Cichy lider Alaves, o którym znów jest coraz głośniej
Hiszpania

Cichy lider Alaves, o którym znów jest coraz głośniej

Tyle mówi się w ostatnich latach o zdejmowaniu presji z młodych zawodników, że podczas ich szkolenia nie powinno się patrzeć na wyniki, bo wysokie oczekiwania hamują rozwój. Nie wykluczamy, iż ta teoria nie jest słuszna, ale nie wszędzie znajduje odbicie w rzeczywistości. Weźmy taką La Masię – to wszak marka sama w sobie i wystarczy tylko posiadanie jej w CV, by wymagania wobec danego zawodnika od razu kilkukrotnie wzrosły. Tym bardziej, jeśli parę razy pokaże się na przykład w UEFA Youth League. Wtedy już naprawdę nie ma zmiłuj.

Gdyby Munir El Haddadi przeczytał powyższy wstęp, pewnie pomyślałby coś w stylu: „cholera, przecież znam to wszystko z autopsji!”. O utalentowanym Marokańczyku cules mówili już wcześniej, ale to sezon 2013/14 był dla niego przełomowy. Ba, wokół tamtej młodzieżowej ekipy Barcelony, która wygrała wówczas Młodzieżową Ligę Mistrzów, w ogóle powstał niezły baby boom. Spodziewano się, że kariery Wilfrieda Kaptouma, Adamy Traore czy właśnie naszego bohatera zaraz się mocno rozpędzą, ale z perspektywy czasu chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, iż właśnie wtedy osiągnęli swój szczyt formy.

Cztery lata później Munir znów próbuje nawiązywać do tamtych starych dobrych czasów, choć już oczywiście na seniorskim poziomie. Latem Barcelona oddała go na wypożyczenie do Deportivo Alaves, bo na pierwszy skład Blaugrany był po prostu za słaby. Przez lipiec i sierpień przewinęło się sporo nazw klubów niby zainteresowanych pozyskaniem napastnika, lecz większość z nich to byli „windows shoppers”. Zespół z Vitorii to też ma być dla niego okno wystawowe. Kiedyś pisano o nim, iż jest przeznaczony do sukcesu, od dłuższego czasu jednak, w kontekście Dumy Katalonii, częściej pada określenie „przeznaczony na sprzedaż”.

W poprzednim sezonie El Glorioso zajęli 9. miejsce w tabeli stali się rewelacją rozgrywek o Puchar Króla, gdzie dopiero w finale ulegli Barcelonie, ale tamtej kadry nie udało się utrzymać. To nie była nawet przebudowa drużyny, tylko totalna rozwałka i stawianie od nowa wraz z fundamentami. Kilkanaście transferów z klubu, potem kilkanaście do niego i to niekoniecznie z jakąś głębszą myślą przewodnią. Jesteś wolny i w miarę tani? Alaves mogłoby się reklamować tym samym hasłem co McDonald’s – wpadnij na chwilę, a może zostaniesz na dłużej.

El Haddadi stał się twarzą rewolucji, która latem przeszła przez Estadio de Mendizorroza i przez pierwsze miesiące była to twarz człowieka nie tyle bezradnego, co zagubionego. Trudno było zgrać całą tę ekipę, a skoro tak, to również indywidualnie każdy miał pod górę. Coś drgnęło dopiero w grudniu, kiedy Deportivo przejął Abelardo. Wtedy i wypożyczony z Blaugrany piłkarz zaczął spisywać się znacznie lepiej. Tuż przed zatrudnieniem Hiszpana strzelił dwa gole Getafe i wykopał je z Pucharu Króla, już w styczniu miał udział w wyeliminowaniu Formentery, a gol oraz asysta w dwumeczu z Valencią sprawiły, iż Alaves odpadło z Los Ches dopiero po karnych.

W lidze również rozpoczął się powolny marsz w górę, choć do końca listopada wydawało się, że tabela Primera División to pionowa ściana bez miejsc na ręce i nogi do wspinaczki. Również i tym razem to Marokańczyk zaczął wciągać swoją ekipę coraz wyżej i wyżej.

4.12 – Girona – 3:2 – asysta
8.12 – Las Palmas – 2:0 – gol
21.12 – Malaga – 1:0 – gol
14.01 – Sevilla – 1:0 – asysta
21.01 – Leganes – 2:2 – gol

W tych pięciu meczach Munir walnie przyczynił się do zdobycia przez jego zespół aż 13 punktów, czyli ponad dwa razy więcej niż przez kilkanaście wcześniejszych kolejek. Wiadomo, tego wyniku nie wykręcił sam, bo należałoby (wreszcie!) chwalić także jego kolegów z obrony, ale to też w żadnym wypadku nie ujmuje samemu napastnikowi. Abelardo uczynił z niego lidera drużyny, choć oczywiście nie mamy tu na myśli żadnych cech przywódczych. Wychowanek La Masii przewodzi drużynie po cichu, co paradoksalnie sprawia, iż mówi się o nim coraz głośniej. W końcu jednak głowa nadąża mu za nogami, bo to piłkarz, który do pokazania pełni umiejętności potrzebuje spokoju i zaufania, a nie blasku fleszy i medialnego splendoru.

8 goli i 5 asyst we wszystkich rozgrywkach stanowi jego dorobek z bieżącego sezonu – mniej więcej tyle samo, ile zaliczył przez cały poprzedni rok spędzony w Valencii. Nic dziwnego, że wówczas Los Ches nie zdecydowali się go wykupić, bo żaden z trenerów tej drużyny – Ayestaran, Voro czy Prandelli – nie potrafili zrobić z niego zawodnika na tyle użytecznego dla ekipy, by warto było wydać na niego kilkanaście baniek.

Alaves nie wykupi go tym bardziej, bo to znacznie biedniejszy klub, choć na koniec tego sezonu bramki i dogrania El Haddadiego Didac Peyret, dziennikarz gazety Sport, twierdzi, że dobra dyspozycja El Haddadiego z ostatnich miesięcy to wypadkowa zebranych przez niego doświadczeń między innymi jeszcze z czasów pobytu na Mestalla. – W Los Ches występował jako środkowy napastnik. Musiał więc nadrabiać braki fizyczne, polepszył się między innymi w grze tyłem do bramki. Dużo zawdzięcza też mocno wspierającym go skrzydłowym, czyli Alfonso Pedrazie oraz Ibaiowi Gomezowi – pisał słusznie Peyret.

Dziś do Marokańczyka wróci wiele wspomnień, bo wraz z drużyną rozegra wyjazdowy mecz z klubem, w którym się wychował. W jego kontrakcie nie ma klauzuli strachu, dlatego będzie mógł wystąpić na Camp Nou. W poprzednim sezonie El Glorioso wygrało z Barceloną na jej terenie (2:1), ale teraz Katalończycy są w znacznie lepszej formie. – Musimy zagrać blisko siebie w obronie oraz celnie i szybko celnie wyprowadzać piłkę od tyłu – zauważa napastnik, ewidentnie świadom swoich największych zalet.

Oprócz utrzymania Alaves w Primera División Munir obrał sobie jeszcze jeden cel, który chciałby zrealizować w 2018 roku. Chodzi oczywiście o wyjazd na mundial do Rosji, gdzie Maroko zagra w grupie z Iranem, Portugalią oraz Hiszpanią. Zakładając, że za pół roku załapie się do kadry, będzie miał okazję odegrać się na tych ostatnich. W 2014 roku Del Bosque powołał go bowiem do drużyny La Roja, dał zadebiutować w meczu z Macedonią, by w ten sposób zaklepać sobie napastnika, w razie gdyby ten rzeczywiście okazał się super talentem. Na tym występie zakończyła się jego przygoda z reprezentacją Hiszpanii.

Dzięki dobrej woli FIFA w przyszłości będzie mógł jednak zagrać dla kraju, z którego pochodzą jego rodzice. Na pierwszy występ w barwach Lwów Atlasu jeszcze musi poczekać, ale jeśli podtrzyma formę oraz pokaże się z dobrej strony na Camp Nou, to Herve Renard zaraz naklei znaczek na kopertę ze schowanym w środku powołaniem dla Munira.

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
HAZARD
Majewski i Malarz to najbardziej przereklamowani i chujowi piłkarze

Ciekawy przypadek. Jako fan Valencii oglądałem go w każdym meczu gdy był piłkarzem Blanquinegros i liczby też miał solidne, natomiast grał fatalnie. Często nieobecny, irytował głupimi stratami i wyborami, jest solidnym graczem, ale tak na prawdę nie ma żadnych cech na bardzo wysokim poziomie, wszystko ma takie „przeciętne”. Muszę przyznać, że w Alaves oprócz liczb jego gra wygląda też trochę lepiej, ale nadal jest zawodnikiem, w przypadku którego liczby są lepsze niż sama gra.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

p_w

akurat mecz z Barceloną nie jest żadnym wyznacznikiem przydatności piłkarza. Bardzo często się zdarza, że trenerzy nie wpuszczają najlepszych na mecze z Barcą czy Realem, uznając, że najprawdopodobniej i tak czeka ich porażka, więc szkoda zdrowia.

A Munir w tym sezonie jest faktycznie liderem Alaves. Widać to nie tylko po liczbach, ale też po sposobie gry. Każda akcja ma praktycznie jego stempel, a sam napastnik często korzysta z nauk z La Massi i wraca do pomocy by pomagać w rozegraniu piłki. Jeżeli utrzyma formę, to nawet w przypadku spadku Alaves do Segunda Division, sam Munir nie powinien mieć problemów z pozostaniem w lidze

wpDiscuz