Najgorsza drużyna świata? Inter po pierwszym artykule dotyczącym scudetto
Włochy

Najgorsza drużyna świata? Inter po pierwszym artykule dotyczącym scudetto

Który to już raz? Który rok z rzędu, który sezon, którą zimę? Inter Mediolan od lat boryka się bezustannie z tym samym problemem – gdy tylko uda mu się zagrać kilka dobrych spotkań, gdy tylko uda mu się utrzymywać blisko topu ligi włoskiej choćby przez kilka kolejek – od razu następuje tak spektakularny kryzys, że wszyscy zastanawiają się: moment, czy to aby na pewno wciąż ten sam zespół? Dziś mediolańczycy, którzy dokładnie trzy tygodnie temu zremisowali z Juventusem jako lider Serie A, po 90 minutach schodzili bez zwycięstwa po raz szósty z rzędu. 

Remis z Juventusem można było jeszcze odczytywać jako obronę przed goniącym ich w tabeli rywalem. Potem jednak nastąpiło 18 dni wstydu.

– 12 grudnia – bezbramkowy remis z trzecioligowym Pordenone, zwycięstwo dopiero w siódmej serii rzutów karnych w ramach 1/8 Pucharu Włoch
– 16 grudnia – fatalny wynik na własnym terenie, 1:3 z błąkającym się w dole tabeli Udinese
– 23 grudnia – 0:1 z Sassuolo, Icardi marnuje rzut karny
– 27 grudnia – 0:1 z AC Milan, Inter pogrążony przez nastolatka, Patricka Cutrone, wyjazd z Pucharu Włoch
– 30 grudnia – 0:0 z Lazio, bez choćby jednej naprawdę dobrej okazji

Goście, którzy na serio zaczynali się liczyć w walce o tytuł, a namieszać mogli też w Pucharze Włoch, w trzy tygodnie zmniejszyli do minimum swoje szanse na uniesienie w tym roku jakiegokolwiek trofeum – w lidze nowy rok otworzą z 7 punktami straty do lidera i przynajmniej trzema (a najpewniej sześcioma) do wicelidera, Juventusu Turyn. Z Pucharu Włoch zaś odpadli w najgorszy możliwy sposób – przegrywając nieoczekiwanie derby po totalnie bezbarwnej grze i golu straconym w dogrywce. To wszystko dałoby się jednak przeżyć, gdyby po prostu grali choć namiastkę tego, co prezentowali w pierwszej części sezonu. Inter jednak, w momencie gdy zaczęto na poważnie dyskutować o nim jako jednym z faworytów do wygrania ligi w sezonie 2017/18, kompletnie utracił wszystkie swoje atuty.

Mauro Icardi? Przed 9 grudnia – 16 goli w 15 meczach. Po 9 grudnia – 1 gol w 6 meczach i zmarnowany rzut karny. Ivan Perisić? Z jednego z najbardziej efektywnych skrzydłowych ligi, który potrafił i trzasnąć trzy gole Chievo, i zaliczyć dwie asysty przeciw Romie, nade wszystko zaś – bezustannie gnębić obrońców na boku, zszedł do poziomu Michała Kucharczyka. Dryblingi? Dwa tryby – albo w obrońcę, albo za linię boczną. Strzały? Albo wysoko nad poprzeczką, albo w chorągiewkę w narożniku. Dziś dorzucił do tego jeszcze zbyt dwa słabe uderzenia w polu karnym. Podania? Albo do tylu, albo niecelne. Jeszcze słabiej wygląda Candreva, a Joao Mario, który dziś zastąpił go w ostatnim kwadransie, swoją obecną formę podsumował w sytuacji 1 na 1 z Donnarummą w Pucharze Włoch – gdy z trzech metrów na wprost bramki trzasnął prosto w leżącego golkipera Milanu.

Remis 0:0 z Lazio nie jest wcale takim tragicznym wynikiem – rzymianie wywieźli komplet choćby z Turynu, po wygranej z Juventusem. Ale przy grze, którą obecnie prezentuje Inter – to po prostu kolejne potwierdzenie ich głębokiego dołka, w który wpadli po remisie z Juve. Bez pomysłu, bez werwy, bez impetu. Sam fakt, że oddali trzy celne strzały, z których trudno którykolwiek nazwać groźnym – to nie jest Inter, który chwaliły całe Włochy. Przecież oni naprawdę potrafili grać kozacko – w 6 meczach – od 10. do 15. kolejki – zdobyli 16 bramek. A teraz? Wolno, schematycznie, bez zazębiania się akcji. Jasne, gdzieś dobrze wymienią piłki pomocnicy, raz nieźle zerwie się któryś ze skrzydłowych, ale wszystko i tak kończy się na 20 metrze od bramki rywala. Najbardziej zaś boli wyłączenie z gry Icardiego – jeśli wierzyć whoscored.com, dziś Argentyńczyk dotknął piłki na połowie rywala 15 razy. 15 razy!

Klasę trzyma tylko defensywa – dziś pomyliła się praktycznie dwa razy, ale w obu przypadkach w niezłych sytuacjach źle zachowywał się Anderson. Nawet, gdy wydawało się, że Lazio dostanie karnego, VAR słusznie skorygował sędziego, bo zagranie ręką Skriniara było zupełnie przypadkowe i nieintencjonalne. Na swoim poziomie grał Handanović, trudno przyczepić się do stoperów. Sęk w tym, że remisami u siebie Inter może walczyć o miejsce w Lidze Europy, a nie wyśnioną Ligę Mistrzów, czy – jeszcze kilka tygodni temu realne! – scudetto. Ostatni dzwonek by się obudzić to piątkowy wyjazd do Florencji. Jeśli i tam Inter zagra słabo, jeśli i stamtąd nie przywiezie punktów, jeśli i tam zneutralizowany zostanie Icardi, trudno będzie dalej poważnie traktować ten zespół. Ponownie załamujący się i niespodziewanie dołujący tuż po okresie intensywnych pochwał.