To już nie może być przypadek, to jakieś fatum
Weszło

To już nie może być przypadek, to jakieś fatum

Zagłębie Lubin to jeden z mądrzej zarządzanych klubów w Polsce. Duża cierpliwość do trenerów, spore nakłady na akademię, odwaga we wprowadzaniu młodych piłkarzy do zespołu, brak oporów przed transferami zawodników z niższych lig czy w słabszej formie, cierpliwe odbudowywanie tych grajków. Jeśli mielibyśmy sobie wyobrazić ekstraklasowca, który nie szasta pieniędzmi na lewo i prawo, zamiast tego zaś stawia na systematyczny rozwój i powiększanie potencjału całej organizacji – pewnie wskazalibyśmy właśnie na Zagłębie. Z drugiej strony jednak trudno znaleźć klub bardziej… pechowy.

Tak, pechowy to chyba odpowiednie słowo, bo tak naprawdę kolejne decyzje władz lubińskiego klubu da się fantastycznie uzasadnić. Problem polega na tym, że wiele z nich obraca się przeciw klubowi.

Nie wierzycie? No to zerknijmy, jak wygląda historia Zagłębia Lubin od momentu zdobycia brązowego medalu. Ambicje trzeciej siły w Polsce w sezonie 2015/16 sięgały naprawdę wysoko – beniaminek wdarł się do Ekstraklasy przebojem, zdobył serca kibiców dość młodym, polskim składem, w większości zbudowanym na kręgosłupie, który chwilę wcześniej wywalczył awans z I ligi. Działacze nieoficjalnie przyznawali – w kolejnych rozgrywkach ma być przynajmniej tak samo dobrze. Czyli innymi słowy – rzucamy rękawice Lechowi i Legii, chcemy się wbić w najgorszym wypadku pomiędzy ten duet, w najlepszym – na sam szczyt.

Nie było to jakieś przesadnie oderwane od rzeczywistości bajanie, bo Zagłębie zrobiło wiele, by wzmocnić drużynę, która zdobyła trzecie miejsce. Pobito klubowy rekord transferowy i utrzymano w składzie Filipa Starzyńskiego. Ściągnięto zawodnika z określoną marką w Ekstraklasie – Martina Nespora z drużyny wicemistrzów Polski. Do tego dwóch wciąż dość młodych i zdolnych – Daniel Dziwniel, później zimą również Kamil Mazek. Jak na naszą ligę – kawał wzmocnień, tym bardziej, że udało się zatrzymać praktycznie wszystkich najważniejszych aktorów poprzednich rozgrywek – wypadł właściwie jedynie Maciej Dąbrowski skuszony przez Legię oraz Krzysztof Piątek, z którego temperamentem nie za bardzo potrafiono sobie w Lubinie poradzić.

Dość sensacyjnie Zagłębie przeszło przez Partizan w europejskich pucharach, zaliczyło kilka efektownych meczów latem i… napuchnęło. To znaczy – to była jedna z teorii. W praktyce chodziło raczej o urazy Starzyńskiego, głównej lokomotywy, która stała na bocznicy tak naprawdę od początku września aż do lutego. Okej, tu już powoli można się doszukiwać tzw. pecha, ale zajrzyjmy jeszcze głębiej. Zagłębie w pierwszych 13 kolejkach przegrało zaledwie dwa mecze. W ostatnich 8 – tylko jeden. Fatalny był „jedynie” miesiąc, ale wypadł w tak niefortunnym terminie dla lubinian, że zdążyli w ten jeden słabszy miesiąc wypaść poza górną ósemkę. Pechowo? Tak, ale to jeszcze nie to.

Prawdziwe studium złośliwości przedmiotów martwych otrzymaliśmy bowiem dopiero w tym sezonie. Najpierw przeciągał się transfer Piotra Leciejewskiego, bodaj najbardziej istotny dla klubu już w poprzednich rozgrywkach. Wyjadacz norweskich boisk siedział na walizkach przez kilka miesięcy, przez które Zagłębie gubiło sobie swobodnie punkty, nie bez winy Polacka, coraz częściej notującego mniej lub bardziej spektakularne wtopy. Najgorsze dla „Miedziowych” jest jednak to, że gdy już udało się dopiąć Leciejewskiego, to – jak na złość – Polacek zaczął redukować liczbę popełnianych błędów. Przez miesiące nie było żadnego bramkarza, teraz nagle pojawiło się dwóch.

