Najpierw 0-2, później cała połówka w osłabieniu. Kozacki comeback Monaco!
Weszło

Najpierw 0-2, później cała połówka w osłabieniu. Kozacki comeback Monaco!

Całkiem pasjonująca jest w tym sezonie rywalizacja o mistrzostwo wicemistrzostwo Francji. PSG odjechało reszcie stawki na przynajmniej kilkanaście punktów, ale za plecami paryżan kotłuje się trójka Marsylia-Monaco-Lyon i im dalej w las, tym większy mętlik mamy w głowie, gdy próbujemy wskazać ekipę, która sezon skończy bez medalu i bez awansu do Ligi Mistrzów. Dzisiejszy mecz pomiędzy Lyonem a Monaco tylko potwierdził, że to momentami jazda bez trzymanki. 

Pierwsza połowa była napakowana jak kabanos. Oczywiście ciekawymi zdarzeniami. Skupimy się na tych najważniejszych. W 12. minucie Mariano Diaz podjął dość niespodziewaną decyzję o oddaniu strzału z dalszej odległości. Wydawało się, że jedynym pożytkiem z tej próby będzie odnotowanie jej w statystykach, tymczasem po rykoszecie piłka nabrała tak dziwnej rotacji, że chłopak nie tylko strzelił 14 gola w sezonie ligowym – przy okazji jeszcze wyeliminował z gry Danijela Subasicia, który wpadł na słupek.

Na tym nie koniec, bo goście z Lyonu wyczuli, że mogą dziś zrobić krzywdę sąsiadom z tabeli. Jeszcze przed 30. minutą prowadzenie podwyższył Bertrand, który wykorzystał dośrodkowanie z lewej strony Mendy’ego. Spore było nasze zdziwienie, gdy w tej sytuacji piłkarze Lyonu dali sobie jeszcze wyrwać z rąk kierownice i stracili kontrolę nad tym spotkaniem.

Keita Balde. To bohater następnego kwadransa. Warto mu się przyglądać, bo zapewne napsuje sporo krwi naszym obrońcom na mundialu w trakcie meczu z Senegalem. Bardzo nie chcielibyśmy, by zachowywał się wtedy tak jak w 31. minucie. Przejął piłkę gdzieś na 40. metrze, wpadł na gazie w pole karne i pięknie huknął po długim słupku. Gol z niczego, ale bardzo ładny. Chcielibyśmy za to, by na mundialu zachowywał się tak jak w 40. i 44. minucie. Dał pokaz głupoty – pierwsze żółtko zobaczył za odkopnięcie piłki po gwizdku, drugie za chamski faul w kompletnie niegroźnej sytuacji. Zasłużony zjazd do bazy.

Doszło do niego już przy stanie 2-2, w czym spory udział miał Kamil Glik. Polak został powalony w polu karnym przy jednej z wrzutek i sędzia wskazał na wapno, a karnego na gola na raty zamienił Falcao. Nawet abstrahując od tej sytuacji, wydaje nam się, że nasz stoper rozgrywał naprawdę niezłe zawody. Szczególnie w drugiej połowie w swoim stylu popisał się kilkoma ofiarnymi interwencjami. I również dzięki nim grające w „10” Monaco tego meczu nie przegrało.

Ba! Wygrało! Lyon oczywiście miał swoje sytuacje, ale to Anthony Lopes zdecydowanie nie mógł narzekać na nudę. Falcao, Rony Lopes, Tielemans – między innymi ich próby albo mijały bramkę, albo radził sobie z nimi golkiper OL. Aż w końcu w 89. minucie skapitulował po kolejnym uderzeniu Lopesa, które poprzedził błąd naszego starego znajomego z Wisły, Marcelo.

Niebywałe. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Kolejny dowód na to, że w poszukiwaniu piłkarskich uczt trzeba częściej zaglądać do Francji.