post Avatar

Opublikowane 07.02.2018 19:11 przez

Przemysław Michalak

Argentyna uśpiła moją czujność. Wszystkie miejscowości, zarówno te większe jak i mniejsze, odwiedzane przeze mnie na wschodzie witały mnie z ogromną życzliwością. Sprawdzały się też przepowiednie większości obieżyświatów, że to właśnie Argentyńczycy najbardziej kochają podróżować i pomagać podróżnikom. Bezpieczeństwo? Czułem się wyjątkowo spokojnie. Gaz pieprzowy czy pałka teleskopowa, nawet nie wiem kiedy, wylądowały gdzieś na dnie plecaka i nie wyciągałem już ich nawet na noc spędzaną w namiocie. Do czasu…

Nie rozumiem was – odpowiadałem trzem chłopakom, którzy najpierw krzyczeli coś do mnie z odległości kilkudziesięciu metrów, a chwilę później stali tuż obok. Byli normalni, uśmiechnięci, wyglądali na około 20 lat. Dwóch z nich podjechało na skuterze, jeden podbiegł do mnie znienacka. Mówili coś w moją stronę, ale kompletnie nie wiem, czemu nic z tego do mnie nie trafiało.

Naprawdę Was nie rozumiem.
– Dawaj plecak! – krzyknął jeden z nich momentalnie zmieniając ton.

To zrozumiałem. Nie było jednak czasu na zastanowienie, bo mówiąc to szarpnął mój mniejszy plecak, który miałem na brzuchu. Zaskoczył mnie. Tym jednym pociągnięciem wyrwał plecak z mojej prawej ręki, tak, iż ten zawisł jedynie na lewej stronie. Błyskawicznie odszarpnąłem i owinąłem go sobie go wokół kończyny, żeby napór z mojej strony był mocniejszy. W międzyczasie z prawej strony poczułem uderzenie w głowę. Pierwsze, chwilę później drugie. Teraz pamiętam to jak przez mgłę. Skupiałem się tylko na utrzymaniu plecaka, drugi atakujący mnie uderzeniami z boku zdawał się mnie wówczas nie interesować. Trzeci z kolei siedział na motorze przyglądając się całej sytuacji:

WYPIERDALAĆ CHUJE PIERDOLONE!
– WYPIERDAAAALAĆ, BO WAS ZAJEBIĘ! – nie miałem pojęcia nigdy wcześniej, iż tkwi we mnie taka złość i taka agresja. Adrenalina spowodowana napaścią wzięła jednak górę, a ja nie hamowałem się ani na sekundę.
– WYPIERDALAĆ! WYYYYYYPIEEEEERDAAAAAALAAAAAAAAAĆ! – krzyczałem coraz to głośniej z wściekłością jeszcze potężniejszą, rzucając się przy tym jak opętany.

Czułem przypływ nieprawdopodobnej siły. W całym tym szale, który ogarnął mój umysł, udało mi się jednak zachować resztki zdrowego rozsądku. Zerknąłem kątem oka na ulicę i szarpnąłem plecakiem jeszcze mocniej. W tym samym czasie zrobiłem też dwa szybkie kroki do tyłu, by znaleźć się na środku jezdni. Byłem przekonany, że jeśli jeszcze chwilę uda mi się utrzymać plecak, to zatrzymam jakieś auto skąd dostanę pomoc.

Nikt nie pomógł…

Cała zadyma trwała… kilkanaście sekund? Kompletnie straciłem rachubę czasu. Chłopaki prawdopodobnie wystraszyli się złości i agresji bijącej z mojego głosu i mimiki twarzy. Nie mam też pojęcia, ile razy dostałem po ryju od tego drugiego, ale albo bił jak ciota, albo adrenalina sprawiła, iż nie zwróciłem szczególnej uwagi na żaden cios. Pamiętam tylko moment, w którym wyrwałem plecak. Sekundę później biegłem już środkiem ulicy, nie zważając na samochody. Zatrzymałem się kilometr dalej. Ten sprint zapamiętam do końca życia. Santa Fe również…

Takim sposobem stanąłem na wylotówce w stronę kolejnego miasta. Rosario… Miasta Boga futbolu – Leo Messiego.

Rosario to trzecie co do wielkości miasto Argentyny. Trzeba jednak powiedzieć, że niczym szczególnym się nie wyróżnia. Z pozoru miasto jak każde inne. Brak tu jednak wielkich drapaczy chmur, ale również nie ma zbyt wielu atrakcji czy miejsc, nad którymi możemy powzdychać z zachwytu. Rosario po prostu jest. I byłoby dla mnie kolejnym zwykłym przystankiem na mapie, gdyby nie 24 czerwca 1987 roku. W tym dniu narodził się Messi. Leo Messi. Właśnie tu, w Rosario.

Rosario z hiszpańskiego oznacza niemniej nie więcej tylko Różaniec. Jeżdżąc po Ameryce Łacińskiej, gdzie połowa miast nazwana jest ku czci świętych, miejscowość „Różaniec” już mnie w ogóle nie dziwi. Tak samo jak i to, że kierowca, który do Rosario mnie wwiózł, zostawił mnie na ulicy – a jakżeby inaczej – Jana Pawła II. Trzeba jednak powiedzieć szczerze, że ani Messi – Bóg futbolu, ani Jan Paweł II – wysłannik Boga w niebie, nie są najpopularniejszymi osobami w tym mieście. Nie jest też nim Maradona czy argentyński aktualnie papież – Franciszek. Dla mieszkańców Rosario największym bohaterem jest Che. Che Guevara! Urodzony właśnie w Rosario komunistyczny morderca w opinii wielu mieszkańców jest jak męczennik, bohater, idealista, który oddał życie w obronie wyższych wartości. Gdy w dniu przyjazdu do Rosario oglądałem sklep z naklejkami na auto i znalazłem tam osiem nalepek z Che (i tylko jedną z Messim), byłem jeszcze tylko zdziwiony. Gdy jednak dzień później na budynku klubu Grandoli, gdzie swoje pierwsze kroki w futbolu stawiał Messi, tuż przy głównym wejściu zobaczyłem to: nic już mnie nie dziwiło.

che guevara mural

Che Guevara w Rosario to bohater. A Messi? Prawdopodobnie jest najpopularniejszym Argentyńczykiem – prawdopodobnie, bo część starszego pokolenia na piedestał wystawia jednak Maradonę – ale nawet w Rosario nie jest bohaterem. Z prostego, choć tak niezrozumiałego dla nas powodu. Messi nie gra w Argentynie. Messi łupie gdzieś tam w Hiszpanii, strzela gola za golem, bije co rusz to nowe rekordy, ale tam – w Barcelonie. Nie w Rosario czy Buenos Aires. Argentyńczycy kochają futbol, ale głównie ten argentyński. Jasne, znają Lewandowskiego, Suareza czy Benzemę, ale ci wszyscy grajkowie z Europy są jedynie… grajkami z Europy. Dla Argentyńczyków liczy się tu i teraz. Liga argentyńska, a nie Liga Mistrzów. River Plate, a nie Real Madryt. Tevez, grający aktualnie w Boca Juniors, a nie Messi. Proste, prawda?

Messiego na ulicy za dużo więc nie ma. Gdy ktoś chodzi w koszulce Albiscelestes, to z wielkim prawdopodobieństwem stwierdzić można, że z tyłu jest dycha z nazwiskiem „pchły”. Zdecydowanie więcej jednak w Argentynie jest koszulek Boca, River Plate czy miejscowych klubów – w zależności od części kraju, w jakiej się znajdujemy. Nie inaczej jest w Rosario.

Dom Messiego? No, on jest z Rosario, ale nie mam pojęcia, gdzie  jest jego dom – odpowiedział mi zaskoczony mężczyzna.

Dobrze wiedziałem, gdzie szukać domu piłkarza. Z premedytacją pytałem jednak kolejne to osoby, by uzyskać odpowiedź. Nie otrzymałem jej od nikogo. Dopiero gdy doszedłem do ulicy Estado de Israel i zacząłem szukać numeru 525, a ulica malejąc od 2000 zatrzymała się na numerze 1000 i urwała się, zgłupiałem. Z pomocą przyszedł mi miejscowy Argentyńczyk. Nie wiedział, gdzie jest dom Messiego. Wiedział jednak, gdzie znajdę kontynuację ulicy z numerami mniejszymi niż 1000.

dom messiego

Tak oto trafiłem do domu Leo Messiego. Domu, który do dziś stoi … pusty. Rodzina Messich nigdy go nie sprzedała, ale też raczej nie często jest on użytkowany.

Mieszkał tu kiedyś brat Messiego. Ostatnio jego wujek kilka lat temu – powiedziała mi sąsiadka Marta. Starsza pani, lekko przygłuchawa, która na odpowiedź skąd pochodzę usłyszawszy „Polonia”, odparła: Colombia? Jakie miasto w Kolumbii? Bogota?
– Nie, proszę pani, Polonia, Europa!
– Aaaa, Papa Juan Pablo Segundo.
– Tak, tak, a znała pani Messiego prywatnie? Ma pani jakieś wspomnienia z nim? – pytałem dalej
– Ja mam – odparła kobieta, która przysłuchiwała się naszej rozmowie od kilku sekund. Okazała się być córką mojej rozmówczyni i koleżanką Lionela z sąsiedztwa.
– Był ode mnie parę lat młodszy, dlatego też nie zwracałam na niego uwagi. Dziecko jak dziecko. Wiecznie biegające za piłką. Jak nie miał piłki, to brał butelkę albo robił sobie piłkę z papieru. I też kopał.

Dzisiaj o tym, że to właśnie stąd pochodzi Messi – poza pamięcią jego sąsiadów do teraz żyjących na tej ulicy – przypominają również dwa murale znajdujące się 100 metrów od posesji numer 525. Murale z podobizną właśnie lokatora tego mieszkania.

messi mural1 messi mural2
By znaleźć więcej śladów Messiego w Rosario, udałem się w wędrówkę taką samą drogą, jaką mały Leo pokonywał niemalże codziennie. Z domu na boisko Grandoli – pierwszego klubu filigranowego Argentyńczyka. Trasa ciągnąca się głównie wzdłuż ulicy Avenida Uriburu zajęła mi około dwudziestu minut. Po drodze minąłem jedno boisko, ale zarówno dzisiaj jak i w latach 90. XX wieku poza bramkami za wiele wspólnego z futbolem ono niema. Nic więc dziwnego, że Leo tak samo jak i ja nie zatrzymywał się i z piłką przy nodze szedł parę kroków dalej. Czy tak samo jak ja teraz Leo odczuwał strach idąc tą ulicą? Śmiem wątpić. Dla małego chłopczyka straszne są duchy czy mama po wywiadówce. Ja jednak nauczony doświadczeniem dnia poprzedniego, widząc mijających mnie typów spod ciemnej gwiazdy, trzymałem cały czas rękę w kieszeni. Gdzieś tam, nieprzypadkowo, w tej samej kieszeni znajdował się również gaz pieprzowy. Trzeba bowiem przyznać, iż barrio, w którym dorastał Messi do najprzyjemniejszych nie należy.

Czego tu szukasz, kolego? Niebezpiecznie jest tutaj kręcić się z plecakiem – zagadnęła mnie starsza kobieta siedząca z wnukami tuż przy stadionie.
– W zasadzie to jestem dziennikarzem z Polski i szukam pana Carlosa Gomeza, który mieszka w okolicy, ale nie wiem gdzie.
– Po drugiej stronie boiska. A czego od niego chcesz?
– Wiem, że pracuje w klubie, chciałem wypytać o kilka rzeczy.
– O Messiego?
– Tak, znała go pani?
– Wszyscy go tu znają. Albo inaczej, wszyscy mówią że go znają – śmiała się.
– To w takim razie niech mi pani powie coś więcej o pani wspomnieniach.
– Zaczynał grać na tym boisku – wskazała na płytę znajdującą się za naszymi plecami. – Ale to pewnie wiesz. Jest jednak w wieku mojego syna, więc czasem razem kopali piłkę. Mój mąż zna dobrze jego tatę – Jorge Messiego, byli kumplami. Pamiętam jak Jorge razem z Leo wyjeżdżali do Barcelony, mąż był wówczas podekscytowany.
– To niesamowite – kipiałem z podniecenia. – A Antonella jest również z tej dzielnicy?
– Antonella to także „rosariana”, ale nie mieszkała w naszym barrio. Cieszę się jednak, że Leo ją poznał, bo są dzisiaj wspaniałym małżeństwem. Ich miłość jest wzorem dla wielu młodych ludzi, a Leo chyba też się cieszy, bo Antonella to piękna kobieta.

Stadion Grandoli jest typowym obiektem dla dzieci. Wielkości, myślę, podobnej do polskich orlików. Dzieci w tej części Rosario szkolą się na nim już od wielu lat. Tak samo Carlos Gomez mieszkający po drugiej stronie ulicy, który pracuje w klubie ponad 40 wiosen.

boisko messiego

Pamiętam Leo jak u nas zaczynał. Był najmniejszy, ale nikt nie potrafił go powstrzymać na boisku. Nie dziwię się, że Barcelona go wzięła.
– A wasz klub Grandoli funkcjonuje do teraz. Chyba cieszycie się ogromną popularnością, prawda?
– Nie wszyscy wiedzą, gdzie zaczynał Messi, bo przecież do Barcelony odszedł z Newell’s Old Boys. Zdarzają się jednak czasami przypadki, że chłopaki przychodzą do naszego klubu dlatego, bo chcą być jak Leo Messi i u nas stawiają pierwsze kroki.
– I są jakieś szanse, że wydacie na świat nowego Messiego?

Mężczyzna zaśmiał się, odpowiadając, iż na to liczy, a ja pożegnałem się chwilę później. Skwar panujący w Argentynie dawał mi się we znaki, a do miejsca, w którym zostawiłem bezpiecznie swój większy plecak miałem ponad pięć kilometrów. Na koniec rzuciłem jeszcze raz wzrokiem w stronę boiska, na którym swoją przygodę z futbolem rozpoczynał Leo i szczęśliwy wróciłem po swoje toboły. Z Rosario pożegnałem się dzień później, ruszyłem w stronę Buenos Aires. Tym razem moim celem nie będzie szukanie domów, a futbolu. Tak, by zrozumieć, jak to możliwe, że w 40 milionowym kraju znajduje się aż 28 klubów grających w Primera Division.

Z Argentyny, Mateusz Koszela
Autostopem w świat sportu!

Opublikowane 07.02.2018 19:11 przez

Przemysław Michalak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ekstraklasa stan umysłu
Ekstraklasa stan umysłu

Mega!!! Szacunek!!!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Fidel
Fidel

Good Old Boys to był świetny zespół. Grał wszystko – i country i western.

Włochy
05.07.2020

Rzym stracił tożsamość, teraz traci nadzieję. Co czeka amerykańską AS Romę?

Osiem porażek w 2020 roku – a w zasadzie dziewięć, bo remis w derbach to jak porażka – to bilans AS Romy, która przeżywa największy kryzys od lat. Zamiast powrotu na szczyt, Giallorossi muszą się martwić, czy nie wypadną nawet z Ligi Europy. Kibice nie krytykują już pod nosem. Rzymskie uliczki huczą od obelg kierowanych głównie pod […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Na papierze lepszy Piast. Ale z papieru Lavicka robi samolociki

Śląsk rozegra dziś bardzo ważny w kontekście walki o wicemistrzostwo Polski mecz z Piastem. Wiemy, że drużyna z Wrocławia ciągle kręciła się w tym sezonie po górnej połówce tabeli, ale musimy przyznać, że dość długo nie spodziewaliśmy się, że dalej będzie w grze o taki wynik. Dlaczego? Główny powód jest taki, że gdy patrzymy na […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Benedikt Zech – jeden z największych wiosennych zjazdów w Ekstraklasie

Nie napiszemy, że to największy wiosenny spadek formy piłkarza w Ekstraklasie, bo kilku mocnych konkurentów by się znalazło. Na przykład dołujący Jesus Imaz w Jagiellonii. Na pewno jednak Benedikt Zech z Pogoni Szczecin to jeden z tych, którzy w tym roku najbardziej obniżyli loty w porównaniu do rundy jesiennej. Austriak z czołowego stopera stał się […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bruno Fernandes – klucz Manchesteru United do bram Ligi Mistrzów

2 listopada 2019 roku Manchester United przegrał wyjazdowe spotkanie z Bournemouth i osunął się na dziesiąte miejsce w tabeli Premier League. Sporo się wówczas mówiło o konieczności wymiany trenera na Old Trafford, a szanse „Czerwonych Diabłów” na zajęcie w tabeli miejsca gwarantującego udział w Lidze Mistrzów wyglądały naprawdę marnie. Ale sytuacja się zmieniła. Wczoraj podopieczni […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Czy właśnie poznaliśmy mistrza Włoch?

Podobno Milan od dawna nie siada przy jednym stole z tymi, którzy rozdają karty w świecie calcio. Podobno, jednak dziś było inaczej. Dziś każdy, kto tak sądził, dostał od Rossonerich pstryczka w nos. Bo całkiem możliwe, że to właśnie Milan wygrywając na Stadio Olimpico z Lazio jako pierwszy zespół w tym sezonie Serie A, rozstrzygnął losy mistrzowskiego […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Festiwal błędów w wykonaniu Lechii. Gra o puchary będzie ciekawsza

Wiele kart w lidze do rozdania już nie ma, ale walka o puchary – i owszem, ten serial może potrwać do końca. Po części dlatego, że kluczowy w tej układance jest Puchar Polski. Po części dlatego, że o czwarte miejsce, które może być premiowane grą w Europie, walczy wciąż całkiem spora stawka. Wygrana w Gdańsku […]
05.07.2020
Niemcy
04.07.2020

Klasa Lewego, klasa Bayernu. Bayer dodatkiem do finału Pucharu Niemiec

To miał być przyjemny wieczór i dla Bayernu, i dla Roberta Lewandowskiego. Tak też się stało, wszystko poszło zgodnie z planem. Monachijczycy pewnie pokonali Bayer Leverkusen w finale Pucharu Niemiec. W swojej historii sięgnęli po to trofeum po raz dwudziesty. „Lewy” przyczynił się do tego dwoma golami, dzięki czemu pobił życiowy rekord strzelecki w jednym […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Takich skrzydłowych lubimy. Czas zacmokać nad Kamińskim

Trzy gole, jedna asysta i jedno kluczowe podanie – może nie jest to oszołamiający dorobek dla skrzydłowego. Ale jeśli skrzydłowym jest osiemnastolatek, który tak naprawdę regularnie zaczął grać dopiero od wiosny, a jeszcze przez początek rundy grał na boku obrony – wówczas wygląda to już przyzwoicie. Na Jakuba Kamińskiego po prostu aż miło popatrzeć. To […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Warta wysycha, dziś pomogli jej w tym sędziowie

Warta Poznań, choćby chciała, z barażów o Ekstraklasę się nie wypisze. Ma za dużą przewagę, poza pierwszą szóstkę już nie wypadnie. Drużyna z Wielkopolski jednak konsekwentnie oddala się od bezpośredniego awansu. Na domiar złego, dziś została ofiarą chwilowego zaćmienia sędziów, których błędy niestety stają się normą w I lidze po koronawirusowej przerwie. Doliczony czas pierwszej […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Prawa obrona, czyli dziura w legijnej konstrukcji

Legii nie udało się dzisiaj przyklepać mistrzostwa, ale chyba nikt nie ma większych wątpliwości, że tak się stanie. Wojskowi musieliby przegrać wszystko do końca, reszta wygrywać, no, bez szans. Dlatego już teraz trzeba myśleć o eliminacjach do Ligi Mistrzów. I wydaje się nam, że dostrzegamy w tej konstrukcji sporą lukę: mianowicie chodzi nam o prawą […]
04.07.2020
Włochy
04.07.2020

Juventus wygrywa derby. Ronaldo przełamuje się z wolnego

Tyle prób, tyle niepowodzeń, tyle okrzyków frustracji, że kibice Juventusu już chyba przestali wierzyć, że kiedyś to będzie miało swój kres. Odkąd Cristiano Ronaldo przyszedł do Turynu, w Padzie przepłynęły już hektolitry wody, a genialny Portugalczyk wciąż pozostawał bez bramki z rzutu wolnego, choć przecież swojego czasu był uznawany za jednego z najwybitniejszych egzekutorów tego […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Koronacja przełożona. Lech oddaje głos do Gliwic

W ostatnich dniach ludzie związani z Lechem Poznań często wracali do poprzednich spotkań z Legią Warszawa. Narracja była prosta – może i oba przegraliśmy, ale zarówno w październiku, jak i w maju, gorsi od rywala nie byliśmy. Jeśli była to zorganizowana akcja, mająca na celu zbudowanie pewności siebie przed trzecim starciem z liderem Ekstraklasy, trzeba […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Raków tym razem nie dojechał na pierwszą połowę

Jeśli oglądaliście poprzednie mecze Zagłębia i Rakowa w grupie spadkowej, to doskonale wiecie, że chwytając za piloty nie musicie obawiać się o plażowanie. Szczególnie może podobać się Raków i to on był faworytem. Raz, że grał u siebie, dwa – w Zagłębiu brakowało Białka, Żivca i Drazicia (uraz wykluczył go z końcówki sezonu, wrócił  się […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Stal Mielec – Robin Hood I ligi. Ogrywa czołówkę, traci z dołem tabeli

Jak powinien grać lider tabeli w meczach z ekipami, które walczą o utrzymanie? Pewnie, konkretnie, efektownie. I właśnie takich przymiotników nie użyjemy, żeby opisać postawę Stali Mielec, która znów potknęła się w spotkaniu, w którym była zdecydowanym faworytem. Punkt z Mielca wywozi dziś Odra Opole, choć – szczerze mówiąc – drużyna Dietmara Brehmera może być […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Status quo zachowane, Miedź remisuje z Tyskimi

Bardzo fajnie ogląda się w ostatnich tygodniach I ligę, serio. Nie ma w tym krzty ironii, nawet jeśli momentami brakuje defensywnego ogarnięcia czy technicznej dokładności – atrakcyjność zupełnie to rekompensuje. Dzisiaj w Legnicy znów za nami bardzo przyjemne 90 minut: cztery gole, sporo okazji, wymiana ciosów i wynik, który nie daje nam żadnych odpowiedzi przed […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

LIVE: Lechia może zaatakować podium, ale woli spacerować

W Warszawie pewnie czuć już przyjemne podniecenie przed wieczorem. Legia nawet w przypadku remisu przyklepie dziś mistrzostwo Polski. Ale zanim przeniesiemy się do Poznania, to najpierw przystaweczka – starcie Rakowa z Zagłębiem, czyli największych przegranych (?) rundy zasadniczej. A po klasku w Poznaniu jeszcze przeniesiemy się do Gdańska, żeby zerknąć na to, czy Lechia z […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Drugi spadek z rzędu? Zagłębie Sosnowiec pomyliło kierunki

Trzy mecze bez zwycięstwa, trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Zagłębie Sosnowiec zmieniało trenera i skrycie marzyło o wskoczeniu do grupy, która powalczy o awans w barażach. Marzenia zweryfikowało jednak życie, bo nawet mimo płaskiej tabeli, sosnowiczanom bliżej dziś do gry o utrzymanie niż o promocję. Co dzieje się w Sosnowcu i czy faktycznie kibice […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Lech Poznań, czyli tęsknota za byciem Miauczyńskimi

Czy komuś się to podoba, czy nie – czas duopolu legijno-lechowego był najciekawszym okresem w Ekstraklasie ostatniego dziesięciolecia. Nie tylko na boisku, ale i poza nim. Podbieranie sobie piłkarzy, wyścigi na szpileczki, Leśnodorski wytykający palcami błędy Lecha, Klimczak śmiejący się z podklejaniem gumą stołu przez Leśnodorskiego. Ale duopolu już nie ma. Jest monopol. I nawet […]
04.07.2020