Manchester uśpił kibiców i Burnley. Skromne zwycięstwo drużyny Mourinho
Anglia

Manchester uśpił kibiców i Burnley. Skromne zwycięstwo drużyny Mourinho

Nie liczyliśmy na najlepszy mecz roku, ponieważ Manchester United i Burnley specjalizują się przede wszystkim w grze defensywnej. Nie przypuszczaliśmy jednak, że będzie aż tak sennie. Początek spotkania przypominał poniedziałki z ekstraklasą. Tak więc, jeśli ktoś nie strzelił minimum dwóch kaw, to raczej po przerwie już smacznie spał. A jeśli tak, to szkoda, bo druga część była znacznie przyjemniejsza dla oka.

Bez wątpienia kilka osób zmieniło kanał i wcale im się nie dziwimy. Zaczęło się naprawdę mizernie i nic nie wskazywało na to, że może się poprawić. Niemal wszyscy – w pierwszej części – grali jak Antonio Valencia, czyli niedokładnie, niechlujnie, a zwłaszcza bez pomysłu. Ekwadorczyk miał problemy z komunikacją z partnerami w obronie i ataku. Próba dośrodkowania do Pogby? Zbyt mocna. Gra w defensywnie? Wyjątkowo nerwowa. Jednak nie tylko prawy obrońca Manchesteru słabo wszedł w mecz, ponieważ po drugiej stronie, jeśli chodzi o ofensywę, nie działo się prawie nic. Dlaczego prawie? Strzał z dystansu oddał Jeff Hendrick, ale sam fakt, że o nim wspominamy, pokazuje, iż działo się niewiele. Po pierwsze, Irlandczyk niepotrzebnie strzelał, gdyż mógł podać do lepiej ustawionych kolegów. Po drugiej, jeżeli się już zdecydował, powinien choćby się pochylić przed uderzeniem. Nic więc dziwnego, że piłka poszybowała daleko w trybuny.

Promyczkiem nadziei – na ożywienie tego spotkania – był Ashley Young, który przeprowadził świetny rajd. Anglik minął dwóch przeciwników i oddał niezły strzał, po którym futbolówka minimalnie minęła słupek bramki. Poza tym 32-latek świetnie dograł do Pogby w pole karne. Gdyby Francuz nieco lepiej uderzył, a także miał lepszą pozycję do oddanie strzału, mogłoby skończyć się asystą Younga. Bez dwóch zdań lepszego zawodnika w pierwszych trzech kwadransach na boisku nie było. Jednak mimo wszystko Young nie miał wysoko zawieszonej poprzeczki.

Jakiś czas temu Jose Mourinho powiedział, że chciałby mieć możliwości, które mają trenerzy w NBA. Konkretnie chodziło o branie czasu w trakcie spotkania. Być może w przyszłości takie opcje będą, jednak obecnie Portugalczykowi musi wystarczyć kwadrans przerwy w środku meczu. I tym razem wystarczył, bo 54-latek wskrzesił Lukaku, który po przerwie przypomniał nam, że dzisiaj wybiegł w pierwszym składzie. Belg był znacznie aktywniejszy i dzięki temu rysowała się przewaga gości. Potwierdzeniem tego była fenomenalna asysta do Martiala, którego Lukaku znalazł w polu karnym. Francuz miał dużo czasu i celnie kropnął z okolic jedenastego metra. Pod koniec spotkania Martial mógł się odwdzięczyć Lukaku, ale w dobrej sytuacji fatalnie podał… Gdzie w tym wszystkim było Burnley? Oczywiście próbowali wyrównać, ale poza strzałem w poprzeczkę z rzutu wolnego, którego autorem był Gudmundsson, niewiele pokazali.

Burnley – Manchester United 0:1 (0:0)

0:1 Martial 54’

Pozostałe spotkania

Arsenal – Crystal Palace 4:1 (Monreal 6′, Iwobi 10′, Koscielny 13′, Lacazette 22′ – Milivojevic 79′)

Everton – West Brom 1:1 (Niasse 70′ – Rodriguez 7′)

Leicester – Watford 2:0 (Vardy 39′, Mahrez 90′)

Stoke – Huddersfield 2:0 (Allen 53′, Diouf 69′)

West Ham – Bournemouth 1:1 (Chicharito 73′ – Fraser 71′)

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

ManU uśpił wszystkich kibiców. 😉

elshaitan

Ale czy wraca na właściwe tory?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Mam nadzieję, że tak.

wpDiscuz