Campione d’invierno pozostaje na tronie
Włochy

Campione d’invierno pozostaje na tronie

Nie ma co ukrywać – ostrzyliśmy sobie apetyty na mecz Atalanty z Napoli. Obie ekipy potrafią grać przyjemny dla oka futbol, więc liczyliśmy, że i w to niedzielne popołudnie pobudzą nas nieco do życia, rozpędzą przed całym dniem ligowych zmagań. Zamiast tego raczej zachciało nam się wrócić pod ciepłe kołdry i jeszcze trochę zdrzemnąć, bo szczególnie w pierwszej połowie podopieczni Sarriego oraz Gasperiniego – mówiąc kolokwialnie – męczyli bułę.

Rzućmy okiem na jedną ze statystyk, a będziemy mieli idealny obraz tego, jak wyglądał ten mecz. Minęło 45 minut, a nie ujrzeliśmy ani jednego celnego strzału na bramkę. Ba, oni nawet na spalone nie chcieli się łapać! Wiadomo, że tyły też trzeba zabezpieczać, aby futbolówka nie wpadła za kołnierz, ale nastawienie Atalanty oraz Napoli bardziej zakrawało o bojaźliwość, niż aż tak defensywny plan taktyczny.

Nerazzurri mierzyli się z drużyną Neapolitańczykami na początku stycznia w Pucharze Włoch, a wtedy jedni i drudzy także nieco przynudzali. Wówczas Sarri wystawił do boju drugi garnitur, dziś natomiast mogliśmy już nieco bardziej dziwić się z jakim trudem przychodzi im wypracowanie jakiejkolwiek sytuacji. Był Callejon, był Insigne, a także Mertens, w środku pola natomiast Zieliński lecz każdy z nich nie mógł przebić się przez defensywę rywala. Atalanta skutecznie zamknęła środek pola, zaś napastników przeciwnika zdominowała fizycznie. Desperackie zagrania górą na Mertensa czy Insigne? Nie żartujmy… Toloi oraz Caldara spokojnie spoglądali na nich z góry i wcale nie oznaczało to lekceważenia przeciwnika. Z drugiej strony szarpał głównie Papu Gomez, ale zmagał się z takimi samymi kłopotami.

– Niedawno z nimi graliśmy, więc wiedzieliśmy, że będziemy cierpieć – przewidywał Kalidou Koulibaly przed tym spotkaniem. Męki swoje i nasze przerwał dopiero Dries Mertens w 65. minucie. Belg dostał ładne prostopadłe podanie od Callejona, z łatwością obiegł kryjącego go stopera i mocnym strzałem nad bramkarzem umieścił piłkę w siatce. Mało jednak brakowało, a Atalanta urwałaby punkty Neapolitańczykom. Na szczególne uznanie zasługuje zatem Pepe Reina, który w spektakularny sposób obronił strzał z dystansu autorstwa Bryana Cristante. Gdyby nie jego parada, Nerazzurri dogoniliby wynik tak jak w październiku w meczu z Juventusem.

Na Atleti Azzurri d’Italia Marek Hamsik zaczął na ławce, ponieważ zmaga się z anginą. Kilka tygodni temu napisalibyśmy, że to wręcz wzmocnienie dla ekipy Sarriego, bo Słowak przez dłuższy czas był raczej w kiepskiej formie. Ostatnio jednak – szczególnie w grudniu – znów zaczął błyszczeć, regularnie strzelał, więc jego brak był całkiem sporą stratą dla zespołu. W jego buty wszedł Piotr Zieliński, lecz okazało się, iż te są na niego za duże. Niemal przez całe spotkanie Polak pozostawał na tyle niewidoczny, że już zaczynaliśmy przygotowywać plakaty informujące o jego zaginięciu. Właściwie pokazał się dopiero wtedy, gdy zmieniał go Marco Rog. I nie, tym razem to zdecydowanie nie była wina tego czy grał na pozycji 6,37 czy jednak √77.

– Wszyscy gadają o scudetto. Nawet portier w budynku, w którym mieszkam. Chcielibyśmy urzeczywistnić te marzenia, zamiast ciągle tylko o nich mówić – niedawno zadeklarował odważnie Koulibaly. Na razie podopieczni Sarriego mogą cieszyć się z tytułu campione d’invierno za zajęcie pierwszej lokaty na półmetku rozgrywek. W 10 na 11 przypadków ten, kto liderował w połowie sezonu potem wygrywał całe Serie A. Jedyny wyjątek? Napoli sprzed dwóch lat. Dlatego właśnie szkoleniowiec Azzurrich uważa „scudetto” za słowo-przekleństwo. Niezależnie od tego jak jutro zagra Juventus, Neapolitańczycy pozostaną jednak na tronie, przynajmniej do następnego weekendu.

Atalanta – Napoli 0:1 (0:0)
0:1 Mertens 65′

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
sienkovich

Wszystko ładnie, pięknie ale pisze się d’inverno nie invierno

wpDiscuz

INNE SPORTY