Rusza Euro 2018. Bez Polski. My w tym czasie zagramy w eliminacjach do… eliminacji MŚ
Blogi i felietony

Rusza Euro 2018. Bez Polski. My w tym czasie zagramy w eliminacjach do… eliminacji MŚ

Pamiętam, że kiedy dwa lata temu ruszałem pociągiem z Dworca Centralnego w kierunku Krakowa, miałem w dłoniach egzemplarz „Przeglądu Sportowego”, a w głowie i sercu wielką wiarę w polską reprezentację. Naprawdę liczyłem wówczas na to, że drużyna Michaela Bieglera zdobędzie pierwszy w historii naszego kraju medal mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych. Mogłem być optymistą, w końcu ten turniej był rozgrywany w Polsce, a niemiecki selekcjoner miał do swojej dyspozycji wielu wybitnych zawodników, takich jak Szmal, Jureccy, Lijewski, Bielecki czy Syprzak.

Mój dwutygodniowy pobyt w Krakowie rozpoczął się od niesamowitego pierdolnięcia, jakim było spotkanie z Serbią. Były zawodnik Orlen Wisły Płock Petar Nenadić grał wówczas jak natchniony, na szczęście nasi i tak zdołali pokonać prowadzony przez niego zespół, co prawda tylko jedną bramką, ale naprawdę nie zamierzałem wtedy na to narzekać. Oczywiście to nie mógł być jedyny horror zafundowany przez Polaków podczas Euro 2016, dlatego już dwa dni później powtórzyliśmy całą historię – tym razem ograliśmy jednym trafieniem Macedończyków, którym na boisku liderował jeszcze wybitniejszy gracz niż Nenadić, mianowicie Kirył Lazarow.

O ile te dwa sukcesiki wzbudziły we mnie umiarkowany entuzjazm, o tyle trzecia wygrana, nad wielką Francją, sprawiła, że już niemal widziałem na szyjach naszych zawodników medale. Zresztą nie ja jeden – rozbicie utytułowanej ekipy „Trójkolorowych” 31:25 sprawiło, że po meczu większe grono dziennikarzy ruszyło w miasto. Bawiłem się wówczas na Rynku Głównym m.in. z Arturem Siódmiakiem. Całe szczęście, że to był wtorek, a nie sobota, więc większość lokali koło 2 po prostu zamknięto, dzięki czemu w odpowiednim momencie powiedzieliśmy pas. W innym przypadku doszlibyśmy do siebie chyba dopiero w okolicach półfinału, w którym zresztą Polacy mieli zagrać bez żadnych problemów.

Cóż, nic z tego nie wyszło, bo najpierw przejechali się po nas młodzi, zdolni i pozbawieni kompleksów a także układu nerwowego Norwegowie, a potem wiadomo – zaliczyliśmy chyba największą wpadkę w historii kadry w XXI wieku. Naprawdę chciałbym o niej zapomnieć, ale nie potrafię. Przypomnę: na spotkanie z Chorwacją wychodziliśmy na parkiet jako absolutny faworyt do awansu do najlepszej czwórki turnieju. By się w niej znaleźć, wystarczyło nie przegrać z Domagojem Duvnjakiem i spółką wyżej niż trzema bramkami, z kolei dzielni rywale potrzebowali aż jedenastu trafień przewagi nad biało-czerwonymi, by awansować dalej kosztem nas i Francuzów.

Przypominaliśmy w tym spotkaniu koszykarzy z „Kosmicznego meczu”, którym obcy ukradli talent – nie wychodziło im absolutnie nic. Tymczasem Chorwaci, którzy kilka dni wcześniej załamani swoją postawią pili i tańcowali w jednym z krakowskich klubów, ruszyli na nas ze strojoną siłą. Moim zdaniem mieli ją m.in. dzięki prezydent Kolindzie Grabar-Kitarović, która przed meczem weszła do męskiej szatni i… nawrzeszczała na szczypiornistów. Wiem, bo to słyszałem – akurat pod nią stałem.

