Szalony kibol, płaczący prezes, arogancki Podolski. Kompendium wiedzy o Japonii (2)
Weszło Extra

Szalony kibol, płaczący prezes, arogancki Podolski. Kompendium wiedzy o Japonii (2)

Dlaczego Łukasz Podolski jest jedynym piłkarzem sprawiającym problemy w J-League? Dlaczego trenerzy nie chcą w swoim zespole nadmiaru tytanów pracy jak Shunsuke Nakamura? Co się stało z szalonym japońskim kibicem, który ośmielił się w kulturalnych słowach wyrazić swoje niezadowolenie? Czy rzucona z trybun puszka to naprawdę największy incydent japońskich „kiboli”? Jaki to był rok dla Krzyśka i dlaczego dobry? Jak japońscy koledzy zareagowali na opowieść o Ruchu Chorzów? O tym wszystkim w drugiej części wywiadu z Krzysztofem Kamińskim i jego partnerką Natalią Grębowicz, która prowadzi bloga o Japonii. Zapraszam! 

ZOBACZ PIERWSZĄ CZĘŚĆ WYWIADU!

Jak japońska pracowitość przekłada się na piłkę nożną? 15-godzinny dzień pracy jest dla Japończyka czymś zupełnie normalnym.

Krzysztof: Gdy trener jest w swoim gabinecie, cały sztab szkoleniowy i inni pracownicy, nawet magazynier, pozostają w klubie. Pójście do domu byłoby niejapońskie. Dużo pracują, są profesjonalistami przez duże „p”. Przed treningiem siedzą na siłowni, przygotowują się. Po treningu to samo – zostają coś porobić. Trenerzy raczej muszą hamować zawodników. Dzień-dwa przed meczem mówią, że mogą zostać tylko 15-20 minut i ani minuty dłużej. Dobrym przykładem jest 39-letni Shunsuke Nakamura. Gdyby mógł – pracowałby cały czas. Często przyjeżdża 2-3 godziny przed treningiem. Jego naprawdę trzeba hamować. Trener mówi nam, że nie chciałby mieć w drużynie zbyt dużo takich zawodników jak Shunsuke, bo by się przepracowali, a cała reszta chciałaby do nich równać.

To ciekawe tym bardziej, że w tym wieku mógłby już odcinać kupony.

Natalia: Zwłaszcza w Japonii. To, jaką jest tam gwiazdą – niesamowite.

Krzysztof: Obecnie jest najbardziej znanym grającym piłkarzem w Japonii poza Kazu Miurą, pierwowzorem Tsubasy.

To nie Kagawa?!

Krzysztof: Może gdyby wrócił do kraju… Kazu może wszystko. Gdy do Japonii przyjechało kilku zawodników Barcelony z okazji podpisania umowy z Rakutenem, do promocji został zaproszony właśnie on. A Nakamura… Tłumacz mi kiedyś powiedział:

– Wyobraź sobie, że do dowolnego klubu w Europie przychodzi Messi. Widzisz to? Reakcja jest identyczna, jakby do japońskiego klubu przyszedł Nakamura.

Natalia: Pierwszy raz z Nakamurą w składzie grali w Osace, akurat byłam na tym meczu. Gdy Shunsuke wykonywał rożnego, wszyscy wokół mnie, a na stadionie było 40 tysięcy osób, wyciągnęli telefony. Nagrywali jak Shunsuke wykonuje rzut rożny. Wszyscy!

Krzysztof: Tak jest na każdym meczu wyjazdowym. W domu już sobie porobili te filmiki, kto miał zrobić to ma.

A propos podejścia Japończyków do sportowców, ostatnio w Dortmundzie pracowniczka klubu opowiadała mi o dziennikarzach przylatujących do Kagawy. Są co dwa tygodnie w Dortmundzie, zawsze ta sama trójka, stoją zawsze w tym samym miejscu, zawsze zadają te same pytania, Kagawa zawsze odpowiada to samo, a oni zawsze wracają do siebie z poczuciem zajebiście wykonanej roboty.

Krzysztof: Pierwszy rok miałem katastrofę z dziennikarzami. Dobrze, że nasz tłumacz przeredagowywał pytania na myślenie europejskie i moje odpowiedzi na myślenie japońskie. Padło pytanie: „jak dużo siły daje ci to, że twój brat przyleciał do Japonii?”. U was w wywiadzie mówiłem już o pytaniu „jakich supermocy użyjesz w następnym meczu?”. Pytania są jednak zwykle bardzo ogólne, czasami dziennikarz pyta „jak mecz?”. Potem musisz powiedzieć, czy jesteś zadowolony z wyniku, swojej postawy, na koniec prosi cię o wiadomość dla kibiców. Nigdy nie wiem, co powiedzieć. To ma być wiadomość z konkretnego powodu? Nie wiem. Czasem gdy dziennikarz zadaje pytanie, ja mam trzy pytania do swojego tłumacza, by sprecyzował, o co w ogóle chodzi.

Natalia: Oni generalnie lubią latać za swoimi piłkarzami. Przecież kilka miesięcy temu fanka z Japonii przyleciała do Opola tylko po to, by zrobić sobie zdjęcie z Matsuim. Dla Daisuke nie była to podobno komfortowa sytuacja, bo uciekł do Europy po to, by się odciąć. Chciał prywatności. W Japonii jest bardzo rozpoznawalny.

Właśnie, co chodzi w tym transferze? 36-letni zasłużony dla japońskiej piłki zawodnik odchodzi do Opola. Nie potrafię tego skumać.

Krzysztof: Pytałem go o to kilka razy i zawsze odpowiadał, że podobało mu się w Polsce. Mógłby zostać w Japonii do końca sezonu i skończyć karierę, ale chciał jeszcze wykorzystać okazję i pożyć po europejsku.

Natalia: Co tydzień gdzieś jeździ. Tu jest w Berlinie, Wiedniu, Pradze…

Krzysztof: Taka emerytura na koniec. Nie chce realizować już swoich ambicji piłkarskich. Piłkarzem jest bardzo dobrym.

Natalia: Trochę człapie.

Już w Lechii człapał.

Krzysztof: Ale gdy ma piłkę przy nodze jest wielką wartością. Bardziej patrzy już jednak pod względem życia, by zobaczyć parę miejsc.

Natalia: Na pewno nie dostał takiego kontraktu, jak w Japonii. Magnesem musiała być tylko Europa.

Jesteście już kumplami z Podolskim?

Natalia: Wręcz przeciwnie chyba.

Krzysztof: Graliśmy przeciwko sobie i nie pozostawił dobrego wrażenia. Ogólnie w Japonii może się nie odnaleźć. Wszyscy wypowiadają się o jego zachowaniu raczej negatywnie.

Natalia: Schodził z boiska pokłócony z 21 zawodnikami, włącznie ze swoją drużyną.

Krzysztof: Każdy mówi, że jest w nim dużo arogancji i wywyższania się.