Mannę z nieba i rozwiązanie tej patowej sytuacji miało rzucić Crystal Palace. Londyńczycy na ostatniej prostej rozmyślili się jednak i pozbawili Zagłębie szansy na większy zarobek, który z pewnością wiązałby się z ewentualnym odejściem Słowaka do Premier League.

Kolejna dobra decyzja – wyciągnięcie z I ligi Jakuba Świerczoka. Odważne postawienie na jego usługi. Jak korzystne to było dla klubu, dla samego napastnika, być może nawet dla reprezentacji Polski – nikogo przekonywać specjalnie nie trzeba. Ale znów, kto mógł przewidzieć, że eksplozja talentu gościa, który do niedawna miał problemy z przebiciem się w Górniku Łęczna nastąpi tak szybko i w takich rozmiarach. Gdy trafiał do Zagłębia, wydawało się, że kwota odstępnego i tak jest dość wysoka. Gdy odchodził, można było tylko wzruszać ramionami.

Puenta to z kolei niedoszły transfer Pawła Bochniewicza. Zagłębie miało go sondować już pół roku temu, ale wówczas transfer wydawał się nieosiągalny. W kolejnym okienku transferowym w Lubinie stwierdzili, że nie ma szans na wyciągnięcie gościa z Udinese, a Dariusz Motała, odpowiedzialny za wzmocnienia, wypalił w rozmowie z Gazetą Wrocławską wprost: „nie wydaje mi się, by Bochniewicz był zainteresowany transferem do Polski, jest poza naszym zasięgiem”. Po czym Bochniewicz wylądował w Górniku Zabrze i przyznał zaskoczony, że Zagłębie w styczniu się z nim nie kontaktowało (a przecież na pewno rozważyłby ich ofertę). Czysty pech, któremu oczywiście pomogli też lubinianie, zbyt przyczajeni, by powalczyć o młody talent.

Poza tą porażką za nimi jednak kolejne interesujące pod względem wzmocnień okienko – Łukasz Moneta, który wydaje się stworzony do systemu, w którym Zagłębie rozpoczynało sezon, Rafał Pietrzak z Wisły, kolejny piłkarz, który wygląda na człowieka z potencjałem a który jednocześnie nie dostał prawdziwej szansy. No i do tego próba załatania nieplanowanej wyrwy po Świerczoku – czyli Jakub Mares. Po raz kolejny dość mądre wybory, ale czy w praktyce wreszcie pozwolą Zagłębiu przezwyciężyć ten chroniczny pech?

Pierwsza okazja, by udowodnić, że Lubin to nie żadne Silent Hill już dzisiaj – mecz z Wisłą Płock na wyjeździe. Wisłą, która wygrała 4 z 5 ostatnich ligowych meczów i zajmuje szóste miejsce w tabeli.

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (15)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
serek
Zagłębie Lubin

Może i Łukasz Moneta jest stworzony do systemu 5-3-2 tylko raczej ciężko oczekiwać, że Zagłębie po odejściu Jacha (gdzie nie sprowadzono żadnego stopera) wróci do tego systemu. Poniekąd środek obrony zaczyna stanowić problem. Jest pewny Kopacz, jest Guldan i tyle. Na środku może grać też Balic (za którym nie przepadam), ale jeśli z tej trójki wypadnie dwóch w tym samym czasie – jest słabo (wtedy na środku pewnie musiałby zagrać ktoś z czwórki Kubicki/Tosik/Todorovski/Szota). W takiej sytuacji kadrowej 5-3-2 raczej nie wróci (nie wydaje się również żeby nowy trener był zwolennikiem tego systemu).
Moneta ma raczej zająć miejsce skrzydłowego bo o ile jest tam wielu zawodników (Janus, Janoszka, Woźniak, Mazek) to żaden z nich nie zapewnia jakości.
Docelowo najsilniejszy skład miałby wyglądać raczej w taki sposób:
Leciejewski – Czerwiński, Kopacz, Guldan, Balic – Matuszczyk, Kubicki – Pawłowski, Jagiełło/Starzyński, Janoszka/Moneta – Mares.
Warto sprawdzić też (w meczu ze słabszym rywalem) wariant bardziej ofensywny, w którym na boisku przebywają zarówno Jagiełło i Figo, kosztem Matuszczyka lub Kubickiego.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

serek
Zagłębie Lubin

ogólnie zgadzam się z tobą, dziennikarz postawił tezę i dopasował sobie co mu pasowało. Jedyne z czym nie masz racji to sytuacja Świerczoka, tam wszystko zaplanował Kołakowski, tutaj słowa dyr. sportowego Zagłębia:

>O samą klauzulę w kontrakcie mocno zabiegał agent piłkarza oraz sam zawodnik. Powiem więcej, nie byłoby tematu pozyskania Jakuba Świerczoka, gdyby w kontrakcie nie znalazł się taki zapis.
Oczywiście jesienią kilkukrotnie spotykaliśmy się z napastnikiem, by zmienić ten zapis, lub całkowicie go usunąć. Kuba był jednak konsekwentny. Zaproponowaliśmy mu nawet lepsze warunki i specjalne bonusy, ale zawodnik był zdeterminowany, by klauzula pozostała.

Bruno Von Klops

ad. Świerczoka to już się Zdjęcie profilowe serek wypowiedział
ad. Bochniewicza – dyr. sportowy Zagłębia powiedział – nie wypożyczymy zawodnika którego później nie będzie można wykupić (kwota po za zasięgiem)
ad. Leciejewski – jak by się ktoś zainteresował to Leciej zawsze tak zaczyna – trzeba mu dać duży kredyt zaufania – jeśli tego w klubie nie zrobią to Leciej w Zagłębiu zrobi karierę ala Gliwa
ad. Pietrzak – kto to może wiedzieć co z niego będzie ?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Co do Świerczoka – jeszcze bardziej pechowe sa inne kluby, które nawet nie rozważały wyjęcia go z GKS Tychy. Ty pewnie juz w czerwcu wiedziałeś, że przyszłością Świerczoka jest granie przeciw AC Milan, a nie Milan Milanówek.
Poradź kogo kupić TERAZ, a nie po fakcie. :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Zaka

Kwotę odstępnego ktoś ustalił; przecież prawie zawsze daje się na wyrost. A chłopak strzelał bramki w Bundeslidze…
Tak samo jak to, żeby nie walczyć o Bochniewicza.
Gdzie tu pech? Chujowe decyzje i tyle.

Kolejosz

Mówisz o Świerczoku? Po pierwsze nie strzelał. A co do klauzuli, przeczytaj wyżej komentarz użytkownika „serek”.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

0 bramek w BuLi, 11 w E-klasie, każdy ustaliłby minimalną kwotę transferu na 5 baniek za 25-latka z 1. polskiej ligi! Wiadomo! 😀

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Zagłębie takie pechowe? W jakimś tam stopniu pewnie szczęścia im chwilami brakowało, ale szczęściu trzeba pomagać, a mam wrażenie, że tego bardzo zabrakło w Lubinie. Przykłady na pecha Miedziowych, które podano w tekście, też są w dużej mierze dość dyskusyjne. Bardzo to wszystko napisane pod tezę, tylko zastanawiam się po co… Od dziś na weszło bardziej lubimy Zagłębie? Nic do Miedziowych nie mam, ale ten artykuł wydaje mi się dziwaczny.

kaszub

Za państwowy szmal to można się bawić w Akademie. Kiedy sie skończy w końcu udział Spólek Skarbu Państwa w szastaniu publicznym szmalem na takie pierdoły?

Krzycho

Czyli co, Moneta się będzie teraz latami woził na jednym fartownym golu strzelonym na ME U21? Przecież to jest futbolowy kaleka, który jednocześnie pasuje i nie pasuje do każdego dowolnego systemu/stylu gry.

Skandaloza

Zagłebie od lat gra tak samo. Zimą rewelacja, wiosną totalna padlina.

Vooyek_Zbooyek

Za Stokowca próbowali z powodzeniem grać w piłkę. Z Piątkiem, Cotrą, że zdrowym Starzyńskim, ba nawet Janus z Janoszką potrafili wtedy dobrze zagrać. Teraz to jakaś zbieranina, bez pomysłu, bez techniki. Zęby bolą, gdy tę kopaninę oglądać.

wpDiscuz