Limit obcokrajowców stwarza pozory, że z problemem naprawdę się walczy
Weszło

Limit obcokrajowców stwarza pozory, że z problemem naprawdę się walczy

Kiedy patrzymy na transfery dokonywane przez kluby z naszej ekstraklasy, niekiedy mamy wrażenie, że prędzej czy później ściągną one do siebie nawet reprezentanta Atlantydy. W końcu trwające właśnie okienko transferowe przyniosło nam między innymi pierwszego Meksykanina i pierwszego Islandczyka w historii ligi. Zagraniczni piłkarze trafiają do nas hurtowo. Licząc od 2015 roku, ekstraklasa ze swoim najostrzejszym limitem w Europie notuje najbardziej znaczące przyrosty obcokrajowców spośród wszystkich w miarę poważnych lig Starego Kontynentu.

4

Niepokojący trend da się zauważyć gołym okiem. Ostatnio pisaliśmy, że tej zimy do ekstraklasy trafiło już 42 piłkarzy, którzy nigdy jeszcze w niej nie grali – z czego aż 34 nazwiska to obcokrajowcy. Według danych International Centre for Sport Studies w 2009 roku procent zawodników spoza Polski wynosił 19.6%. Paradoksalnie, wszystko zaczęło się zmieniać od momentu wprowadzenia limitu. Odkąd wdrożono go w sezonie 2015/16, nikt w Europie nie osiągnął tak niechlubnego rezultatu, jak Polska.

Dziś Korona Kielce i Cracovia Kraków mają w swoich kadrach piętnastu piłkarzy z zagranicy. Wyprzedza ich jednak Bruk-Bet Termalika, która do niedawna gościła w swoich progach aż siedemnastu takich zawodników. Po odejściu Patrika Misaka już „tylko” szesnastu. Podobną liczbę graczy spoza naszego kraju jak „Słoniki” miała swego czasu brazylijska Pogoń Antoniego Ptaka. Wszyscy pamiętamy, jak skończyła. Zresztą, pisaliśmy o tym przy okazji zapowiedzi meczu Bruk-Betu z Koroną, który ochrzciliśmy tytułem „Derbów Wieży Babel”.

W kadrze obu zespołów znajdziemy piłkarzy z Niemiec, Słowacji, Czech, Węgier, Łotwy, Estonii, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Gruzji, Rumunii, Finlandii, Senegalu i Maroka. Do wyboru do koloru. Wieża Babel w najczystszej postaci. Będziemy się powtarzać, ale innego wyjścia nie widzimy. W teorii najostrzejszy limit obcokrajowców w Europie w praktyce jest wymijany, tak jak PSG wymija zasady Finasowego Fair Play. Po prostu nie spełnia swojego założenia i nie przynosi żadnych – naprawdę, żadnych – wymiernych korzyści. Jedyny jego namacalny skutek to fakt, że zamiast – być może – przyzwoitego Ukraińca nasze kluby pozyskują kolejnego przeciętnego Słowaka lub Rumuna. Lub Fina. Lub Czecha.

No właśnie. Trudno wyciągać wnioski po jednej kolejce, ale już dało się zauważyć pewną prawidłowość. Do Polski trafił kolejny obiecujący piłkarz spoza Unii Europejskiej – Ukrainiec Andrij Bohdanow. Nie chcemy zapeszać, ale wydaje się naprawdę dobrym grajkiem. Z drugiej strony mamy zawodzącego na całej linii pomocnika z paszportem UE – Słowaka Jakuba Grica. Porównaliśmy dwie skrajności? Racja, jednak biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie nowych zawodników w naszej lidze, w tej kolejce oprócz Ukraińca wyróżnili się jeszcze tylko Mares i Petrak. Rieder, Datković, Mlandenović, Mitrović, Chobłenko, Bezjak, Rasmussen czy Toivio po prostu wtopili się w tło lub rozczarowali. Nie uważamy, że niektórzy z nich w końcu nie odpalą, to tylko jeden mecz, a przede wszystkim Chobłenko, Bezjak i Mitrović mają papiery na solidne granie. Zauważamy co innego – ściągamy tabuny obcokrajowców, a spora część z nich nie odgrywa pierwszoplanowej roli w swoim klubie.

Tak wyglądało to w ostatniej kolejce (liczymy obcokrajowców, którzy wyszli w pierwszym składzie).

Cracovia – 8 (73%),

Korona – 8 (73%),

Lechia – 7 (64%),

Lech – 7 (64%),

Termalika – 6 (55%),

Piast – 6 (55%),

Jaga – 6 (55%),

Arka – 5 (45%),

Legia – 5 (45%),

Śląsk – 4 (36%),

Wisła Kraków – 4 (36%),

Pogoń – 4 (36%),

Sandecja – 3 (27%),

Wisła Płock – 3 (27%)

Zagłębie- 3 (27%)

Górnik – 1 (9%).

Łącznie 80 obcokrajowców (45%), przy 96 Polakach (55%). Niby tragedii nie ma, tym bardziej, jeżeli zestawimy to na przykład z ligą hiszpańską, gdzie w ostatniej kolejce zagrało 95 zagranicznych graczy (43%). W większości czołowych lig ta proporcja wygląda podobnie. Jednak i tak niepokojąco dużo naszych klubów opiera swój skład na obcokrajowcach. Jest jeszcze jeden problem. Po pierwsze – gdyby nie limit, nasze zespoły mogłyby pozwolić sobie nie nieco lepszych jakościowo piłkarzy, nie mamy co do tego wątpliwości. Drastycznej zmiany pewnie byśmy nie odnotowali, ale mogłoby być tylko lepiej. Ale o tym wiemy. Jest jeszcze inna sprawa. Wystawianie takiej liczby cudzoziemców to jedno. Nasuwa się pytanie, czy naprawdę w kadrach klubów musi być ich tak wielu? Flagowym przykładem jest tutaj Termalica. W zespole znajduje się szesnastu obcokrajowców, a tylko sześciu z nich wychodzi w pierwszym składzie.

Kluby nałogowo ściągają kolejnych zawodników, a część transferów jest, niestety, nieprzemyślana. Ostatni przykład to chyba Meksykanin Enrique Esqueda, który dołączył do Arki. Widzieliśmy bardziej ogórkowe CV w naszej lidze, bo Liga MX jest o wiele mocniejsza i bogatsza od polskiej ekstraklasy. Ale napastnik w najlepszym wypadku jest totalną niewiadomą. Taką samą jest proces, który sprawił, że wylądował w Gdyni, bo trudno uznać, że to efekt jakiegokolwiek gruntownie przemyślanego planu, szczególnie, że jeszcze kilka dni temu na łamach „Przeglądu Sportowego” czytaliśmy taką wypowiedź Ojrzyńskiego: – Esqueda ma duże problemy kondycyjne. W meczu z Lechem nie mogę postawić na kogoś, kto tak odstaje fizycznie.

Trudno oprzeć się wrażeniu, iż wszystko jednak nie do końca idzie we właściwym kierunku. Podstawowe pytanie – skoro już mamy w lidze zespoły, które budują skład w oparciu o obcokrajowców, dlaczego uporczywie ograniczamy im możliwość kompletowania kadry, skazując ich na graczy z UE? Upór PZPN w kwestii limitów – pomimo tak oczywistych sygnałów ostrzegawczych, że to jednak nie do końca działa – jest naprawdę zadziwiający.

Prawo powinno być przede wszystkim skuteczne, a to obecne rozwiązuje problem obcokrajowców zaledwie w niewielkim procencie. Czyli jest wręcz szkodliwe, bo stwarza tylko pozory, że z problemem naprawdę się walczy. Fakty są takie, iż wciąż mamy u nas zespoły jak właśnie Termalika czy Korona, które chcą budować i budują swoje kadry w oparciu o graczy zagranicznych. Gdyby więc pozwolono im wybierać spośród piłkarzy z całego świata, a nie tylko z Unii, być może udałoby się uzyskać większą jakość. A tak nie mamy ani promowania Polaków, ani podnoszenia poziomu. Mamy za to Wieżę Babel, która pięknie ośmiesza przyjęte u nas rozwiązania zupełnie unikatowe w skali niemal całej Europy.