Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Ojciec sąsiada opieprzał mnie ze swojego balkonu, gdy kolejną godzinę z hukiem obijałem metalową bramę naszego podwórka. Grało się na długiej wąskiej uliczce dojazdowej, choć też starszyzna przeganiała nas raz, drugi i piętnasty, bo może ucierpieć płot. W lesie zrobiliśmy boisko, gdzie grało się między sobą po Tsubasie, grało ze starszymi o sześć lat, ale też grało się z kumplem z klasy na jego starszego brata. Całą naszą miejscowość określała mapa dzikich boisk, co druga ulica miała swoje.

Grało się na korytarzu szkolnym, grało się na asfaltowym placu za szkolnymi szatniami, grało się przy ścieżce zdrowia z opon. Gdy słyszę dziś o epidemii zwolnień z wf-u przypominam sobie, że piła na sali gimnastycznej to było spełnienie marzeń. Jedyne miejsce, gdzie można było zagrać na jednakowe, porządne bramki. Nic poważniej nie przypominało prawdziwego meczu, niż to. Nie wiem jak jest dzisiaj, ale w mojej klasie w piłkę nie grało może ze trzech chłopaków. Każdy inny umiał, każdy inny grał, każdy inny świętował w-f, na którym latała gała. Grali starsi, grali młodsi, a nie było ważniejszych meczów od międzyklasowych. Dobra gra w piłkę wpływała bezpośrednio na twoje głupie wczesnoszkolne życie, bo dobrą grą mogłeś zapracować na szacunek rówieśników.

Grałem nawet sam we własnym pokoju. Robiłem sobie piłkę z kilku zmiętych kartek papieru, oklejałem ją taśmą i tłukłem tak o ścianę. Jak zachorowałem, zrobiłem sobie kartonowe boisko, na nim piłkarzy z kartoników – trzy na trzy kratki z zeszytu do matmy. To boisko, z bandami, z bramkami, wyszło na tyle fajne, że aż kiedyś kumpel je pożyczył i już nie oddał. W sumie miałem to gdzieś – zrobiłem sobie nowe, na nim wymyślałem wielkie mecze, całe ligi, gwiazdy, hitowe transfery.

Nic mi nie przeszkadzało w grze w piłkę. Zawsze znalazł się sposób.

A potem rodzice kupili komputer.

Nie było tak, że pięć minut po pojawieniu się kompa rzuciłem piłkę w kąt. Ale jednak wolałem Championship Managera niż obijanie piłki o bramę. Icewind Dale, seria GTA, Enemy Territory – nie ten poziom emocji co sobotni mecz na boisku przy Lipowej, ale jednak godziny przy Vice City uciekały nie wiadomo nawet kiedy. Piłka nożna, uprawiana w dowolnej formie, zyskała godnego rywala do mojego wolnego czasu.

Każdy nastolatek – powiedzmy, późny gimnazjalista, wczesny licealista – znajduje już mnóstwo konkurencji dla piłki, ale w dziecięcych czasach to nie jest takie oczywiste. A moim zdaniem to właśnie wtedy, na pół świadomie, decydują się często pasje na całe życie. Oczywiście w każdym wieku można się czymś zajarać, w każdym wieku można w coś wsiąknąć. Ale powiedzcie sami: u ilu z was los piłkarskiej pasji przypieczętował się niemal za berbecia? Do interesowania się piłką trzeba jakoś tam dorosnąć, frajdę z jej kopania w lot złapie nawet dziecko. I połyka haczyk.

Wtedy to działo się w sposób naturalny, ale teraz ten naturalny prąd płynie w innym kierunku. Oczywiście wciąż piłka jest obecna, jest ważna, jest istotna, ale to już nie ten sam poziom, co wtedy, przed pojawieniem się kompa w każdym domu. Teraz fakt kompa w każdym domu jako oczywistej oczywistości, naturalnie popartej netem, najczęściej również podpiętym do sieci smartfonem, kieruje dzieciaki w pierwszej kolejności do gier. Z moimi młodszymi o dziesięć lat kuzynami też grałem w piłkę, ale znacznie więcej graliśmy razem na konsoli.

Pamiętam taką scenę podczas wizyty na Legia Soccer Schools w Kozienicach: jedna z dziewczynek rozpłakała się, zestresowana obecnością tylu ludzi. Poprosiła mamę, by dała jej zagrać na telefonie.

Coś, co – na oko – czterolatka zna lepiej. Coś, co jest dla niej oswojone.

A że te gry w międzyczasie ewoluowały od jednoosobowych kampanii, do rozgrywek dla wielu graczy, lig, mistrzostw świata, kieruje je na tory do esportu. Esportu, w którym łatwiej zorganizować mecz, esportu, który możesz uprawiać wygodnie gdziekolwiek jesteś. Esportu, przy którym nie trzeba szukać łąki w lesie, nie trzeba szukać w miarę niezłej bramy. Esportu, w którym też są gwiazdy, których umiejętnościami można się jarać, esportu, w którym też są ekscytujące mecze i wielkie stawki.

To pójdzie w tę stronę, nie mam złudzeń. Być może oglądamy właśnie szczyt piłki nożnej, z jej gigantycznymi transferami, jej biciem rekordów widowni przez TV. Ale moim zdaniem każde kolejne pokolenie urodzone w XXI wieku będzie się od piłki oddalać, będzie ona dla tej młodzieży coraz bardziej obca, a coraz większym standardem będzie rozpoznawanie w lot wszystkiego, co dzieje się aktualnie w sportach wirtualnych. Jestem pewien, że śmierci piłki nożnej nie dożyję, bo choć świat zmienia się coraz bardziej dynamicznie, tak futbol jest zbyt wielką potęgą, by tak szybko znaleźć się na kolanach. Ale tak, zdaję sobie sprawę, że jeśli dożyję szczęśliwej starości, moje zainteresowanie może być już mniejszą lub większą  niszą. Archaizmem. Już nie tu będą rozdawane najważniejsze karty. Już nie tu będzie skierowane światło najsilniejszych reflektorów.

Z czasem pewnie zestarzeje się nawet sama gra, jej mechanika. Baseball też był kiedyś królem amerykańskich sportów. Był więcej niż sportem, stanowił jeden z żywych symboli Ameryki. Historii nikt mu nie odbierze, ale dzisiaj taki symbol stanowi futbol amerykański, w latach pięćdziesiątych jeszcze lata świetlne za baseballem. Ale sezon dla drużyny futbolu amerykańskiego to szesnaście meczów plus ewentualne playoffy, mecze zwykle w weekend. Łatwo śledzić, łatwo być na bieżąco, łatwo stać się znawcą. Drużyny baseballowe grają po sto pięćdziesiąt kolejek. Niektóre mecze potrafią trwać po pięć godzin. Kto ma czas być na bieżąco choćby ze swoją drużyną?

Nie ma się na co obrażać, to naturalna kolej rzeczy. To tak jak z książkami. Pewnie, że je lubię, pewnie, że czytam dużo, jestem wiernym czytelnikiem, a na każde urodziny żona zabiera mnie do księgarni, a potem na rajd po antykwariatach. Ale kompletnie mnie nie ruszają rankingi pokazujące, że czytelnictwo w Polsce spada z roku na rok. Po prostu wchodzi nowe, przystępniejsze medium, zabierając przestrzeń staremu. Filmy, a przede wszystkim seriale, też potrafią nieść wielką wartość, też potrafią niejednego nauczyć. Książki nie mają patentu na to, żeby czynić kogoś mądrzejszym. Ale i filmy oraz seriale z czasem coraz bardziej będą w tej kwestii wypierane przez gry, dla wielu z nas jeszcze postrzegane jako, by tak rzec, niską rozrywkę. Ale gry też będą bardziej zróżnicowane, dotykające coraz większego spektrum tematów, także potrafiące nauczyć czegoś więcej, niż perfekcyjnej sprawności obsługi pada.

Oczywiście to tylko teorie, papier – a raczej klawiatura, kolejne przestarzałe przysłowie do wymiany – wszystko przyjmie. Nawet jednak na potrzeby własnej teorii, gdzie mogę sobie układać wszystko według własnego widzimiesię, gdzie wszystko zawsze pięknie się zazębia nie jestem w stanie dać choćby najbardziej mglistej odpowiedzi na pytanie:

Co będzie po grach?

Leszek Milewski

PS: To w sumie komentarz do wczorajszego, debiutanckiego odcinka „Czarnego boiska”. 

Napisz autorowi, że jako dziennikarz piszący o piłce mógłby odrobinę rzadziej pisać o śmierci piłki, poza tym znowu to samo

Fot: Fanpage „Miejsca gdzie kiedyś było boisko

KOMENTARZE (52)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Dobre felietony zastępuję słabsze… Naturalna kolej rzeczy? Oby nie!

szesc
Klub Kokosa

tl;dr: Kurłła kiedyś to było! A teraz nie ma

Fort Czerniakowski
Legia

a ja pamiętam nawet Wyścig Pokoju, jak kierowca w autobusie miał radio i wszyscy stłoczeni na przodzie autobusu, żeby usłyszeć co tam na trasie… Żeby mi ktoś wtedy powiedział, że ten wyścig umrze śmiercią naturalną z powodu braku zainteresowania, to bym wziął go za wariata.
Pamiętam też turnieje o Złotą Piłkę organizowane przez TKKF na dużym boisku w parku na Sadybie, na turniej rozwieszali siatki w bramkach i wszyscy aż piszczeliśmy z podniecenia, czując się jak gwiazdy piłki… Dziś nie ma TKKFu, turnieju ani boiska, bo nikomu nie były potrzebne.
Świat się zmienia w różnych kierunkach i przewidzieć trudno co będzie ludziom potrzebne w niedalekiej przyszłości. Ja obstawiam, że pierwsza zdechnie Champions League… ale może się mylę

Siwersik
F.C MeloMan

Jako drużyna podwórkowa nic nas tak nie nakręcało jak sprawdzić się w tym turnieju(chyba?) lub innym na błoniach dawnego stadionu 10-lecia…piękne czasy! Ryczałem jak głupi gdy nie strzeliłem karnego mimo że wygraliśmy mecz :-) No i pierwsze profesjonalne koszulki mieliśmy od jakiejś drużyny „szóstek” które mecze wtedy rozgrywały mecze na boisku przy Mińskiej(ZSZ i Technikum).Ehh…wspomienia…

Fort Czerniakowski
Legia

Ten nasz turniej był osiedlowy, grały głównie drużyny klasowe z kilku pobliskich szkół. Na błoniach stadionu chyba się tak samo nazywał ale był ogólnowarszawski. Nie bardzo już pamiętam, ale chyba wszystkie takie turnieje nazywały się o Złota piłkę

danny_trejo

Co będzie po grach?

Cytujac klasyka: niczego nie bedzie…

gryf01

Przewidywanie przyszłości to fajna zabawa, ale już mi się trochę znudziła. I tak nikt nigdy nie trafia.
Może być jak napisał Leszek. Też kiedyś spędzałem masę czasu z grami komputerowymi. Ale jeśli będzie odwrotnie i to gry komputerowe wyginą a piłka jeszcze zyska na popularności to też się nie zdziwię. Możliwe jest też rozwiązanie pośrednie – ogromna popularność gry komputerowej która wymaga biegania po „boisku” i kopania „piłki” zamiast siedzenia na kanapie.
Nie ma co tracić czasu. I tak nie zgadniemy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Przecież dalej istnieją futurologiczne nauki jak ekonomia. Na 100 modeli ekonometrycznych, silących się na przewidywanie przyszłości nie sprawdził się żaden. Ale to ekonomiści teraz rządzą bo ich modele (oparte na przeszłości) świetnie wyglądają na prezentacjach a że mało kto je rozumie to i mało kto ogarnia piramidalne bzdury, które są tworzone.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

qdlaty81
WIDZEW

Jak pokazuje Japonia, ludzie przezinformatyzowani boją się komunikacji face to face. Wolą napisac w komunikatorze. Latwiej i bez emocji. Niestety u nas w szkolach tez to juz widac. Takze mimo ze masz racje, to wiele osob nie bedzie sie mialo okazji o tym przekonac. Zamiast cos przezyc live to obejrza na youtube twierdzac ze to nawet lepiej bo kamery w lepszych miejscach itp itd

Znawca94

Pamiętam pierwszy mecz który obejrzałem. Miałem 4 bądz 5 lat. Nie był to pierwszy jaki widziałem ale pierwszy który pamiętam. Mając tylko 3 kanały TV na początku całe dnie się czekało na mecz i odliczało godziny. Jako dzieciak który ledwo nauczył się pisać, siedziałem przy TV i spisywałem do zeszytów nazwiska piłkarzy. Na początku jako dzieciak nawet się powtarzały na kolejnych stronach te same. Potem miałem konkretny zeszyt w którym zapisywałem drużyny i nazwiska piłkarzy. Kiedy rodzice założyli telewizje satelitarną siedziałem i oglądałem po 3 mecze po kolei od 7 rano na polsacie sport. Mecze ligi portugalskiej, szkockiej… Które w zeszycie relacjonowałem wypisując co się w nich dzieje po większości akcji. Telegazeta oprócz gazet służyła za info o futbolu. Strona 201(aktualności) była odświeżana 😀 Wcześniej ustawiało się antene na na kanał Ukraiński na którym w zaśnieżonym obrazie oglądałem mecze ligi ukraińskiej. Wykupywałem tygodniki piłka nożna, tylko piłka, jako dzieciak któremu pani w kiosku odkładała gazety, skarby kibica…Moi kumple którzy też się pilką interesowali ograniczali się do Bravo sportu czytając duże kolorowe nagłówki o piłkarzach Barcelony i zbierając kolorowe piłeczki dodawane jako gadżety.
W szkolnej świetlicy dzieci siedziały grzeczne i zainteresowane jak nigdy kiedy panie opiekunki włączył mecz polskiej reprezentacji na Mundialu 2002.
Radością napawało skoszenie trawy na boisku przez okolicznych mieszkańców. Dbało się o kawałek wyznaczonej trawy wśród drzew która miała postawione nie równo bramki.
Naszym Santiago Bernabeu było ustawienie dwóch kamieni na tym boisku które służyły za bramkę.
Jako dzieciak latałem za starszyzną która była dwa razy większa i się za nimi ganiało grając w gałe. Nikt nas nie przeganiał. Czułem się czasami jak w polu kukurydzy ponieważ starsi byli dużo więksi. Przez takie gry gdy poszedłem do szkoły na tle rówieśników byłem jak CR7 przy Boligubii Ouattarze.
Grał każdy ze wsi na której się wychowałem. Każdy z dzieciaków który przyjeżdzał z miasta do dziadków również grał. Nieważne jak ale każdy kolega jako dzieciak poprostu grał. Jedynie niektóre dziewczyny nie grały ale znaczna część grała.
Zasady obowiazywały w owych czasach praktycznie wszędzie takie same jeśli chodzi o piłkę. Czy to miasto czy wieś. Grało się w jedno podanie, lotnego bramkarza, 3 ręki- karny, gruby bądz słaby na bramkę, zmiany po ustalonej liczbie puszczonych bramek bramkarza. Nie w szczepionkę 😀
Nie zamienił bym tego na żadną fife na play station w FULL HD i jestem wdzięczny, że komputer dostałem dopiero w gimnazjum.

FC Bazuka Bolencin

Nie wiem gościu skąd jesteś, ale praktycznie wszystko co napisałeś to jakbym sięgał po swoje wspomnienia z lat młodości. Łącznie z tą „Piłką Nożną”. Sensownym, rzeczowym tygodnikiem – nawet dla mnie 12-latka (bo tyle miałem jak kupiłem pierwszy numer) – wtedy jeszcze w przystępnym formacie A4, na pięknym kolorowym papierze kredowym.
Na boisko zwykle się było kiepsko dopchać jako dzieciak, albo musiałeś grać na poziomie kogoś kilka lat starszego, albo mieć jakiś fajny patent (np. oryginalną piłkę Nike, którą chcieli wszyscy pograć), albo cierpliwie czekać aż się boisko zwolni (czasem się można było nie doczekać).
I wkurwia mnie takie wyśmiewne pisanie niektórych w stylu „kiedyś to było”. Właśnie było, nie to co teraz.

El Maxinho

Mam też bardzo podobne wspomnienia. Jak teraz o ty myślę, to najciekawszą sprawą było to powolne odkrywanie piłki (czy sportu ogólnie), nie było tak, że włączyłem komputer i wszystko było na wyciągnięcie ręki. Obejrzenie jakiegokolwiek meczu (nawet towarzyskie na Eurosporcie, Wizji Sport czy Polsacie Sport – pokroju jakiegoś Parma ze Sportingiem, pamiętam jak dziś takie spotkanie) to było wydarzenie dla kilkuletniego kibica. O każdy malutki zasób wiedzy o piłce trzeba było „walczyć” – czy właśnie oglądając, co akurat się dało, czy czytając całą prasę sportową z kiosku (pierwsze numery Piłki Nożnej zacząłem zbierać w 2000 roku, gdy miałem 9 lat, teraz nawet pewnie bym nie wziął tej gazety do ręki w Empiku, trochę smutne, że tak to padło. A nie umniejszałbym też wagi Przeglądu Sportowego [wcześniej wydawanego pod nazwą Tempo w moim mieście], Sportu, Piłki Nożnej Plus, Tylko Piłki, Tygodnika Kibica a i nawet Giga Sport czy Bravo Sport. A właściwie jeszcze kilku innych, które przestano szybko wydawać).
Też zabawne, jak przez pryzmat tego poznawania futbolu potem ciężko się oderwać od jakiegoś nostalgicznego wywyższania tamtych wydarzeń sprzed blisko dwóch dekad. Do tej pory najmilej wspominam MŚ 1998, EURO 2000, a finał Pucharu Uefa to oczywiście Liverpool z Alaves w 2001, choć zdaję sobie sprawę, że to wszystko czas w głowie uwznioślił, to jednak zawsze będzie dziewicze: pierwszy mundial, pierwsze ME i pierwszy szalony finał. Więc „kiedyś to było” w moim przynajmniej odczuciu oznacza mniej więcej: „zazdroszczę młodszemu sobie, że mogłem to zobaczyć bez żadnych oczekiwań, po prostu chłonąć tamtą piłkę”.
A wcale komputera czy konsoli nie wycinam z tych wspomnień, bo to jeszcze dodawało magii, te setki godzin spędzone przy FIFIE 2002, przy takiej grze o której może mało, kto słyszał, ale była dla mnie pierwszą grą na Play Station od której byłem uzależniony: Champions League 2000/2001, a potem oczywiście Liga Polska Manager i szok, gdy zobaczyłem pierwszego Football Managera 2005 i prawie się rozpłakałem z radości, bo był tak dobry (sorry, w CM nie grałem, nie miałem jeszcze komputera swojego).
O grze w piłkę na dworze nawet nie chcę wspominać, bo gdyby rzeczywiście działała zawsze zasada 10000 godzin treningu (do bycia w czymś specjalistą), to powinienem właśnie zbijać piątkę z Coutinho i Messim 😉

wwwww432

El Maxinho, chyba jesteś jakimś moim mentalnym kuzynem, bo praktycznie jakbyś skopiował moje wspomnienia i je tutaj zapisał 😀 Pozdro rocznik 91, też zacząłem zbierać PN w wieku 9 lat w okolicach Euro, haha. Z tym ze mecz Parmy ze Sportingiem zamieniłbym w moim przypadku Parma v Rangers z 1998. 😀

El Maxinho

wwwww432, pozdrawiam również 😉 Rangers kultowa ekipa tamtych czasów przy okazji, zawsze przeglądając tabele lig europejskich na końcu Piłki Nożnej (mogłem sprawdzić na telegazecie niby, ale szkocka była z kilkoma innymi na jednej stronie i trzeba było poczekać aż przeskoczy akurat na nią, więc często odpuszczałem) liczyłem, że w danej kolejce ktoś wygrał z nimi lub z Celtikiem, bo denerwował mnie ten wieczny duopol ;p A jeszcze co do „znienawidzonego” Bravo Sport, to ktoś pamięta, że co chwilę na okładce był Giovane Elber? Bardzo to było dziwne 😀

wwwww432

To prawda, Elber w tamtych czasach jawił się jako mega gwiazda 😀 (podobnie jak Andrzej Juskowiak i nasza S-Kadra haha). W Bravo Sporcie nawet pisali że jego babcia pochodzi z Polski. Co ciekawe w Mega Sporcie (Giga Sport był chyba dopiero później, ale nie kupowałem) było napisane że babcię z Polski ma Sonny Anderson 😀

Bravo Sport było spoko na samym początku jak się interesowałem piłą, pamiętam cykl „Najlepsze kluby Europy”, gdzie co dwa tygodnie można było odkryć fajną ekipę: i to z rozpisanym pierwszym składem ze zdjęciami piłkarzy! 😀 Ale szybko przestało BS wystarczać i wtedy wjechała PN.

FC Bazuka Bolencin

To mamy bardzo podobne wspomnienia z podobnego okresu. FIFA2002 jak na tamte czasy to było mistrzostwo świata. Jeszcze kilka sezonów później nawet się grało, chociaż składy się z każdym rokiem dezaktualizowały :) Teraz trochę krecią robotę piłce robi także dostępność wszystkiego. Wtedy obejrzeliśmy mecze kadry, 1 mecz LM w każdej kolejce, a ligi zagraniczne i ekstraklasę oglądali szczęśliwcy, którzy mieli dostęp do drogiego canal+. Został więc magazyn ligowy Gol, a bramki z lig zagranicznych oglądało się tylko z topowego spotkania w jakichś wiadomościach sportowych ogólnodostępnych (jeżeli oczywiście c+ zezwolił). Teraz mamy praktycznie każdy mecz naszej ligi, większość LM, w dobie eleven – większość z topowych lig, a odpalając internet – praktycznie wszystko, jak się dobrze poszuka. To powoduje lekki przesyt i inne odbieranie tego wszystkiego. Dodatkowo jako dorośli – mamy swoje obowiązki, pracę, rodziny i ten sport już też raczej traktujemy jako rozrywkę w wolnym czasie (jeżeli go mamy w ogóle). Pozdrawiam.

PaQ

Ja również miło wspominam tamte czasy. Pamiętam (jak przez mgłę) pierwszy wielki turniej w TV – mundial ’94. Mecze późno w nocy (wiadomo – różnica czasu) ale ja mały gówniarz prosiłem ojca aby mnie budził. Czasem budził, czasem nie, czasem nawet jak obudził to w trakcie meczu zasnąłem. Ale do dzisiaj pozostały w głowie nazwiska kilku gwiazd tamtego mundialu: Tomas Brolin, Christo Stoiczkow, Gheorghe Hagi, Romario oraz oczywiście tego , który został wówczas moim idolem czyli Roberto Baggio. Kiedy rok czy dwa lata później graliśmy z kolegami na boiskach zawsze mówiło się „kim jesteś” i ja zawsze byłem Baggio, czasem Brolin, a koledzy zazwyczaj nie wiedzieli o kogo chodzi i sami „byli” polskimi piłkarzami. Ale takie to były czasy, w TV ciężko było obejrzeć mecz innej drużyny niż Polska kadra.
Od najmłodszych lat lubiłem czytać. Czytałem więc komiksy, aż pojawiło się Bravo Sport. Pamiętam to doskonale: piękne zdjęcia wielkich gwiazd sportu, dodatki z których się dzisiaj śmiejemy (pamiętam plaster kondycyjny z jakim grywał Marcin Mięciel) i plakaty. Wydawało mi się, że nie ma lepszego czasopisma sportowego, aż do chwili gdy kolega ze szkoły pożyczył mi Piłkę Nożną. Jakiż to był przeskok! W Bravo głównie zdjęcia, samego tekstu tyle ile na etykietce wódki (o czym oczywiście wówczas nie wiedziałem), a tutaj odwrotnie: dużo do czytania, mało zdjęć i to najważniejsze czyli tabele i wyniki najlepszych lig europejskich. Od tamtej pory przez kilka następnych lat liczyła się tylko piłka nożna i… „Piłka Nożna”. Z uporem wartym lepszej sprawy czytałem zawsze wszystko od deski do deski, nawet te nieciekawe felietony i wyniki wszystkich meczów.
Samo granie w piłkę było wtedy czymś co wypełniało każdą wolną (i nie tylko) chwilę. Naparzaliśmy aż do wieczora, gdy już nie było widać piłki. To nic, że tego dnia graliśmy już na lekcji w-fu, to nic, ze bezpośrednio po szkole też pokopaliśmy, to nic, że po obiedzie graliśmy trzy godziny – wieczorem i tak obowiązkowo pędziliśmy na boisko i biegaliśmy za szmacianką do upadłego. Jak nie było wystarczająco dużo chętnych to graliśmy w kwadrata. Super wspomnienia.
Pozdrawiam wszystkich, którzy mają podobne.

A potem pojawiło się Weszło…

El Maxinho

Elber zdecydowanie kreowany na kozaka (którym był, ale tylko w Bundeslidze, w reprezentacji jednak ciężko było rywalizować z Ronaldo czy Rivaldo). „S-kadra” rozkminiałem to długo, o co – do cholery – im chodzi 😀 Jusko poniekąd twarz tamtej kadry przez jakiś czas obok Olisadebe i ta jego klątwa „13 bramek w kadrze”. Pamiętam, że nawet w Kijowie podszedł do karnego w słynnym meczu z Ukrainą, który wygraliśmy 3-1, ale przestrzelił oczywiście. Choć sam mecz to na pewno się łapie do top10 najważniejszych spotkań życia, wielkie przełamanie po niekończącej się serii wstydu lat 90. Z tymi babciami coś pamiętam, musieli srogie trunki w tych redakcjach przyjmować 😉 Zgadza się, to był „Mega Sport”, zmiana nazwy była potem. Bravo się ceniło właśnie za plakaty, zdjęcia, oprawę graficzną, bo wiadomo, że treść była – delikatnie ujmując – jakimś drugorzędnym dodatkiem. PN najlepsze były podwójne wydania świąteczne z podsumowaniami różnego rodzaju, np. TOP110 piłkarzy na świecie. Czytało się rewelacyjnie 😀
Z tą dostępnością tak to już jest: coś, co jest łatwo dostępne, przestaje być ekskluzywne i jakoś nie kręci jak kiedyś. Inna sprawa, że z wiekiem trochę to powszednieje, zupełnie mnie już piłka nie elektryzuje niestety. Wyjątkiem mecze reprezentacji Polski czy wielkie turnieje (czy nasze roczniki nie są jednymi z ostatnich, dla których MŚ albo EURO są dużo większym świętem niż środa z LM?), a i oczywiście polskie drużyny w pucharach z poważnymi rywalami.
Dlatego Weszło! może na swój sposób było pewnym ratunkiem te 6 czy 7 lat temu, żeby moje zainteresowanie piłką przetrwało. Teraz dużo bardziej interesują mnie te wszystkie rzeczy około piłkarskie, to co się dzieje za kurtyną, cieszę się też, że ilość wydawanych książek o piłce rośnie (pomijam, że wychodzi też sporo rzeczy, które można podsumować jako ”słodkie pierdy o gwiazdorach” [trochę książkowe Bravo Sporty], ale może to też jest nisza, 11 letni chłopak pewnie woli poczytać o swoim idolu, a nie o problemach Tony’ego Adamsa z wódą albo rzeczy pokroju „Futbol i Statystyka”) 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

FCKierpce

A ja jestem ze wsi i z kolegami sobie boisko budowaliśmy regularnie u mnie za stodołą :P. Dlaczego regularnie, a nie raz – a dobrze? Bo miałem sąsiadkę kurwę, która piłowała nam słupki (były z brzozy lub sosny) i regularnie musieliśmy zapieprzać i wałować z lasu. 10-14 letni gówniarze! Zresztą, wieś miała 200 osób, a na boisku i przy nim (oglądających) potrafiło być nawet 40 osób. I wszyscy siedzieli dookoła. Raz nawet jak ściąłem z ojcem parę drzew i nie było nam potrzebne na opał „na już” to specjalnie podciągnął drzewa pod boisko (to były wysokie drzewa), by było na czym siedzieć. To co milusińska sąsiadka wymyśliła? Pod osłoną nocy wysmarowała te topole gównem (ze swoich krów pewnie), żeby nie można było siąść, a nawet grać przez parę dni, bo jebało. A co do kompa: jak ja dostałem świetnego kompa to mega się wciągnąłem itd., ale jak wołali koledzy to zawsze zostawiałem wszystko i leciałem na boisko kopać. A że byłem nieogarnięty i nie potrafiłem gry zapisać, więc porzucenie kompa oznaczało olanie turnieju w PES i granie od nowa później. Dziś boiska nie ma, nie ma nawet dzieci, które by mogły grać. Coraz mniej takich miejscowości jak moja kiedyś, ale i coraz mniej dzieci. A jak są – to mają inne priorytety. Przepraszam za takie uzewnętrznienie, ale to były magiczne czasy – chłopak miał do domu 30 metrów, a czasem wychodził o 10 rano i wracał o 22 (bo jeszcze pod światłem latarń grało się „w kwadrata” – tak, też z połową wsi).

FC Bazuka Bolencin

Właśnie boiska są; ładne równe orliki z fajnymi siatkami. Nie ma tylko młodzieży która chciałaby z nich korzystać. Te przy szkołach – po lekcjach stoją zupełnie puste. Pozostałe – grają na nich zwykle pasjonaci, oldboje i pozytywnie zajawieni na punkcie piłki faceci z lat 80. czy nawet 70.-tych, którzy nie mieli okazji sobie na takich ładnych boiskach (linie, równa nawierzchnia, siatki na bramkach) pokopać na co dzień w latach młodości.

FCKierpce

Nigdzie nie napisałem, że nie ma boisk. Chodzi o to, że robienie boiska to też była fajna sprawa. Jak kolejny raz nam coś zniszczono to nie było myślenia typu: „o nieee, i co teraz?”, tylko „no nic, trzeba ogarnąć wózek, piłę i zapieprzać do lasu”. A czy było krzywo itd.??? Pewnie, że było! Btw, mogło by weszło też kiedyś napisać jakiś materiał na temat powiązania demografii i futbolu w Polsce. Bo jest dramat i pół żartem, pół serio: zaraz będzie więcej szkółek niż dzieci. To też oznacza mniej materiału i jeszcze niższa jakość krajowej piłki (lub więcej obcokrajowców). Chyba, że ta jakość szkolenia w szkółkach będzie naprawdę spoko i przestawimy się z ilości na jakość. Gdyby taka infrastruktura istniała 20 lat temu, bylibyśmy w innym miejscu.

MaLk

Z orlikami jest jeden podstawowy problem. Ostatnią rzeczą do jakiej nadaje się murawa na orliku jest częste granie na niej przez dzieci lub młodzież. Nawierzchnia orlików jest zabójcza dla ich zdrowia, zwłaszcza dla kolan.
Jeśli „dzisiejsza młodzież” miałaby tam kopać tak intensywnie, jak ja, facet z lat 70-tych, kopałem w dzieciństwie na pastwiskowych boiskach, to większość z nich skończyłaby jako inwalidzi. Nie wiem zresztą czy bym się zamienił. Ale oczywiście na orliku lubię sobie jeszcze pokopać w godzinach wieczornych. Nie ze względu na to, że są ładne, ale dlatego, że tam da się jeszcze jakoś zebrać ekipę staruszków, a na boisko na trawniku z bramkami z plecaków już raczej nie 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

PaQ

Lechia co Ty tak się chwalisz co chwila, że miałeś masę boisk w swojej „25 tysięcy mieszkańców” miejscowości? Po co te nerwy:? Na początku każdego posta bluzgi i zdenerwowanie, że ktoś ściemnia pisząc o przygotowywanych wspólnie z kolegami prowizorycznych boiskach… Czy Twój umysł nie dopuszcza, że ktoś mógł wychowywać się poza blokowiskiem albo w małej wiejskiej miejscowości? Właśnie w takich miejscach boiska były zazwyczaj tylko przy szkołach bo niby gdzie miały być? Dlatego często wystarczał kawałek przestrzeni z trawą i plecaki zamiast bramek.

lisiec

Pamiętam jak kiedyś graliśmy na boisku szkolnym (akurat zamienionym na lodowisko w zimę) w piłę przed lekcjami. Kolega się poślizgnął, złamał nogę. Zanieśliśmy go do szkoły, żeby wezwali karetkę i poszliśmy grać dalej. Żaden z nauczycieli nawet nie pomyślał, żeby nam zabronić grać dalej. Dziś nie do pomyślenia (ani granie, ani przyzwolenie na taką grę)… I taki przypadek, żeby ktoś złamał nogę podczas gry w piłkę na lodzie (czy na betonie), zdarzył się raz na 8 lat podstawówki.

Mariusz Janusz

Ch*ja pi*rdolicie. Kazdy niby gral godzinami a z pokolenia ludzi ok 30 mamy 3 pilkarzy na sensownym poziomie i gowno wyszlo z tego masowego grania w gale… wniosek z tego ze slabo kopalismy pilke hihi

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Mariusz Janusz

No dawaj wymień mi obecnych 30-latków, którzy mieli realne szanse na kopanie piłki jak powiedzmy Kuba, czy Krychowiak… Co Janczyk? Kto jeszcze przechlał, czy przećpał karierę? Słucham…. Kowalczyk, czy Sypniewski to inna para kaloszy, bo to zupełnie inne pokolenie niż pisze autor.

fronda

Nudy.

kocurrrek

Marnujesz się tu Leszek :(

Primordial

Na siłę to esport i sporty jak piłka to jest to samo. Dwie ekipy, zbiór zasad i widzowie w fotelach, którzy oceniają umiejętności, a nie rzeźbę/muskulaturę bo to nie mister uniwersum. W sumie nie dziwie się młodemu pokoleniu, że nie obchodzi ich 22 przepłaconych milionerów, którzy w sumie grają o nic bo finansowo są ustawieni do końca życia. I jeszcze te nieszczęsne zasady do swobodnej interpretacji przez Boga z gwizdkiem.

Chyba największa różnica to to, że „gwiazdy” esportu to ciągle ludzie tylko z ciut większym kontem – nie mają 5 willi, 7 jachtów, 10 supersamochodów i nie chodza z 4 ochroniarzami pod bronią na spacer. Do tego wielu zawodowców esportowych można sobie obejrzeć na żywo, z ich mieszkania jak sobie ćwiczą „granie w grę”. Zupełnie inny poziom interakcji z widzami/fanami.

Jest jeszcze kwestia dostępność. Telewizja to przeżytek. Wielu młodych nawet nie ma telewizora/dostępu do telewizji i nawet nie myśli o jakiś złodziejskich abonamentach aby obejrzeć ligę mistrzów. Mają esport na najwyższym światowym poziomie za friko. Z całego świata. Czy to turnieje w USA czy w Azji czy Europie. Każda duża impreza dodatkowo archiwizowana i do obejrzenia za darmo kiedy tylko chcemy. Byle smartfon z przeglądarką/aplikacją i oglądasz gdzie chcesz. Żadnych bzdurnych regionalnych praw do transmisji/powtórek/skrótów.

Co będzie po grach? Sęk w tym, że gry nie muszą się kończyć. Taki Starcraft 2 żyje już 8 lat i zbliża się ku końcowi. Przez te 8 lat co kilka miesięcy dostaje drobne, ale znaczące „aktualizacje zasad/możliwości/taktyk” do tego bardzo duże zmiany co 2-3 lata – ale jednocześnie rdzeń rozgrywki pozostaje taki sam. Skończy się jedna gra, wyjdzie następna z ciut innymi zasadami. A piłka stoi w miejscu i w czasach ultraHD kamer nawet w buraczanych ligach broni się przed powtórkami jak tylko może…

Cerber24

Wydaje mi się, że w ogóle nie załapałeś sedna tekstu. I generalnie chodzi o to, źe właśnie kiedyś to wszystko było bardziej wartościowe, m.in. dlatego, że trudno dostępne. Mecz w otwartej tv, gazety… odbiór był inny. Teraz wszystko w Internecie, mecze można wybierać i oglądać po 2-3 naraz na róznych urządzeniach. Tak jak ktoś tu już napisał: ‚powinniśmy zazdrościć samemu sobie z młodszych lat iż mieliśmy szansę przeżywać piłkę w tamtych czasach’, zdecydowana większość urodzonych w latach 80′ i może wczesnych 90′ pewnie to rozumie (strzelilbym ze jesteś mlodszy). Obecna globalizacja pilki a przede wszystkim absurdalne pieniądze psują odbiór nawet Nam – pasjonatom… Ale wiem, ze mimo wszystko piłki nie odpuszczę. Porównywanie prawdziwego sportu wyczynowego do e-sportu nie powinno miec miejsca bo sa to kompletnie różne dziedziny. I radzę poczekać… jeszcze trochę i Twoi e-sportowcy też staną sie niedostepnymi celebrytami…

PaQ

Racja. Myślę, że piłce szkodzi też nadmierne rozbudowywanie wszystkich rozgrywek i transmitowanie wszystkiego co się da. Nie chciałbym powrotu do czasów, gdy transmitowano jeden mecz co dwa tygodnie w TV ale trzeba zachować jakiś umiar. Gdy zacząłem w CANAL+ oglądać ligę angielską i hiszpańską to było coś. Derby Manchesteru, Liverpool – Arsenal, El Classico to były piłkarskie święta. Ale potem wymyślili, że trzeba pokazywać wszystkie mecze, a polską ligę to nawet od piątku do poniedziałku i najlepiej każdy mecz o innej porze. Ja rozumiem, że chodzi o to, żeby każdy znalazł coś dla siebie ale tego wszystkiego było po prostu za dużo. Zacząłem oglądać więcej meczów słabszych drużyn, a co za tym idzie coraz gorszych „widowisk”, Doszło do tego, że miałem już przesyt piłki nożnej w TV i dałem sobie z tym spokój. Teraz tylko od czasu do czasu jakaś LM albo repra i jestem zdrowszy.

Tadzimierz

Z tym zdobywaniem szacunku wśród rówieśników i starszych kolegów to zgadzam się w 100%. W podstawówce uczyłem się dobrze zawsze czerwony pasek, zachowanie wzorowe. Wiadomo jak jest takich ludzi w szkole nie zawsze się lubi, często wyśmiewa itd. Ale ja dzięki temu, że na boisku byłem jednym z najlepszych w klasie a na tle starszych dawałem radę to nikt nigdy z tego powodu ze mnie się nie śmiał a wiadomo jakie potrafią być dzieciaki. Zdobyłem szacunek tym, że dobrze grałem w piłkę. Pamiętam jak starsi koledzy z wioski zbierali się i jeździli po szkole na boisko, patrzyłem zawsze z zazdrością gdy byłem młodszy, bo po mnie nie zajeżdżali (tak wtedy jeździło się od domu do domu nie było komórek). Aż pewnego razu zajechali i po mnie, bo zobaczyli jak gram na wfie od tamtej pory stałem się częścią ich drużyny i gdy zbliżał się wieczór wyczekiwałem kolejnego meczu na piaszczystym boisku, wracałem do domu cały ukurzony i szczęśliwy.

PaQ

Miałem wrażenie, że czytam własne wspomnienia. Pozdrawiam

michalszostak
Premier League

Jak na co tygodniowy felieton to poziom słabiutki. Opisałeś dziecińctwo pewnie z 80% chłopaków urodzonych w latach 80, czyli nic odkrywczego… Następnie nawiązanie do e-sportu ( z lekka symboliczne, po łebkach ), a na koniec czarna wróżba i pytanie na które i tak nikt nie zna odpowiedzi. To już lepiej ten wcześniejszy tekst, mogłeś przełożyć na czwartek.

StaszekPrawy

Leszek się skończył. Wklejanie cudzych tekstów, kopiowanie pomysłów z seriali, wywiad na kolanach z Sawickim.
Winna jest kobieta przed ślubem, było spoko, po ślubie jazda o byle głupotę. Chłopak jest strzępkiem dawnego siebie.

M.S.

Dobry tekst. Przypomniało się dzieciństwo, grało się gdzie popadnie. Bardzo często sam na podwórku odbijałem piłką od ściany domu i bramę. Co ciekawe dzięki temu wyrobiła mi się świetna technika. Najlepsze jest to, że takie granie i bawienie się piłką więcej mogło dać niż dzisiejsze treningi w akademiach.

Anrzej

Nie zgadzam się Leszku z Twoim bananowym podejściem do mediów i tego, że książki zastąpią seriale i wszystko będzie dalej cacy. To nie jest takie proste. Zgadzam się, że są fantastyczne i interesujące seriale, ale nie porównujmy bardzo proszę ich z książką, z tym że wymaga ona skupienia, czasu, pobudza wyobraźnię i przede wszystkim znacznie więcej wymaga od odbiorcy.

To moje obserwacje, ale każdy serial niemalże mogę puścić sobie jak jestem zmęczony, skacowany, bo nie wymaga on na tyle mojego skupienia jak książka, na którą czasem po prostu nie mam siły. Oczywiście, wszystko na świecie staje się upraszczane, kultura również, ale nic nie zastąpi i nie rozwinie Cię tak jak dobra, wymagająca lektura.

Świat po prostu staje się głupszy – porównaj np. matury z matematyki, które z roku na rok są łatwiejsze, na studiach poziom równa się w dół i z tym trzeba walczyć, a nie przyklaskiwać i się godzisz. Zawiodłem się.

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Ja rocznik 74, podpisuję się pod tekstem, choć ani telewizji wtedy nie było (tylko biało czarny jaruzelski i bajki na czeskiej tv). A seriale to odmóżdżanie i syf. |Za moich czasów nie było seriali, naprawdę. No z wyjątkami: Czterdziestolatek, Alternatywy 4, Janosik, Czarne Chmury, Stawka Większa niż życie, Telefon 110, innych nie było… aha Olek Elektronik produkcji ZSRR po Teleranku

areq
Kolejorz

5 lat temu najwięksi optymiści nie przewidywali,iż w rankingu FIFA będziemy na 7miejscu na świecie
15 lat temu niewielu przewidywało tak szybką „śmierć” papierowych wydań gazet.A 2002rok to przecież MŚ w Korei,czyli wcale nie tak dawno,nieprawdaż?
30 lat temu mało kto przewidywał tak szybki upadek „komuny” w całej wschodniej europie
Żyjemy w dość ciekawych czasach z fenomenalnym rozwojem nowych technologii.
Ja uważam na przykład,że w ostatnich 50latach najlepszym wynalazkiem był…telefon komórkowy, a zwłaszcza era smarftonów
Nie będę się wywodził szczegółowo,ale dzięki niemu mam dużo bliższy kontakt ze wszystkimi, z którymi zależy mi na kontakcie.
Co do śmierci futbolu,głos Pana Leszka zdaje się być mocno przesadzony.Ok. Wszystko ma swój początek i koniec,ale akurat piłka nożna właśnie weszła w swój złoty wiek.
Egaming? zdecydowanie się zgodzę z autorem,ale czy to będzie tak masowym „sportem” , oglądanym przez tysiące?
Najważniejsza sprawa.
Twórcy gier naśladują bądź próbują naśladować ŻYWYCH GRACZY.Nikt nie będzie grał w sportowe gry,jeśli nie będzie miał wzorców w postaci żyjących legend.Przecież już teraz zależy na tym nie tylko by wygrać , ale zdobyć bramkę w jak najciekawszy sposób,najlepiej przypominający żyjącego oryginała.
Co do książek i ich zamiany na seriale.
Hmmm ,problemem z książkami (jak i filmami) jest to, że wcale nie tak powoli wyczerpują się scenariusze i historie,które mogą zainteresować czytelnika/widza, a nie każdy z wypiekami na twarzy oczekuje kolejnego sequelu:):)
Wkrótce zostaną nam same biografie i opisy wydarzeń (książki historyczne) lub wręcz almanachy i kroniki wydarzeń:)

Bede Go Zjad

A po grach będzie alternatywna rzeczywistość za sprawą takich oto sprzętów:
– okularki coś na wzór oculus rift tylko milion razy lepsze, jakość live,
– ubranie naszpikowane czujnikami, które odwzorują ruch i czucie, w tym czucie jakiejkolwiek piłki,
– kontroler ręczny imitujący sprzęt sportowy typu pistolet, łuk, rakieta tenisowa itp. z pomiarami różnych czynników wpływających na grę,
– rozkładana bieżnia z ruchomą podłogą na bazie kwadratu o pow. 10 m2 pozwalająca na ruch we wszystkie strony z regulacją tarcia co da efekt lodowiska, trawy, parkietu i innych nawierzchni,
– kamera śledząca ruchy gracza przekazująca dane do trybu multiplayer.
Jak ktoś chce szczegóły to pisać.

Esport będzie gigantem i medialnym potworem bo ma i będzie miał wszystko czego potrzeba żeby tak było czyli kibice i łatwy dostęp dla milionów ludzi – nie mówiąc o łatwości jego uprawiania. Nigdy nie będzie uznany jako sport klasyczny. To będzie sport intelektualny tak jak szachy czy brydż bo czynności te same (siedzenie, rozkmina, ruchy ręką).

PS. Panie Milewski, Enemy Territory i wszystko jasne. Dużo bym dał żeby jeszcze jeden raz z tymi ludźmi co kiedyś pójść na nockę do kafejki internetowej, opylać pizze i bronksy i ganiać się po Siwa Oasis, Railgun i Seawall Battery …a potem jeszcze CS, Quake i Unreal Tournament:)

Quotsa

Need a medic !
Incoming !!!

Bede Go Zjad

Enemy in disguise! Jawohl! :)

Quotsa

A wiesz że są jeszcze serwery gdzie można pograć. Ja grałem niedawno…

Bede Go Zjad

Tylko tych modów się narobiło strasznie i non stop jakieś melodyjki gimbaza wciska. Ja wole takiego klasycznego ET i do tego np. 10vs10 na fuel dump. Weekend się zbliża i czuje że powalcze:P

msajgon

A na lekcjach w ruch szedł zeszyt w kratkę i grało się w piłkarzyki :) 7×10 kratek, dwie bramki, dwa kolory…

sc.png
PaQ

Ha ha bez kitu :-) W to się faktycznie grywało na lekcjach. Dzięki kolego za przypomnienie.

Rangouren
Tottenham Hotspur

Icewind Dale? Nie Baldurs Gate? Nie Planescape Torment?
Dzięki za wehikuł czasu, Leszek!

wpDiscuz