Każdy, tylko nie Adam
Weszło Extra

Każdy, tylko nie Adam

Na boisku nie bał się nikogo i niczego. To jego rywale obawiali się najbardziej, w pewnym momencie w hobby zamienił nawet ich zastraszanie. Już za młodu zaczął rozstawiać przeciwników oraz kolegów z drużyny po kątach i nie przestał ani wtedy, gdy jako gówniarz wszedł do dorosłej szatni, ani kiedy wylądował na obczyźnie. Nie gryzł się w język, a kompromisy, miłe słówka i klepanie po plecach nie były dla niego. On wyznawał filozofię szybkiej żółtej kartki. Na boisku i w życiu. Zameldować się butami na nogach przeciwnika, a potem zastanawiać, co dalej.

– Jak poznałem Adama, to on był jednym z wielu młodzieżowców wchodzących do drużyny. A jednak już wtedy był wojownikiem, w sumie aż za bardzo, bo grał łokciami i to trochę raziło. Pojawiały się głosy pretensji, że ja czy inni trenerzy tego nie temperowaliśmy. Moim zdaniem to boisko powinno zweryfikować jego zachowanie, zrobić porządek, jeśli zachodziła potrzeba. Tak się jednak nie działo, więc Adam pozwalał sobie na wiele. Zwracałem mu uwagę, ale skoro sędziowie często nie karali tych zachowań, to Adam nadal robił rywalom krzywdę. Choć też momentami wynikało to z ferworu walki – wspomina swojego podopiecznego Piotr Piekarczyk, były trener GKS-u Katowice.

28460080_1591895540864211_1767601940_oPiotr Piekarczyk

Tego, czego nie oduczył się przy Bukowej, nie wyzbył się aż do ostatniego meczu w karierze. To sprawiło, że w kolejnych klubach bił wszelkie kartkowe rekordy. W najbardziej urodzajnych pod tym względem sezonach wyłapał po osiemnaście takich upomnień. Wiedział przy tym, jak uniknąć kartki czerwonej, o czym w swojej biografii opowiada Grzegorz Szamotulski:

– Będzie kartka.
– Czerwona czy żółta?
– Żółta na pewno, boję się czerwonej.
– A za co?
– Jest tam taki frajer u przeciwników. Od dawna chcę go zapierdolić. Ale mam plan. W pierwszej minucie sędziowie nie dają czerwonych. To znaczy dają, ale rzadko. Pierdolnę go w pierwszej minucie.
Gdy tylko arbiter rozpoczął mecz, Adam wypadł jak z katapulty z naszej połówki i znienacka władował się makabrycznym wślizgiem w nogi upatrzonej wcześniej ofiary.
Sędzia podbiegł – żółta! I ostra reprymenda. Krzyczy:
– Ostatni raz! Ostatni raz!

Gdy widział u przeciwnika oznakę słabości, od razu dociskał go do ściany. W swojej książce „Szamo” wspomina też, jak jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zmiażdżył psychicznie Andreasa Ivanschitza.

W zespole gości Marcin Adamski. Adam pochodzi do niego i mówi:
– Zobacz, co zrobię z tą waszą pizdą.
Następnie kieruje się w stronę Andreasa Ivanschitza, wschodzącej gwiazdki austriackiej piłki. Dobry zawodnik, ale miękki, o słabej psychice. Adam staje przed nim, jego twarz staje centymetr od twarzy skołowanego pomocnika Rapidu.
Nagle…
Adaś zaczyna warczeć. Ale nie tak warczeć jak silnik traktora, to jest raczej ryk wściekłego lwa. Warczy tak, że normalny człowiek zeszczałby się w gacie ze strachu. Nie wiadomo przecież, czy ten szaleniec za chwilę naprawdę nie ugryzie.
– Argh! Argh! Arghhhhhhhhh!!!
Ivanschitz aż skulił się przerażony. W meczu nie zanotował ani jednego udanego zagrania, a zaraz po przerwie poprosił o zmianę. Ilekroć widział podbiegającego Adama, marzył tylko o tym, by pozbyć się piłki na czas.

ledek szamoZ Grzegorzem Szamotulskim

Tak samo bezpardonowy jak na boisku i w tunelu prowadzącym na murawę, był i w rozmowach. Prywatnych, ale i tych przelanych później na papier. Jak wspomina jego ojciec Ryszard, zapłacił za to reprezentacyjną karierą.

– Żałował, że nie zaistniał w reprezentacji. Ale było w tym trochę jego winy. Gdy grał w Leverkusen, Christoph Daum zwolnił go na mecz kadry w ostatniej chwili, Janusz Wójcik zdążył już w jego miejsce powołać bodaj Dariusza Gęsiora. A że Adam raptus, to powiedział parę słów za dużo, pokłócił się z Wójcikiem. Potem fiknął też do Pawła Janasa, że nie powołał do kadry jego, ważnej postaci ligi austriackiej, tylko Kałużnego, rezerwowego, który często lądował nawet na trybunach.

***

Fragment wywiadu dla „Przeglądu Sportowego”:

– Jak pan skomentuje powołanie do reprezentacji Radosława Kałużnego?
– Jestem zaskoczony.

Pytamy, ponieważ gra pan na tej samej pozycji. A raczej pan gra, a Kałużny ogląda mecze z trybun.
– Ja do Radka nic nie mam, to jest bardzo dobry piłkarz i bardzo dobry kolega. Jednak nie ma miejsca w składzie Bayeru, a siedzenie na ławce lub na trybunach to za mało, by dostawać powołanie. Nie wydaje mi się to w porządku wobec zawodników, którzy co tydzień rozgrywają swoje spotkania. Choćby wobec takich piłkarzy jak ja. Trener Janas uważa, że liga austriacka jest słaba, a wydawało mi się, że już Austria Wiedeń w Warszawie pokazała, jaki naprawdę jest poziom futbolu w tym kraju.

– Janas powinien wreszcie przyjechać do Austrii?
– Na pewno by mu to nie zaszkodziło. Sięga po Kałużnego i nie wiem, na czym to opiera.

***

– Adam nie powinien tego wywiadu udzielać, ale miał duże pretensje do Janasa. Kiedy Janas pojechał już na mecz do Austrii, Adam akurat nie strzelił karnego. Nigdy nie pudłował, ale wtedy obecność Janasa go zdeprymowała. Nigdy nie miewał tremy przed meczami, a jednak wtedy poniosły go nerwy – dodaje pan Ryszard.

28417828_1591895570864208_1650384048_oOjciec, pan Ryszard

Selekcjonerów pouczał odnośnie dokonywanych wyborów, a trenerów… zwalniał. Jako że był ulubieńcem prezesa GKS-u Mariana Dziurowicza, miał u niego ogromny posłuch. Gdy więc nie do końca było mu po drodze z trenerem Piotrem Piekarczykiem, szepnął jedno czy dwa złe słowa i pozbył się problemu.

– Przy okazji meczu w pucharze UEFA z Bordeaux, zdjąłem go w przerwie. Miał kontuzję i widać było, że nie jest w grze. Popełniał masę błędów, mogliśmy zaprzepaścić ten dwumecz, Francuzi stwarzali sytuacje i trzeba dziękować Januszowi Jojce, że to wybronił. Wiedziałem, iż zdjęcie go będzie niepopularną decyzją, Dziurowiczowi zależało na jego promowaniu, puchary były wizytówką, możliwością pokazania zawodników, których się wystawia na sprzedaż. Wiem, że zadra za zmianę w meczu z Bordeaux w nim została. To wyszło po moim zwolnieniu. Sam Adam przyznał mi się później, iż trochę do tego zwolnienia dołożył, rozmawiając w pewnym momencie o mnie z Dziurowiczem. Ale chyba nie dawało mu to spokoju, bo przyjechał po roku od mojego zwolnienia i mnie przeprosił – wspomina były szkoleniowiec Gieksy.

