Cały ubiegły sezon uciekało, dziś musi gonić…
Bukmacherka

Cały ubiegły sezon uciekało, dziś musi gonić…

Trochę nam żal AS Monaco. Ubiegły sezon był jak sen trwający przez dobre kilka miesięcy. Wygrana rywalizacja ligowa z bogatszym hegemonem dominującym w kilku ostatnich sezonach. Świetna, ofensywna gra, polowanie na strzeleckie rekordy. Do tego sensacyjny awans do półfinału Ligi Mistrzów, po drodze zwycięstwo w szalonym dwumeczu przeciw Manchesterowi City. Choć zdobyli tylko jeden puchar, za zwycięstwo w Ligue 1, wielu to właśnie w drużynie z Księstwa upatrywało największej rewelacji pierwszej połowy 2017 roku. 

Swoje zrobiła symbolika – drużyna, wprawdzie z rosyjskim oligarchą za sterami, ale i taka, która do niedawna grała w Ligue 2 i stała na krawędzi bankructwa. Po drugiej stronie zaś wielkie fortuny Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wielkie transfery, wielkie nazwiska, wielkie gwiazdy. Dzieciarnia z Monako, 18-letni Kylian Mbappe, niewiele starsi Lemar, Bakayoko czy Mendy – to zupełnie inna kategoria, niż dream-teamy PSG i City. A przecież to tylko jeden wątek tej epopei. Dalej: gwiazda po przejściach. Powracający do miejsca, z którego wypłynął do wielkiego futbolu, doświadczony snajper, Radamel Falcao, który wreszcie zaczyna strzelać na miarę oczekiwań.

A byli tam jeszcze zawodnicy, których marka zdecydowanie odbiegała od renomy piłkarskich herosów z Manchesteru czy Paryża – tacy jak Kamil Glik czy Andrea Raggi. Romantyzmu ich zwycięskiej kampanii dodawała też historia poszczególnych piłkarzy, takich jak Raggi właśnie, czy jego wierny kompan Subasić. Obaj w Monaco grali jeszcze w Ligue 2, odbudowując klub ze zgliszczy po spadku.

Oczywiście, gdzieś w tle cały czas pozostawała świadomość, że to nadal zabawka rosyjskiego miliardera, że Monte Carlo to jedno z ostatnich miejsc na świecie, gdzie dałoby się nakręcić przekonującą ekranizację „Kopciuszka”. Ale na tle wszystkich możnych tego świata – Monaco wciąż wyglądało świeżo. Grało świeżo. Dostarczyło do futbolu z najwyższej półki świeże twarze.

Sen trwał do czerwca. Potem otworzyło się okno transferowe, przez które wyfrunęło pół składu.

Benjamin Mendy i Bernardo Silva do Manchesteru City
Tiemoue Bakayoko do Chelsea
Kylian Mbappe do PSG

Przykuwa uwagę zwłaszcza fakt wykupienia istotnych elementów przez tych, których AS Monaco zostawiło w ubiegłym sezonie w pokonanym polu. Bernardo Silva to 11 goli i 12 asyst, w tym trafienie na wagę remisu w Paryżu przeciw PSG. Mbappe – 26 goli i 14 asyst, w tym dwie bramki w dwumeczu z Manchesterem City.

Wiadomo było, że powtórzenie fantastycznych wyników z sezonu 2016/17, szczególnie w kontekście innych wzmocnień PSG, ze ściągnięciem Neymara na czele, będzie właściwie niemożliwe. Ale Monaco nie tylko nie dotrzymuje kroku paryżanom – zawodzi na wszystkich możliwych frontach. Ich występ w Lidze Mistrzów to kompromitacja – ani jednego zwycięstwa, dwa remisy, cztery porażki. 1:4 z RB Lipsk na własnym terenie, 1:2 z Besiktasem, 0:3 z FC Porto. Mimo że grupa G była nazywana „grupą życia” – Monaco nie ugrało w niej sztycha. Puchar Francji? We środę Monaco przegrało z Lyonem 2:3 i odpadło z walki o to trofeum. Pozostaje skupić się na lidze, jak uwielbiają pocieszać się rodzimi kibice.

Tyle że w lidze sytuacja nie wygląda wcale o wiele lepiej. Mistrz Francji do dzisiejszego szlagieru, meczu z Olympique Marsylia na Stade Velodrome przystępuje z czwartego miejsca w tabeli. 13 punktów straty do PSG wydaje się nie do odrobienia, ale w obecnej formie – czyli świeżo po styczniowych remisach z Montpellier i Niceą – podopieczni Leonardo Jardima powinni raczej patrzeć na formę obu Olympique’ów, które wyprzedzają ASM w tabeli. Lyon ma dwa punkty przewagi, Marsylia jeden, ale jeśli chodzi o aktualną formę – to różnica jest prawdopodobnie większa. Marsylia w 2018 jeszcze nie straciła gola, strzeliła zaś 10, wygrywając wszystkie pięć meczów rozegranych w styczniu. Lyon wprawdzie pogubił się z Angers, ale nadrobił z nawiązką w dwóch hitach – najpierw ogrywając PSG w lidze, 2:1, potem zaś pokonując Monaco w pucharze.

Z czołowej francuskiej czwórki, Monaco wygląda na przełomie 2017 i 2018 roku najsłabiej – najbardziej chwiejnie, najmniej skutecznie. Warto zaznaczyć – nawet remis z Niceą uratowało dopiero w doliczonym czasie gry.

Jak sytuacja u bezpośrednich rywali w tabeli i przeciwnika na dzisiejszy wieczór? Przede wszystkim Florian Thauvin wreszcie gra tak, jak wówczas gdy zdobywał Ligue 1 jako młodzian ściągnięty z Bastii. 25-letni skrzydłowy odbił się od Premier League, gdzie nie przebił się w barwach Newcastle. Wrócił na stare śmieci i już w ubiegłym sezonie dawał sygnały, że to liga zdecydowanie lepiej odpowiadająca jego stylowi gry (a może i umiejętnościom). Skończył rozgrywki Ligue 1 2016/17 z 15 golami i 9 asystami w barwach Olympique. Ale dopiero teraz, już po definitywnym transferze do swojego nowego-starego klubu pokazuje pełnię możliwości. W styczniu wyrównał rekord asyst z ubiegłego sezonu, ma też 10 trafień na koncie. „Pogodził” się z Dmitrim Payetem, z którym obecnie świetnie się uzupełnia, kapitalnie wygląda również jego współpraca ze środkowymi napastnikami – niezależnie, czy na szpicy występuje wyciągnięty właśnie z Monaco Valere Germain, czy też zakupiony za 15 milionów euro z Benfiki Konstantinos Mitroglou.

Tu zresztą widać siłę reaktywowanej Marsylii – trochę jak Monaco po przejęciu przez Rybołowlewa, tak i Olympique zaczął odbudowywać pozycję od wyjęcia sprawdzonych zawodników bez szczególnego przejmowania się grubością portfela po tych transakcjach. Transfer Payeta, awizowany jako powrót do domu wielkiej gwiazdy Premier League, to jedynie szyld, swego rodzaju wizytówka nowej ery w klubie. Germain czy Mitroglou to zaś po prostu namacalne efekty zmiany warty.

Klub awanturniczą strategię zaczął wprowadzać po przejęciu przez Franka McCourta, urodzonego w Bostonie biznesmena, który od półtora roku jest właścicielem Marsylii. Efekt jego zielonych papierków widać nawet nie tyle w transferach do klubu, co w rubryce „odeszli”. Marsylia, tradycyjnie dostarczająca wysokiej jakości piłkarski towar do mocniejszych klubów Ligue 1 oraz lig zagranicznych, w tym sezonie właściwie nikogo istotnego nie sprzedała, ani latem, ani zimą. Efekt jest taki, że na murawie w Caen szaleli zarówno Payet i Thauvin, odkupieni za grube pieniądze z angielskich klubów, jak i 20-letni Lopez, który w starej marsylskiej rzeczywistości zapewne szykowałby się już do transferu.

Właśnie dlatego nasi kumple z Totolotka nie mają szczególnych wątpliwości – kurs na Marsylię to 2,05, podczas gdy zwycięstwo Monaco jest wyceniane na 3,85. Warto zresztą u nich dziś postawić nie tylko dlatego, że to nasi ziomkowie, ale również z uwagi na podniesione kursy na strzelców bramek. Kurs na AKO na dzisiejszy szlagier tez jest najwyższy na rynku, co możecie sprawdzić TUTAJ. Co ciekawe – w ostatnim ligowym starciu Monaco wygrało 6:1, jednego gola strzelił Kamil Glik. Dziś, niestety, zdecydowanie niższy kurs jest na jego żółtą kartkę (3,20) niż gola (8,50).

Totolotek S.A. posiada zezwolenia na urządzanie zakładów wzajemnych w Polsce. Hazard związany jest z ryzykiem, a udział w nielegalnych grach hazardowych jest niezgodny z polskim prawem i karany.

KOMENTARZE (8)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krawiczek.cwelusiu

kiedy jakaś dycha do zgarnięcia od totolotka?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Adam777

Kamil jak bedzie tak dobrze gral to moze pograc nawet do 41-42 roku zycia. Wtedy moglby isc np do takiego Plocka na emeryture i pograc 2-3 lata

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Nie ma pewności, czy uzyska zaufanie nadtrenera Furmana.

Re

Ale przecież Falcao wypłynął do wielkiego futbolu z FC Porto a nie z Monaco.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Może, ale to chyba nieco naciągana teoria. Ja też bym powiedział Porto, ewentualnie Atletico.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz