Chelsea zgubiła pewność siebie, a Norwich o mały włos tego nie wykorzystało
Anglia

Chelsea zgubiła pewność siebie, a Norwich o mały włos tego nie wykorzystało

Czerwone kartki dla Pedro i Moraty. Dwie niepodyktowane ewidentne jedenastki. Strata bramki w doliczonym czasie gry. Zwycięstwo dopiero po serii rzutów karnych. Gdybyśmy mieli określić ten mecz jednym słowem, uznalibyśmy, że był mocno popieprzony. Działo się bardzo dużo, emocji nie zabrakło aż do ostatniej minuty, kiedy Norwich mogło zdobyć decydującą bramkę, ale ostatecznie sprawiedliwości stało się zadość – Chelsea awansowała do kolejnej rundy Pucharu Anglii.

Pierwsza połowa to typowy mecz potentata z najwyższej ligi z drużyną z Championship. Chelsea przejęła inicjatywę, rozgościła się na połowie gości, i nie pozwoliła oddać jej ani jednego celnego strzału. Przewaga, luz, swoboda w operowaniu piłką i stwarzaniu sobie sytuacji. Generalnie pokaz pewności siebie i zaufania do własnych umiejętności. Wydawało się, że londyńczykom w tym meczu nie ma prawa się nic stać. Na samym początku o krok od zdobycia bramki – dosłownie i w przenośni – był Azpilicueta, ale zabrakło mu milimetrów, by przeciąć lecącą wzdłuż bramki piłkę. Później Drinkwater trafił w poprzeczkę, a w międzyczasie miała miejsce pierwsza ze wspomnianych we wstępie kuriozalnych sytuacji. Zappacosta był ewidentnie faulowany w polu karnym rywali, a gwizdek sędziego milczał. Co więcej – arbiter nie zdecydował się skorzystać z pomocy VAR-u.

Norwich zaatakowało raz, ale konkretnie. Sytuacja niby z niczego, ot kilka przypadkowych zagrań, fatalna strata Batshuayi’ego, i Oliveira z szesnastego metra trafił prosto w poprzeczkę. Taktyka przyjezdnych na pierwszą połowę była jasna i klarowna – przede wszystkim przetrwać. Cel udało się zrealizować. Z upływem kolejnych minut Chelsea nie grała już tak swobodnie. Przede wszystkim przestały funkcjonować jej skrzydła. Wcześniej wykorzystała fakt, że w środku posiadała graczy umiejących zagrać dobre, dokładne piłki na boki, ale po czasie Norwich nauczyło się neutralizować te próby ataków.

W drugiej połowie dał o sobie znać zawodnik, którego raczej byśmy o to nie podejrzewali. Batshuayi w ciągu całego spotkania okropnie cieniował, doprowadzał Conte do szewskiej pasji, ale w jednej akcji – w 55. minucie – dostał dopieszczoną piłkę od Kenedy’ego i dołożył nogę, wyprowadzając Chelsea na prowadzenie. Od tego momentu The Blues starali się grać spokojnie, mimowolnie cofnęli się nieco głębiej i ostatecznie srogo za to zapłacili. Po godzinie gry mieliśmy pierwsze ostrzeżenie: Drinkwater w dziecinny sposób stracił piłkę na własnej połowie, a zawodnik Norwich stanął oko w oko z bramkarzem – Caballero wykazał się jednak perfekcyjną interwencją. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Skazany na porażkę kopciuszek z Championship nie załamał się po golu i – paradoksalnie – zaczął prezentować się o niebo lepiej. Efekty przyszły w najlepszym możliwym momencie.

Doliczony czas gry. Kibice Chelsea szykują się już do świętowania, tymczasem… wrzutka Klose, strzał głową Lewisa i konsternacja na Stamford Bridge – dogrywka. Tam znów gospodarze powinni otrzymać znakomitą szansę na objęcie prowadzenia, ale gwizdek arbitra milczał. Zawodnik Norwich wystawił nogę w polu karnym, nadział się na nią William, ale sędzia zamiast skorzystać z wideoweryfikacji, wlepił mu żółtą kartkę.

Pod koniec spotkania z boiska wylecieli Pedro i Morata, u których widać było ewidentne symptomy zagotowania. Morata uznał chyba, że skoro sędzia nie gwiżdże ewidentnych jedenastek, to chociaż podyktuje jakąś z kapelusza i zaprezentował nam efektowne padolino. Jednak tym razem nic z tego.

Seria rzutów karnych? Już w pierwszej próbie pomylił się gracz Norwich, pozostali okazali się skuteczni. Chelsea w bólach, po powtórzonym meczu, doczłapała do kolejnej rundy.

Chelsea – Norwich 1:1 (5:3 karne)

1:0 Batshuayi 55′

1:1 Lewis 90′

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz

INNE SPORTY