Jego zdanie respektował nie tylko Marian Dziurowicz dostrzegający w nim potężny talent, który będzie w stanie sprzedać za granicę za niezłe pieniądze, pozwalające klubowi na pozostanie konkurencyjnym. W pewnym momencie wraz ze Sławomirem Wojciechowskim w mocnym uścisku trzymali całą szatnię GKS-u.

– Kiedy grał w GKS-ie, pracowałem jeszcze w ośrodku TVP Katowice, często bywałem przy Bukowej. Był taki czas, że miał razem ze Sławomirem Wojciechowskim taką kontrolę nad całą szatnią, że zawsze tylko oni stawali do wywiadów. Pamiętam jak kiedyś chciałem przeprowadzić rozmowę z jednym z młodych piłkarzy, jakaś historia z nim była, to powiedział mi, że ma zakaz od tych dwóch zawodników – wspomina Bożydar Iwanow, dziennikarz Polsatu Sport.

Rozstawianie po kątach zaczęło się jednak znacznie, znacznie wcześniej. Adam nigdy nie miał szczególnego respektu dla starszych, na co pozwalały mu naprawdę duże umiejętności piłkarskie. I nie tylko.

– Brał udział we wszystkich olimpiadach, był postacią numer jeden, jeśli chodzi o sport. Biegi, przełaje, tenis stołowy. O piłce nawet nie wspominam, bo nie było na niego mocnych. Jak tylko zaczął chodzić, od razu coś kopał. Widziałem, jak brylował wśród większych, taki malutki, gówniarz byście powiedzieli, a technikę dało się dostrzec na pierwszy rzut oka. Gdy w Ozimku robili nabór, był dwa lata młodszy niż rocznik, ale namówiłem trenera żeby go sprawdził. Pamiętam, jak po gierce trener zaprosił mnie do biura i powiedział, że Adam wpadł im w oko. Tak to się zaczęło – opowiada nam ojciec Adama.

Jak już wpuszczono lisa do kurnika, to nie było wyjścia – musiał zacząć grasować. Praktycznie każdy turniej oznaczał nagrody dla najlepszego piłkarza, najlepszego strzelca. W końcu zainteresowała się nim Odra Opole, gdzie wsławił się golem w derbach z Kluczborkiem. Odra przegrywała 0:1, Adam, 16-latek, podszedł do rzutu wolnego i pięknie strzelił na 1:1. Już wtedy można było dostrzec, jak zadziorny to zawodnik i jak ważną broń w jego arsenale stanowić będzie pasja, zaangażowanie, ocierające się często aż o agresję.

– Trener Kluczborka, Antoni Kot, były piłkarz reprezentacji Polski, wydzierał się na Adama, do sędziego wołał, że musi dostać czerwoną kartkę. Agresywny był, „rzucał” zawodnikami z Kluczborka – wspomina pan Ryszard. – Adam nakręcał się przed meczami, nakręcał innych, wjeżdżała adrenalina. Widać było u niego tę chęć przywództwa już gdy grał w podstawówce. Był bardzo dobry, sam wygrywał mecze, więc czuł się pewnie. Ustawiał kolegów na boisku, pozostawali całkowicie pod jego wpływem.

Leon Brylczak, trener Adama jeszcze z czasów gry w Małejpanwi Ozimek, wspomina go tak: – Przyszedł do nas do trampkarzy, bo młodzików wówczas jeszcze nie mieliśmy. Dojeżdżał z Radawia piętnaście kilometrów na motorowerku, ewentualnie ojciec podwoził go na treningi trabantem. Był bardzo, ale to bardzo pracowity. Rzadko się zdarzało później, by tacy chłopcy tu trafiali, potem trafili się jeszcze Waldek Sobota i Paweł Olkowski. Oni nie widzieli poza piłką życia. Adam był impulsywny, nie pozwalał sobie w kaszę dmuchać. Dawałem go do starszych grup, żeby go trochę poskromić – jak nie na boisku, to chociaż w szatni mieli go przywracać do porządku.

Łatka walczaka, konia do biegania i pierwszego gracza do podjęcia boiskowej rękawicy – również w razie walki w dosłownym jej znaczeniu – przylgnęła do niego na stałe. I nie ma, że boli.

Zrzut ekranu 2018-02-25 o 08.25.31

– Pamiętam, jak Adam pojechał do Kluczborka na zgrupowanie kadry opolszczyzny. Kilka dni wcześniej złamał rękę w zawodach międzyszkolnych. No ale pojechał, a później patrzę, że został wyróżnionym zawodnikiem. Byłem niesamowicie zaskoczony, przecież pojechał z ręką w gipsie. Adam dopiero później przyznał mi się, że z kolegą zdjęli w pociągu ten gips i założyli mu go z powrotem w drodze do domu.

Ten ciąg do gry pomimo przeciwności, ale także czysto piłkarskie umiejętności sprawiały, że niektórzy byli w stanie schować godność do kieszeni, byle tylko Adam grał dla ich drużyny. Wśród nich na przykład dawny i obecny trener Widzewa, Franciszek Smuda.

– Bardzo chciał mieć Adama w Widzewie. Problem w tym, że kiedyś Adam w „Przeglądzie Sportowym” niepochlebnie wypowiedział się o Smudzie, jeden na drugiego trochę w mediach naskakiwał. Ale Smuda powiedział, iż nie interesuje go to, co Adam mówił, bo on potrzebuje jego umiejętności na boisku. To zresztą ciekawa historia, bo Adam skasował pieniądze za transfer, o którym Marian Dziurowicz nic nie wiedział. „Dziura” nie chciał słyszeć o sprzedaży, Adamowi groziło zawieszenie, ale on bardzo Adama lubił. I załatwił to jakoś polubownie z prezesem Widzewa, Ludwikiem Sobolewskim.

O jakiej skali talentu mówimy? Pewne pojęcie dał nam były piłkarz GKS-u Katowice Sławomir Wojciechowski.

– Spokojnie poradziłby sobie w obecnych czasach, występowałby w reprezentacji Polski. Gdyby go porównać do kogoś z dzisiejszej kadry, to na pewno nie okazałby się słabszy od Krychowiaka. Był to piłkarz z wysokimi umiejętnościami, bardzo ambitny i waleczny. Jeśli miałbym wskazać jego najsilniejszą stronę – charakter. Ale też nie nazywałbym go przecinakiem, on naprawdę umiał grać w piłkę.

Piotr Piekarczyk, trener w GKS-ie Katowice: – Przeszkodziło mu zrobić karierę to, że nie dał się umieścić w ramach taktycznych. Nastawiał się na „ja”, trudno było mu narzucić schematy. Docierało to do mnie, że w Leverkusen mu nie wyszło, bo tam – jak w każdej poważnej lidze – decyduje taktyka. On jej nie lubił, nie chciał się do niej dostosować. Zresztą, jak byłem drugi raz w GKS-ie, to występował z Wojciechowskim na środku pomocy i nie dawałem mu żadnych zadań. On ze Sławkiem ciągnęli grę, wiedzieli, co mają robić, żadnych schematów, byli indywidualistami i tę drużynę ciągnęli za sobą.

Piotr Świerczewski, kolega z czasów GKS-u Katowice: – Kiedy miałem 16-17 lat, Adam przyszedł do GKS-u Katowice. Dzieliłem z nim pokój. Super nam się żyło. Wiedziałem, że ma duży potencjał na dobrego zawodnika, co potem potwierdził. Wspominam ten czas jako bardzo wesoły. Dużo dowcipkowaliśmy, ale gdy trzeba było pracować na boisku, to nie pękał przed nikim. Był bardzo zdecydowanym i twardym zawodnikiem. Na początku uczył się mocno przy starszych, doświadczonych graczach. Wspólnie zdobyliśmy Puchar Polski. Później coraz silniejsza stawała się jego pozycja w drużynie. Wiedział, czego chciał, a na boisku nie odpuszczał nikomu.

gks-legia_28.08.94kleszczZdjęcie z czasów gry w GKS-ie Katowice, fot. NewsPix.pl

***

Fragment wywiadu dla „Gazety Opolskiej”:

– Pańskie boiskowe atuty?
– Sądzę, że zaliczyć do nich mogę waleczność i niezłą technikę.

– A jakie elementy gry wymagają poprawy?
– Nieco słabiej gram lewą nogą i głową. Przydałaby się także większa szybkość.

– Przeciwko komu w polskiej lidze gra się najtrudniej?
– Zdecydowanie przeciwko Legii Warszawa i Ruchowi Chorzów. Jeśli idzie o jakiegoś konkretnego zawodnika, to nie boję się nikogo.

***

Nie bał się nikogo. Zapytany, czy nie wystraszył się odpowiedzialności po decyzji Piechniczka, który powierzył mu opiekę nad Maldinim w meczu z Włochami, odpowiedział: – Nie. Przed meczem czułem się bardzo dobrze. Byłem świetnie przygotowany. Cieszyłem się, że zagram przeciwko wicemistrzom świata. Czułem, że nie będzie źle. Zremisowaliśmy wówczas 0:0.

Inny przykład, z czasów jego występów w Admirze Wacker Modling:

– Czujesz się na siłach występować w polskiej kadrze?
– Ostatnio graliśmy z Groclinem i grał przeciw nam ten… Z kadry, po kontuzji… Jak on się nazywa?

– Sobolewski.
– O, właśnie on. Pytałem Tomka Iwana czy to ten sam, który występował w reprezentacji i jak usłyszałem, że tak, trochę się zdziwiłem. Kontuzja kontuzją, ale gorszy na pewno nie jestem.

– Sobolewski to nie jest twój jedyny rywal. Kukiełka, Lewandowski…
– Kukiełka to niezły piłkarz, ale wiecznie kontuzjowany.

Recenzja Christophera Dauma, który prowadził Leverkusen, Austrię Wiedeń, a więc i Adama:

– Może nie dostawałem szansy, bo Daum za dużo wciągał do nosa i na treningach niewiele widział…

I jeszcze pamiętna historia, opisana przez „Super Express”:

– Śmierdzisz Polską – krzyknął przed telewizyjnymi kamerami reprezentant Austrii, Dietmar Kuehbauer. Obrażony Polak rzucił się na austriackiego chama. Obaj piłkarze, zamiast udzielać wywiadu, skoczyli sobie do oczu i zaczęli się bić.

Ta scena pokazywana jest od wczoraj we wszystkich austriackich wiadomościach sportowych. Po meczu Mattersburg – Sturm Graz (1:1) Polak czekał przed kamerą, aby udzielić wywiadu. Miał go udzielić razem z Kuehbauerem. Austriak, który wkrótce zagra przeciwko Polsce, stwierdził: – Z tym śmierdzielem wywiadu nie udzielę! Śmierdzisz Polską!

– Ty wieśniaku! Weź swój traktor i wyp… stąd, zanim cię zabije! – odkrzyknął polski pomocnik po niemiecku. Mówiąc o wieśniaku użył słowa „bauer” (chłop), w nawiązaniu do nazwiska Kuehbauer (…). Gdyby nie zdecydowana interwencja innych, doszłoby do bójki.

– Czekałem na łobuza pod szatnią, żeby mu porządnie dołożyć, ale nie mogłem go namierzyć. Jestem cały podrapany po tych szarpaninach z s…synem – mówi „Super Expressowi” wciąż wściekły Polak. – Nienawidzimy się z nim od dawna, już w Bundeslidze mieliśmy na pieńku. A w Austrii nie ma meczu, żebyśmy nie dostali za starcia ze sobą żółtej czy czerwonej kartki. W sobotę też było ostro i za faul na nim otrzymałem żółtą. Trzy lata temu pauzowałem za faul na nim przez trzy mecze i dostałem pięć tysięcy euro kary, bo okazało się, że w ferworze walki złamałem mu nos.

Poza boiskiem też nikomu nie popuścił. Był zadziorem, a za swoimi szedł w ogień. – Zdarzało się, że się pobiliśmy, ale to normalne, jak to dzieci. Brat za bratem też zawsze stanął, jeśli widział, że się z kimś szarpię, to stawał w mojej obronie, skoro byłem młodszy – wspomina brat, Łukasz. A ojciec, pan Ryszard, dodaje: – Kiedyś na dyskotece Adam był z Łukaszem i jacyś inni goście napadli na Łukasza. No to Adam włączył się w to, pomógł mu.

080420PYK141fot. FotoPyK

O wielu piłkarzach w historii polskiej piłki można mówić jako o charakternych. Ale jeśli ktoś miałby stanowić punkt odniesienia, wyznaczyć maksymalną wartość na skali waleczności, to tylko on.

11 czerwca 2008 roku w swoim mieszkaniu w Klagenfurcie Adam Ledwoń popełnił samobójstwo.

– Wykręcił do mnie jakiś austriacki nieznany numer i okazało się, że to Kazik Sidorczuk dzwoni. Dla mnie to było dziwne, bo z Kazkiem rzadko rozmawialiśmy. Powiedział, że ma złą wiadomość dla mnie. Pomyślałem: Adam się pobił w knajpie, była rozróba, wypadek samochodowy. Cokolwiek. Gdy powiedział, co się stało, rzuciłem telefonem w ścianę. Byłem w szoku, bo po prostu w to wszystko nie wierzyłem. Nigdy bym nie powiedział, że jest z nim źle. Gdybym wiedział, że ma depresję, to wsiadłbym w samolot i od razu mu pomógł. Nie dał po sobie niczego poznać – mówi brat piłkarza, Łukasz Ledwoń.

– Trochę ochłonąłem po tym wszystkim, co się stało, ale trudno dojść do siebie po takiej tragedii, po śmierci syna. Co sobie to odświeżę, to mięknę od razu. Nie lubię tego. Jak włożę jakąś starą kasetę, trudno mi to oglądać na nowo – ojciec Ryszard.

28554979_1591895660864199_2045340941_o

– Dla mnie to był szok. Nie mieliśmy większego kontaktu po jego odejściu z GKS-u, ale to był człowiek twardy, wojownik na boisku i poza nim. Ktoś inny? Może. Ale on? Nie… Nie dało się wyczuć w nim słabości psychicznej – Piotr Piekarczyk.

Rozmawiałem z Adamem niedługo przed jego śmiercią, to była normalna rozmowa, śmiechy-chichy, nie dał niczego po sobie poznać. Szok jest przy każdej śmierci, ale tym bardziej, gdy umiera człowiek tak silny i młody. To samobójstwo w ogóle do niego nie pasowało, że taki gość, z taką mocną osobowością, może targnąć się na swoje życie. Każdy z nas przyjął to z niedowierzaniem – Sławomir Wojciechowski.

Pierwsza myśl była taka, że w to nie wierzyłem. No bo jak można popełnić samobójstwo? Nie docierało to do mnie. No ale jak widać rodzinne sprawy wpłynęły na to, że się chłopak załamał. Najgorsze jest to, iż takich rzeczy nie widać. Jak ktoś ma rękę złamaną, to daje się ją w gips i każdy o tym wie. Jak kogoś boli nerka, to nie widzimy, ale wtedy wyje się z bólu. A jak ktoś ma problemy psychiczne, to trudno jest to dostrzec, zanim zrobi się za późno – Piotr Świerczewski.

 Nie wiedzieliśmy, czy robić program, czy nie. Nie wiedzieliśmy, jak zareagować. Dotarło to do nas tuż przed studiem albo już w trakcie studia. Zakończyliśmy program zaraz po tej wiadomości, bo co można mówić, gdy zdarzyła się taka tragedia. Wychodziliśmy z założenia, że futbol przedstawiamy profesjonalnie, ale przy tym humorystycznie, więc tym bardziej nie chcieliśmy kontynuować. Uznaliśmy, że to nie czas na chichranie się, na takie błahostki – Bożydar Iwanow.

Każda śmierć jest szokiem. Chyba nigdy nie można się na nią w stu procentach przygotować. Nawet jeśli ktoś usłyszał wyrok i lekarze dają mu trzy miesiące życia, to dla jego bliskich zawsze jest to termin odległy, absurdalny, wręcz nieistniejący. Gdy ten dzień jednak nadchodzi, jakkolwiek dobrze trzymać gardę i tak dostaje się cios, a opadając na deski, przez głowę przechodzi myśl, że to wszystko i tak wydarzyło się za szybko. Co więc powiedzieć, kiedy odchodzi osoba taka, jak Adam? Mocna fizycznie, to raz – uprawiał przecież zawód specyficzny, wymagający przygotowania kondycyjnego i siłowego na najwyższym poziomie. Grał też na pozycji, która rzucała go w środek boiskowych wydarzeń. Dwa: ze wspomnień jego bliskich wyłania się obraz człowieka niezwykle mocnego psychicznie, lidera, gościa pozbawionego strachu.

Każdy, tylko nie on.

A jednak.

Lecz problem Ledwonia nie zaczął się przecież 10 czerwca tamtego feralnego roku. Artykuły traktujące o problemach z psychiką piłkarza można znaleźć już na początku jego kariery, w czasach gry w GKS-ie Katowice. „Sprawa Adama L.”: Po pierwsze pytanie, czy jest w ogóle sprawa Adama Ledwonia. Nie przyjechał w czwartek na dopołudniowy trening. Tłumaczył się „podłamaniem psychicznym”. Podobno obarcza się winą za kilka straconych przez GKS bramek i punktów. Ma kłopoty osobiste. W niedzielę grał w drużynie rezerwowej GKS Katowice. I to wszystko? Mamy nadzieję, że tak. Adam Ledwoń w dobrej formie potrzebny jest nie tylko GKS Katowice na ligę i europejskie puchary, ale także młodzieżowej reprezentacji Polski.

28408024_1590528667667565_1859959587_o

Piekarczyk: – Starałem się go wychowywać. Gdy na przykład nie przyjechał na trening, czy się spóźnił, to rozmawiałem z nim o tym. Tłumaczyłem mu: Adam, ja 15 lat grałem i się nigdy nie spóźniłem, nie opuściłem treningu. Miał głupie tłumaczenia, a wiadomo było, o co chodzi. Czasem wówczas kruszał, potrafił się rozpłakać, mimo że był hardy. Czy były to jednak szczere łzy?

Dużo mówiło się też o trudnym środowisku, w jakie piłkarz wpadł w Opolu. Dalej Piekarczyk: – Żona nas prosiła, żebyśmy go temperowali. Wędkę mu daliśmy, braliśmy na ryby, pilnowaliśmy go, ale czasami był nie do powstrzymania. Taki miał charakter, wyszedł z trudnego towarzystwa w Opolu i ono było silne, telefon zadzwonił i jechał. Niejednokrotnie żałował, przepraszał, nie był taki, że robił po swojemu i nic go nie obchodziło. Jednak jak telefon dzwonił, to często jechał. W latach młodzieńczych Adama w GKS-ie jego kłopoty były zamiatane pod dywan. Wielu ludzi, patrząc na to przez palce, zamiast mu pomagać, robiło krzywdę.

Na pewno problem trudno było zlokalizować, przecież nawet gdy Adam mówił, że kiedyś się powiesi – jak przed meczem z Austrią, jeśli Polacy mieliby go nie wygrać – każdy traktował to jak żart. Wspominając ostatnie dni Adama, Bożydar Iwanow przypomina sobie jednak pewne niepokojące sygnały. – W jego oczach było coś dziwnego. Czułem w nich niepokój, jakby myślami znajdował się gdzieś indziej. Podczas naszego pobytu w Bad Waltersdorf, w studio był ciałem, ale jakby go nie było. Pamiętam, że Tomek Hajto musiał mu pożyczać bodaj krawat albo pasek do spodni, żeby przypiął mikroporty, bo sam zapomniał.

Że nie wszystko jest w porządku czuł też ojciec. – Adam poszedł do studia Polsatu, był Borek, Boniek bodaj. Nie dawało mi spokoju, że wtedy wyglądał jakoś tak niechlujnie. Zawsze lubił się dobrze, elegancko ubrać, a wtedy nie miał krawata, koszulę jakąś nie taką. Zadzwoniłem potem do niego, to uspokajał: „tato, czasami i tak musi być”. To nie dawało mi spokoju.

Wciąż to jednak bardziej na zasadzie „wydawało mi się” niż „dostrzegłem u Adama poważny problem”.

Nie było tajemnicą, że Ledwonia trapią kłopoty osobiste. – Wszystko to, co się stało, miało związek z żoną. Konflikt między nimi już trochę trwał. Syn miał swój charakter, ona swój, nie było między nimi porozumienia, nie dogadywali się. Swoje zrobiły pieniądze, jak były, to kobiety obrastały w piórka, robiły z siebie nie wiadomo jakie paniusie. Mariola, kiedy on był na meczach czy zgrupowaniach, wyjeżdżała do Opola, zostawiała go samego. Z tym nigdy nie mógł się pogodzić, nie rozumiał tego. W końcu żona wyjechała od niego całkowicie, bez słowa. To było jakoś w kwietniu, kilka miesięcy przed tym, kiedy to się stało. To go ostatecznie załamało, nie wytrzymał psychicznie. Miałem do niej trochę pretensji. Jego wina też w tym była, mówię o tym pół na pół. Może gdyby czasami inaczej postąpił, swój związek jakoś poskładał, byłoby okej. Do dziś pretensje mam do niej tylko o to, że wyjechała stamtąd, nic nie mówiąc, jak złodziej. Pozabierała karty, a Adam został na lodzie. Był to jeszcze rok szkolny, Adam dostał telefon ze szkoły, gdzie są dzieci. Sam był zaskoczony, nie wiedział, co jest grane. Krew mnie zalewała, bo trenował w Kaernten, po czym od razu wsiadał w samochód do Opola, tam, gdzie wyjechała Mariola. I tak co parę dni – Kaernten-Opole-Kaernten. 500 kilometrów w jedną stronę. Denerwowało mnie to. Ale on dążył do tego, aby się z nią jakoś porozumieć. Słyszałem, że był moment, że zapaliło się światełko w tym tunelu, ale szybko zgasło. Jak ostatni raz wyjeżdżał od nas z domu, mówiłem do żony, żeby jechała z nim, żeby nie przebywał tam sam. Ja bym pojechał, ale pracowałem wtedy w Niemczech, nie było szans na jakiś urlop. Żona powiedziała tylko, że on nie potrzebuje nikogo z nas, tylko swojej żony. No i pojechał sam. A potem ni stąd, ni zowąd, stała się ta tragedia – opowiada tata Adama.

28460792_1591895610864204_2010563355_o

Kłócili się, żona się spakowała, zabrała dzieci i wyjechała, ale nikt nie myślał, że on z tego powodu popełni samobójstwo. Adam chciał zerwać kontrakt w Klagenfurcie i przenieść się do Admiry, skąd było bliżej do Opola. Do końca sobie nie wyjaśnili co i jak, nie mam jednak kontaktu z żoną Adama, dokładnie więc nie wiem, na czym stanęło. Adam twierdził, że daje radę i wszystko prostuje. Nie chcę w tym grzebać, 10 lat minęło. Stało się, jak się stało. Moje pretensje do niej Adamowi życia nie wrócą – mówi brat piłkarza.

