Radość ludu. Cudownie było dorastać przy jego grze
Blogi i felietony

Radość ludu. Cudownie było dorastać przy jego grze

Dobrze, że pospieszyliśmy się pokochać Ronaldinho, bo tak szybko odszedł (z poważnego futbolu). Szczyt formy miał bardzo krótki, bo trwał w zasadzie przez dwa lub trzy sezony. Niektórzy powiedzą, iż jeszcze krócej i wcale nie odmówię im racji. Tyle jednak wystarczyło, by zaczarować dużą część chłopaków z mojego pokolenia, wyciągnąć ich na podwórka i skutecznie zeswatać z tym sportem. Ten Typ Mes rapował kiedyś: „Tsubasa sprzed telewizora wyganiał na piłkę”. Nas wyganiał, zarazem inspirując, Ronaldinho.

Minęło kilka dni odkąd Brazylijczyk ogłosił zakończenie swojej profesjonalnej kariery, choć z poważnym graniem dał sobie spokój już kilka lat temu. Przez te kilka dni zastanawiałem się jak to właściwie było ze mną. To znaczy kiedy zajarałem się futbolem na tyle, że zacząłem czytać na jego temat, zapisywać wyniki, wieczorami oglądać do późna mecze Ligi Mistrzów. A potem skróty, choć mama wściekała się na mnie, bo przez to następnego dnia szedłem nieprzytomny do szkoły. Ominęła mnie tylko moda na plastry reklamowane przez Marcina Mięciela.

Szukając źródła mojej pasji, niemal każdy trop, na który trafiłem – zajawka taty, dziadka, kumpli – prowadził w końcu do Barcelony z tamtych czasów, gdzie oczywiście szalał wówczas Ronaldinho. W pełni świadomie mogę przyznać zatem, iż nie byłoby mnie tu, gdyby nie on. Nie zawiązałbym tylu wartościowych znajomości, nie obejrzał setek (a może już tysięcy?) meczów, nie pisałbym tego tekstu na Weszło. Pewnie nie pisałbym go wcale. Obrigado.

* * *

Niewiele momentów z piłki nożnej z tamtych czasów pamiętam tak wyraźnie, jak gola, którego strzelił Chelsea w 2005 roku – przyjął piłkę przed polem karnym, przez chwilę stał, po czym pokonał bramkarza strzałem z czuba. A jako że u mnie zawsze było więcej sprzętu niż talentu, to chociaż ten element chciałem od niego skopiować i przez długie tygodnie usilnie kombinowałem jak nauczyć się tak „kopać z kazia”, by późniejszy tor lotu piłki zależał nie tylko od przypadku. Wiecie, jak się nie ma co się lubi…

To były też czasy, kiedy koszulki z nazwiskami piłkarzy kupowało się nie w oficjalnych sklepach za całe fortuny, tylko na bałuckim rynku za jakieś grosze. Materiał był prawie tak sztuczny jak plastik. Na zewnątrz ponad 30 stopni, a my w tym biegaliśmy po parę godzin. Jak tak teraz o tym myślę, to aż dziwię się, że żadnemu z nas nie trzeba było podawać tlenu niczym Andersonowi. Farbowanych Ronaldinhów na podwórku mieliśmy z pięciu, wszyscy grali lepiej ode mnie, więc pewnego dnia uznałem, że w takim razie muszę wyróżnić się jakoś inaczej, więc za kieszonkowe kupiłem koszulkę… Samuela Eto’o. Po jakimś czasie stwierdziłem, że dobrze się stało, iż swoimi (nie)umiejętnościami nie sprofanowałem trykotu z R10 na plecach.

Kumple natomiast byli w niego wkręceni na zabój. Szczególnie jeden z nich miał na punkcie Brazylijczyka świra tak mocnego, że naśladował go niemal w każdym aspekcie. Korki? Musiały być z serii R10. Piłka? Również. Ciuchy? O ile się tylko dało, to barcelońskie lub z wizerunkiem Brazylijczyka. Po cichu zastanawiałem się czy kiedyś nie zrobi sobie operacji na szczękę, by nawet uśmiechać się tak samo.

Jeśli wychowanek Gremio zrobił w niedzielnym meczu jakiś trick, to mój kolega w podwórkowym meczu nie spoczął, dopóki nie okiwał nim dosłownie każdego. Pewnego razu, gdy wyszliśmy na dwór we dwóch skończyło się tak, że przez parę godzin głównie grałem sam, bo on usiadł i w tej pozycji ćwiczył, aby zrobić 100 żonglerek. Nie wstał dopóki mu się nie udało, czyli gdzieś ze cztery godziny. Dlaczego? Ponieważ przed wyjściem zobaczył na jakimś filmiku, że Ronaldinho zrobił tyle samo. Podczas meczu natomiast oczywiście krzyczał, iż jest Brazylijczykiem, kiedy na przykład strzelił gola. Bramkarz zaś, broniąc strzał, wrzeszczał: „Bodzio Wuuuu!!!” Patrząc z perspektywy czasu – z całym szacunkiem dla legendy ŁKS-u – uważam to za piękną groteskę.

Mój znajomy wielkiej kariery nie zrobił, ale nie, stylu życia swojego idola akurat nie naśladował. W większości tekstów jakkolwiek żegnających byłego piłkarza Barcelony pojawia się żal autorów, iż przez to właśnie Ronaldinho zmarnował swoją karierę, lecz ja chyba nie do końca rozumiem tę postawę. Jasne, fajniej byłoby go pooglądać grającego na najwyższym poziomie powiedzmy z 7-8 lat. Jasne, mógł osiągnąć więcej. Jasne jak to, że nie chciał.

Ocenianie go z perspektywy skrajnego profesjonalizmu – który dziś jest modny między innymi dzięki osobom takim jak Robert Lewandowski, co też jest dobre, ale inaczej – wydaje mi się błędne albo przynajmniej niekompletne. W kontekście Ronniego przecież zawsze tyle pisało się o tym jak wiele szczęścia daje mu sama gra w piłkę. Patrzyłeś na niego, kopara opadała ci do podłogi i bardzo dobrze się przy tym bawiłeś. Nawet Santiago Bernabeu miało z tego frajdę! On również i właśnie to go napędzało. – Kiedy gram, bawię się jak dziecko. Mając piłkę przy nodze czuję się wolny. W głowie słyszę muzykę i bawię się w jej rytm – opowiadał. Był wówczas szczęśliwy, a czego więcej człowiekowi potrzeba? Wiódł życie o jakim marzył, o czym wielokrotnie mówił, więc po co wciąż żałujemy, skoro on zapewne nie żałuje ani sekundy?

To nasze żałowanie wydaje mi się egoistyczne, bo mówimy o nim z perspektywy chęci zaspokojenia własnych potrzeb. Coś mi mówi, że gdyby jednak Brazylijczyk prowadził się znacznie lepiej i mógł grać na najwyższym poziomie dłużej, to i tak nie utrzymałby go przez wiele lat. Skoro czerpał przyjemność z innego sposobu bycia, to obawiam się, iż przez takie sztywne, profesjonalne ramy straciłby entuzjazm do futbolu. W końcu zatem zaliczyłby znaczny zjazd, jak każdy dla kogo sposób na życie przestaje być pasją, a staje się kulą nogi.

Z perspektywy lat myślę więc, że taki Ronaldinho nie fascynowałby niemal całego pokolenia, nie zaznaczyłby swojej epoki w sposób tak wyrazisty. Zresztą, uważam, iż R10 wyprzedził nieco tamte czasy – luzem, który nie opuszczał go nigdy, uśmiechem, stylem bycia, gestami… Kiedy przez krótki okres trenowałem w łódzkim Starcie, cała grupa (grubo ponad 20 osób) witała się ze sobą tak, jak to podpatrzyła u Ronaldinho. Nawet dziś, gdy spotykam któregoś ze starych znajomych wychodzi to naturalnie. Piątka, żółwik i charakterystyczne machnięcie ręką, jakie nasz bohater wykonywał również po strzelonych golach.

* * *

– Kiedy z nim grasz i widzisz co robi z futbolówką, to nic cię już nie zaskakuje. On któregoś dnia w końcu tak zaczaruje piłkę, że ta zacznie gadać! – powiedział niegdyś Eidur Gudjohnsen o swoim klubowym koledze.

– Jest różnica między tym czy drużyna gra dobrze, a tym, że zostaje z czegoś zapamiętana na zawsze. On ją robił – mówił z kolei Frank Rijkaard.

– Jakim cudem w jednym ciele mieściło się tyle talentu? – pytał retorycznie Kevin-Prince Boateng.

– Piłka to poważny sport, ale on nauczył mnie, że liczą się w nim także uśmiech oraz dobra zabawa. Godzinami oglądałem filmiki z fragmentami jego gry – opowiadał Eden Hazard.

Najlepszą laurkę wystawił mu jednak Tostao. – Dryblował niczym Rivelino, miał wizję gry Gersona, siłę Ronaldo, szybkość Jarzinho, technikę Zico i kreatywność Romario – twierdził mistrz świata z 1970 roku.

Piękne i szczerze słowa. Mi w pamięć zapadło natomiast jeszcze inne wydarzenie, czyli mecz Barcelony z Milanem w Pucharze Gampera i powrót Brazylijczyka na Camp Nou. Carles Puyol uczynił tamten wieczór magicznym, zerknijcie sami:

W ostatnim czasie trwała debata pomiędzy kibicami Barcelony i nie tylko, czy Ronaldinho był najlepszy w historii. Moim zdaniem – strasznie głupi spór, bo jak w ogóle porównywać zawodników takich jak Messi czy Cristiano do R10, skoro ich wielkość objawiła się w zupełnie innych kategoriach? To wszak efektywność kontra efektowność. Dwaj bohaterowie czasów obecnych zachwycają skutecznością, strzelają mnóstwo pięknych goli, ale ich drybling polega na zupełnie czymś innym niż u Ronniego. On mijał rywali i zagrywał do kolegów za pomocą całej gamy różnych sztuczek, trików, a Portugalczyk i Argentyńczyk robią to głównie dzięki swemu balansowi ciała, ten pierwszy także przez swoje atletyczne przygotowanie. To też piękne, lecz znacznie mniej widowiskowe i przede wszystkim obliczone na osiągnięcie celu, jakim jest dobry wynik. Gra Ronaldinho natomiast – jak słusznie zauważył jeden z twitterowiczów – miała w sobie sporo przerostu formy nad treścią, była sztuką dla sztuki. I może wreszcie ustalmy to raz a dobrze – korona efektowności należy do Ronniego, efektywności do Leo lub Cristiano. To chyba uczciwie rozwiązanie.

Skrajne emocje zaczął więc budzić dopiero teraz, a nie kiedy grał, co też jest fenomenem odróżniającym go od Messiego i Ronaldo. Ja w ogóle uważam byłego gracza Barcy za socjologiczny fenomen, również z tego powodu, że nie tylko tworzył fanatyków futbolu, ale także ich łączył, nie dzielił. Co najlepsze, wychodziło mu to zupełnie naturalnie. Żadnego działania na siłę, kampanii społecznych z górnolotnymi hasłami. Po prostu był, grał, a kibice szaleli. W Brazylii mówi się na takich, iż są „radością ludu”. W tym wypadku jednak mógłby tak nazywać go lokalny gaucho, jak i przeciętny Kowalski oraz mieszkaniec każdego innego zakątka świata.

Cudownie było cieszyć się grą Ronaldinho oraz – jak w moim pokoleniu – dorastać przy niej. Kibicu, niezależnie od tego ile masz lat, życzę ci, aby jakikolwiek piłkarz dał ci tyle entuzjazmu względem futbolu, co nam Brazylijczyk. Nie ma nic piękniejszego w tym sporcie.

Mariusz Bielski

KOMENTARZE (28)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
eneene5

Sorry, ale to nie jest prawda, że „To były też czasy, kiedy koszulki z nazwiskami piłkarzy kupowało się nie w oficjalnych sklepach za całe fortuny, tylko na bałuckim rynku za jakieś grosze.”! To był 2005r, a nie kurwa PRL! Ja miałem oryginał Bayernu z czasów kiedy grał dla niego Klinsmann, a był to rok 1996…

Tadzimierz

A ja miałem koszulkę Olisadebe kupioną na stadionie dziesięciolecia i jakie to ma znaczenie?

Rojber Hultajski

dokładnie 2005 rok to czas rozkwitu a nie PRL więc z tą koszulka to czuje scieme autor chyba chciał dodać sobie powagi i lat. ja miałem 2 takie koszulki bazarowe 1994 r z Romario i 1997 z del Piero .Autor tekstu zapewne nie pamięta lat 90 a co dopiero komuny

orangensaft

Ja mam 21 lat i w dzieciństwie miałem bazarową koszulkę Ronaldinho. Była to koszulka repry ale brat dostał koszulkę Drogby z Chelsea więc musiał być conajmniej 2004 rok

mr.OTHER
Kartofliska.pl

Nie zgodzę się – w 2005 roku miałem 11 lat i jako że moi rodzice mieli mało pieniędzy, to miałem bazarowe koszulki Zidane’a i Frankowskiego (i chyba kogoś jeszcze). Także autor, zapewne tak jak ja, nie pamięta wczesnych lat 90 i po prostu porównuje do dnia dzisiejszego. A dziś procent koszulek oficjalnych do bazarowych jest duuuuużo większy (powiedzmy 90% zamiast 50%).

Rudy z UE

O kurwa, co za DŻOLO, bo miał w 2005 roku oryginalną koszulkę, a nie bazarówke. Pamietam jak mi kurwa w 2002 kupili na prezent oryginalna koszulke nike Barcelony, a rok poźniej kupiłem sobie podróbe ale nie bazarową tylko taką ponad 100zł, i co kurwa? Oryginał z LaBotiga więcej wisiał na wieszaku niż ta podróba, w której gralem często na boisku i w hali, a i tak mniej się zniszczyła niż ta oryginalna, tak, że wspólczuję Ci bo kupiłeś oryginał który jest gorszej jakości jak podróba – BRAWO, interes zrobiłeś jak w dawnym PRL, miał być miód, był cukier z wodą.

zalgon
CSKA Legia

a co 2005 to byl jakis kurwa czas mlekiem i miodem plynacy? nikogo wtedy nadal nie bylo stac na koszulki za dwie stuwy (i nadal nikogo nie stac) i kazdy biegal w koszulkach z rynku za dwie dychy

FC Bazuka Bolencin

Te koszulki jednak też miały swoją magię. Niekiedy większą niż te repliki, które potem jako mały kolekcjoner się kupowało, gdy człowiek już pracował i raz na jakiś czas mógł sobie na taką pozwolić. Do tych wszystkich przepoconych na WF-ach i godzinami na popołudniowych gierkach na boisku – del Pierach, Frankowskich, Tottich, Lampardów za 2-3 dychy – zawsze będzie miał większy sentyment.

skil

Ja rozumiem, że w połowie lat 90. nie było w Polsce w ogóle czegoś takiego jak „oficjalne” koszulki piłkarskie i szczytem było posiadanie koszulki z jakiegoś Startera, ale jak czytam o koszulkach z bazaru w 2005 to trochę śmiesznie brzmi.

vincent van cock

Dokładnie , autor bredzi o trudnych czasach , pewnie jeszcze telewizor miał czarno-biały

jelonek666
World Association of Fire Jumping With Petrol Under Armhole . 

W którym miejscu niby pisze o trudnych czasach? Stwierdza FAKT! w tamtych czasach był akurat zalew plastikowych koszulek na wszelkich bazarach – moi bracia w takich grali i to prawda że były bardziej plastikowe niż butelka po pepsi. Inny miał koszulkę Vieriego i Eto’o… Jak ktoś miał kupować oryginał za parę stów czy za kilkadziesiąt zł na bazarze to wybór był prosty. Ale co wy – rurkowcy – możecie o tym wiedzieć???

vincent van cock

a w którym miejscu ktoś pisze coś o pedalskich rurkach ? To śmieszne jak ktoś bawi się w Sherlocka , a nie umie dedukować , bo jak ktoś się śmieje z tekstu ” w tamtych czasach ” (w domyśle musiały być to trudne czasy dla piszącego , skoro się skarży) dotyczącego 2005 r to raczej pamięta starsze czasy i 2005 rok niewiele się dla niego różni od 2018 bo teraz też małolaci kupują podróbki zamiast oryginał za kilka stów , samo powiedzenie o 2005 roku tamte czasy jest śmieszne dla kogoś kto pamięta czasy kiedy nawet podróbek nie było

jelonek666
World Association of Fire Jumping With Petrol Under Armhole . 

„Tamte czasy” pierwszy raz w życiu uslyszaleś to określenie?? Hehehe chyba tak skoro go nie rozumiesz

vincent van cock

słyszę to codziennie i wyjaśniłem ,że określenie ” tamte czasy” na tak niedawną przeszłość , jest dla ludzi starej daty po prostu śmieszne , czego jeszcze nie zrozumiałeś ? pytaj śmiało

10swi.stak

Efektywności też odmówić mu nie można. W całej karierze w 513 meczach zdobył 190 bramek i 126 asyst (wg. transfermarkt). Trochę jednak nastukał liczb. Jednak czy to jest ważne? To jest po prostu geniusz. Do dziś włączając kompilacje jego gry na yt to buzia się sama cieszy. Jak można mówić, że to przerost formy nad treścią? Jeżeli tak to futbol schodzi na psy… Wiadomo, że w końcowym rozrachunku chodzi o wyniki, jednak ja wolę oglądać piękną bramki, dryblingi, sztuczki niż matematyczne FC Midtjylland. Futbol ma sprawiać radość, to ma być zabawa!

Rogal

ja kiedyś kumplowi nastawiłem tak szczęke za słowa „twoja stara” to miał taką więc koleżka mógł uderzać do mnie hehehe to był mecz chyba z 2005 kiedy Chelsea rozmontowała Barce w 10 ? minut to był mecz top 10 bitew Champions Leuge , a efektowność to chyba tez i messi efektywność to Crisu

koster

Ja pierdole… jak tu niektórym ciężko idzie przelewanie myśli na tekst…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

PiotrekB

A warto chyba dopowiedziec ze Messi mial wielkie szczescie ze trafil na Ronniego w Barcelonie 😉

jelonek666
World Association of Fire Jumping With Petrol Under Armhole . 

Ale Ronni miał pecha że trafił na Messiego i Guardiolę który poświęcił Boga futbolu dla tego karłowatego cyborga bez duszy… Pedał Guardiola nienawidzi indywidualności – to samo chciał zrobić ze Zlatanem, facetem któremu wg mnie najbliżej w stylu gry do Ronaldinho i gdyby Zlatan był człowiekiem to by pewnie się załamał ale że jest Lwem…

Hivth

„..bo jak w ogóle porównywać zawodników takich jak Messi czy Cristiano do R10, skoro ich wielkość objawiła się w zupełnie innych kategoriach? To wszak efektywność kontra efektowność.”

Ale bzdura, matko boska, Ronaldinho był efektywny do bólu – każde jego zagranie miało pchać akcję do przodu, każdym dryblingiem zdobywał pole, każdym podaniem plecami czy no-look passem starał się wypracować świetną okazję innym. Liczby zresztą też miał niebagatelne. Efektowność to było tylko prześliczne opakowanie, w które pakował swoją przydatność. I pod tym względem na pewno był lepszy od Messiego. Natomiast skąd tu CR to nie mam pojęcia, skończmy z tą medialną głupotą i przestańmy wciskać wszędzie jego nazwisko do pary z Messim, to inna liga.

marcinw13

Z piłkarzy współczesnej piłki… Może Ibrahimovic wytrzymuje porównanie z Ronaldinho. Pod względem umiejętności robienia show.

Ta brameczka z Chelsea… Pamiętać będę to do końca życia jako triumf radosnej, efektownej piły nad wyrachowaną defensywą. Natomiast styl bycia, luz itd. – Ronaldinho nie wyprzedził tym epoki, bo później takich fajnych, wyluzowanych ludzi robiących show na boiskach było coraz mniej. Zastąpili ich perfekcyjni profesjonaliści jak Lewandowski czy Messi oraz żałosne, obrażalskie płaczki jak Krystyna Ronaldo i Gejmar. Także luz tego faceta był właściwie znakiem przemijającej już wtedy epoki.

Szczyt formy miał krótki, owszem, ale za to jaki. Człowiek z kosmosu.

jandar1990
GKS Tychy

Pamiętam był taki magazyn na wizji sport o światowym futbolu (nazwy nie pomnę) i tam mówili o młodym piłkarzu gremio który ma szansę stać się gwiazdą światowej piłki

vincent van cock

Tostao mówi ,że Ronaldinho mial kreatywność Romario , chociaż ten nigdy nie był od kreowania tylko wykańczania , a autor tekstu pisze ,że to piękna i szczera wypowiedź , trochę dziwne . Co do samego Ronaldinho ,nie było lepszego nigdy

Patriota

Nic dodać nic ująć. Wzruszyłem się i to chodzi w tym tekście. Tak trzymać Panie Mariuszu. Pozdrawiam

Spektakularny

Przeciez to stek bzdur

jelonek666
World Association of Fire Jumping With Petrol Under Armhole . 

Wskaż dwie z nich. Miszczu.

Spektakularny

Lol ziomek to ty masz chyba z 16 lat

wpDiscuz

INNE SPORTY

WARSZAWA 17.05.2018 
KONFERENCJA PRASOWA  PRZED BOXING NIGHT 14 NARODOWA GALA BOKSU --- PRESS CONFERENCE BERORE BOXING NIGHT 14 NATIONAL BOX GALA  
MARCIN NAJMAN   
FOT. ANNA KLEPACZKO/FOTOPYK/NEWSPIX.PL
---
Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl 
mail us: info@newspix.pl
call us: 0048 022 23 22 222
---
Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland
26 maja, 11:40