Natalia: A przecież znamy go jako zwykłego chłopaka, który jest normalny. Robił z siebie taką gwiazdę… Nos miał wyżej niż dach stadionu.

Krzysztof: To nie było najlepsze pół roku pod względem wizerunkowym, ale podobno identycznie było z Forlanem. Na początku nie potrafił się dostosować tak jak inni do niego i też były zgrzyty.

Natalia: Na Podolskiego wpływ mogło mieć to, że samo jego przyjście było w Kobe świętem. Wielka feta, przywieźli go helikopterem, została stworzona bardzo duża otoczka marketingowa. Przyszedł chyba z myślą, że skoro idzie na emeryturę, to samo będzie wpadać, bo co tam Japonia. Po pierwszych dobrych meczach już nie było tak łatwo i pokazywał swoją frustrację.

Krzysztof: Czerwona kartka, przepychanki.

Natalia: Japończycy nie powiedzą, gdy ktoś im się nie podoba w drużynie, po prostu po cichu odcinają go od grupy. W pierwszych meczach Podolski dostawał dużo podań, potem mniej, mniej…

Krzysztof: Nie byłem tego świadomy, ale oglądając mecz w klubie zauważyłem, że faktycznie mało mu podają. Trener powiedział mi, że w pierwszych dwóch meczach dostawał – strzelam, nie pamiętam – sto podań od zawodników, a potem zrobiło się ich 15-20. Analizowano to. Piłkarze przestali z nim grać.

Natalia: Było to bardzo widać na meczu z wami. Zaczął się gotować, skłócił się ze swoją drużyną, gestykulował. U nich za gestykulacje automatycznie cię skreślają.

Krzysztof: Ale obie strony dotrą się i będzie wyglądać to inaczej. Kobe ma duże plany, sondowali Sneijdera, mają dosyć ekscentrycznego właściciela, właściciela Rakuten. Taka japońska wersja Wojciechowskiego. Potrafi przyjść na trening i gdy zawodnik mu nie odpowiada, nie ma go w drużynie.

IMG_1622

Na ile ten ich szacunek przekłada się na boisko? Macie tam japońskiego Abdula Aziza Tetteha?

Krzysztof: Faule są, oczywiście. Niektórzy zawodnicy mają szacunek u arbitrów. W Ruchu było tak z Łukaszem Surmą – gdyby chodziło o innego zawodnika, arbiter pewnie by nie gwizdnął. Ale że poskrobany został Surmik i się przewrócił – na pewno był faul. W Japonii z niektórymi zawodnikami jest podobnie. Faule są, ale nie wynikają one ze złośliwości. Zdarzają się łokcie czy pyskówki, ale na meczu przez emocje. Po zejściu z boiska już jest totalny spokój.

Natalia: Przez te trzy lata jedyną osobą, z którą był po meczu problem, to właśnie Podolski.

Krzysztof: Ale szacunek na meczach jest. Nie ma otwartych konfliktów pod tytułem „ktoś komuś nie poda ręki”.

Natalia: Jeśli Japończyk kogoś nie lubi, nie pokaże tego na zewnątrz. Trzyma w sobie.

Krzysztof: Młodsi zawodnicy popełniając faul przepraszają i poszkodowanego, i sędziego. To nie jest takie „sorry, biegnę dalej”, ale delikatny pokłon wobec tych dwóch osób. W takim duchu są wychowywani.

Dyskusje z sędziami?

Krzysztof: Zdarza się. Sędziowanie w Japonii jest – moim zdaniem – na niższym poziomie niż w Polsce. Problemem jest to, że gdy sędzia popełni błąd, nikt go nie skrytykuje, nie zostanie w żaden sposób za ten błąd ukarany. Gdy sędziowie przyjechali do nas na obóz przed sezonem, spytałem ich o konkretną sytuację, w której arbiter gwizdnął karnego, mimo że nie dotknąłem zawodnika, na powtórkach widać to idealnie.

– Dynamiczna sytuacja, trudny kąt, ciężka do oceny akcja…

Nigdy nie powiedzą wprost: to był błąd.

Pan Sławek musi mieć w takim razie japońskie korzenie!

Krzysztof: Jeśli sędzia popełni jakiś duży błąd na meczu, trener mówi nam, byśmy broń Boże nigdzie tego nie komentowali. Mieliśmy raz sytuację po wpadce arbitra, że trener zadzwonił po meczu do szefa sędziów i był bardzo zły, bo szef sędziów nie skrytykował swojego sędziego, lecz robił uniki. Gdy sędzia popełni błąd nie ma żadnej gestykulacji czy – no nie wiem – chamskiego odrzucenia piłki. Nawet jeśli jest dyskusja, musi zakończyć się uśmiechem.

A symulki?

Krzysztof: Jedyne co przychodzi mi do głowy to Brazylijczycy. Nie przypominam sobie symulki u Japończyka.

Natalia: Gdy ich jednak ktoś trafi w nogę, to zachowują się, jakby była urwana. Są strasznie delikatni.

Krzysztof: Podczas meczu nie ma gry fizycznej bark w bark. Gdy coś się wydarzy, jest bardzo przekoloryzowane. Dlatego japońscy sędziowie mają problem przyjeżdżając na mecze Ekstraklasy. Gdy widzi kontakt bark w bark to już najchętniej by gwizdnął. Wpływ ma też budowa ciała – nasza liga jest fizyczna, w Japonii gra się raczej technicznie.

Co ciekawego można zaobserwować na trybunach? Natalia, częściej to ty oglądasz mecze z tej perspektywy.

Natalia: I całe szczęście! W Polsce się krzyczy, tam kibice śpiewają. Może dlatego, że przez karaoke Japończycy mają bardziej wyćwiczone głosy. Na jakimś stadionie na wejście była puszczona piosenka Elvisa i śpiewały ją całe trybuny. Czułam się jak w operze. Gdy zawodnik zagra źle nie lecą wyzwiska. Co najważniejsze – dopinguje się tam głównie konkretnych graczy. Gdy w Polsce na trybunach padnie twoje nazwisko, oznacza to coś szczególnego, prawdopodobnie bardzo cię lubią. W Japonii to normalne. Zawodnik A został sfaulowany? Cały stadion skanduje jego imię. Zawodnik B posłał dobre podanie? Skandują. Gdy wychodzą na boisko, wywołują każdego od bramkarza po napastnika.

W zeszłym sezonie przeżyłam sytuację nie do zrozumienia. Mecz pucharowy z drużyną uniwersytecką, początkowa faza pucharu, a to był moment, gdy drużynie nie szło. Początek meczu wyglądał średnio. Potem zaczęli wygrywać – wpadła pierwsza, druga, trzecia, czwarta. Jakiś SZALONY japoński kibic postanowił coś wykrzyczeć. Stał tuż za ławkami i wyłapał moment ciszy. Krzyknął.

I nagle wszyscy się odwrócili.

Rezerwowi odpowiadając na pytanie trenera zaczęli pokazywać palcami, że to on. Byłam pewna, że wyzwał całą rodzinę trenera trzy pokolenia wstecz. A on krzyknął po prostu:

– To jest drużyna uniwersytecka, powinniście wygrywać dużo więcej!

Uuu, to grubszy kibol!

Natalia: Trener, drugi trener, zawodnicy – wszyscy patrzyli, który to krzyknął. Nagle kibice zaczęli przechodzić na inne krzesełka, by koło niego nie siedzieć. Zrobiło się koło, a on został sam w środku. Wydawało, że po chwili się uspokoiło, ale nie. Trener na niego spoglądał raz po raz, aż w końcu poprosił, by przyszła po niego ochrona i wyprowadziła go z trybuny. Sprowadzili go na dół do pokoiku, po meczu poszedł tam cały sztab szkoleniowy. Przechodzili obok nas w atmosferze, jakby stało się coś naprawdę strasznego. Ten gość wypierał się, że niczego takiego nie krzyknął. Dali mu kartkę i długopis i kazali przyznać się na piśmie, że to jednak zrobił. On ciągle, że nie, nie, nie. Zrobili mu wykład i go puścili. Rano na drugi dzień przyszedł do klubu z oficjalnym pismem z przeprosinami, że to faktycznie nie powinno mieć miejsca. A tylko krzyknął, że powinni wygrywać wyżej. To co by się działo, gdyby puścił wiązankę jak polscy kibice? Dla mnie była to totalnie abstrakcyjna sytuacja.

Krzysztof: Często jest tak swoja drogą, że gdy ktoś coś zrobi – nawet niechcący – i pada pytanie „kto to?”, od razu wszyscy pokazują palcem na niego. Dla nich to normalne, że jak ktoś coś zrobił źle, to nie może mu się upiec.

Na blogu pisałaś, że najpoważniejszy incydent na stadionie w Japonii to rzut pustą puszką. Nie do końca zrozumiałem – pisałaś o najgorszym incydencie, jaki widziałaś na własne oczy?

Natalia: Nie, to największy incydent w historii! Akurat były derby, gorąca atmosfera…

Krzysztof: Wielki skandal był też wtedy, gdy naszemu derbowemu rywalowi nie szło i ich kibice podobno obrzucali kamieniami autokar. Ale wyobrażam sobie, że to nie było obrzucanie typu Turcja, a po prostu ktoś rzucił jednym kamieniem i zrobił się skandal. Pamiętam, że przed derbami tłumacz przyszedł do mnie:

– Przygotuj się. Gdy przyjedziemy na stadion, mogą nawet gwizdać i buczeć. Będzie zupełnie inaczej.

W Japonii tego nie ma w ogóle i japońscy zawodnicy faktycznie przejmowali się tymi gwizdami. Dla mnie to było… normalne.

Natalia: Grał w końcu z Żyletą za plecami.

Krzysztof: Albo derby Ruch – Górnik. Kompletnie inny poziom nienawiści.

Natalia: Zazwyczaj gwiżdżą kibice Urawy Reds, oberwało się też Krzyśkowi. To nie tak, że gwizdali na niego, bo zrobił coś nie tak, a dlatego, że był obcokrajowcem.

Krzysztof: Urawa ma grupę kibiców o poglądach narodowościowych. Na sektor mogą wchodzić tylko Japończycy. Oni bardzo dbają o swoją tradycję, japońskie wartości, kulturę. Ale cały czas się otwierają.

Natalia: Szok przeżyją podczas Igrzysk, gdy nagle przyjedzie tylu obcokrajowców. Obcokrajowiec ma generalnie w Japonii dużo problemów z rzeczami typu wzięcie kredytu czy zrobienie prawa jazdy.

Cały czas śpiewają przyśpiewkę „idź do niego Kamiński” na twoją cześć czy to był jednorazowy strzał?

Krzysztof: Tak, tak, przyjęła się. Kibice dążą do tego, by każdy zawodnik miał swoją przyśpiewkę.

Natalia: Kiedyś nawet mieliśmy ją śpiewaną pod domem, gdy kibice wyczaili, do którego budynku wchodzimy. Stali i śpiewali pod oknem.

Jakie to uczucie, gdy cały stadion ma dziesięć tysięcy rękawic z twoją podobizną?

Krzysztof: Jubilo dla każdego przychodzącego do klubu obcokrajowca organizuje dzień specjalny. Mój nazywał się Kamyk day. Każdy kibic otrzymuje gadżet związany z tym zawodnikiem. W moim przypadku były to rękawice z moją podobizną. Kurczę, super. Festyn, ale pozytywny. To bardzo miłe. Fajnie się czułem, co mam powiedzieć?

Marketingowo jesteś tam bardzo wykorzystywany? Skoro panuje kult piłkarza…

Krzysztof: Tak, jestem. To wynika z ich podejścia. Gdy idą do sklepiku klubowego to nie kupują sobie gadżetów z emblematem klubu, a z zawodnikiem. Produktem jest piłkarz a nie klub. Nawet jak kupujesz szalik drużyny, to z numerem danego zawodnika. Japończycy uwielbiają drobiazgi – naklejki, breloczki.

Natalia: Nie bez powodu największe europejskie marki przyjeżdżają do Azji na tournee. Tu się sprzedaje najwięcej gadżetów.

26145328_1757161340995326_1990403974_o

Fanatyzm objawia się na ulicach?

Krzysztof: Teraz trochę mniej. Mieszkamy w Iwacie, większość zawodników mieszka w Hamamatsu – to większe miasto obok Iwaty. Na początku bardziej byłem zaczepiany i zauważany, ale przez te trzy lata się obyli ze mną. Uśmiechną się, pomachają, ale to wszystko jest dużo bardziej subtelne.

Natalia: Nie ma już takiej histerii.

Krzysztof: Na początku jak mnie zobaczyli to gonili i podchodzili po zdjęcie. Pełen przedział wiekowy. Najlepsza jest ich mina, gdy zorientują się, że stoję za kimś w kolejce. Ktoś się odwraca i autentycznie robi tak:

(Krzysiek robi mniej więcej taką minę) 

OMG-Cat

Zamarł. Co zrobić? Albo jak poznał mnie mąż z żoną i dziećmi, zawsze staje i nie wie, czy powiedzieć żonie albo zawołać dzieci, czy może wyciągnąć kartkę po podpis. Zawsze widać, że rozpoznał, ale nie wie co dalej.

Natalia: Na pewno bardziej rozpoznają Krzyśka przez te trzy lata.

Krzysztof: To bez dwóch zdań. Ale kto miał już sobie zrobić zdjęcie, to pewnie już sobie zrobił.

Natalia: Często robią zdjęcia z ukrycia „o, patrz kogo widziałem”. Dużo mniej osób podchodzi też w mojej obecności – Japończycy bardzo szanują prywatność.

Krzysztof: Nawet jak podejdą to zapytają grzecznie, czy mogą zrobić zdjęcie. Jeśli powiesz nie – zrozumieją.