Mama Ledwonia: – On przed popełnieniem samobójstwa napisał list do Marioli. Nie ujrzał światła dziennego. Oddaliśmy go żonie. Było w nim, że ją kocha, że kocha dzieci, żeby się nimi zaopiekowała. I koniec. Brat dodaje: – I że Adam przeprasza za wszystko.

Nie jest również tajemnicą, iż Ledwoń lubił wypić, choćby wtedy, przed tragedią, w jego domu trwała kilkudniowa impreza. – Masa znajomych przyjechała. Potem czytałem, że podejrzane było, że przy jego ciele znaleziono butelkę wódki, bo on wódki nie pił. Ale ta nie należała do niego, tylko któregoś ze znajomych. Z Kluczborka, z Opola, z Katowic dużo ludzi się zjechało. Jak zaczęły się problemy rodzinne, zamiast rozwiązywać je normalnie, próbował to robić z pomocą alkoholu. Kieliszek nigdy nie pomoże uporać się z kłopotami, nie dał sobie tego powiedzieć. Ale to był dorosły człowiek, nie mogłem całe życie prowadzić go z żoną za rękę. Próbowaliśmy wpływać na niego, ale niewiele to dało. Skończyło się tak, jak się skończyło.

Przed tym, co się stało, rozmawiałem z Adamem przez telefon, powiedział mi, że wyjechali od niego goście, którzy byli w Austrii przy okazji Euro. Stwierdziłem, żeby wyluzował, bo już się zameldował w klubie na chorobowym, trzy dni na to wykorzystał. Spytałem, gdzie jest, odpowiedział, że w knajpie, wypije dwa piwa na kaca i wraca do domu spać – mówi brat.

– Adam musiał to zrobić na skutek krótkiego, sekundowego impulsu. Chwilę później już by tego nie zrobił. On tak działał. Najpierw robił, potem żałował. Szalał, by po chwili być spokojnym jak baranek. Gdy coś mu się w głowie zapalało, nikt go nie mógł zatrzymać. Tylko on sam! I zatrzymałby się, gdyby nie zabrakło mu czasu – mówił jego znajomy w tekście, który opublikowaliśmy na Weszło po samobójstwie piłkarza.

Problemy rodzinne, alkohol, skłonność do podejmowania nieprzemyślanych decyzji. Dopasowując elementy tej układanki możemy twierdzić, iż właśnie one skłoniły Ledwonia do takiego kroku. Ale w sumie chyba nawet nie chodzi o to, by bawić się w psychologa i szukać odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Trzeba zrozumieć jak wielkim i jednocześnie piekielnie trudnym do dostrzeżenia problemem jest depresja. I że pod żadnym pozorem nie można lekceważyć najdrobniejszych niepokojących sygnałów, tłumacząc się, iż „tej osoby to na pewno nie dotyczy”.

Bo nawet najtwardsi z pozoru ludzie, którzy – tak się przecież w przypadku piłkarzy wydaje – mają w życiu wszystko, czego dusza zapragnie, od wewnątrz mogą być trawieni przez niewidzialnego intruza. Intruza tak perfidnego i tak przebiegłego, że był w stanie przekonać silnego, charakternego człowieka, Adama Ledwonia do targnięcia się na własne życie.

SZYMON PODSTUFKA
PAWEŁ PACZUL

KOMENTARZE (65)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Habanero
Las Palmas

Oczywiscie bardzo szkoda goscia, ale pierwszy raz słyszę żeby ktos musial kryć przez cały mecz stopera (Maldiniego), chyba ze chodzilo o stałe fragmenty, ale polska myśl szkoleniowa nie takie już innowacje wprowdzala

Paweł Paczul

Maldini grał na boku obrony i Ledwoń miał ograniczać jego wejścia w ofensywę.

marcinw13

Otóż to. Maldini bardzo długo grał jako lewy obrońca podłączający się do akcji ofensywnych. Zamiast wypisywać bzdurną krytykę, obejrzyj człowieku parę spotkań z dawnych lat, poczytaj jakieś stare gazety, to może się dowiesz, że Maldini kawał czasu był jednym z najlepszych lewych obrońców na świecie.

Habanero
Las Palmas

mimo wszystko opiekowanie się bocznym obrońcą uważam za absurdalne

SzymonP

Wg dzisiejszej nomenklatury to Maldini grał wówczas jako wahadłowy, a nie jako boczny obrońca. Obie drużyny grały podobnym ustawieniem – z ostatnim stoperem/libero, dwoma tzw. kryjącymi obrońcami, dwoma wahadłowymi, którzy biegali wzdłuż linii itd. Maldini grał jako lewy wahadłowy u Włochów, a Ledwoń jako prawy wahadłowy u nas, dlatego cały mecz grali na siebie i kryli się nawzajem indywidualnie. W ogóle krycie indywidualne było wówczas standardem (w tym meczu furorę zrobił Skrzypek, który indywidualnie krył przez 90 minut Zolę i wyłączył go z gry zupełnie) i stosowane było chyba nawet częściej niż strefowe.

marcinw13

I dlatego nie jesteś trenerem. Bo każdy normalny trener w okresie gry Daniego Alvesa w Barcelonie powinien mu dawać plastra z uwagi na jego ultra-ofensywną grę na skrzydle.

Maldini aż tak ofensywnie nie grał, ale Piechniczek uznał, że trzeba dać mu krycie, bo włoscy pomocnicy w tym meczu byli ustawieni tak, żeby Maldini mógł wjeżdżać skrzydłem.

Piechniczek za drugiej kadencji był fatalnym trenerem (tylko Smuda i Boniek byli gorsi od niego), ale akurat w tym meczu jego założenia okazały się słuszne i Włosi gola nie strzelili. A tamte Włochy były jednak drużyną „trochę” mocniejszą niż dzisiejsze.

Kamien

I jeszcze mogło być 1-0 dla nas gdyby Paweł Wojtala trafił z główki z paru metrów do praktycznie pustej bramki Peruzziego. Mam ten obraz do tej pory przed przed oczami.

Kamien

I jeszcze mogło być 1-0 dla nas gdyby Paweł Wojtala trafił z główki z paru metrów do praktycznie pustej bramki Peruzziego. Mam ten obraz do tej pory przed oczami.

Habanero
Las Palmas

plastra bocznemu obrońcy??? w takim razie chyba bardzo mało jest w dzisiejszej piłce normalnych trenerów

VIKING
GermanIa Königshütte

Habanero, ty jakiś down intelektualny jesteś?! Tłumaczą ci jak krowie na miedzy że boczni obrońcy w tamtym czasach kreowali nowy trend że zasuwali lewą lub prawą stroną boiska wspomagając zagrania ofensywne drużyny. Ucz się jełopie bo cienko z tobą synku sowiecki. Takim charakterystycznym obrońcą był wtedy Brazylijczyk Cafu.

FC Bazuka Bolencin

Dani Alves to akurat największą robotę jako wahadłowy robił jeszcze w czasach Sevilli. W Barcelonie z tym systemem i stylem gry to każda szybka techniczna dupa wołowa robiła by to samo co on. Nie umniejszając tego co robił.

tss

Ekstra są te wasze podwójne standardy. Tutaj psychopata polujący z rozmysłem na rywali to ‚walczak’ i ‚charakterny’, a w lidze jak ktoś zrobi wślizg zbyt wysoko to wrzask że pojeb i pół roku zawieszenia dla niego.

Joshua

Z Tetteha zrobili prawie morderce…

Terel88

Opowieści pana Szamotulskiego są niewiele warte(jak bajka o biegającym wokół boiska Włodarczyku)

kp_ldz

No to proszę: https://www.transfermarkt.pl/spielbericht/index/spielbericht/55409 Pewnie chhodziło o Kuhbauera

koster

ja pierdole – jak wy znajdujecie takie gówna z okresu jurajskiego?

