Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Minęły raptem dwie wiosenne kolejki, a już dwóch trenerów straciło robotę. Ta liga jest niepodrabialna. Ekstraklasa weszła w 2018 z rozmachem wioskowego zabijaki, wyważającego na dyskotece wrota do remizy. Podczas gdy piłka nożna ewoluuje i zmienia się w korpofutbol, u nas wciąż trzyma się mocno strategia rządzenia godna Krisbutu/Papiernika Myszków.

Przykład – parafrazując oświadczenie B-B – z przysłowiowej dupy? Proszę bardzo, pouczająca lekcja historii piłki w Myszkowie przełomu XX i XXI wieku (za Wiki):

Po zakończeniu sezonu 94/95, na walnym zebraniu klubu 30 czerwca 1995 roku, podjęto uchwałę o zmianie nazwy klubu dodając nazwę „KRISBUT” i od tego czasu w Myszkowie działa klub, którego pełna nazwa brzmi KS Krisbut/Papiernik Myszków.

Rok 1997, rok jubileuszowy, jest rokiem ogromnej sportowej szansy. Po rundzie jesiennej klub z Myszkowa plasuje się na czwartym miejscu i tylko 3 punkty dzielą go od I ligi. Jednak Myszków nie wchodzi do I ligi.

Rok 1998, po fuzji z Zielonymi Żarki powstaje (M-ŻKS) Myszkowsko-Żarecki Klub Sportowy Rok 1999, po fuzji z Wartą Myszków powstaje KS Myszków

Następne lata to kryzys myszkowskiej piłki. W sezonie 2001/2002 następuje spadek do III ligi. Przed rozpoczęciem rundy wiosennej KS Myszków zmienia nazwę na Miejski KS Myszków i zalicza drugi z rzędu spadek o jedna klasę.

Czy uważam, że Jan Urban powinien trenować Śląsk Wrocław do końca świata i jeden dzień dłużej? Nie. Nie uważam. Uważam, że Jan Urban nie zgrzeszyłby, gdyby zsiadł z trenerskiej karuzeli, a potem spróbował odważnie postawić na to, co jest jego najmocniejszą stroną, czyli na pracę z młodymi. Nie twierdzę, że Urban powinien codziennie przebierać się w wysłużony dres Osasuny Pampeluny, wychodzić na orlik, a w przerwie od zarządzania gry w dziada wycierać nosy swoim podopiecznym. Ale akademii piłkarskich w Polsce powybijało więcej niż grzybów zeszłej jesieni. Są wśród nich duże, małe, być może gdzieś zrobiłby różnicę.

Czy uważam, że romans Bartoszka z Bruk-Betem B-B powinien być łatany wbrew wszystkiemu? Nie, bo to nie było ani „Przeminęło z wiatrem”, ani wieczorne filmy z różową panterą, tylko klasyczny przykład toksycznego małżeństwa, w którego lokalu socjalnym co i rusz dochodzi do szamotaniny, a podczas rękoczynów w ruch idą nawet brzeszczot i dynamo od roweru Wigry3. Może jedna strona znacznie częściej dorzucała do pieca, ale bezsporny fakt: czyrak urósł, trzeba było go przeciąć. Nie dało się dalej iść tą drogą.

Jednak to, w jakim momencie posłano Urbana i Bartoszka do pośredniaka jest tak poważne, jak zgłoszenie świni do zawodów w jeździe figurowej na lodzie.

Zima w Ekstraklasie to dwa miesiące świętego spokoju. Niezwykły dla każdego trenera czas, kiedy wreszcie można pracować, a nie łatać dziury na kolanie, w dodatku cudzą nicią i pożyczoną igłą.

Wreszcie jest czas, by potraktować samego siebie i swój fach poważnie. Spokojnie można wdrożyć autorską filozofię. Przekazać coś chłopakom, a nie tylko wybrać ludzi, którzy wsiądą w piątek do autokaru. Jak szczęście dopisze, może nawet uda się ubłagać zarząd o sprowadzenie zawodnika pasującego do preferowanych założeń taktycznych. Można dokonać drobiazgowej oceny posiadanego arsenału. Można sprawdzić co słychać w rezerwach, można zaprosić pięciu juniorów, można ich wystawić na poważnego rywala w sparingu.

Na to wszystko w ciągu sezonu po prostu nie ma czasu. Pamiętam jak Jacek Magiera na Lech Conference opowiadał o swoim grafiku w Legii. Pisałem wtedy:

Uderza w sumie jak niewiele jest czasu na faktyczną pracę i treningi w klubie, który gra w europejskich pucharach. Gdy Magiera pokazywał swój kalendarz, przeplatały się w nim mecze, podróże, dni odpoczynku dla piłkarzy, do tego wypadki losowe. Przykładowo dzień po meczu ze Sportingiem planowane były normalne treningi, ale przez przedłużającą się kontrolę antydopingową zamiast wsiąść w samolot tuż po północy, legioniści wylecieli po 3. W Warszawie byli o 7, na Łazienkowskiej o 8. Znowu normalna praca nie była możliwa. A przecież za moment mecz z Lechią, ówczesnym liderem, do którego Legia traciła dwanaście punktów.

Oczywiście to przypadek ekstremalny, bo Legia grała wtedy w Lidze Mistrzów, ale realia są cholernie trudne. Za chwilę mecz, za chwilę wyjazd, za chwilę powrót, dzień odpoczynku i w koło Macieju. Czasu zawsze podczas sezonu jest za mało.

Zarówno Bartoszek jak i Urban byli na cenzurowanym już w grudniu. Trzymali się stołka jedną ręką, a później już tylko małym palcem. Ale dowieźli posadę do świąt. Potem dwa miesiące uczyli zawodników swojej strategii na wiosnę. Wprowadzali własne metody przygotowania fizycznego. Uczyli, że Mirek ma podać do Andrzeja przy kontrze, a nie odwrotnie.

Teraz wszystko do zaorania. Tak ważny dla życia drużyny czas wyrzucono przez okno.

Rozumiem, że w przypadku Urbana w grę wchodziła polityka. Najpierw za trenerem wstawiał się Dutkiewicz. Jeszcze w styczniu Śląskiem rządził Bobowiec, który chciał dać Urbanowi czas. 8 stycznia jednak wyleciał sam Bobowiec. Taki, a nie inny moment zwolnienia Urbana, w dodatku w pakiecie  z Matyskiem, dla mnie jest czytelnym sygnałem – nowe władze szukały tylko powodu, żeby pozbyć się ludzi starej władzy.

No cóż, to trzeba było mieć jaja i podziękować im z miejsca. Tadeusz Pawłowski na pewno nie obraziłby się na miesiąc spokojnej pracy z zespołem. Szanse na zrealizowanie celów, jakie założył sobie Śląsk, też byłyby znacznie większe. A tak same straty.

Nieciecza? Jeśli Bartoszek otwarcie przyznawał, że nie miał żadnego wpływu na to jakich zawodników fundują mu rządzący klubem, to pokazuje jasno, że mieliśmy tam do czynienia z poważnym kryzysem zaufania. Zieliński ląduje na wariackich papierach, na razie ucząc się imion swoich piłkarzy, poznając podziały, grupki, problemy. Zanim rozezna, kto umie tu kopnąć piłkę prosto, a kto krzywo, kogo przerasta gra na skrzydle, a kto się leni na boisku, miną kolejne mecze. Do końca sezonu będzie coraz bliżej. Śmierdzi tu spadkiem na kilometr.

Mało, że w polskich klubach nie potrafią dać trenerom uczciwej szansy, czyli pozwolić zbudować coś autorskiego, z czego szkoleniowiec mógłby być uczciwie rozliczany. W Ekstraklasie, której niby specjalnością jest zwalnianie trenerów, ostatecznie jednak nawet zwalniać porządnie nie potrafią. Zwolnią kogoś, kto był do zwolnienia, a i tak zrobią to tak, że narobią szkód i w konsekwencji sami powinni się zwolnić.