Natalia: Po tym jak weszły telefony robienie zdjęć wszystkim dookoła i wpuszczanie w sieć urosło u nich wręcz do niebezpiecznych rozmiarów. Tylko w telefonach robionych na rynek japoński nie da się wyciszyć dźwięku migawki aparatu.

Krzysztof: Robiono zdjęcia w pociągach czy na ulicy i podawano dalej.

Natalia: Dochodziło nawet do sytuacji, gdy wkładali telefon pod spódnicę.

Krzysztof: Japońskie metro to sardynki, więc o takie zdjęcie nietrudno. Teraz jak usłyszysz dźwięk, to możesz zareagować.

Natalia: Na swoich portalach społecznościowych mają mało zdjęć przedstawiających ich samych. Co więcej – czasami wręcz zakrywają twarze.

Krzysztof: Często ktoś robi sobie ze mną zdjęcie po treningu, a na Facebooku zakryje swoją twarz gwiazdką albo emotikoną.

Jak od wewnątrz wygląda to ich uzależnienie od technologii? Gdy się wróci z Japonii chce się podobno wyrzucić smartfona przez okno.

Krzysztof: W pociągu, autobusie, na ulicach – wszędzie mają telefony. Dziesięć minut do treningu, każdy już się przygotował i zrobił ćwiczenia, jakie miał w planach przed zajęciami. Gdybyś wtedy podniósł głowę w szatni, czasami zobaczysz jak wszyscy zawodnicy siedzą z nosem w telefonach.

Natalia: To duża różnica. Pamiętam jak Krzysiek grał jeszcze w Ruchu i dwie godziny przed meczem dostawałam ostatniego SMS-a „jedziemy na stadion”. W Japonii Krzysiek pisze czasem „idę na rozgrzewkę”. Albo trzy minuty przed wyjściem do tunelu „OK, idę na mecz”. Dosłownie 3 minuty przed tym jak wychodzi!

Jak tak dalej pójdzie będzie: włączaj, bronię karnego!

Krzysztof: Przez chwilę miał być wprowadzony zakaz po tym jak Jay przed meczem stanął sobie na środku szatni i zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. To już było takie bardzo ostentacyjne.

Natalia: Siedzenie w telefonie jest OK, ale rozmawianie przez niego jest niegrzeczne. Nie rozmawiają nawet w restauracjach czy shinkansenie.

Krzysztof: Wiedzą jak tego używać. Gdy nie sprawia to problemów dla drużyny, nie jest to odbierane negatywnie. Wychodzą z założenia, że każdy zawodnik ma swoje sposoby i rytuały na przygotowanie się do meczu. Jest wyższe zaufanie do zawodnika.

Natalia: W Polsce dzień przed meczem domowym drużyna spotyka się w hotelu, by w spokoju skoncentrować się na pracy. W Jubilo tego nie ma. Spotykają się w bazie cztery godziny przed meczem i tyle. W Polsce trenerzy boją się, że zawodnicy pójdą w miasto albo małe dziecko będzie płakało całą noc. Niekiedy zawodnicy sami z siebie na własny koszt idą do hotelu. Inny z zawodników zamyka się w swojej sypialni od godziny 18 dzień przed meczem – od tego momentu nie mogą wchodzić tam ani dzieci, ani żona.

Technologia odbija się na opakowaniu medialnym ligi?

Krzysztof: Średnio. Mamy o wiele lepiej opakowaną ligę niż oni.

Natalia: Powiedzmy sobie szczerze – u nas LivePark robi świetną robotę. Może dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni do najwyższego poziomu, inaczej oceniamy to, co w Japonii. Mój tata nie rozumie na przykład, dlaczego nie wpadli jeszcze na to, by doświetlić miejsca na murawie, gdzie jest cień. Bardzo często mecze są za dnia przy największym słońcu i ciężko się to ogląda. Gdy ostatnio transmitowali galę, dając ujęcie na stoliki nie dało się rozpoznać, kto przy nich siedzi, bo były źle doświetlone. Niby są rozwinięci, ale na takie detale nie zwracają uwagi.

Największa fanaberia technologiczna, jaką widzieliście to…?

Krzysztof: Mają mega dużo różnych gadżetów. Na przykład obręcz na głowę z chwytakiem, w który możesz sobie włożyć książkę. Jedziesz pociągiem, ręce za głowę i czytasz.

Natalia: Gdy wchodzisz do hotelu czy sklepu, rozmawiasz czasami z robotem. Pytasz go, na którym piętrze coś się znajduje, gdzie coś można znaleźć.

– Halo, cześć. Czego szukasz?

– Chcę kupić komputer.

– Komputer? Idź na piąte piętro, w prawym rogu są komputery.

Krzysztof: Fanaberią są oczywiście podgrzewane toalety.

Widziałem, ile na tym sedesie jest opcji. Powiem szczerze – można się pogubić.

Natalia: Wszystko mają. Jest opcja płukania, suszenia…

Krzysztof: Możesz sobie ustawić melodyjkę albo szum morza. Ale to jest tak wygodne, że aż mi tego w Polsce brakuje!

Natalia: Fizjologiczne tematy, ale Japończycy mają tak, że gdy tylko mogą w czymś zwiększyć swój komfort, to zwyczajnie to robią. Głupio wygląda czy nie – robią to. Chociaż z drugiej strony uwielbiają stać w korkach. Mogą je wyminąć, przejechać szybciej, ale tego nie zrobią.

Krzysztof: Wynika to z tego, że to byłoby oszukiwanie. Wszyscy czekają, więc dlaczego mam być inny, lepszy?

Natalia: Do autobusu też nie stoisz w grupie rozwalony po przystanku, ale jest ustawiona kolejka. W Polsce w autobusie musisz walczyć o miejsce, a gdy tam autobus jest już zbyt załadowany, kolejka po prostu staje i kierowca odjeżdża.

Krzysztof: Co ciekawe, pociąg staje zawsze w tym samym miejscu. Masz narysowaną linie na peronie – do wagonu ósmego proszę stać tutaj.

IMG_4268

To prawda, że w języku japońskim nie ma przekleństw?

Krzysztof: Nie ma. Dla nich przekleństwem jest na przykład „gówno”.

Natalia: Gdy chcesz kogoś obrazić, mówisz „ty głupi człowieku” albo „masz nos jak świnia”. Mówię o hardkorowych przykładach. Znają już jednak kurwę.

Krzysztof: To była pierwsza rzecz, jaką podłapali. Myślałem, że mówię sobie to pod nosem podczas treningu i nikt mnie nie słyszy, ale dźwięk wpadł im w ucho i zaczęli powtarzać. Któregoś razu nawet trener to podłapał i gdy ktoś na treningu strzelił mi bramkę krzyczał w żartach:

– Kamyk, kurwa!

Dobrze, że nie podłapali tego kibice z tą przyśpiewką. Gdyby przyjęło się na trybunach „Kamyk, kurwa!”…

Krzysztof: Niekoniecznie, bo przed zaśpiewaniem oni przyszli do mnie na trening i puścili przyśpiewkę z telefonu, żebym to zaakceptował. Ja w ogóle tego nie skumałem, myślałem, że to japoński. Idź do niego Kamiński? Po polsku trochę bez sensu. Powiedziałem, że super, poklepałem i poszedłem dalej. Gdy na stadionie znowu to usłyszałem, śmiałem się: kurde, mogłem jednak ich poprawić. Ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo to bardzo miłe.

