FA Cup pod znakiem kapitalnych rzutów wolnych
Anglia

FA Cup pod znakiem kapitalnych rzutów wolnych

Kibice brytyjskiej piłki z pewnością przyjęli terminarz na ten weekend z rezerwą — nie grała Premier League, czyli najpewniejsza gwarancja cotygodniowych emocji, tamtejsze drużyny mierzyły się za to w ramach FA Cup. Można się przerzucać argumentami na tak i na nie, stojącymi za tymi rozgrywkami, ale my podamy tylko dwa, mówiące o tym, że warto było dziś spędzić czas na Wyspach. A chodzi nam konkretnie o dwa rzuty wolne.

Gole zdobywali w ten sposób Kevin De Bruyne oraz Marcos Alonso, natomiast trzeba podkreślić, jak w różnym stylu to się odbyło. Hiszpan uderzył – by tak rzec – klasycznie, piłka ominęła mur górą, ale w odpowiednim momencie obniżyła lot, by zmieścić się gdzieś pod poprzeczką. Belg natomiast podszedł do sprawy inaczej, uznał, że obrońcy będą skakać, spodziewając się kopnięcia górą, więc on po prostu nie podniósł piłki. Wpadło. Można stwierdzić, że Belg puścił szczura, ale to chyba za brzydkie określenie na tak cudowne uderzenie – stwierdźmy więc, że piłkarz City zagrał jak wytrawny snookerzysta, kierując bilę do kieszeni. Bramkarz Cardiff nawet nie drgnął, skojarzyło nam się trafienie Ronaldinho z Werderem, ale przecież nie trzeba szukać tak daleko, De Bruyne pokonał w identyczny sposób Boruca, gdy Obywatele grali z Bournemouth.

Natomiast jeśli spojrzeć na oba dzisiejsze mecze (Chelsea – Newcastle i Cardiff – City) globalnie, to więcej emocji przyniósł ten drogi. Walijczycy chcieli się faworytowi postawić i momentami szło im to nieźle, ale brakowało kropki nad i, rozczarowany może być na przykład Hoilett. Raz po jego uderzeniu piłka musnęła poprzeczkę, w innym wypadku Bravo popełnił błąd, piłka wyślizgnęła mu się po strzale Kanadyjczyka z rąk, ale w ostatniej chwili złapał ją przed linią.

Pamiętając jednak o paru zrywach Cardiff, trzeba też przypomnieć, że gospodarze mieli masę szczęścia do decyzji sędziowskich. Przede wszystkim arbiter nie uznał gola Silvy, twierdząc, że Sane absorbował uwagę bramkarza, znajdując się na spalonym. Nawet jeśli uznać, że sylwetka Niemca była delikatnie za linią, a trzeba do tego linijki i cyrkla, to przecież Etheridge nie miał żadnych szans na obronę tej torpedy. Mógłby w poniedziałek dostać info, gdzie i kiedy będzie strzelał Portugalczyk, ale nic by to nie zmieniło. Inny błąd? Brak czerwonej kartki dla Bennetta w pierwszej połowie, wyleciał dopiero w końcówce meczu. Przecież to jest boiskowy bandytyzm:

No, ale City, choć poobijane, jednak spokojnie dowiozło 2:0 do końca. Wynik ustalił Sterling, który… trafił głową. Chłopak ma 170 centymetrów – dość niespodziewanie stoperzy Cardiff wybrali się na zbieranie agrestu w środku meczu.

*

W sumie wychodzi z tego opisu, że Cardiff aż tak mocno się nie postawiło, natomiast w porównaniu do Newcastle zrobiło i tak dużo. Sroki wyszły na starcie z Chelsea przestraszone, jakby wierząc, że w pierwszej, drugiej i trzeciej kolejności zabezpieczenie tyłów przyniesie im sukces. Okej, gospodarze trochę się męczyli, pierwsze pół godziny było senne i wiele się nie działo, ale jak poszło, to poszło. Najpierw Batshuayi po super akcji wpakował piłkę na pustaka, potem miał trochę szczęścia i zaskoczył Darlowa dzięki rykoszetowi.

Newcastle jakby wtedy zrozumiało, że futbol dopuszcza taką abstrakcję jak akcja ofensywna, ale było już za późno. Parę razy szarpnął i uderzył choćby Shelvey, lecz Caballero – z większymi bądź mniejszymi kłopotami – sobie radził i zachował czyste konto. Mecz bez większej historii, więc dobrze, że Alonso zaserwował wspomniane już cudo w końcówce z wolnego, bo zapomnielibyśmy o tym spotkaniu przed podwieczorkiem.

Chelsea – Newcastle 3:0

Batshuayi 31′ 44′ Alonso 72′

Cardiff City – Manchester City 0:2

De Bruyne 8′ Sterling 37′

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz