biznesie, albo o życiu, czasami jakieś smęty o polityce. No to postanowiłem dzisiaj wziąć na tapet trzech środkowych pomocników, o których już się mówi dużo, a o których mówić się będzie jeszcze więcej.

Atrakcyjność piłkarzy jest różna, zależnie od tego, kto ich akurat ocenia. Gdybyśmy zamknęli w jednym pokoju czterech czy pięciu ligowych trenerów to gwarantuję wam, że w pewnym momencie jeden z nich wypaliłby: – Taras Romańczuk to jest strasznie niedoceniany zawodnik! A pozostali by się nie tylko z nim zgodzili, ale nawet zaczęli przekonywać, że doceniali go jeszcze wtedy, gdy grał w Legionovii. Byłem świadkiem takich rozmów.

Jeśli jednak w jednym pokoju usadzilibyśmy pięciu menedżerów, to błyskawicznie doszliby do wniosku, iż Jakub Piotrowski z Pogoni Szczecin to pod względem transferowej wartości dzisiaj zawodnik z pierwszej piątki w lidze (oprócz niego Gumny, Żurkowski, Szymański, Niezgoda) i być może największa okazja. Nie tak dawno Piotr Koźmiński z „Super Expressu” napisał, że Pogoń odrzuciła ofertę z Rosji opiewającą na 1,5 miliona euro. Tak, też byłem świadkiem takich rozmów między menedżerami.

A gdyby obie te grupy – trenerów i menedżerów – usadzić razem, to zapewne doszliby do wniosku, że zawodnikiem który by ich pogodził jest Szymon Żurkowski. Zimą była możliwość sprzedać go za bardzo duże pieniądze, ale Górnik nie podjął rozmów. Świadkiem takiej rozmowy – trenerów i menedżerów – nie byłem, więc sobie po prostu pozwoliłem na hipotezę.

*

Z Romańczukiem mam problem, polegający na tym, że… – haha – nie mam z nim problemu, a wiele osób powie, że mieć powinienem. Bo przecież „farbowany lis” i kiedy dzisiaj powoli przebąkuje się o powołaniu go do reprezentacji, ja nie protestuję. A w sumie dlaczego nie?

No to może was zszokuję, ale on mi jakoś nie przeszkadza. Naprawdę, kładę rękę na piersi i mówię: nie przeszkadza. Nie wiem, czy jest dość dobry, to zostawiam do oceny Adamowi Nawałce (ale jest silny, skoczny, wygrywa główki, ma dobry odbiór), natomiast jest to jeden z tych piłkarzy, o których można powiedzieć, że otrzymali paszport w zupełnie normalnym trybie. Nie dlatego, że żonglują lepiej od Wietnamczyka sprzedającego makaron z kurczakiem, ani nie dlatego, że mają kolegę w urzędzie. Nie kryje się za tym żaden piłkarski deal, żaden większy plan rozpisany przez kogoś mądrzejszego. Facet przyjechał do Polski sześć lat temu i po prostu znalazł pracę i nauczył się języka. Nie mówił: dajcie mi dokumenty, to wam ogarnę środek pola. Nie opowiadał, że jego babcia pochodziła z Polski, mimo że faktycznie pochodziła. Po prostu przeszedł całą tę procedurę.

Jestem zagorzałym przeciwnikiem opcji: paszport za granie w piłkę. Mierzi mnie to. Uważam to za futbolową korupcję w białych rękawiczkach. Ustawianie nie tyle pojedynczych meczów, co całych turniejów, poprzez nieczyste triki. Ale gdy ktoś dostaje paszport i wtedy pojawia się pytanie: hej, skoro on już ma obywatelstwo, to może przyjrzyjmy się mu pod kątem kadry… Czemu nie? Romańczuk nie opowiadał – jak inni – że liczy się dla niego tylko jedna reprezentacja i akurat nie ta polska. Może miał po prostu szczęście, że nikt mu kiedyś nie podstawił mikrofonu pod nos, nie wiem.

Sprawa, kto dla jakiego kraju może grać i z kim czujemy się komfortowo jest bardzo płynna, wręcz niemożliwa do objęcia w jakieś logiczne ramy. Każdy patrzy na to inaczej. Mnie na przykład Adam Matuszczyk nigdy nie przeszkadzał, a Eugen Polanski tak – mógłbym szukać tutaj racjonalnych uzasadnień i pewnie jakieś bym znalazł, ale najprościej i najuczciwiej byłoby napisać, że tak po prostu było i już.

Czy Romańczuk w reprezentacji zagra? Może tak, nie jest bez szans. Ale przyjmuję go jako pełnoprawnego obywatela, ze wszystkimi prawami i obowiązkami, a nie sportowego najemnika poszukującego premii, wyjściówek, czy turniejowej ekspozycji.

*

W sprawie Żurkowskiego zadzwonił do mnie ostatnio Czesław Michniewicz, trener U-21. Mówi: – Zobacz, co się z tym chłopakiem dzieje podczas meczów. Przecież on już ma rozwalony bark i rozwaloną nogę.

Większość środkowych pomocników w Polsce gra w miejscu. Dostają piłkę do nogi, podnoszą głowę, opuszczają głowę, patrzą na piłkę, poprawiają piłkę po raz pierwszy, potem po raz drugi i kopią. Żurkowski jest o tyle inny, że bardzo dużo rzeczy robi w pełnym biegu. Przyjmuje piłkę do przodu i od razu stara się w biegu ją komuś oddać albo po prostu kogoś minąć. Problem polega na tym, że jest niemiłosiernie wycinany. Pewnie pamiętacie jego akcję w meczu z Wisłą Kraków, gdy najpierw uciekł przed powietrznym atakiem jednego wiślaka, a potem brutalnie wyciął go drugi.

Teraz, we Wrocławiu, znowu Żurkowskiego mocno poturbowano i stało się to normą, że rywale nie są przyzwyczajeni do takiego stylu gry i momentalnie chłopaka wycinają, najczęściej od tyłu. Rzecz jasna, sędzia musi być bezstronny i nie powinien patrzeć na nazwiska, tylko po prostu ma wyceniać określone zdarzenia. Tylko że może trzeba z sędziami porozmawiać, by na tego typu faule – gdy dotyczą zawodników przyspieszających grę, a wycinanych przez przymulaczy środka pola – po prostu reagowali bardziej stanowczo.

Jest 27 lutego, a Żurkowski ma szanse czerwiec spędzić na finałach mistrzostw świata, albo na urazówce w szpitalu. Osobiście wolałbym opcję numer 1.

*

Ciekawym chłopakiem jest Piotrowski. Zadebiutował w 2015 roku, rozegrał osiem meczów w ekstraklasie, potem wypożyczono go do Stomilu, by wrócił jako piłkarz naprawdę gotowy na ligę. Plan się powiódł.

Dzisiaj jeśli obejrzycie mecze tylko pod jego kątem, to zobaczycie zawodnika, który bardzo często (jak na warunki naszej ligi – ekstremalnie często) zagrywa na jeden kontakt i to nawet w sytuacjach nie do końca komfortowych. Ma też bardzo regularny strzał. Wprawdzie na razie zdobył tylko trzy gole w ekstraklasie, ale jak już uderza to widać, że ta piłka nie leci 30 metrów w lewo albo w prawo, tylko mniej więcej tam gdzie lecieć miała.

Jak na 20-latka, jest dość silny, a na pewno będzie jeszcze silniejszy. Ma dobre warunki fizyczne. Jarosław Fojut w „Magazynie Ekstraklasa” nie chciał pompować Piotrowskiego, że to już dziś jest chłopak na kadrę i słusznie mówił, że chłopaków na kadrę było wielu, a dzisiaj rozkładają towar w Tesco (no dobrze, aż tak dosadnie tego nie określił). Stwierdził natomiast Fojut, że jego młodszy klubowy kolega ma wrodzone cechy, które bardzo trudno jest wytrenować, za to spore rezerwy w tym, co do wytrenowania jest względnie łatwe. Dlatego jeśli będzie mocno pracował, to za momencik będzie z niego duża pociecha. Dzisiaj Fojutowi Piotrowski przypomina młodego Grzegorza Krychowiaka, czyli dawnego kolegę z kadry U-20.

*

Romańczuk to rozwiązanie na tu i teraz, i to pewnie na pozycję numer 25 w kadrze, czyli pozycję siedzącą. Ale duet Żurkowski – Piotrowski może jeszcze w piłce namieszać. Pod warunkiem, że pierwszego nie połamią, a drugi nie zgłupieje.

KRZYSZTOF STANOWSKI