Młodzi zrozumieli, iż w Niemczech można być dumnym z tego, że jest się Polakiem
Weszło

Młodzi zrozumieli, iż w Niemczech można być dumnym z tego, że jest się Polakiem

Kojarzycie ten mem, który przedstawia rozmowę bohaterów filmu o Greyu zaczynającą się od stwierdzenia: „mam dziwne hobby, nie zrozumiesz”? Kilka lat temu na takim obrazku mógłby wylądować Maciej Chorążyk i opowiedzieć o wyszukiwaniu piłkarzy z polskimi korzeniami w różnych zakątkach świata. Różnica jest taka, że jemu nie zacytowano znanej puenty, tylko z czasem stworzono warunki, by zajął się tym w sposób profesjonalny. Dziś stoi na czele komórki PZPN-u, która urosła do sporych rozmiarów. 

Spotkaliśmy się przy okazji rozliczenia za poprzednią edycję Ustaw Ligę (w lidze Maćka wygrałem… zupę, którą sam ugotował – zjadłem i przeżyłem!) i by się nie powtarzać, porozmawialiśmy głównie o tym, co zmieniło się od czasu jego ostatniego wywiadu dla Weszło. Kolejne odsłony rywalizacji z Niemcami, Tarkowski, aferka z Dybalą… W ogromny skrócie – konkrety i pozytywy! 

***

Powiedziałeś kiedyś u nas, że chcecie, aby reprezentacja Polski w przyszłości była kadrą pierwszego wyboru. To się oczywiście jeszcze nie stało, ale chciałbym zapytać, czy w swojej codziennej pracy zauważasz, że naprawdę posuwamy się do przodu w tym temacie. 

Oczywiście. Najbardziej było to widoczne w roczniku ’99, z którym pracowałem jako kierownik reprezentacji. Ci chłopcy – Riccardo Grym, David Kopacz, Jakub Bednarczyk, Maximilian Funk, Marco Drawz – wychowali się już na osiągnięciach Roberta Lewandowskiego. A może nawet kulcie, choć to słowo swoje waży. Niemniej jednak to właśnie ci zawodnicy jako pierwsi bardzo wysoko podnieśli głowy. Wcześniej rówieśnicy z Niemiec czy z Turcji śmiali się z nich dlatego, że grali dla Polski.

Serio? Niemca jeszcze potrafię zrozumieć, ale Turek szydzący z reprezentacji Polski to już dla mnie lekka abstrakcja. 

Jest ich tam mnóstwo i chodziło mi zarówno o tych, którzy okupują tureckie kadry, jak i o tych, którzy zdecydowali się na grę dla Niemców. To trochę inna mentalność niż w przypadku naszych chłopaków – są bardzo ekspansywni, mają problemy z budowaniem pozytywnej atmosfery.

Wracając do roli Lewandowskiego…

Nie tylko jego, bo postawa Błaszczykowskiego czy Piszczka też pomogła chłopakom się przełamać. Zobaczyli, że w Niemczech można być dumnym z tego, że jest się Polakiem. Przykład Roberta najbardziej działa na wyobraźnię, bo nagle okazało się, że w zdecydowanie najlepszym niemieckim klubie zdecydowanie najlepszym piłkarzem może być ktoś, z kim ze względu na pochodzenie się utożsamiają. Niemcy cały czas robią podchody pod tych chłopaków, wysyłają im powołania, a oni odmawiają, bo już wybrali Polskę. Maxi Funk nawet nie włada naszym językiem, jedynie rozumie coś się do niego mówi, ale mimo tej niedogodności i tak jest zdeterminowany, by dla nas grać. Ta grupa dała sygnał, że naprawdę możemy być tą kadrą pierwszego wyboru. I to taki zdecydowany.

Co do tych chłopaków jesteś absolutnie pewien? Już im się nie odwidzi?

Stuprocentowej pewności nie ma nigdy. Ale skoro przyjeżdżam do domu Davida Kopacza i jego tata pokazuje mi leżącą na szafie stertę zaproszeń do niemieckiej kadry, z których jego syn nie korzysta, to można zakładać, że już nie zmieni zdania. Oczywiście zawsze zdarzać się będą jednostki, które zmienią, bo pamiętajmy, że podejmują oni trudną decyzję w bardzo młodym wieku. Przykładem jest Dennis Jastrzembski. Jeszcze w wieku 16 lat grał w naszej kadrze, ale został przekonany przez stronę niemiecką, że więcej zyska na grze dla nich. On jest zresztą wychowany już bardziej w środowisku niemieckim niż polskim. Reszta chłopców, którą wymieniłem, jest z polskich rodzin, przyjeżdża do kraju na święta czy wakacje, w ich domach mówi się po polsku. To bardzo ważne.

O Jastrzembskim miało być trochę później, ale skoro go wywołałeś, to pociągnę wątek. Ten przykład chyba dobrze pokazuje specyfikę twojej pracy i to, że każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Wcześniej Chris Jastrzembski, starszy brat Dennisa, wybrał Polskę. 

Między nimi są cztery lata różnicy i Chris był wychowany jeszcze bardziej w polskim sznycie. Namawiał brata na naszą kadrę i był w tym skuteczny, ale po jakimś czasie Dennis dorósł już do samodzielnej decyzji. Tu muszę podkreślić jedną bardzo ważną rzecz – my nie mamy nic przeciwko, by w wieku 14 czy 15 lat ci chłopcy jeździli zarówno na polską, jak i niemiecką kadrę. Niech zobaczą, jak jest u nas, a jak u nich – nie możemy pozbawiać ich takiej możliwości. Jednak już w wieku 16 lat nie ma kombinowania – albo w jedną stronę, albo w drugą.

Jakie z reguły są odpowiedzi po takim porównaniu kadr?

Mogę powiedzieć na podstawie tej piątki. Każdy z nich był na konsultacjach w niemieckiej kadrze – bo zawsze tak się akurat składa, że gdy my się zainteresujemy jakimś zawodnikiem, to robią to również oni – ale żaden nie chciał tam wracać. Wygrywamy atmosferą. Nie będę publicznie wnikał w szczegóły, ale po prostu jesteśmy bardziej przyjaźni.

Temat kadry pierwszego wyboru ostatnio wrócił za sprawą Marcela Lotki. To naprawdę aż taki kozak? 

Bayer Leverkusen podobno zapłacił za niego bardzo konkretne pieniądze. Nie ma w tym żadnego przypadku, bo ten klub inwestuje w dobrych bramkarzy i szkoli ich na bardzo wysokim poziomie. Marcel na tę chwilę jest wyjątkowym golkiperem w swoim roczniku w skali całych Niemiec, ale zadeklarował grę dla Polski. Dostrzegam nawet, że zaczyna się z tym wyborem obnosić – chodzi o takie detale jak choćby orzełek na ochraniaczach czy wstawianie zdjęć w naszych barwach na swoje portale społecznościowe. Jesteśmy cały czas w kontakcie i wiem, że odlicza dni do kolejnego zgrupowania. Nie mówi i nie pisze po polsku perfekcyjnie, ale nie ma oporów, by próbować. Pewnie również dlatego jest jednym z najbardziej lubianych piłkarzy w kadrze.

Na razie chłopak wywołał spore zamieszanie. Gdy Niemcy zaczęli go kusić, Zbigniew Boniek ostro wypowiadał się o nich na naszych łamach. Zacytuję fragment: „Dyplomacja na tym poziomie wygląda trochę inaczej. Nasi przyjaciele z niemieckiej federacji mogli najpierw zadzwonić do mnie czy do sekretarza generalnego. A ingerencja w ten sposób jest zwyczajnie niesmaczna i głupia”. Jak duży jest problem, o którym mówimy?

Tak generalnie nie nazywałbym tego problemem. Niemcy zakładają, że skoro chłopcy wyszkolili się na ich terenie, to mają do nich pierwszeństwo, przy czym – tak jak już wspomniałem – powołania zazwyczaj wysyłają dopiero wtedy, gdy my zaprosimy kogoś do siebie. Mieszają im w głowie, ale na wczesnym etapie nie mamy z tym żadnego problemu. Zresztą wydaje mi się, że niemieccy trenerzy robią to głównie dla świętego spokoju, by w przyszłości nikt nie zarzucił im bierności. Skoro spróbowali, uważają, że mają czyste papcie. Przypadek Lotki był jednak trochę inny. Mówimy o kadrze U-17, która gra eliminacje mistrzostw Europy. W pierwszej rudzie Marcel bronił u nas, więc przepisy wykluczają zmianę kadry. Na dobrą sprawę w niemieckiej reprezentacji mecz o punkty zagrałby dopiero za 2,5 roku w kadrze U-19. Dlatego uważaliśmy, że Niemcy poszli o krok za daleko. Oni sami też się zreflektowali, że wysyłanie takiego powołania było niepotrzebne i przeprosili.

Naprawdę? Ta atmosfera wzajemnej wrogości to mit?

Tak. Z niemiecką federacją i tamtejszymi klubami żyjemy w bardzo dobrych stosunkach. Zdarzyło im się zagalopować, ale nastąpiła refleksja, więc nie ma co ciągnąć tego tematu.

Już nikt nie nazywa cię „kłusownikiem”?

Nigdy nie miałem z tym większego problemu, bo przecież tam nie mieszkam. To, jak jesteśmy tam dziś traktowani, najlepiej pokazuje fakt, że nasz główny skaut, Tomasz Rybicki, został zatrudniony przez klub Bundesligi. Kompletnie to nie koliduje z tym, co robi dla nas, a wymowne jest to, że jego profesjonalizm został dostrzeżony.

A to prawda, że niektóre kluby zaczynają robić problemy, gdy młody wybiera kadrę Polski, czy kolejny mit?

Takie sytuacje się zdarzały. Skoro chłopak był kapitanem drużyny, a po powrocie z naszego zgrupowania siada na ławce, to widzimy, że coś jest nie tak. Jednak to raczej indywidualne decyzje poszczególnych trenerów, którzy obrażają się na podopiecznych, niż jakieś systemowe działanie klubów. My wtedy delikatnie interweniujemy w akademiach i mogę powiedzieć, że takie zachowania szkoleniowców są piętnowane. Zdarzyło się nawet, że taki trener, który zachowywał się w ten sposób nie tylko w stosunku do Polaków, stracił pracę. Ktoś na górze dostrzegł, że człowiek nie reaguje na ostrzeżenia, a problemy się nawarstwiają, więc reakcja była zdecydowana.

Może porozmawiajmy na konkretnym przykładzie. Łukasz Płonowski to były kapitan juniorskiej drużyny Anderlechtu… 

To akurat delikatny przypadek. Bardzo chłopaka lubię, jest mega pozytywną jednostką i nie chcę skrzywdzić go jakąś opinią.

Mam wrażenie, iż winę za to, że nie robi kariery, zrzucał na swoją decyzję odnośnie reprezentacji. Wspominał, że gdy odmówił Belgom, zaczęli go traktować inaczej. 

Myślę, że to nie do końca tak, bo w żadnym profesjonalnym klubie nie traktuje się piłkarzy w ten sposób. Zapewne kilka czynników złożyło się na to, że mu nie wyszło. Łukasz miał kilka kontuzji i chyba zaufał nieodpowiednim ludziom. Ci wozili go po przeróżnych klubach w rozmaitych ligach, stawiali swoje warunki, ale nigdzie nie zaczepił się na dłużej i nie potwierdził potencjału. Na kadrze też tego nie zrobił. Był na zgrupowaniu raz i się nie sprawdził. Jak Polska mogła mu coś zabrać?

Ale powołanie do belgijskiej kadry jest faktem?

Mogło być, ale nie wydaje mi się, by deklaracja gry dla Polski zadecydowała o równi pochyłej kariery Łukasza. I może na tym zakończmy ten wątek.

chorazyk

Mówiliśmy głównie o naszym zachodnich sąsiadach, ale coraz ważniejszym obszarem waszej działalności jest Wielka Brytania. Tam też zdarza się, że sprawy stają na ostrzu noża?

