Patryk Tuszyński nie może wyjść z wirażu
Weszło

Patryk Tuszyński nie może wyjść z wirażu

Kiedy Patryk Tuszyński przechodził do Zagłębia Lubin, kibice wiązali z nim wielkie nadzieje. Lubinianie sprowadzali w końcu napastnika sprawdzonego w Ekstraklasie, który odbił się od zagranicznej ligi. Nikt nie miał jednak większych obaw. Nie był ani pierwszym, ani ostatnim graczem, który wrócił do Polski z podkulonym ogonem. Wydawało się, że po powrocie do kraju przypomni sobie dawne czasy, gdy w barwach Jagiellonii swoimi bramkami walnie przyczynił się do zajęcia miejsca na podium. Minęło jednak kilka miesięcy, a rzeczywistość ma się do oczekiwań tak, jak najlepsza szkocka whisky do bimbru pędzonego w brudnej wannie. Tuszyński zawodzi na całej linii. Na tę chwilę nie pomaga mu nawet odejście Jakuba Świerczoka.

Jasne, do Zagłębia trafił skuteczny Jakub Mares, postrach bramkarzy w lidze słowackiej, no ale właśnie… tylko w lidze słowackiej. Pokazał się w meczu z Legią, gdzie zdobył dwie bramki, ale w sobotnim starciu z Wisłą Płock był już tylko cieniem samego siebie – nie licząc jednego podania do Filipa Starzyńskiego. Co więcej – Mares trafił do Zagłębia na początku lutego i z miejsca wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie. Jest to mocno niepokojące. Tuszyński mógł tłumaczyć swoją słabą formę jesienią na tysiąc różnych sposobów. Przyszedł do Zagłębia pod koniec sierpnia, więc wiadomo – nie przepracował okresu przygotowawczego (pal licho, że latem jest on króciutki), nie zdążył zgrać się z kolegami z drużyny, odstawał fizycznie. Jednak w pierwszej kolejce w 2018 roku – osiem dni po podpisaniu kontraktu – Mares wyszedł w pierwszym składzie, a Tuszyński nie podniósł się nawet z ławki rezerwowych. Tydzień później, gdy słabo grającym Miedziowym potrzebny był impuls, Mariusz Lewandowski uznał, że może on pomóc tylko przez niecały kwadrans.

Trzynaście minut w ciągu dwóch pierwszych meczów to – delikatnie mówiąc – nie są przyzwoite liczby dla kogoś, kto miał skorzystać na odejściu Jakuba Świerczoka i miał mieć łatwiejszą (jak widać, tylko teoretycznie) drogę do pierwszego składu. Ktoś powie, że nie ma co bić na alarm, bo to dopiero pierwsze mecze po przerwie. Niestety nie jest też tak, że Tuszyński gra słabo tylko teraz. Odkąd przyszedł do Zagłębia, rozegrał raptem 732 minuty na 1620 możliwych. Wejście miał jeszcze jako takie, bo już w swoim drugim meczu zdobył bramkę na wagę remisu. Wydawało się, że wrócił stary, dobry i skuteczny napastnik, jednak dziś już wiemy, że nic z tego.

W tym sezonie trafił do siatki zaledwie dwukrotnie, zaliczył też jedną asystę. Takie liczby pozwalają mu wyprzedzić w klubowej klasyfikacji napastników co najwyżej Martina Nespora. Nie trafiał nawet w sparingach. Strzelił gola Odrze Opole, ale potem zaliczył sześć pustych przelotów. Jego zjazd jest naprawdę mocno zastanawiający. Nie odnalazł się w Turcji, ale nawet tam zdarzało mu się strzelać. Gdyby nad Bosforem odbywały się tylko rozgrywki pucharowe, ludzie w Rize prawdopodobnie nosiliby go na rękach, a pieniądze z premii powoli przestałyby mu się mieścić w szafkach. W pucharze – sumując obie edycje – strzelił dziesięć goli. Niestety później przychodziły rozgrywki ligowe, a tam „Tuszek” nic nie potrafił zrobić. W ciągu dwóch lat wpisał się na listę strzelców zaledwie dwukrotnie. Daje to fatalny bilans jednego gola na 789 minut.

Przy okazji jego powrotu pisaliśmy, że będziemy zdziwieni, jeżeli na Dolnym Śląsku pożałują tego ruchu. Cóż, na ten moment nie zapowiada się, aby sytuacja Tuszyńskiego miała ulec zmianie. To też paradoks, że wystrzelił akurat Świerczok, a nie ten, na którego wszyscy liczyli. Taki urok Ekstraklasy.

Fot. Jakub Gruca/400mm.pl

KOMENTARZE (8)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Pozniej wymysle nick

przeciez Tuszynski to kopacz pokroju Ślusarskiego, nic wiecej niz solidny ligowy wypelniacz, a to ze uklad planet kiedys spowodowal, ze pilka kilka razy wiecej mu naszła i weszła niz zeszła i wyszła to jeszcze nie czyni go piłkarzem…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Adam Didur

„Wydawało się, że po powrocie do kraju przypomni sobie dawne czasy, gdy w barwach Jagiellonii swoimi bramkami walnie przyczynił się do zdobycia wicemistrzostwa.” – raczej trzeciego miejsca, co? :)

Felix Ogbuke

A kto to jest Tuszynski? Zagrał ledwo 84 mecze w Ekstraklasie, strzelił 24 gole (z czego 15 w jednym sezonie 2,5 roku temu). Bardziej od solidnego napastnika przypomina jednosezonową bombę (o niedużym rozrzucie).

serek
Zagłębie Lubin

Ale po co pisać o tych bramkach w pucharze Turcji? Gdyby Tuszyński grał w polskiej lidze i strzelił 10 goli w pucharze Ruchowi Zdzieszowice, MKSowi Kluczbork i Pogoni Siedlce to nikogo by to nie obchodziło.
Jego transfer to nie było jakieś wielkie ryzyko i okazało się, że rację mieli ci, którzy uznali, że gość był jednosezonowym wystrzałem. Kibice w Lubinie już i tak się na nim poznali i nic nie oczekują. Gość jest obecnie drugim napastnikiem jedynie z braku laku, jak Nespor się wyleczy to go pewnie zwolni z tej funkcji.

pietrek

Nie no Jagiellonia opychając Tuszyńskiego do Turcji pokazała, że kim jak kim, ale Januszami biznesu to oni nie są. Ośmieliłbym się nawet stwierdzić, że to „Alfonsi” biznesu w tej sytuacji.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Lluc93

Kto jest menadżerem Tuszyńskiego? Od jego wyjazdu do Turcji gdzie przecież kompletnie przepadł (Puchar Turcji to u nich jak puchar ligi kiedyś u nas). On miał jeden udany sezon w życiu, a PR na weszło ma jakby wracał do Ekstraklasy po przynajmniej 4 sezonach gdzie o koronę króla strzelców walczył.

wpDiscuz