Wenger i spółka jadą na Wembley!
Anglia

Wenger i spółka jadą na Wembley!

Pierwszy mecz Arsenalu z Chelsea, rozgrywany w ramach Carabao Cup nie był za specjalny – więcej w tamtym starciu było kunktatorstwa, grania o bezpieczny wynik, niż walki na całego. Jednak tak bywa w drabince turniejowej każdego pucharu, często jeden z meczów jest rozgrywany w niskiej temperaturze i na szczęście spokojnie możemy powiedzieć, że mrozy w tym półfinale skończyły się dwa tygodnie temu. Dziś bowiem obejrzeliśmy naprawdę dobry mecz i choć to Arsenal był w trudniejszej pozycji, to on pojedzie na Wembley.

Kanonierzy mieli bowiem z tyłu głowy to, że jeśli stracą tu choć jedną bramkę, mocno skomplikują sobie życie. Wyszli na The Blues jakby wręcz przestraszeni, oddali im piłkę, a sami ustawili się przed polem karnym i czekali w pierwszych minutach na to, co się wydarzy. A było co oglądać – jeszcze strzał Bakayoko powędrował w trybuny, jeszcze gol Pedro po wrzutce Azpilicuety nie został uznany, bo strzelający Hiszpan był na spalonym, ale bramka Hazarda znalazła już swoje odzwierciedlenia na tablicy wyników. Pedro znakomicie wypuścił Belga, środkowi obrońcy zbierali akurat agrest, więc niezbyt atakowany piłkarz Chelsea pokonał w sytuacji sam na sam Ospinę.

The Blues mieli w tamtym momencie w swoich rękach naprawdę dużo – bramkę na wyjeździe (Arsenal potrzebował dwóch przed końcem ewentualnej dogrywki) i nieco przestraszonych Kanonierów przeciwko sobie. I co? Nie wykorzystali tego handicapu, ale uporządkujmy fakty. Rzeczywiście Arsenal miał sporo szczęścia. Pierwszy gol dla Kanonierów to prawdziwy pinball, głową uderzył Monreal, ale potem piłka odbijała się kolejno od Alonso i Ruedigera, by zaskoczyć Caballero i wpaść do bramki. Gol na 2:1 to też nie jest kombinacja gotowa do wprasowania na scenariusz Kosmicznego Meczu. Lacazette podawał gdzieś indziej, lecz piłka odbiła się od obrońcy, poleciała w kierunki Xhaki i ten dostawił nogę.

Bramki Arsenal zdobywał więc z przypadku, ale czy to w jakikolwiek sposób usprawiedliwia Chelsea? Nie, drużyna Conte po strzeleniu gola stanęła w ofensywie, bramki na 1:1 i 1:2 też nie potrafiły jej przebudzić. To Arsenal był bliższy podwyższenia wyniku, gdy Iwobi zmarnował dobrą okazję i trafił prosto w Caballero.

Może to nie jest najbardziej prestiżowy turniej, jednak nikt nam nie wmówi, że Chelsea łatwo przyjąć dziś porażkę. Chcieli wygrać, lecz nie potrafili, a Wenger ma swój 13. finał jako menedżer Arsenalu.

Arsenal – Chelsea 2:1

Ruediger (s) 12′ Xhaka 60′ – Hazard 7′