Nie, bo Anglicy jeszcze nie dostrzegają zjawiska. Myślę, że to perspektywa 5-10 lat, gdy będziemy mieli więcej swoich reprezentantów w ich najlepszych akademiach. Na tę chwilę jest Paweł Żuk z Evertonu i Bartek Zynek z QPR. Historia tego drugiego to hit. Etatowy reprezentant Polski, ścisła czołówka wśród naszych środkowych pomocników, a akademia QPR, która do topowych zdecydowanie nie należy, właśnie z niego rezygnuje. Anglia… Szuka klubu, bo bez niego nie utrzyma się w kadrze. Pewnie znajdzie, bo chłopak naprawdę potrafi, ale w Polsce trudno byłoby wyobrazić sobie taką sytuację. Tutaj by na niego chuchano i dmuchano, a tam nie zwracają na to uwagi. Z drugiej strony – w Evertonie mocno Pawłowi kibicują. W każdej chwili mogę porozmawiać z ludźmi z klubu czy poprosić o maila z informacjami.

A inne kierunki?

Teraz sprawdzaliśmy kilku chłopaków z Hiszpanii i nie ma z tym żadnego problemu. W Atletico Madryt jest 16-letni chłopak, który nazywa się Javier Hyjek i muszę powiedzieć, że współpraca jest perfekcyjna. W zasadzie chyba po raz pierwszy widzę coś takiego. Jak jedzie na zgrupowanie reprezentacji Polski, to cały klub klepie go po plecach i trzyma kciuki, by jak najlepiej mu poszło. Gdy trener kadry Polski U-17, Bartłomiej Zalewski pojechał go oglądać, został zaproszony przez prezydenta klubu do jego loży, by obejrzeć mecz La Liga, a później pokazano mu całą akademię i jej organizację.

Jaka jest historia tego zawodnika?

Chłopak urodził się w Hiszpanii, ale jego mama jest Polką. A nawet „ich mama”, bo Javier ma młodszego brata, ale on jeszcze musi poczekać na sprawdzenie. To właśnie ona się do nas zgłosiła. Historia jest o tyle ciekawa, że dostajemy bardzo dużo takich sygnałów, sprawdzamy je, ale w zdecydowanej większości przypadków to po prostu nie jest ten poziom. Tym razem już gdy zobaczyłem zgłoszenie, trochę się zdziwiłem. Rozmowa też wyglądała inaczej. Zazwyczaj słyszy się coś takiego:

– Wie pan, co prawda to mój syn, ale potrafię być obiektywny. Ba! Jestem nawet dla niego za surowy, ale… po prostu nie ma w Polsce lepszego niż on! Przysięgam!

Tutaj tego nie było. Zero napinki. Mama używała terminologii piłkarskiej na takim poziomie, że mi zaimponowała. Poprosiłem o przysłanie meczów. Chciałem tylko sprawdzić, czy wszystko się zgadza i posłać dalej do trenera, który podejmuje decyzje, ale nagranie przykuwało uwagę. Najpierw dlatego, że był komentator, który strasznie emocjonował się zmaganiami młodych piłkarzy. Po drugie, to był finał turnieju, w którym chłopak grał przeciwko FC Barcelonie. Po trzecie, akurat trafiłem na moment, w którym padła całkiem ładna bramka. Słyszałem tylko: „Hyjek! Hyjek! Hyjek!”. Od razu puściłem to nagranie dalej i rzeczywiście jedynego gola zdobył w tym meczu Javier. Zaprosiliśmy chłopaka na konsultację uzupełniającą w Szamotułach. Świetnie się u nas czuł i udowodnił, że potrafi. Teraz pora, żeby pokazał się na tle naszych najlepszych graczy w tym roczniku.

Hiszpanie kompletnie się nim nie interesują? 

Nie. Ale w ramach ciekawostki mogę powiedzieć, że na meczu w Szamotułach byli skauci z Premier League i okazało się, że już mieli go w notesie. A dobrze wiemy, że ten ruch między Hiszpanią a Anglią na poziomie młodzieżowym jest spory. To sygnał, że chłopak nie jest anonimowy.

Nie masz wrażenia, że cały czas brakuje wam tzw. success story?

Brakuje nam kogoś pokroju Łukasza Podolskiego.

Przez jakiś czas był Adam Matuszczyk, ale to nie ten kaliber. 

Tak. I Ludo Obraniak, w którego sprawę byłem mocno zaangażowany, ale to inny przypadek. On był już dorosłym piłkarzem, a moja rola polegała na tym, że pilotowałem kwestię jego dokumentów. Uważam, że mimo wszystko zostawił po sobie więcej pozytywnych wspomnień niż negatywnych, ale mniejsza z tym. Brakuje nam kogoś, kto przejdzie wszystkie szczeble i trafi do pierwszej kadry. Dość blisko był kiedyś Kacper Przybyłko. W tym sensie, że strzelał bramki dla młodzieżówki, ale najpierw ta drużyna nie awansowała na Euro, a później dopadły go kontuzje i utknął w 2. Bundeslidze. Wierzę, że takim zawodnikiem, któremu się uda, będzie ktoś z trójki: Bednarczyk-Kopacz-Drawz.

Na razie chyba najbliżej jest ten drugi, bo dostaje powołania od Czesława Michniewicza i zaliczył nieoficjalny debiut w pierwszej drużynie Borussii Dortmund. 

Tak, a Drawz podpisał profesjonalny kontrakt z HSV i od dłuższego czasu trenuje z pierwszą drużyną. W niemieckich mediach mówi się, że to jest „następny Arp”, pijąc do tego chłopaka, który już fajnie zaistniał na poziomie Bundesligi. Z kolei Bednarczyk w jednym ze sparingów Bayeru Leverkusen wyszedł w podstawowym składzie. Być może to on będzie pierwszy?

W wywiadach sprzed kilku lat z podobnymi nadziejami mówiłeś o Michaelu Olczyku, a dziś gość gra w Olimpii Grudziądz i nie zawsze jest kolorowo. 

Bo Michael był specyficzny. Fascynujący był jego entuzjazm i to, jak wiele chciał dla nas zrobić, kompletnie nie mówiąc po polsku. Tylko hymn potrafił śpiewać. Niemcy długo za nim chodzili, ale w ogóle nie brał pod uwagę ich propozycji. Chłopak przyjechał do nas na jeden z turniejów eliminacyjnych, zagrał trzy mecze w pełnym wymiarze czasowym. Trener Robert Wójcik powiedział mi później, że Michael przez 270 minut nie przegrał na boisku ani jednego pojedynku. Nawet niedokładnego podania przez cały turniej nie zaliczył! Ewenement. Później miał kontuzję, doszły zawirowania i dziś musi się odbudować. Ale nie ma nawet jeszcze 21 lat i wszystko przed nim.

Wspomniałeś o naszym hymnie. Pilnujesz?

Wszyscy pięknie śpiewają. Najgłośniej wspomniany Maxi Funk, który nie mówi po polsku. Pytam się go kiedyś: „jak to się stało?”. Powiedział, że nagrał sobie na komórkę i puszczał tak długo aż go opanował.

Nie przeszkadza ci to, że dziś nagminnie w twoje buty wchodzą dziennikarze i niemalże wpychają różne dziwne wynalazki do naszych kadr?

Przyzwyczaiłem się. Sam kiedyś byłem dziennikarzem, więc potrafię wczuć się w ich rolę. Mam świadomość, że z czegoś muszą żyć, a to dość wdzięczny temat. Wszystkich zawodników, którzy w ostatnim czasie zostali przez nich „odkryci”, w przeszłości już przerobiliśmy. Mówię o Tarkowskich, Orbanach i tak dalej.

Jak ty patrzysz na obrońcę Burnley?

Jeśli zawodnik, który ma do nas kontakt, zgłasza się w pierwszej kolejności do dziennikarza, jest to dla mnie jasny sygnał, że próbuje coś ugrać. To casus Johnsona sprzed lat – tak stary, że nawet jeszcze przy tym nie pracowałem. Facet chciał wykorzystać naiwną federację i się udało – zagrał dzięki temu dla Anglików i podpisał dobry kontrakt. Może w przypadku Tarkowskiego też to wypali? Fakty są takie – urwał kontakt z nami i zaczęło się klasyczne bicie piany w mediach, ale w tej gierce nie ma tematu gry dla Polski. Z Orbanem było inaczej. On nie ma polskiego obywatelstwa, a nadać mu je może prezydent tak jak Rogerowi. Jego mama była Polką, ale kilkanaście lat temu zrzekła się obywatelstwa i to stąd wynikają problemy. Bardzo chciała to załatwić – już gdy Willi miał 20 lat, przez kilka tygodni jeździła po wszystkich urzędach w Polsce, ale to cholernie ciężka sprawa. Wykazała się determinacją, poddawała ze łzami w oczach, jednak się nie udało. Dlatego to, że media dziś piszą, iż „zaraz stracimy dobrego piłkarza” po prostu nie jest prawdą, bo on nie jest Polakiem.