Lukas

Wojciechowski tez odlecial niezle – gdzie Ledwoniowi do Krychowiaka ? Krychowiak przy nim to wirtuoz.

DrMabuse
Wisła Kraków

Zdecydowana większość piłkarzy z tamtego okresu idealizuje cale swoje pokolenie. Mają kompleks wobec obecnych zawodnikow – tak pieniedzy jak osiagnięć.

Sławomir Toczek
Polskie Składy Budowlane

Dodam tylko małe porównanie z europejskich pucharów:
Ledwoń – 5 meczów w Pucharze Uefa w barwach GKS Katowice
Krychowiak – czołowy piłkarz zwycięzcy rozgrywek, min gol w finale

magdaLena

identyczne odczucie miałam i raczej skłaniałabym się do tego, że nie depresja ale jakaś inna jednostka choroba w psychiatrii

DrMabuse
Wisła Kraków

Dwubiegunowka. Agresywne pobudzenie na zmianę z depresją.

Isabelle Łykalska-Puszczalska
Warta doznań

Haha, usunęliście mój komentarz. Jeszcze raz:

Imponuje Wam wpierdalanie się sankami w przeciwnika w pierwszej minucie meczu? Albo darcie mordy i zachowywanie się jak idiota stojąc twarzą w twarz z innym człowiekiem? Niby taki silny charakter a zrobił sobie kuku. Czyli słabiak był. Najsłabsi odpadają.

Lukas

Nie tylko Twój , mój komentarz tez usuneli. Albo imponuje Wam gdy kierowca jedzie pod prad na autostradzie , zderza sie czolowo z PRAWIDLOWO jadacym autem i kiedy to prawidlowo jadace auto PLONIE , kierowca z tego pierwszego ucieka z miejsca zdarzenia , niewiedzac w jakim stanie sa pasazerowie drugiego pojazdu ?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Dodać warto, że wspomniany kierowca potem miał ubaw, że kierująca drugim pojazdem straciła w wypadku zęby.

Benis Jądro
K S K 1953

Widzę, że wszyscy czytali Szamo. No cóż, mi niestety również po lekturze tych opowieści to nazwisko kojarzy się przede wszystkim z… (tu szukam dobrego słowa aby nie obrazić pamięci osoby zmarłej) kimś skrajnie nieprzewidywalnym w niedobrym tego słowa znaczeniu.
Ale ogólnie szkoda chłopaka. Niestety miks choroby psychicznej (dwubiegunówka?) z alkoholem to bardzo niebezpieczne połączenie.

marcinw13

Po przeczytaniu tekstu przyszły mi do głowy dwa spostrzeżenia. Ok, facet grał brutalnie, ale charakter boiskowy miał. W obecnej piłce jest już coraz mniej takich ludzi z charakterem. Na murawach brylują płaczki i symulanci pokroju Gejmara, Krystyny, Busquetsa, Alby i im podobnych. Charakterniaków jest coraz mniej. Mimo wszystko, szkoda.

Druga rzecz tyczy się naszej ligi. Czy po latach ktokolwiek będzie pamiętał, będzie identyfikował się z takim Tettehem? Nie sądzę. A myślę, że są wciąż ludzie, którzy lubią takich boiskowych walczaków jak Ledwoń czy Świerczewski albo Jacek Wiśniewski. To byli ludzie stanowiący o charakterze nie tylko swoich ekip, ale i całej ligi. W tej chwili e-klasa to śmietnisko pseudo-grajków z całej Europy, o których za parę lat nie będzie pamiętał nikt w tym kraju. To zajebiście smutne.

Kiedyś ludzie chodzili na gieksę, bo wiedzieli, że na boisko wyjdzie taki oszołom Ledwoń i da się pokroić za własną drużynę nawet jeśli akurat zdemoluje tego czy tamtego gościa.
Czy ktoś chodził na Tetteha?

Piłka nożna to jest (był?) sport kontaktowy. Czy tego chcemy, czy nie, czasem ktoś komuś zrobi krzywdę. Wolę takich zadziorów jak Ledwoń czy, zachowując wszelkie proporcje, Gattuso niż żałosne, strzelające fochy, cipy, duże rozkapryszone bachory pokroju Krystyny.

Spektakularny

Ty je wolisz kolego, ale nie wydaje mi się by ofiary ich ataków to wolały. Chciałbyś móc realizować marzenia i grać w piłkę, zarabiać dobry hajs, a nagle jakiś psychol łamie Ci nogę i nara koniec kariery? To niszczy ludziom życia i powinno być karalne jak napaść.

marcinw13

Powinno być karalne, ok. Weźmy takiego Roya Keane. Byłem (i jestem) jego wielkim fanem, ale uważam, że za złamanie nogi Haalandowi powinien był oberwać po uszach dużo bardziej niż oberwał. Po pierwsze prokurator, a po drugie dyskwalifikacja na czas leczenia poszkodowanego.
Nie wiem czy którykolwiek z komentujących powyżej kiedykolwiek faktycznie wyszedł grać na boisko pograć w piłkę w meczu o jakąkolwiek stawkę, ale jak gra się o coś, to nie ma przebacz, jest walka. Tak wyglądała „duża” piłka. Jak nie chcesz walki, walenia się łokciami, szarpania za koszulki, cięcia po achillesach, to idziesz grać na halę gdzie tego praktycznie nie ma.

Nie chwalę „tej starej” piłki bezkrytycznie, bo przecież jej minusem, i to dużym, było to, że najlepsi ofensywni piłkarze często dość szybko kończyli granie z uwagi na zajechanie organizmu – np. Van Basten lub Ronaldo. Ale mimo wszystko szkoda, bo piłka nożna to był męski, kontaktowy sport, teraz to sport dla nażelowanych pajaców i symulantów przewracających się przy najlżejszym podmuchu wiatru.

Lukas

Problem w tym ze pilka nozna polega na graniu w pilke , jak chcesz sie bic to wybierasz sporty walki.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Zadziora, a bandyta, to jednak różnica. Wiesz, że Ledwoń był jednym z niewielu ludzi, których nie cieszyło wejście Canal Plus do polskiej piłki? Więkoszość cieszyła się ze sporej kasy, a Ledek się wkurzał, że przez wysoki poziom relacji z meczów, dużą ilość kamer i szczegółowe powtórki nie mógł już bezkarnie łamać nosów. Ot walczak. Sorki, ale nie.

stop zmianom na weszlo

źródło tych bzdur ?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Grzegorz Szamotulski. Czyżby Szamo kłamał?
„Gramy w Admirze, przeciwko nam Radek Gilewicz. Adam atakuje go łokciem
i celowo łamie nos, „Gilu” zalewa się krwią. Jeszcze podczas meczu Adam cały
w skow​ron​kach pod​bie​ga do mnie i ra​do​snym gło​sem mówi:
– „Sza​mo”, ale sia​dło, ale chrup​nę​ło! Baj​ka! Czy​ściu​teń​ko!
A już po za​koń​czo​nym spo​tka​niu wzię​ło go na wspo​mnie​nia:
– Kiedyś były piękne czasy w polskiej lidze. Canal+ nie było, żadnych powtórek,
żadnych stu kamer, no i Marian Dziurowicz trzymał rękę na pulsie. Ty wiesz, ile ja
wte​dy no​sów zła​ma​łem?”

stop zmianom na weszlo

A to sorry, zwracam honor. Jeśli Szamo nie podfantazjował, to Adaś był psycholem

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Może pewne rzeczy podkoloryzował, by się lepiej czytało w książce (choć wątpię, by zrobił to akurat pisząć o Ledku), ale generalnie za dużo jest dość podobnych opowieści o Ledwoniu, które pochodzą od różnych ludzi, by w to wszystko wątpić.

Spektakularny

Nie od dziś wiadomo, że w dużej mierze za karierami piłkarzy pośrednio stoją ich żony. Jak typ ma ogarnietą żonę (rzadkość), to nie będzie musiał się martwić. Jednak te łase na kasę ku*** często potem niszczą zawodników psychicznie i zabierając im dobra materialne. Żurawski o tym wspominał też m.in.

marcinw13

Dobrym przykładem jest Kamil Kosowski, który w dużej mierze przez problemy rodzinne nie zrobił takiej kariery jaką mógł i powinien zrobić.

Spektakularny

To samo miał właśnie w penwym momencie Żurawski, którego kariera mocno wyhamowała. To samo tez pisałem przy transferze Kapustki do Leicester, że jego wymalowany kaszalot go udupi

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Pewnie masz rację, ale w przypadku Ledwonia, to jednak największym problemem był Ledwoń.

Byly_Ubek

Nie masz żadnych racjonalnych podstaw by tak twierdzić. Ledwoń nigdy nie słynął z ekscesów małżeńskich, bicia żony, czy tego typu historii. Natomiast jego żona wielokrotnie zachowywała się niestosownie, korzystając z pieniędzy, ale zostawiając go samego.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Podstawą do tego co, napisałem są relacje ludzi, którzy Ledwonia znali. Kilka tekstów na jego temat powstało. Duży rozdział poświęcił mu w swojej biografii Szamo i o zachowaniu Adama wobec żony też tam było. Zarówno o tym, że bardzo Mariolcię kochał, jak i o tym, że bywało burzliwie. Ja nie chcę mówić za wiele o relacjach rodzinnych Ledwonia, zaznaczam tylko, że znajomi Ledka opisują go, jako człowieka bardzo skomplikowanego i ciężkiego do ogarnięcia, szczególnie po alkoholu. Nie wiem jaka była żona Ledwonia, wiem, że on święty nie był, więc sprowadzanie problemów do tego, że „baba go zostawiła” jest zwykłym uproszczeniem. Czasem baba naprawdę ma powody, by odejść i nie zawsze jest to kasa albo jej brak. Jak było tu, nie wiem. Proszę tylko o szerokie, niejednotorowe spojrzenie.

Byly_Ubek

Czytałem książkę Szamo i nie było tam nic nadzwyczajnego na temat Ledwonia co by nakazywało twierdzić, że w życiu prywatnym był negatywną osobą. Poza tym gość taki był zawsze i baba wiedziała na co się pisze od samego początku. To nie był gość, który nagle zaczął świrować z jakiegoś powodu. Widziały gały co brały. Natomiast Szamo też był i jest określany jako furiat i pojeb czyli podobna stylówa co Ledwoń. Dla mnie natomiast Ty silisz się na jednotorowe uproszczenie, że w tym przypadku to Ledwoń był problemem, także spójrz najpierw na to co sam piszesz, a potem puszczaj apele do innych.

FC Bazuka Bolencin

Żuraw wspominał bo znał z autopsji.

marcinw13

Apropo tych „złych kobiet” i biednych, oszukanych przez nich piłkarzy. Ok, kobitki były złe, ale czy ktoś panom piłkarzom kazał wybrać akurat ten wadliwy model? Czy ktoś kazał Kosowskiemu czy Ledwoniowi robić dzieci z takimi a nie innymi kobitkami? Kobiety bywają wredne, ale to podobno faceci są od logicznego myślenia. Nie? 😉

FC Bazuka Bolencin

To też jest istotny fakt. Staram się nie wrzucać wszystkich do jednego wora i nie oceniać po wyglądzie i pozorach; ale skoro biorą sobie takie lale które tylko leżą i pachną i służą głównie do podnoszenia ego przed kolegami, to potem niech się nie dziwią że jest jak jest.

Spektakularny

To prawda, podejrzewam, że oni są po prostu intelektualnie na tym samym poziomie z tym, że te kobiety degradują się mentalnie, bo siedzą na dupach i opływają w bogactwa swojego męża piłkarza

Spektakularny

Swoją drogą wychwalanie takiego po*eba boiskowego też jest kpina. W Austrii też swoją drogą nie miał jakichś rewelacyjnych notowań. A to porównanie go do Krychowiaka to tylko mogę napisać: XD

Ale zgodzę się, że niektóre ligi są niekiedy pomijane. Wtedy austriacka czy ukraińśka, dziś dziwnie patrzy się np na Championship

marcinw13

Bo tak patrząc prawdzie w oczy, to był przeciętny grajek bez jakichś szczególnych zalet. Gdyby był nieprzeciętny, to nie grałby w Austrii.

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

Było jak poszedł zobaczyć babe bez zębów w szpitalu którą sam tak załatwił?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Do klu​bu przy​cho​dzi Adam, z za​ban​da​żo​wa​ną gło​wą, z ręką w gip​sie i na tem​bla​ku.
– Co ci się sta​ło?!
– Nic. Idę od​wie​dzić tę bab​kę, co je​cha​ła sa​mo​cho​dem z na​prze​ciw​ka.
– Ale…
– Przecież nie pójdę cały i zdrowy, bo ona się zdenerwuje! Muszę mieć jakieś
ob​ra​że​nia!
No i stał tak „Ledek”, udając poważnie rannego, przystrojonego we wszel​kie me​dycz​ne atry​bu​ty ofia​ry wy​pad​ku.
Kiedy odezwał się ponownie:
– A ja idę… Nig​dy nie wi​dzia​łem baby bez zę​bów! Ha, ha, ha!

Spektakularny

I ten tekst, że Ledwoń zupełnie nie wywiązywał się z poleceń taktycznych, ale był lepszy niż Krychowiak. Hah, a co jest ważniejszego dzisiaj niż taktyka?

Lukas

W dodatku zwlaszcza jesli gra sie na pozycji defensywnego pomocnika

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Śmierć młodego człowieka to zawsze tragedia, a ja nie mam zamiaru oczerniać Adama Ledwonia, ale coś mogę o nim powiedzieć, jako o zawodniku, bo pamiętam go z boiska. Walczak jak najbardziej, ale też gość, którego dziś weszlo nazywałoby boiskowym bandytą i wnioskowało o dożywotnią dyskwalifikację. Celowo faulujący rywali, celowo powodujący kontuzje (specjalność) łamanie nosów, często zachowujący się na boisku jak zwierzę… Nie gorszy od Krychowiaka? Pozwolę sobie nie skomentować… Wiele relacji osób z jego otoczenia mówi, że w życiu prywatnym też był konkretnym szajbusem, często bardzo niebezpiecznym dla otoczenia. Szamo określił go terminem „niezdrowo pierdolnięty”, a przecież to przyjaciel Ledwonia.
Dla mnie to strasznie smutna historia niezwykle pokręconego gościa. Bardzo żałuję, że się to tak wszystko skończyło, ale swoiste idealizowanie Adama Ledwonia, wybielanie go… Nie wiem po co to. Tą historię warto opowiadać co najwyżej ku przestrodze, ale pod warunkiem, że „bez cukru:.

Byly_Ubek

Nie wiem, czy to jest idealizowanie. Artykuł jest raczej bezstronny, nie gloryfikuje jego zachowań, raczej przytaczane są one w ramach ciekawostki bo to ciekawy człowiek był. To był niezły piłkarz, ale jeszcze z tej starszej szkoły gdzie piło się browar po meczu, a nie brało odżywki i biegło na sushi. Pamiętam go z boiska i to prawda, że był boiskowym bandytą, a jednocześnie piłkarzem bardzo charakternym i walecznym i piłkarsko naprawdę na dobrym poziomie. Nie srajmy się tak tym Krychowiakiem bo po pierwsze trochę inne czasy, trochę inne ligi i inna mentalność, ale od obecnego Krychowiaka spokojnie mógłby stanąć bez kompleksów i tak ogólnie wydaje mi się, że w takim Championship, czy nawet Premier League w drużynie grającej mocno fizycznie by się odnalazł. Nie dostał takiej szansy, wtedy Austria to dla polskiego piłkarza już było wielkie halo, a on w tej Austrii grał regularnie.

Nie jestem fanem boiskowych bandziorów, ale dla Adama i Materazziego wieczny szacunek bo bandziorów było i jest multum, a takie osobistości trafiały się sporadycznie.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Zgadzam się, że to inne czasy. Zgadzam się, że porównania są trudne, choć uważam, że Krychowiak czysto piłkarsko jest o wiele lepszy, choć może to rzeczywiście dyskusja troszkę o wyższości Bożego Narodzenia nad Wielkanocą, ale z jednym będę polemizował. Ledwoń z pewnością nie pograłby dziś w Premier League. Z taką głową, z takim zachowaniem na boisku byłby przydatny w czasach Vinni’ego Jonesa, czy Roy’a Keane’a. Dziś takich zawodników nikt nie chce. Zbyt brutalni. Dodatkowo Ledek raczej zbyt kłopotliwy, za trudny do prowadzenia. Przy jego zachowaniach Balotelli ze swoimi odpałami to przedszkolak, a szybko zewsząt wylatywał. Wyobrażasz sobie radość tabloidów po którym z numerów Ledwonia? Ja zwyczajnie tego nie widzę. Myślenie abstrakcyjne nie pomaga.

KanielOutis1

Chłopie, Roy Keane to był świetny piłkarz.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Oczywiście, wcale nie mówię,że nie. Mówię o cechach, które w moim odczuciu posiadał, a które dziś byłyby zdecydowanie bardziej piętnowane, niż wtedy.

Carlito

Tak, tylko szkoda, że przy okazji na boisku odcinało mu myślenie. Ludzie go chwalą, że taki charakterny, ale ciekawe, czy by nie zmienili zdania, jakby się im wjebał sankami albo jak temu Halandowi i wysłał na oddział ortopedii. Lubię ostrą grę, ale takie zagrania nijak się do niej mają, na szczęście (dla innych piłkarzy i ich zdrowia) czasy takich pojebów się skończyły.

Byly_Ubek

Troszeczkę przesadzasz, że dziś nie ma takich piłkarzy – są i mają się dobrze, choć najczęściej nie są to persony znane. Pamiętasz gościa, który (podobno) celowo połamał Żyrę? To był gość z Championship, regularnie tam grający i ponoć dość regularnie tak grający. Mnie się wydaje, że Ledwoń by się w takim Championship, czy Premier League(nie mówię, o wielkich zespołach, raczej dół tabeli) mógł odnaleźć przy właściwym trenerze, a nawet trochę zluzować bo tam ogólnie gra się twardo, a w Austrii było/jest raczej przeciwieństwo takiej gry. Myślę, że jego styl w Anglii, czy Szkocji by nikogo specjalnie nie zaszokował. Wymienia się tych kilka przykładów szaleństwa Ledwonia, ale czy on tak naprawdę kogoś mocno kontuzjował? Nie widziałem jego meczów w Austrii, ale wydaje mi się, że mamy trochę do czynienia z koloryzowaniem rzeczywistości, w tym przypadku na czarno. Tych kilka jego tekstów ‚patrz jak go dojadę’ zostało opisanych przez Szamo, tak jakby to się zdarzało nagminnie, tydzień w tydzień, a mnie się wydaje, że jednak aż tak źle z nim nie było. Podobnie z tą taktyką. Nie wierzę, że gość, który miał kompletnie w dupie taktykę był w stanie zrobić taką jakby nie patrzeć mocną karierę i to w dodatku zagraniczną. Mnie się wydaje, że problemem często mógł być trener i brak odpowiedniego podejścia. Do każdego piłkarza trzeba umieć trafić i nie każdy to potrafi.

Carlito

Ok, pewnie i dziś tacy się znajdą, ale chodziło mi przede wszystkim o najlepsze ligi, dawno nie widziałem takiego przecinaka jak Roy Keane, którego dotyczył mój komentarz. A Ledwonia już nawet za specjalnie nie pamiętam, kojarzę głównie z różnych opowieści. Może np. Szamo trochę podkoloryzował te historie (tak czy siak mogą one imponować co najwyżej 15latkom), ale i tak gość normalny nie był (niestety).

Porter

„Boi sie bokserów, judoków i zapaśników, więc bije sie z piłkarzami”. Tak o Ledwoniu powiedział jeden z kolegów z boiska. I miał rację. Jak on był taki kozak, to czemu nie uprawiał żadnego sportu walki, tylko terroryzowal słabszych?

Abominator

Często pomija się ten fakt, ale ok. 65% prób samobójczych (nie pamiętam dokładnie, widziałem te statystyki dawno temu) podejmowanych jest pod wpływem alkoholu. Najgłupsza możliwa opcja w przypadku wystąpienia jakichś istotnych stresów to iść sobie dziabnąć. Nie wiadomo, co strzeli do łba po pijaku, a po wytrzeźwieniu organizm dręczony jest stanami lękowymi (alkohol powoduje wyrzut wielkiej ilości kortyzolu).
Ubolewam, że u nas jest takie przyzwolenie na bycie moczymordą, a nawet na szykanowanie ludzi, którzy nie zachlewają się do zgonu jak gimbusiarnia. Abstynent postrzegany jest jako ktoś niemęski, niekończącą się listę minusów chlania bagatelizuje się, bo przecież „jak żyć w tym kraju na trzeźwo”.

Juri

pamiętam ten mecz z Włochami o którym mowa, zresztą jest fragment na youtube, zagraliśmy wtedy bardzo dobrze, to był najlepszy mecz za Piechniczka, oczywiście jego 2giej kadencji. główka Wojtali, ale co do Ledwonia to właśnie w tym meczu w jednym momencie pokazał wszystko co miał najlepsze- pamiętam jak przyjął piłkę pod Naszym polem karnym, i w pojedynkę praktycznie ruszył przez pół boiska na Włochów z kontrą, po drodze rozgrywając bajerę na klepkę z Kowalczykiem i przewracając jakiegoś Włocha:) był dużo szybszy od Włochów. poważnie należał mu się gol za takie poświęcenie że wtedy ta piłka nie wpadła to jednak było kurestwo

Albin Wikulski

Pamiętam tytuł okładkowy Piłki Nożnej po skończeniu telenoweli z transferem Ledwonia z Gieksy na zachód:
„Adam Ledwo(ń) uciekł”

fr33

Stany depresyjne po długim maratonie chlania i wypłukaniu z siebie mikroelementów to standard. Nie nazwałbym jednak tego depresją. Szkoda że nikogo przy nim wtedy nie było. Wystarczyła by doba dwie, dużo witamin i mikroelementów i by mu myśli depresyjne przeszły…

VIKING
GermanIa Königshütte

Pamiętam tamte czasy jak dziś. Marian „Magnat” Dziurowicz czerpał kasę z gwarectwa pełnymi rękami na stworzenie wielkiej gejksy. Zagrali trochę w ówczesnym Pucharze Zdobywców Pucharów. Przyszedł tam wtedy taki zjeb z Nowego Sącza jak P.Świerczewski. Właśnie on razem z A.Ledwoniem to byli dwaj boiskowi prowokatorzy. Pamiętam jak podczas któregoś ligowego meczu podbiegł pod tą ich słynną trybunę „blaszak” P.Świerczewski i bez krępacji wyjął i pokazał kibicom kutasa. W tamtych czasach nie było tylu kamer jak w dzisiejszych czasach bo miałby okazję pooglądać na powtórkach jaki był zjebany. Zresztą zostało mu to po dzisiejsze czasy bo nie tak dawno pobił kierownika drużyny Polonez Wiedeń podczas meczu towarzyskiego w hali o czym media się rozpisywały. Tacy to z nich bohaterowie. A Adamowi Ledwoniowi niech zwyczajnie po katolicku ziemia lekką będzie.

wpDiscuz

INNE SPORTY