A przecież lata dziewięćdziesiąte minęły. Prezesem ligi nie jest Bolo Krzyżostaniak. Tygodnik Miliarder nie aspiruje do miana sponsora tytularnego rozgrywek. Fuzja z klubem z drugiego końca Polski nie jest odpowiedzą na każdy problem, począwszy od braku kasy na transfery, po kępę mniszka alpejskiego w polu karnym głównego boiska. Te wszystkie bezsensy wprawiają w ruch ludzie na poziomie, z sukcesami w poważniejszym niż piłka nożna biznesie, których po zbliżeniu się do stadionu piłkarskiego dopada nieznana medycynie egzotyczna gorączka.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (19)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

WhiteStarPower

Stokowiec ponad 4 lata budował Zagłębie,w naszych warunkach to niemal jak era Fergusona. Czy ktos teraz mowi o Zagłębiu Stokowca mimo ze to dalej wszyśtko jego zespol? Dlaczego zatem tak sie naciska działaczy zeby dawali komuś 10 lat bo czasem ich pochwali Weszlo. Odpowiedz pozostawiam każdemu z osobna

Kierowniku
Za swoje się huśtam!

No właśnie, co zbudowal Stokowiec? Brazowy medal i dwie rundy elimimacji. Na dzisiaj zespół walczy o 8 i nie moze byc jej pewien, bo stracili uwaga, nie trenera ale napastnika…

B123

Czemu Urban nie pracuje w szkoleniu odpowiedz jest prosta nie dostał by 1/3 kasy takiej jak za pierwszą drużynę

WF
MKS

Dostałby góra 3-4 tys. zł. Nie wierzę że teraz zarabia 10. Trzeba przesunąć przecinek. 0,033333333. To faktycznie jest problem.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Panie Leszku, czy usłyszymy Cię na Weszlo.fm?

W sumie, może w duecie, z Kubą Olkowiczem audycja o łódzkiej piłeczce? Legia, Lech i Wisla maja swoje, czemu Łódź nie ma? A gdy za sterami dwóch gości, jeden Widzewiak, jeden ŁKSiak, to moze być dobre.

JC

Nie każdy który jest dobry w pisaniu, jest też dobry w gadce.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Futbol po Węgiersku

Czekamy na tekst o transferze Sekulskiego na Syberię 😛

dude
RVM

W Śląsku to jest ewidentnie zrobione z premedytacją, aby zdjąć jakąkolwiek presję z T.P. Jeśli nie uda się poprawić wyników, wciąż będzie można zrzucić to na karb tych, którzy byli i spieprzyli. Kabarecik się kręci!

Bartek Kiezun

Ze wszystkim sie zgadzam. Jedna tylko kwestia odnosnie smrodu na kilometr. Jutro BB gra z Sandecja „u siebie”. Trener Zielinski to znana miotła. Moim zdaniem w Niecieczy nie smierdzi bardziej niz w Nowym Saczu, Szczecinie czy Gliwicach.

lookass

Czasem mam wrażenie, że ta liga bazuje tylko i wyłącznie na oczekiwaniach. Piłkarze bez względu na umiejętności i zaangażowanie na boisku oczekują wysokich wynagrodzeń od pracodawców i poklasku od kibiców. Władze klubów i ich właściciele oczekują, że za darmo i za średnią krajową podpiszą kontrakt z ,,Maradoną II ligi bułgarskiej”, który potem odmieni oblicze futbolu a oni zarobią przy jego przyszłym transferze krocie. Oczekują też, że zatrudniając trenera, ten jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwiąże wszystkie problemy drużyny i bez absolutnie żadnego zaplecza finansowego awansuje nawet do europejskich pucharów. Gdy to się nie udaje zatrudniają kolejnego i koło się zamyka. Telewizja oczekuje, że płacąc klubom miliony złotych, te zaoferują atrakcyjny poziom sportowy i pomogą zdobyć kolejnych reklamodawców, co samo w sobie jest zrozumiałe, jednak przy tym wszystkim mydlą oczy piłkarzom, trenerom, władzom piłkarskim a przede wszystkim kibicom, że oglądają wspaniałe i emocjonujące widowisko. Ci ostatni -kibice, oglądając mecz czy to w TV czy na stadionie oczekują zaangażowania, emocji i przyzwoitego poziomu sportowego ale przy tym wszystkim najchętniej nic by nie zapłacili za bilet, no góra 10 zł. Przychodzą na stadion kiedy drużyna wygrywa ale gdy przegrywa piłkarze oczekujący wsparcia otrzymują w nagrodę zastraszające odwiedziny na treningach. Powoli tracę nadzieję, że kiedykolwiek jako liga odbijemy się od dna chociażby na przeciętny poziom. Nasza mentalność i podejście do wielu spraw prędko się nie zmienią a całe środowisko piłkarskie w Polsce ciągle będzie żyło przeszłością i oczekiwaniami, że ten następny sezon będzie przełomowy i nawiążemy do lat świetności polskiej piłki.

Pirx72

„nawiążemy do lat świetności polskiej piłki” …. tak z ciekawości, o jakich latach świetności piłki klubowej mówimy ? bo jeżeli kojarzę największe sukcesy (razem z rzutem monetą) to nie były one świetnością w skali europejskiej, acz tylko przebłyskami normalności na średnim poziomie.

lookass

Zdjęcie profilowe Pirx72 napisałem to trochę ironicznie. Powinienem dać w cudzysłowie :) Miałem na myśli czasy, w których mogliśmy rywalizować na równi z potęgami w europejskich pucharach i gdy nie panowały takie ogromne dysproporcje finansowe a na pewno organizacyjne. Czasy gdzie poziomem sportowym nadrabialiśmy te braki.

Voitcus

Z jednej strony tak, ale z drugiej – chyba dobrze, że kluby mają aspiracje, że tak naprawdę jedyną drużyną, która się przyznaje, że w E-klasie walczy o utrzymanie, jest Pogoń Szczecin. Wszystkie pozostałe (nawet B-B i Sandecja) walczą przecież o górną ósemkę, kilka cicho myśli o europejskich pucharach, a i do mistrza jest trzech-czterech pretendentów. Pogoń jest już w tak czarnej d…e, że musi pokazywać, że ma chłodną głowę, że ktoś tam myśli racjonalnie i stąd taki cel oficjalny, ale pozostałym trudno się dziwić – jak ktoś powie, że walczy o miejsce między 10-14, to kibice go oleją, a sponsorzy typu Adidas, Puma, Emirates czy inny Gazprom nie przyjdą. Nie przyjdą młode talenty z tej II ligi bułgarskiej. Oszukiwanie wszystkich dookoła i samych siebie, ale dzięki temu jeszcze to jakoś wszystko funkcjonuje.

Kierowniku
Za swoje się huśtam!

Jak mozna walczyć o miejsca 10-14 w 16-zespolowej lidze. Co zabrednie.
Dziwie się, że w ogole ktos akceptuje minimalizm. Walczy się o zwycięstwo i pełną pulę- zawsze.

lookass

@Voltcus Masz trochę racji jednak same ambicje i aspiracje to nie wszystko. Wiadomo, że sport polega na wygrywaniu i jeśli ktokolwiek powie na starcie, że w zasadzie to nie walczy o nic tylko o „mniejszy wymiar kary” to mija się z to celem. Menedżerowie regularnie komentują podejście klubów do transferów. Chociażby głośno ostatnio o wspomnianym przez Ciebie B-B. Był ostatnio na Weszlo jakiś przykład typu wygórowane oczekiwania ale najlepiej jakby był za darmo i jeszcze „dopłacał” do możliwości gry w B-B. Nie przytoczę teraz dokładnie. Podane to było jako przykład patologicznego podejścia działaczy do transferów. Potem taki B-B naściąga Słowaków za darmo, zatrudni trenera z karuzeli ekstraklasowej i rzuca buńczuczne hasła, że walczy o Puchary. Niestety dziś trzeba zainwestować i to w milionach euro, żeby móc awansować do elity. Czasem wystarczy trochę farta w losowaniu ale rzadko to się zdarza a i w takich przypadkach trzeba dopomóc szczęściu pieniędzmi.

thinktonio
KS Armado

Proponuje przeczytać książkę Futbonomia, oczywiście opisuje głównie badania nad PL i wyjaśnia skąd np. takie szybkie rotacje trenerów. Manager długo w klubie jest wyjątkiem a nie regułą. Nie znaczy to, że w EK nie ma patologii, bo jest. Co więcej de facto w długim terminie jest szansa dla EK, bo mamy duże ośrodki miejskie, ale niestety muszą przyjść nowi ludzie wszędzie (a to będzie trwało). Wydaję się, że Legia będzie liderem wprowadzania nowoczesnego zarządzania futbolem (nie byłem fanem Loczka, ale teraz wydaje mi się, że jednak gościu rozsądnie działa.

wpDiscuz

INNE SPORTY