Niesamowity zespół z Bałkanów zmasakrował Polaków 37:23, co oznaczało jedno – zamiast o medale, zagramy o siódme miejsce. Szczerze to chyba nigdy nie widziałem w jednym miejscu tylu dorosłych facetów, którym łzy ciekły po policzkach. Poza zawodnikami rozpaczali właściwie wszyscy – działacze, kibice i dziennikarze.

Wspominam ten turniej nie bez przyczyny – dziś rozpoczynają się kolejne handballowe mistrzostwa Europy. Impreza odbędzie się w Chorwacji, a w szlagierze dnia, o 20.30, Francja zmierzy się z Norwegią. Niestety, „Trójkolorowym” nie będzie dane, by zrewanżować się Polakom za wpadkę z Krakowa, tak jak my nie spróbujemy pobić Duvnjaka i spółki na ich parkiecie oraz zemścić się na Skandynawach za 2016. Dlaczego? Bo biało-czerwonych, po raz pierwszy od igrzysk olimpijskich w Londynie, zabraknie na dużym turnieju. Gdy najlepsze drużyny Starego Kontynentu będą walczyć o podium, zespół Piotra Przybeckiego zagra w Portugalii w… eliminacjach do eliminacji MŚ 2019. Dziś zmierzymy się z amatorami z Kosowa, jutro z nic nie znaczącym w handballowym światku Cyprem, a w niedzielę, na deser, z gospodarzami imprezy.

Obawiam się, że to starcie może być horrorem podobnym do wspomnianych przeze mnie meczów z Macedonią i Serbią. Południowcy dysponują bowiem całkiem solidną w skali Europy ekipą, która na własnym parkiecie potrafiła w ostatnich latach zrobić kuku tak uznanym markom, jak Islandia, Słowenia czy Macedonia właśnie. Drużyna, która walczy jak równy z równym z takimi zespołami, nie może lękać się przechodzącej przemiany pokoleniowej Polski. My oczywiście także nie pękamy przed rywalami, w końcu w zespole Piotra Przybeckiego nadal nie brakuje kilku poważnych zawodników, że wspomnę tu takie nazwiska, jak Syprzak, Paweł Paczkowski, czy Piotr Chrapkowski.

Oczywiście, potrafię sobie wyobrazić, że prowadzeni przez Gilberto Duarte (zawodnik Wisły) i Tiago Rochę (były gracz Nafciarzy) Portugalczycy pokonają w niedzielę naszą kadrę, a tym samym stracimy szansę na występ na drugim dużym turnieju z rzędu. Umiem też sobie wyimaginować triumf Polaków, którzy po ciekawym, zaciętym meczu w swoim stylu pokonają rywali jedną bramką.

Gdyby nawet do tego doszło, droga do MŚ nadal będzie jednak wyboista. W kolejnej rundzie eliminacji spotkamy się bowiem w dwumeczu z jedną z dziewięciu czołowych drużyn Euro 2018 (na pewno nie zagramy z Francją – ma zagwarantowany występ na MŚ jako obrońca tytułu, a także z Niemcami i Danią – są gospodarzami turnieju, oraz z drużyną, która poza tą trójką zajmie najwyższe miejsce na ME – to też daje awans na mundial). Z dużą dawką prawdopodobieństwa możemy więc założyć, że trafimy na naprawdę konkretnego rywala, np. w stylu Chorwacji, Hiszpanii, Norwegii, Węgier czy Słowenii.

Ostatni raz z prekwalifikacji do eliminacji awansowaliśmy w 2005 roku. Wówczas mało kto stawiał na kadrę Bogdana Wenty w starciu ze Szwecją, a jednak – złote pokolenie naszego szczypiorniaka ograło w dwumeczu dumnych i pewnych siebie Skandynawów, co zapewniło im występ na ME. Obecne grono polskich zawodników nie jest jednak nawet w 50% tak utalentowane, jak tamci magicy, dlatego też wywalczyć awans na MŚ (o ile po ewentualnym pokonaniu Portugalii nie dopisze nam szczęście w losowaniu w postaci Białorusi, Czarnogóry lub Czechów) będzie niezwykle trudno…

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tatuaż Kownackiego

A zdążyłem zapomnieć o tym dramacie z Chorwacją. Dzięki redaktorze Gapiński, wiesz jak spierdolić piątkowy wieczór.

Kanapowy Janusz
Karabakh Agdam

Aktualnie prowadzimy z amatorskim Kosowem, ale w pewnym momencie przegrywaliśmy 4-7. Nie zdziwię się, jeśli w niedługim czasie wstęp pomeczowy portali sportowych będą wyglądać następująco: „Będąca w przebudowie reprezentacja Polski w piłce ręcznej mężczyzn uległa doświadczonej ekipie San Marino po emocjonującym meczu 29:30. Zabrakło doświadczenia oraz zgrania w szeregach obrony – oświadczył trener. Zespół San Marino wiele lat gra tym samym składem, ma automatyzm w grze, przewyższali nas doświadczeniem. Piekarz z zawodu Marco Selva okazał się naszym katem, wrzucając Sławomirowi Szmalowi 12 bramek, niedoświadczony blok defensywny Polski nie potrafił znaleźć żadnego sposobu na powstrzymanie 41-letniego zawodnika (…)”

FC Bazuka Bolencin

Portugalia właśnie rozwaliła pionków z Cypru 47-16. Nie wiem czy damy z nimi radę w niedzielę.

Buncol

Mieliśmy udane pokolenie na wysokim poziomie. Jednak za sukcesami tamtej ekipy nie poszły inwestycje w szkolenie. Dyscyplina nie rozbudziła marzesń o sukcesach wśród młodzieży. W efekcie nie doszło do zmiany pokoleniowej, Drużyna grała ciagle tym samym składem aż sie całkiem wypaliła i zestarzała. Teraz nie ma nikogo w ich miejsce. Polska piłka ręczna wróciła na miejsce sprzed 12 lat tylko teraz nawet perspektyw żadnych nie ma

FC Bazuka Bolencin

No niestety, ale obawiam się że w piłce kopanej będzie to samo. Cieszmy się każdą chwilą mistrzostw w Rosji, niezależnie od wyników, cieszmy się dopóki Lewandowski gra wciąż w kadrze. Dopóki nie mamy większych problemów z kwalifikacjami na duże imprezy. Bo to niestety prędzej czy później wróci, biorąc pod uwagę że nie mamy decyzyjnych ludzi, myślących przyszłościowo. Za to mamy mnóstwo specjalistów od „przejadania” sukcesów.

Eljan

Piłka ręczna jest aktualnie w potężnym kryzysie i w najbliższych latach nie ma co liczyć na sukcesy jak ostatnio. Z drugiej strony jestem przekonany, że w ciągu 2-3 lat wrócimy na „nasze miejsce”, tj regularny udział w MŚ i ME. To co było w ostatnich 8-10 latach to była bardzo dla nas przyjemna fluktuacja, ale ludzie, to nie jest poziom który wynikał ze świetnego szkolenia albo jakiś wybitnych zdolności Polaków w tej dyscyplinie. Tak więc – przeczekajmy ten słaby okres a później ze zrozumieniem przyjmujmy baty od Chorwatów i cieszmy się każdym zwycięstwem nad Czechami czy Słowenią.

mccat

Redaktorze, Polacy byli może zdecydowanymi faworytami bukmacherów do czwórki przed meczem z Chorwacją, ale na pewno nie fachowców. Już w Katarze męczyliśmy się okrutnie i to był łabędzi śpiew. Mieliśmy pojedyncze natchnione mecze i tyle. Tak było na olimpiadzie i tak było na mistrzostwach w Polsce, kiedy zagraliśmy jeden, jedyny bardzo dobry mecz z Francją.

Z Chorwacją dawano nam spore szanse, ze względu na te 3 bramki i własną halę, ale w handballu 3 gole to niedużo, a to jest potężna drużyna, na przestrzeni lat zdecydowanie pewniejsza i mocniejsza od naszej. Szeroki skład, mrowie talentów, a my graliśmy w kratkę. Udało nam się wiele razy, sprawiedliwości dziejowej po prostu stało się zadość.

wpDiscuz

INNE SPORTY