Słyszałem o innym przypadku – piłkarz obraził się na Polskę, bo PZPN nie chciał zapłacić za jego paszport. 

Chodziło bodajże o 500 euro, a obraził się nie tylko on, a cała jego rodzina. Powiedzieli, że jeśli mu tego nie kupimy, to nie będzie dla nas grał i tyle. No i nie gra. Z reguły rodzice nie robią z tym kłopotu, ale czasami trafia się ktoś, kto traktuje to trochę na zasadzie kontraktu z klubem: „dajcie pieniądze, to się zastanowimy”. No nie, dziękujemy.

Zrzut ekranu 2018-02-09 o 10.51.53

Żałujesz akcji z Dybalą?

Żałuję, że wrzuciłem to do internetu. Nie spodziewałem się takiej fali hejtu.

Coś, co z założenia miało być ciekawostką, wykorzystywano później przeciwko tobie i podważano twój profesjonalizm. 

To był tylko pewien wycinek z większej całości. To nie wyglądało tak, że padło jedno pytanie i jedna odpowiedź na Facebooku. Byliśmy w dłuższym kontakcie. Chłopak miał wtedy 17 lat, grał na argentyńskiej prowincji, gdzie znalazł go mój skaut, który wszystko zaaranżował. Już abstrahując od tego, jakie miał wtedy szanse na zaistnienie, Paulo nam po prostu odmówił. Bardzo grzecznie, ale odmówił. Czy mogliśmy zrobić coś więcej? Nie, również z tego względu, że wtedy nie było nas stać nawet na wyjazd do Niemiec. Dziś jesteśmy profesjonalną jednostką w PZPN-ie, a wtedy w zasadzie byliśmy tylko wolontariuszami. Nawet gdyby Dybala chciał grać dla Polski, nie kupilibyśmy mu biletu lotniczego, bo takie były zasady.

Załóżmy, że dziś znajdujecie takiego Dybalę i mówi wam, że jest zainteresowany. 

Nie mamy problemu z tym, by się nim zaopiekować, ale pojawia się inna przeszkoda – on nie ma paszportu. To trzecie pokolenie tamtejszej emigracji. Z reguły nie mają już nic wspólnego z Polską. Nawet jeśli są zdeterminowani, by posiadać paszport Unii Europejskiej, nie zabiegają o nasz, bo praktycznie od ręki dostają po przodkach włoskich, hiszpańskich czy portugalskich. W ramach ciekawostki opowiem ci o Enzo Kalinskim.

Niedoszłym zbawicielu kadry Smudy? 

Tak, byłem kiedyś prywatnie na Copa America i porozmawialiśmy. Gość kompletnie nie miał pojęcia, gdzie leży Polska. Paszport? Może wyrobi. Babcia? „Chyba była z Polski”. Menedżer go cisnął, że ma chcieć dla nas grać, ale on był kompletnie poza mapą w tej materii. Takie rzeczy się liczą, bo kibice muszą czuć, że facet chce. A on kompletnie się nie przygotował! Zgłosiłem sprawę do sztabu trenera Smudy, piłkarsko został oceniony tak sobie i nie było żadnej możliwości, by dla nas zagrał. Tymczasem przed samym Euro gość poszedł do największej sportowej gazety w Argentynie i na pierwszej stronie ogłosił, że… jedzie z Polską na mistrzostwa!

Niedługo pewnie zostaniesz wywołany do tablicy z powodu innego piłkarza. Leon Goretzka przejdzie do Bayernu Monachium i zapewne zostanie gwiazdą dużego formatu, a kiedyś się z nim kontaktowaliście. 

To nawet nie do końca tak, że przechodził przez nasze procedury. Jest z 1995, a ja byłem kierownikiem reprezentacji Polski w tym roczniku, którą do brązowego medalu mistrzostw Europy U-17 poprowadził Marcin Dorna. Trafiłem na Goretzkę, gdy przeglądałem składy rywali. Poprosiłem naszego skauta na Niemcy, żeby go sprawdził. Wtedy był ten kontakt, ale sprawa skończyła się na tym, że wyszło, iż już od kilku pokoleń Leon nie ma żadnego związku z Polską. Sam był mocno zdziwiony tym, że się do niego odezwaliśmy, bo w jego domu nawet nie pamięta się, co łączy go z naszym krajem. A w półfinale tych mistrzostw przegraliśmy z Niemcami 0-1 po golu Goretzki…

Jest jakiś przypadek, którego szczególnie żałujesz?

Szkoda mi tego Jastrzembskiego, bo to materiał na kawał piłkarza, ale nic z tym nie zrobimy. Nie tylko wspomniany brat, ale też mama była mocno zawiedziona jego decyzją, bo podpowiadała mu Polskę, jednak pozostawiono mu pełną swobodę. Oczywiście życzymy Dennisowi powodzenia, nasze relacje są pozytywne. No i Mateusza Miazgi szkoda. Bardzo chciał dla nas grać, nawet wystąpił na poziomie U-17, ale później Amerykanie użyli wszystkich trików i wpływów, by nie wypuścić Mateusza ze swoich rąk.

Myślałem, że wyciągniesz jakieś większe nazwisko. 

Wiadomo, że pierwszy do głowy przychodzi Koscielny, z którym nasz skaut na Francję rozmawiał jeszcze przed przejściem do Arsenalu. Wtedy był bardzo otwarty, pozytywny i wydawało się, że będzie dążył do tego, by grać dla nas. Po transferze do Kanonierów nie było tematu. Żadnego! Koniec, te drzwi zamknęły się z hukiem.

Zdarza się jeszcze, że na kadrę przyjedzie jakiś ogórek, który odstaje? 

Praktycznie nie. W bazie mamy ponad 500 piłkarzy, którzy grają w Niemczech lub kilku innych krajach na w miarę dobrym lub po prostu dobrym poziomie. Nie biegam za każdym wynalazkiem dziennikarza lub kogokolwiek innego z trzeciej czy drugiej juniorskiej Bundesligi, bo ci zawodnicy po prostu są dla nas za słabi. Jeśli coś w sobie mają, zostaną wyciągnięci wyżej. Wtedy albo zapukamy my, albo możemy rozmawiać, gdy zapukają rodzice. Wybieramy tylko najlepszych z najlepszych.

A zdarzają się jeszcze sytuacje absurdalne? Potrafię sobie na przykład wyobrazić, że bardzo ambitny rodzic stalkuje cię, że koniecznie trzeba dać szansę jego chłopakowi. 

Może najpierw zareklamuję naszą stronę – jeśli jesteś zawodnikiem (lub zawodniczką), który gra poza granicami i chce reprezentować nasz kraj, zgłoś swój profil na stronie polskaut.pl.

Wracając – czasami przychodzą dziwne listy od rodziców. Na przykład o chłopaku z parafialnej szkółki w Anglii, który jest najlepszy, bo strzelił tam 46 bramek w sezonie. Później ciągle dostajemy telefony, dziękujemy za sygnał, ale już dawno sprawdziliśmy, że dzieciak gra w lidze między kilkoma małymi szkołami, nawet nie akademiami. Jednak zgłaszający gość jest tak namolny, że gdy zaczynam go ignorować, szuka w internecie wszystkich możliwych numerów do PZPN-u i dzwoni. Albo wysyła maile do kogo tylko się da, włącznie z prezesem. Taka wiadomość wraca do mnie i tyle. Kiedyś napisał do nas ksiądz z Polski – to nie jest moja działka, ale czasami dostaję taką korespondencję. W tym przypadku myślałem, że to ukryta kamera.

To opowiadaj. 

To był pięknie napisany i uargumentowany elaborat wieloletniego wychowawcy młodzieży o fenomenalnym chłopcu, który zrobi wielką karierę. Świetnie się to czytało, ale na końcu okazało się, że ten dzieciak zajął drugie miejsce w… parafiadzie w biegach przełajowych. Puenta była taka, że ksiądz dostrzegł w nim wielki piłkarski potencjał w trakcie biegu przez las! Bardzo różne sytuacje się zdarzają. Czasami rodzice nie potrafią pogodzić się z tym, że ich dzieci są w bazie już od pięciu lat, ale ciagle nie reprezentują odpowiedniego poziomu, więc piszą negatywne komentarze, ale to jakiś tam margines. W Anglii występuje też taki problem, że czasami słyszymy nazwę solidnego klubu z Premier League, ale okazuje się, że w tamtejszej akademii chłopcy reprezentują słaby poziom i kandydat do naszej kadry jest półkę lub dwie niżej niż nasza grupa selekcyjna. Zwykle czas pokazuje, że mieliśmy rację. Teraz w Anglii mamy boom na polskich bramkarzy. Wychodzą z założenia, że jesteśmy wylęgarnią talentów.

To chyba dobrze, prawda? Jest Grabara i kilku innych chłopaków, którzy robią reklamę następnym.

Musimy rozgraniczyć dwie sprawy. Kamil Grabara z Liverpoolu, Marcin Bułka z Chelsea, Paweł Sokół z Manchesteru City i Jakub Stolarczyk w Leicester City – to są chłopcy, którzy trafili tam z Polski, przeszli przez nasz system szkolenia i potrafią bronić. Jest jednak jeszcze druga grupa – ci, którzy wyjechali tam w wieku pięciu lat lub nawet urodzili się na Wyspach. Kluby chętnie ich przyjmują, bo są Polakami, ale przechodzą oni przez angielski system szkolenia bramkarzy, który nie jest najlepszy, co powoduje, że później trzeba ściągać Grabarę, Bułkę i resztę, bo nie ma kto tam bronić. 90% naszej bazy na Wyspach to właśnie bramkarze, ale jeśli chodzi o jakość, praktycznie nie ma z czego wybierać. Po pół roku ich nie ma i przychodzą kolejni Polacy, bo Anglicy zakodowali sobie, że jesteśmy najlepsi.

Na koniec szybkie pytanie, które nie jest związane stricte z twoją pracą, ale jesteś osobą, która ma odpowiednią wiedzę, by na nie odpowiedzieć. Dlaczego Kamil Grabara zrobi dużą karierę?

Mózg. Bo ma głowę do wszystkiego. Jest postrzegany przez pryzmat swojej obecności na Twitterze i różnie można oceniać te jego wpisy, ale poznaje bardzo wielu młodych piłkarzy i muszę powiedzieć, że Kamil jest poniekąd wyjątkowy. Intelektualnie to bardzo wysoki poziom zarówno sportowca, jak i człowieka.

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI


ROKI KONIEC

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
JuanPablo

Z biegiem czasu trochę inaczej patrzę na kwestię piłkarzy polskiego pochodzenia. Jeszcze kilka lat temu hejtowałem władze PZPNu że nic nie robią wobec zdolnych piłkarzy którzy mogliby grać dla reprezentacji Polski, a „kradną” ich tacy Niemcy. Dzisiaj po upływie tych kilku lat mam dosyć negatywny stosunek do uszczęśliwiania tych zawodników za wszelką cenę. Jak nie czujesz związki z biało-czerwonymi barwami to nikt nie będzie Cię do niczego zmuszać. Po co? Nie róbmy z reprezentacji targu komu się bardziej opłaca przyjąć obywatelstwo. Chcesz grać, jesteś Polakiem, to jasno to zadeklaruj i tyle. Zero proszenia.

Abominator

Właściwie to kadra seniorska nie ma absolutnie żdnego pożytku z tych wybłagiwanych nastolatków. Kiedyś była np. awantura o niejakiego Kobylanskiego, mająca na celu tylko zrobienie mu popularki, a gdzie jest dzisiaj ten szczyl? W 3, Bundeslidze.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Abominator

To się zabij, nie będziesz musiał latami żyć z takim brzemieniem, Załatw to szybko.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz