Ranking Weszło – skrzydłowi 2017
Weszło

Ranking Weszło – skrzydłowi 2017

Pora na przedostatnią odsłonę naszych rankingów. Jeszcze nie tak dawno w debacie na temat stanu rodzimej kopanej krążyło hasło „Polska skrzydłowymi stoi” – wiemy, że zostało wyszydzone już na 101 sposobów, ale lubimy wracać do tej nieco szalonej tezy Romana Kołtonia. Bo ani wbrew pozorom wtedy, ani w tym roku nie było tak, że mogliśmy usiąść wygodnie w fotelach i spokojnie podziwiać szarże bocznych pomocników w kadrze oraz ich wyczyny na ligowych podwórkach. Z drugiej strony, nie sposób również nie zauważyć pewnych ruchów w hierarchii. 

Nie doszło do nich jednak na samym szczycie. Najlepsi są ci, na których w pierwszej kolejności stawia Adam Nawałka. Bardzo ciekawy rok ma za sobą zwycięzca Kamil Grosicki. Zaczynał go jeszcze jako piłkarz Rennes, ale po rozegraniu czterech styczniowych meczów we Francji spakował szczoteczkę do zębów i ruszył na podbój Anglii. Tam pokazał się na poziomie Premier League. Został nawet najlepszym piłkarzem kwietnia całej ligi w głosowaniu fanów. Fakt – nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie wielka mobilizacja polskich sympatyków, ale już samo to, że Polak został dostrzeżony przez kapitułę ekspertów i nominowany do takiej nagrody obok Firmino, Hazarda, Allego, Benteke i Eriksena to sporego kalibru wyróżnienie. Po spadku do Championship zdania co do formy i postawy (np. jeśli chodzi o pracę w obronie) „Grosika” mogą być podzielone, ale liczby z pewnością go bronią, bo jesienią strzelił 6 goli i zaliczył 5 asyst. W kadrze nie był tak produktywny jak rok temu, ale zaznaczał swoją obecność.

To samo można powiedzieć o Kubie, ale jego postawa – szczególnie w końcówce eliminacji – była budująca. Czasami najważniejszego po prostu nie widać po liczbie strzelonych goli i zaliczonych asyst. W Wolfsburgu również brakuje Polakowi liczb, ale gdy jest zdrowy, z reguły znajduje uznanie w oczach szkoleniowca. Nierzadko również jako prawy obrońca, co sporo mówi o jego dzisiejszych atutach.

No a dalej trochę zmian. Na podium zameldował się Maciej Makuszewski, który zaliczył duży awans w porównaniu z poprzednim rokiem. I trudno się dziwić, skoro wtedy miał za sobą średnie pół roku w Portugalii i jesień w Lechu, w trakcie której na wysokie obroty wskoczył dopiero we wrześniu, a teraz może mówić o przyzwoitej wiośnie i świetnej jesieni, dzięki której dostał się do kadry i nie był w niej statystą. Ogromna szkoda, że odniósł poważną kontuzję i pewnie straci mundial. To z kolei powoduje, że zwiększają się szansę na wyjazd kolejnych nowicjuszy na liście – Rafała Kurzawy i Damiana Kądziora, których Nawałka też już poznał. Pierwszy był motorem napędowym Górnika w pierwszej lidze, a po awansie stał się najlepszą lewą nogą w Ekstraklasie i kosił asysty jak szalony. Drugi wiosną był w naszej ocenie (i nie tylko w naszej) najlepszym piłkarzem pierwszej ligi, a po transferze stał się pewnym punktem rewelacji ekstraklasy. Między nich wbił się Paweł Wszołek, który ze zmiennym szczęściem, ale utrzymuje się zarówno na poziomie Championship, jak i reprezentacji.

Wszołek w rankingu spadł, ale z niego nie wyleciał, czego nie można powiedzieć o kilku innych skrzydłowych. Nie znaleźliśmy miejsca dla: Patryka Małeckiego, za którym przeciętna jesień i łącznie tylko 8 wypracowanych goli w 2017 roku (rok wcześniej było ich aż 17), Sławomira Peszki, który opuszcza wiele meczów z powodów zdrowotnych i przez własną głupotę (w tym roku uciekło mu aż 7 spotkań z powodu kartek), Bartosza Kapustki (gra zbyt rzadko), Rafała Boguskiego (duży zjazd) oraz – uwaga, bo szok – Grzegorza Bonina, który spadł z ligi i trochę dostosował się do poziomu na zapleczu.

Na ich tle wyróżnia się Michał Kucharczyk, który mimo swoich problemów ze zdrowiem i tradycyjnej krytyki robi swoje, bo pomógł Legii zarówno w zdobyciu mistrzostwa, jak i skończeniu rundy jesiennej na pozycji lidera. Ranking uzupełniają solidni: Jacek Kiełb, Przemysław Frankowski i Waldemar Sobota, którzy wyprzedzili nie tylko wspomnianych Peszkę czy Małeckiego, ale także m.in. Konrada Michalaka czy Jakuba Koseckiego. Czyli rywalizacja na poziomie klasy „D” była spora.

11vaT8F