Liga pokryta lodem. Czy naprawdę musimy teraz grać w piłkę?
Weszło

Liga pokryta lodem. Czy naprawdę musimy teraz grać w piłkę?

Gdy pogoda jest taka jak w ostatnim czasie, wszystko, o czym marzy większość ludzi, to ciepła herbata, przykrycie się kocem i zapomnienie, choć na chwilę, o tej pizgawicy. Inaczej sprawy mają się z naszą ligą – tej zarzuca się, że wygląda tak, jakby była pod kloszem i nic jej nie dotyczyło, nawet złośliwość matki natury. Piłkarze muszą grać, PR-owe oddziały klubów zachęcają kibiców, by ci kupowali bilety i przychodzili na stadiony. Proste pytania: czy granie w takich warunkach ma jakikolwiek sens, czy gdzieś popełniono błąd?

Nie zastanawialibyśmy się przecież nad tym, gdyby Polskę spotkał lekki przymrozek – taki mamy klimat, trudno, trzeba przecierpieć. Jednak spójrzcie na prognozowane temperatury odczuwalne w miastach, w których zostaną rozegrane wtorkowe i środowe spotkania.

Gdańsk (wtorek, 18): – 16°C
Płock (wtorek, 18): – 16°C
Warszawa (wtorek, 20:30): – 16°C
Nieciecza (wtorek, 20:30): – 17°C

Zabrze (środa, 18): – 14°C
Kraków (środa, 18): – 15°C
Gdynia (środa, 20:30): – 17°C
Poznań (środa, 20:30): – 17°C

Oczywiście, że prognoza pogody zawsze może się pomylić, ale nie będzie to na tyle radykalna zmiana, by ktokolwiek z uczestników takiego meczu miał pełen komfort. Ten mróz odbije się na każdym elemencie spotkania. Przede wszystkim na frekwencji: poprzednią kolejkę z trybun obejrzało tylko 36681 osób, a bywały przecież takie serie gier, że podobnym zainteresowaniem cieszyło się ledwie jedno spotkanie. Największą widownię zebrał Śląsk Wrocław, co byłoby w normalnych warunkach nie do pomyślenia, jeśli wrocławianie bili rekordy frekwencji, to te negatywne. Jasne, wpływ na te liczby ma też bojkot rozkręcony przez kibiców Cracovii (pisaliśmy o tym tutaj szerzej TUTAJ), natomiast nawet obecność na obiekcie skonfliktowanych grup z klubem, nie uratowałaby dramatycznie słabej frekwencji.

Natomiast widzowie obecni na stadionach przeważnie nie oglądali dobrych widowisk – padło 12 bramek, większość meczów była słaba. Wiadomo, że mamy w lidze piłkarzy niezbyt wysokich lotów, ale każąc im grać w takich warunkach, tylko utrudniamy im sprawę.

Co na to kluby, czy uśmiecha się im organizować mecze przy takiej temperaturze?

Jacek Kruszewski, prezes Wisły Płock: – Sam miesiąc nie jest jakimś problemem, poprzednie kolejki pokazały, że w lutym może być znośna temperatura, ale teraz to, co się dzieje… To są, moim zdaniem, warunki anormalne. Nawet zakładając, że boisko jest dobrze przygotowany – bo jest cały czas podgrzewane od trzech miesięcy i wygląda nieźle – to bieganie w temperaturze -16 stopni z twardą, zmrożoną piłką, nie ma wielkiego sensu. I nie ma wiele wspólnego z normalną, sportową rywalizacją. Jeśli ja miałbym o tym decydować, w takich warunkach nie chciałbym grać. Uczestniczyłem wczoraj w treningu wieczornym mojego zespołu i wiem, że w takiej temperaturze bardzo trudno jest skupić się na normalnej grze. Organizm trudno reaguje na takie warunki, szczególnie, że głowa i nogi są gołe.

– Na ten moment jeszcze nie próbowaliśmy przekładać spotkania. Jeśli potwierdzą się prognozy pogody, że odczuwalna temperatura ma dochodzić do -20 stopni, będziemy próbować coś zrobić, by w takich warunkach nie grać. Absolutnie istotna jest też frekwencja, nasz stadion jest niezadaszony, odkryty z dwóch stron, trybuny daleko od boiska, wiatr będzie hulał bardzo mocno, a zmrożone powietrze będzie się dawało kibicom we znaki.

Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii Białystok: – Innych możliwości gry nie ma ze względu na mundial, wpływu na pogodę też nie mamy. Akurat teraz taki jest okres, myślę, że w trakcie tygodnia mrozy ustąpią, ale dla wszystkich temperatura jest taka sama. Trudno te mecze przełożyć. Co do frekwencji, to rzeczywiście mrozy się na niej odbijają: najpierw na wiosnę mieliśmy dziewięć tysięcy, potem sześć, więc zaliczyliśmy spadek.

Arkadiusz Aleksander, dyrektor sportowy Sandecji Nowy Sącz: – Dobrze pan trafił, bo w jednym z grudniowych meczów zerwałem więzadło krzyżowe w kolanie, ze względu na to, że była bardzo oblodzona murawa i miałem później pół roku przerwy. Jestem więc zdecydowanym przeciwnikiem grania w takich warunkach, jednak jest też organizator rozgrywek i czekamy na decyzję. Na pewno to odbija się na frekwencji: wtorek, 20:30, temperatura do -20 stopni. To może być nasza najmniejsza frekwencja w tym sezonie.

Wojciech Pertkiewicz, prezes Arki Gdynia: – Sondowaliśmy temat, oficjalnego wniosku o przełożenie meczu nie składaliśmy, ale rozmawialiśmy z innymi klubami. Gramy jutro, sam jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało, jednak też pytanie: na kiedy to przełożyć? Jak wyglądają prognozy na weekend? Wtedy jest kolejna seria gier. A jeszcze jak za tydzień będą mrozy? To już trzy serie. Na poniedziałek, na godzinę 17, nie wiadomo mi nic na temat przełożenia kolejki. Natomiast nie wiem, jak Ekstraklasa zapatruje się na przekładanie pojedynczych meczów.

– Granie przy takiej temperaturze nie jest na pewno miłe dla zawodników ani dla kibiców, co zresztą było widać po frekwencji z poprzedniej kolejki, bo trudno pojawić się na stadionie i dopingować drużynę przy takim mrozie. Jakiekolwiek by emocje nie były, przy kilkunastu stopniach mrozu trudno wytrzymać dwie godziny.

Ważna rzecz: nie ma przepisu, który mówiłby, że przy temperaturze -16 (powietrza, nie odczuwalnej) mecz nie może dojść do skutku. To jedynie sugestia UEFA, do której Ekstraklasa się stosuje, by zastanowić się wówczas, czy warto grać. Ostateczną decyzję podejmie sędzia, ale stąd, że bierze się pod uwagę temperaturę powietrza, zagrożenia odwołania meczów raczej nie ma. Taki pomiar jest zawsze o kilka stopni wyższy od pomiaru temperatury odczuwalnej.

Pytanie, czy naprawdę nie można było znaleźć lepszych terminów na rozegranie tych spotkań? Łukasz Wachowski, dyrektor Departamentu Rozgrywek Krajowych PZPN, wrzucił na Twittera grafikę, która ma zobrazować, że takiej możliwości specjalnie nie ma:

Do Wachowskiego jeszcze zadzwoniliśmy.

– Czy widzi pan sens w rozgrywaniu meczów przy takiej aurze?

– Wydaje mi się, że to jest postawienie pytania nie w taki sposób, w jaki powinno się go postawić. Żyjemy w Polsce, w takiej, a nie innej strefie klimatycznej, mamy 37 kolejek. Nie jest to pewnie wymarzona aura do rozgrywania meczów, ale trzeba sobie jakoś radzić. Czasami można mecze przekładać, jak w pierwszej i drugiej lidze, bo rozważamy taki scenariusz, jeżeli będzie taka możliwość i konieczność. Ale jeżeli takiej możliwości nie ma, rozumiem ideę, by te mecze udało się rozegrać. Do tego to się w mojej ocenie sprowadza. Pewnie, wolałbym, żeby było cieplej, pewnie, wolałbym, żeby nie w takim terminie rozgrywać spotkania, ale taki jest terminarz i tyle jest drużyn w lidze, że trzeba grać w każdych możliwych warunkach. Chyba, że zostanie podjęta decyzja o innym systemie, innej liczbie drużyn uczestniczących w rozgrywkach.

– A nie warto było tych meczów przerzucić na przykład na później, kiedy jest Liga Mistrzów, ale można grać na przykład o 18?

– W rozgrywkach ekstraklasy mecze są transmitowane na kanałach stacji Canal +. Jeżeli chciałoby się te mecze rozgrywać w terminie Ligi Mistrzów, to zgodnie z przepisami transmisje nie mogą na siebie nachodzić, więc te mecze musiałyby zaczynać się bardzo wcześnie. Do tego dochodzi liczba wozów transmisyjnych. Oczywiście, to jest do zrobienia, bo można zagrać dwa-trzy mecze we wtorek, dwa-trzy w środę, dwa-trzy w czwartek, ale z kolei w czwartek jest Liga Europy, która w kwietniu może startować o 17. Są drużyny ze Wschodu, które zaczynają wcześniej. Problem jest złożony, terminarz jest, jaki jest, można go dostosować, ale ja chciałem zobrazować, że nie jest to proste. Że ktoś strzeli palcami, przełóżmy, i to się dzieje – tak troszkę może być w pierwszej i drugiej lidze, gdzie ciśnienie jest mniejsza i możemy znaleźć więcej terminów.

I poszukać pewnie będzie trzeba, jeszcze raz odnieśmy się do Twittera Wachowskiego:

*

Nie ma co ukrywać: już teraz wiadomo, że 25. kolejka ekstraklasy nie będzie najlepszą w jej historii. Przyjdzie mało ludzi, pewnie padnie mało goli – najwyraźniej trzeba ją zagrać i zapomnieć. Terminy rzeczywiście nie rozpieszczają rządzących rozgrywkami, też kto mógł przewidzieć, że w lutym będzie aż tak ciężko, poprzednie zimy kojarzą się nieco lżej. Jeśli grzebać, to w całym systemie rozgrywek, ale na to był czas wcześniej, nie za pięć dwunasta kolejnej kolejki.

PAWEŁ PACZUL