Natalia: Chcą zrobić wszystko, byś się czuł jak u siebie. Nawet jeśli nie znasz japońskiego ani angielskiego – po prostu ci to pokażą. Gestykulacje mają niesamowicie rozwiniętą. Są w stanie zaprezentować rękami wszystko.

Krzysztof: Najbardziej charakterystyczne jest to, że po treningach zawodnicy dostają od kibiców prezenty. Słodycze, kawy, obrazki, drobiazgi – teraz zostawiamy to w klubie na kupkę.

Natalia: Wyczaili gdzieś, że Krzysiek ma nowofundlanda. Dostał zatem ramkę z nowofundlandem i breloczek. Bardzo spersonalizowane upominki. Kiedyś był też kaszkiet.

Krzysztof: Co roku dostaję pałeczki. Ostatnio powiedzieli mi, bym przekazał je swoim rodzicom.

Natalia: Teraz wiedzą też, kiedy mam urodziny i przekazują Krzyśkowi prezenty dla mnie. Jakaś bransoletka czy inny drobiazg.

Krzysztof: Śmiesznie to czasami wygląda, gdy popularny zawodnik schodzi z treningu z tyloma siatkami, jakby robił zakupy przez kilka godzin, a za nim jeszcze pracownik klubu niesie kolejne siatki. Jest generalnie taka zasada, że po treningu kibice stają wzdłuż boiska i my musimy się z nimi przywitać i gdy chcą zdjęcie bądź podpis – być do dyspozycji. Gdy przyszedł Shunsuke, na boisku treningowym musieli wręcz dobudować trybunę, bo przestali się mieścić. Zdarza się, że po zajęciach mamy 500 osób po podpis.

To twój najlepszy sezon w karierze? Otarłeś się o jedenastkę sezonu, byłeś w trójce najlepszych bramkarzy ligi.

Krzysztof: Wydaje mi się, że nie, pierwszy w Japonii był równie dobry. Teraz zostałem doceniony – więc pod tym względem tak. Mieliśmy fajne miejsce w lidze (szóste – red.), znalazłem się w trójce bramkarzy nominowanych do jedenastki roku. Sportowo pierwszy był równie dobry. Graliśmy o awans, byliśmy na zapleczu ligi, ale nie było na nas tyle fleszy. W zeszłym sezonie do momentu kontuzji byłem główną postacią w naszej drużynie. Gdy z powodów urazów wypadliśmy ja i Jay, drużyna walczyła utrzymanie. Lekko się natomiast rozczarowałem tylko tym, ze nie trafiłem do jedenastki sezonu.

Natalia: Do oficjalnej nie, ale trafiłeś do innych. Wiele gazet wybrało właśnie Krzyśka.

Krzysztof: Doceniano to, że w całej lidze straciliśmy najmniej bramek.

Natalia: Tylko 30.

Krzysztof: Ale ja 29! W jednym meczu nie grałem. Jakoś zostałem doceniony, ale liczyłem na więcej, pewnie poniosłoby się to też w Polsce. Ogólnie jestem zadowolony z całego sezonu.

Na ile stałeś się lepszym bramkarzem? W Pomidorze powiedziałeś na pewniaka, że gdyby decydowały tylko sportowe względy, załapałbyś się do reprezentacji Japonii.

Natalia: Wszyscy mówią, że by się załapał.

Krzysztof: Najlepszy bramkarz sezonu zaczął się ostatnio łapać do kadry jako trzeci. To bardziej melodia przyszłości, bo ma 22 lata. Sądzę, że bez problemu byłbym w trójce-czwórce. Ale mówię to tylko w ramach ciekawostki, absolutnie nie biorę pod uwagę tego, bym zmieniał narodowość, mimo że czasem płyną do mnie głosy, by iść w tym kierunku.

Miło myśleć, że tak myślą.

Krzysztof: I nic więcej. A na ile stałem się lepszy? Ciężko powiedzieć procentowo, ale ja się czuję dużo lepszym bramkarzem. Wydaje mi się, ze przede wszystkim dojrzałem mentalnie. W Ruchu miałem lepsze i gorsze momenty – forma się bardzo wahała. Z wiekiem przychodzi równa dyspozycja. Dużo nabrałem też pewności siebie, a to jest jeden z kluczowych atrybutów u dobrego bramkarza.

To nie jest moment, w którym warto zacząć myśleć o czymś więcej? Iwata nie jest potentatem, a ty jesteś czołowym bramkarzem ligi.

Krzysztof: Było zainteresowanie topowych klubów. Problem jest inny – japońska mentalność. W Japonii mówi się o czołowych graczach, że drużyna X to ekipa zawodnika Y. W Iwacie taką osobą jest Shunsuke, ale jeśli chodzi o obcokrajowców to w świadomości kibiców funkcjonuje to, że Jubilo jest drużyną Kamińskiego. Gdy się zgłaszają po mnie inne kluby z J-League – cena automatycznie idzie w górę. Dbają o to, by nie dawać do innych klubów takich zawodników ze względów wizerunkowych. Gdybym odszedł, byłaby wielka rozpacz.

Ile pamiątek trzeba byłoby zutylizować!

Krzysztof: Jubilo straciłoby coś na rzecz innego klubu. Z pewnością byłoby dużo łatwiej odejść do Europy.

Natalia: Przez ostatnie lata Krzysiek dawał pewność obrońcom. Gdy go w tamtym sezonie zabrakło, nie potrafili wygrać meczu. W głowach im coś siadło. Nawet ostatnio na gali bramkarz, którego wybrali do jedenastki ligi powiedział Krzyśkowi:

– Tylko nie odchodź do bogatszego klubu.

– Dlaczego?

– Przecież Jubilo to Kamiński.

Żona jednego z zawodników też przestrzegała nas, by Krzysiek nie zmieniał klubu na inny japoński, bo byłoby to średnio przyjęte. Ta taka lojalność… Nie wiemy jak to dobrze wytłumaczyć.

Krzysztof: Piłkarz to symbol.

To tak, jakby sprzedać innej drużynie herb?

Krzysztof: Nie chcemy tego powiedzieć tak, by było to przekoloryzowane…

Natalia: …ale kibice przywiązali się do Krzyśka na tyle, że nie chcą go stracić na rzecz innego klubu. Parę lat temu napastnik Jubilo miał odejść rok przed zakończeniem kontraktu. Zawodnik chciał iść, klub chciał zapłacić, Jubilo nie chciało go sprzedać. Piłkarz mówił jednak wszędzie, że chce odejść. Gdy sytuacja była strasznie napięta, prezes klubu popłakał się przy wszystkich zawodnikach w szatni prosząc go, by został. No i… został do końca sezonu.

Krzysztof: W Japonii nie ma rynku transferowego między klubami. Czeka się po prostu aż jakiś zawodnik wypełni kontrakt i wtedy składa mu się ofertę. Rzadko zdarza się, by ktoś rozwiązywał kontrakt. Klub A wykłada kasę na zawodnika klubowi B głównie wtedy, gdy to obcokrajowiec. Zgłaszały się do mnie kluby z zainteresowaniem, ale Jubilo ucinało to od razu. Co ciekawe – mam klauzulę w kontrakcie, ale jeśli klub powie, że nie chce mnie sprzedawać, to nikt w Japonii nie złoży tej oferty.

Na coś się umówiliśmy, trzeba to wypełnić.

Krzysztof: Nagoya będąca jednym z najbogatszych klubów w Japonii przeżywa lekki kryzys i spadła ostatnio do drugiej ligi. Od razu awansowała, ale ma duży problem by skonstruować mocną drużynę. Musi czekać, aż najlepszym zawodnikom skończą się kontrakty i dopiero wtedy ich pozyskają. Ostatnio reprezentantowi Japonii kończył się kontrakt i z bardzo dobrą umową zgłosiło się Kobe, a on zachował się po europejsku. Poszedł do władz klubu i powiedział:

– Dają mi tyle, dajcie więcej i zostaję.

W Japonii odebrano to na zasadzie: jak on mógł tak postąpić? Czy to fair? Zawodnicy mojego klubu byli w szoku, ale ja im tłumaczyłem, że to przecież mądry gość. Dla mnie było to w stu procentach normalne i wydaje mi się, że każdy by tak zrobił. Urawa w końcu dała mu więcej, ale z niesmakiem.

W kontekście CV wyjazd do Japonii ci pomógł czy paradoksalnie trochę zaszkodził? W Polsce jest o tobie zdecydowanie ciszej.

Krzysztof: Wynika to z tego, że nie możemy oglądać w Polsce ligi japońskiej, nie mamy informacji na jej temat.

No bo czemu ktoś miałby się interesować ligą japońską?

Krzysztof: To tak jak z azjatycką Ligą Mistrzów. Oni oglądają naszą, a my azjatyckiej nie. Japończycy zdają sobie sprawę, że centrum piłki jest w Europie i celem wielu młodych zawodników jest znalezienie się tam. Nieważne gdzie, byle w Europie. Traktują to wyłącznie ambicjonalnie, bo na miejscu mają świetne warunki, pieniądze, kibice, ligę, szacunek do pracy. Ciężko znaleźć w Europie coś podobnego. Wracając do Europy musiałbym z czegoś zrezygnować – z otoczki.

Natalia: Krzysiek w żadnym innym klubie nie miałby tak poukładane jak w Jubilo. Byłoby to duże wyrzeczenie.

Krzysztof: Mniej się o mnie mówi, bo nie widać mnie na co dzień w TV, ale ja czuję po sobie, że zrobiłem krok do przodu. Nie wiem, co się teraz wydarzy. Może trafię do jakiegoś klubu w Europie? Jeśli nie – mam gdzie wracać. Nie czuję się w żaden sposób zapomniany. To nie tak, że chcę już jechać do Japonii, bo tam będą wokół mnie skakać, a tu mnie nikt nie poznaje. Nawet lepiej odpocząć. Ale to zależy od zawodnika – niektórzy potrzebują takiego dopieszczenia. Mam swoje ambicje, jak każdy zawodnik chciałbym zagrać w reprezentacji. Wyjeżdżając naprawdę nie wiedziałem, czego się spodziewać. Nie oczekiwałem, że będzie źle, ale zaskoczyłem się pozytywnie. Ludzie z agencji menedżerskiej po prostu przekonywali, żeby się odważyć i spróbować, bo wszystkie obawy wynikają z niewiedzy. Trzeba powiedzieć „sprawdzam”. Cieszę się, że się odważyłem i niech idzie to dalej tak dobrze, jak do tej pory.

To już kończąc – mówiłeś japońskim kolegom, z jakimi problemami spotkałeś się w poprzednim klubie?

Krzysztof: Tak, po dwóch latach w Iwacie opowiedziałem, że dalej czekam na pieniądze z Ruchu Chorzów i… byli w szoku. Dlaczego ten klub może dalej funkcjonować? Jakim cudem może dojść do takiej sytuacji? Ich zdaniem problem był przede wszystkim w strukturach ligi i całej polskiej piłki, że na coś takiego pozwalają. Inne realia. Są przyzwyczajeni do innego standardu. Dla nich opóźnienie w płatności to termin, który nie funkcjonuje.

Natalia: Gdy 25. wypada w niedzielę, pensje przysyłają ci w piątek. To wynika z uczciwości, wywiązywania się z umów. Mają to głęboko zakorzenione.

Krzysztof: Dlatego byli w szoku. Nie dziwił się tylko Matsui, który śmiał się wiedząc, jak niekiedy wygląda to w Europie.

Spłacają was?

Natalia: Ostatnio po takim pytaniu się burza zrobiła!

Krzysztof: Sprawa nadal nie jest zakończona, oni maja swoje problemy. Chciałbym, by to już się zakończyło, bo ciągnie się już trzeci rok.

Natalia: I wszystko jest na najlepiej drodze, by już się zakończyło.

Krzysztof: Jest plan restrukturyzacji, Komisja Licencyjna wzięła Ruch pod lupę. Nie ja jedyny, jest wielu zawodników jak ja. Wiemy, jakie są kłopoty w Ruchu. Dobrze byłoby, gdyby ten klub stanął w końcu na nogi. Zmienili się ludzie, a ja nie formułowałem zarzutów nigdy w kierunku klubu, a ludzi. Nie ma co ukrywać, patrzyli na nas z góry. Nie traktowano nas poważnie. Nie sądzono, że możemy zmusić ich do zapłacenia należnych nam pieniędzy. My przecież nie staliśmy z pistoletem przy głowie i nie zmuszaliśmy nikogo do podpisania kontraktu. Ktoś nam go zaproponował. Powinno to być do końca respektowane. Głośno się zrobiło na temat tego, jak działał poprzedni zarząd i mam nadzieję, że od tamtej sytuacji może być tylko lepiej.

Jak wyglądało funkcjonowanie w tamtym Ruchu Chorzów? Pewnie tyle razy co na boisko wchodziliście do gabinetów działaczy.

Krzysztof: W miarę normalnie, bo chodzeniem po gabinetach zajmowała się rada drużyny, ja byłem jednym z młodszych. Trener Fornalik też miał wpływ na górę, mógł używać jakichś nacisków i zawsze stawał po stronie piłkarzy. Problemy siedziały z tyłu głowy, ale walka nie była zrzucona na moje barki. Wydaje mi się, że takie problemy zbliżają zawodników.

Natalia: Zawsze wspólne problemy jednoczą.

Krzysztof: I tak było też z nami. Mamy przykład Polonii Warszawa – to ekstremalny przypadek, bo zaraz zbankrutowali, więc był to już tylko łabędzi śpiew. Często tak jest, ale nie chciałbym, by ktoś uznał to jako receptę na sukces!

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

ZOBACZ PIERWSZĄ CZĘŚĆ WYWIADU!

TUTAJ możesz śledzić bloga Natalii.

KOMENTARZE (37)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
theczarek

Gdzie te czasy gdy w okresie okolo okienkowym wchodzilo sie co chwilę na weszlo zeby przeczytać newsa transferowego.
Obecnie weszlo chyba jako ostatnie ma sprawdzone informacje jak juz zdążą sie pojawić o nim śmieszne memy w sieci :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Chata Kumba

Fajny wywiad. Co do transftransferówerów byciekawe bo najbogatszy nie znaczy najlepszy i nawet może spaść z ligi. Według mnie dla atrakcyjności rozgrywek najlepszy jest system z draftem z lig amerykańskich. Wiem, że z wielu względów niemożliwym jest wprowadzenie takiego u nas, ale przy „amerykańskim” systemie kibic zawsze może liczyć, że klub zdobędzie mistrza nie dlatego, że do klubu przyszli szejkowie. Sztuką jest zbudować najlepszy klub przy porównywalnym z pozostałymi budżetem, a nie tak jak w przypadku jakiegoś PSG czy innego MC wykupić wszystkich najlepszych piłkarzy bo sponsor sra kasą.

Michal Sz

W Anglii akurat wszyscy mają kupę kasy, więc tam zdobyć mistrza jest sztuką.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Pre

Draftem? Chyba chodzi ci o salary cup

elshaitan

Salary Cup? Puchar Pensji? 😛

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Michal Sz

Nie twierdzono tylko Wałęsa tak gadał, podobne głupoty plótł jeszcze wiele razy. Ja bym nie chciał żebyśmy upodabniali się do Skandynawów, przyjmując ich nawyki rodem z komuny oraz pobłażanie dla kryminalistów. Szwedzi mają burdel z imigrantami, a w Norwegii Breivik domaga się nowego PlayStation. Takie to wspaniałe kraje.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Michal Sz

Jakim żołnierzem wyklętym? Chyba coś z tobą poważnie nie tak, jak myślisz, że ktoś by u nas próbował wybielać gościa co zabił ponad 70 niewinnych osób. Jest w Polsce jak jest, ale bez przesady. A komuna w Skandynawii? Choćby to, że państwo robi ci trudności z piciem alkoholu. Zresztą to tylko jeden drobny przykład, bo tam już ta ‚opiekuńczość’ dawno przekroczyła granice zdrowego rozsądku, wystarczy poczytać jak wyglądają prawa rodzicielskie w Szwecji. Tam właściwie pod różnymi względami jest nawet gorzej niż za komuny. A 500 plus to nie jest powrót do komuny, tylko najbardziej prymitywna kiełbasa wyborcza, choć u nas niestety skuteczna.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Michal Sz

Oczywiście, że dla państwa to lepiej jak chleję, więc tym bardziej rządzą tam głupcy, skoro wprowadzając ograniczenia pozbawiają kraj pieniędzy. Zresztą to nawet nie o to chodzi – po prostu państwo nie powinno się w czyjeś życie wpierdalać. Chcę się napić to moja sprawa, podobnie jak to co chcę zjeść, co chcę zrobić ze swoimi pieniędzmi i jak wychować dzieci. Owszem, nie wiem jak się żyje w Skandynawii i szczerze nie mam ochoty się tego osobiście dowiadywać, wystarczą mi relacje znajomych osób, które tam były i to co sam przeczytałem. W Sztokholmie jest bodaj 20 sklepów z alkoholem, kontrolowanych przez państwo, a do tego za wszystko trzeba płacić jak za zboże. Rząd będzie mi utrudniał napicie się piwa? Pieprzyć taki rząd, co to kogo obchodzi co ja robię ze swoim życiem?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Michal Sz

Rozumiem więcej niż ci się wydaje. Jak masz zamiar wyjeżdżać z takimi tekstami to nara, nie wdaję się w internetowe dyskusje z kimś komu się wydaje, że pozjadał wszystkie rozumy, cudownie dostrzegając, że w Polsce jest obowiązek szkolny i że jesteśmy inni od Japończyków. No nie może być!

bastion79
KS Milan

A takim jak Łupaszka, Ogień. Jeden wymordował całą wioskę z powodu ich narodowości. Najmłodsza ofiara miała dwa miesiące! Jak ideologia musi przyświecać człowiekowi, żeby mordować niemowlę? Co zrobiło? Było zagrożeniem dla Polski? Ogień był komendantem MO, współpracował z SB, a nawet z NKWD,w wyniku czego czterech akowców zesłano do łagrów. Rodziny ofiar pomordowanych przez niego, zamówiły mszę w ich intencji w październiku 2016 w Nowym Targu. IPN ma na kwity na jego wyczyny, ale nie pasują do wizji historii propagowanej przez nowe władze, więc odpowiadają, że były to zbrodnie pospolite nie mające związku ze zbrodniami przeciw narodowi polskiemu – do czego są powołani. Tak, dzięki prawoskrętnym stawiamy pomniki zwykłym mordercom. W swoim pościgu za komunistami doszli już do absurdów.

Michal Sz

Jakim prawoskrętnym? Nie rządzą obecnie żadni prawoskrętni, wszystko to mniej lub bardziej komuchy.

bastion79
KS Milan

Może, ale to inny temat. Odniosłem się tylko do stwierdzenia Urkidesss o pomniku dla brejwika. Nie taki absurd jak się wydaje. Niestety.

Michal Sz

O żołnierzach wyklętych można mieć różne zdanie, była wojna, nie o wszystkim wiemy itd. Mordercy typu Breivik już żadnych wątpliwości nie wzbudzają, Tak jak powiedziałem – różnie jest w tej Polsce, ale jeszcze długo nikt tu takiego zbrodniarza nie będzie wybielał, o to akurat jestem spokojny.

bastion79
KS Milan

I tego się trzymajmy, choć tendencja jest mocno niepokojąca. Szczęśliwego Nowego!

B123

To już jest żałosne w kółko ta mantra sebixów co z tego że mają 4x zarobki co z tego że infrastrukturę co z tego czyste środowisko o które dbają itd na wszystko jest odpowiedz sebika że mają burdel z imigrantami i tam już ho ho Afryka. Zamachów się boją ale że od bójek ze skutkiem śmiertelnym i wypadków po napierd… się wareczką i łiski z kolo na własnym podwórku ginie 2 x tyle osób to nie widzą

Michal Sz

To sobie tam sebixie jedź jak ci tu tak źle, a tam raj na Ziemi.

Blizbor

„Ja bym nie chciał żebyśmy upodabniali się do Skandynawów, przyjmując ich nawyki rodem z komuny oraz pobłażanie dla kryminalistów. Szwedzi mają burdel z imigrantami, a w Norwegii Breivik domaga się nowego PlayStation. Takie to wspaniałe kraje.”

xDDDDD

Polska to jeszcze większy socjalizm niż Skandynawia. Górnikom dopłacamy, policji dopłacamy, urzędasów najwięcej w Europie i teraz jeszcze 500+.

A Norwegia? Słyszałeś kiedyś o Norweskim Państwowym Funduszu Emerytalnym?
Zyski z ropy inwestują właśnie w ten fundusz, który obecny ma aktywów za… bilion dolarów. Polski bilion, tj. 1000 miliardów dolarów. 1,3% światowych akcji. Wszystkich akcji. W Polsce za to mamy co? ZUS, czyli piramidę finansową.
Ale Norwegia to „nawyki rodem z komuny”.

Szwecja? Upada. Stały wzrost gospodarczy, wzrost pensji, wielkie światowe korporacje (IKEA, Skype, Volvo, Ericsson, H&M, Scania), bezpieczeństwo energetyczne.
Ale chuj, imigranci!

Jesteś „poster-boy” na działanie propagandy. Poczytałeś jakieś blogi i prawackie blogi i chuj, Skandynawia upada, Polskie się pnie.

„Breivik domaga się nowego PlayStation”

I co? Niech się domaga, nie dostanie. Norweski system pozwala im za to za prawie 75% skuteczność w wyprowadzaniu skazańców na dobrą drogę. Właśnie 75% z nich już nie wraca potem do łamania prawa. W Polsce masz to na poziomie 15-20%.

Ale chuj, Breivik! Anomalia statystyczna jako przykład na cały system.
To jest kurwienie logiki na poziomie największych prostytutek intelektualnych.
To jakby powiedzieć, że erupcja Etny zniszczy całe Włochy, bo zniszczyła trochę Sycylii.

Wacław Grzdyl

„Trochę to dziwne że przy takiej presji na kulturę osobistą, uprzejmość i empatię ci sami ludzie mogli się dopuszczać tak okrutnych zbrodni w czasie II WŚ”
bo Japońcy to naród popaprany, jak trzeba to mogą być zagrożeniem dla świata, a jak trzeba to mogą być do bólu grzeczni i przesadnie uprzejmi
z nimi można zrobić wszystko, bo to najbardziej karny naród świata, tak jak niektórzy narzekają, że u nas ludzie nie słuchają autorytetów, tak Japończycy w mgnieniu oka zrobią wszystko co autorytet nakazuje, nie są to normalni ludzie w naszym rozumieniu tego słowa

Michal Sz

A Niemcy co? Też naród o bogatej kulturze czy historii i również zachowywali się podczas wojny jak barbarzyńcy. To nie jest takie proste, że wszystko zrobią co autorytet każe, bo jakiż to autorytet nakazywał Japończykom wkładać w torturowane osoby wąż z wodą i rozsadzać je od środka albo Niemcom palić ludźmi w piecu?

Wacław Grzdyl

no własnie o to chodzi, Japończycy wszystko wykonują z przesadną gorliwością, a więc pracują z przesadną gorliwością, są uprzejmi dla obcokrajowców w sposób przesadny, jak również są „nieuprzejmi” w przesadny sposób, jeżeli akurat trzeba być nieuprzejmym, jak im autorytet nakaże walczyć to będą ten nakaz wykonywać w sposób spotęgowany

Michal Sz

Nie odniosłeś się do barbarzyństwa Niemców. Czym je uzasadnisz?

Wacław Grzdyl

w wielu narodach można się doszukać różnych barbarzyńskich czynów, i przyczyna wcale nie musi być jednakowa, no ale jednak autorytet Hitlera na pewien czas zawładnął Niemcami. Zresztą gdybym jakiś europejski naród miał nazwać Japończykami Europy, to właśnie Niemców. Nie są do nich może bardzo podobni, ale bardziej podobni niż my. Też potrafią jak mało kto uszanować i podporządkować się surowej dyscyplinie, jednak moim zdaniem działają bardziej inteligentnie niż Japończycy,
powiedziałbym tak: dla Japończyka najważniejsze w wykonaniu rozkazu jest wykazać się „gorliwością wykonania”, a dla Niemca najważniejsze w wykonaniu rozkazu jest osiągnięcie celu rozkazu.

Michal Sz

Jasne, że nie ma świętych, Polacy też nimi nie byli, no ale jednak to co czynili Niemcy i Japończycy wykracza poza wszelką skalę. Ten problem jest dużo bardziej złożony i nie można tego sprowadzić tylko do roli autorytetu, który coś kazał. Przecież Hitler sobie mógł gadać różne rzeczy, ale nie zorganizował samemu mordowania ludzi na tak wielką skalę. Podobnie tortury stosowane przez Japończyków. Poza tym Hitler dla większości Niemców nie był żadnym autorytetem, a i nie wszystkie osoby rządzące podzielały jego poglądy.

W ludziach, którzy się tym zajmowali musiało się w jakiś sposób wyłączyć sumienie i ludzkie odruchy, i to nie w jednej osobie, ale w tysiącach. Osobiście nie wiem jak to wytłumaczyć, ale gdyby to zależało tylko od siły autorytetu i tego jakie są narody to mielibyśmy z tego powtórkę, a nie zanosi się na to na szczęście.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Wacław Grzdyl

Według mnie, bo piszę za siebie,
jakiś punkt odniesienia trzeba mieć, jeżeli Ty uważasz coś za głupie to co stawiasz za punkt odniesienia, jeśli nie swoje przekonania
ja uważam, że żeby zrozumieć dlaczego coś się dzieje, wcale nie trzeba uważać tego czegoś za słuszne, można przecież badać źródła zjawiska, które nam się nie podoba

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Habanero
Las Palmas

kurwa bolek tak twierdził a to tylko pokazuje jego mikro rozumek

Weszlacki Komentator

Dobrze się czytało.

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

1) Bóg jest miłością, natomiast lewactwo ma do zaoferowania tylko tępą nienawiść. Tak to jest, kiedy nie posiada się serca i mózgu przy okazji. Ktoś chce do czegoś dojść, a oni tylko hejtować potrafią.
2) Gdyby nie chora dyskwalifikacja Rosji, to ten kraj byłby pewnym faworytem do wygrania klasyfikacji medalowej najbliższych Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Korei. Rosjanie to królowie Igrzysk Olimpijskich. Ich jednak zabraknie, dlatego teraz najlepszym kandydatem do pozycji nr 1 wydaje się być Japonia.
3) Dzisiaj rozpoczyna się Turniej Czterech Skoczni. Najciekawsza rywalizacja dotyczy Wellingera i Krafta. Wellinger jest wyższy, co jest plusem do stabilności, jednak Kraft jest silniejszy fizycznie i to może być równie dobrą rekompensatą. Jednak to przyszły sezon 2018/19 powinien przesądzić, co daje większą stabilność, wzrost czy siła fizyczna.
4) Jeśli chodzi o mój wielki plan dotyczący piłki nożnej, piłki ręcznej, hokeja na lodzie i kolarstwa, to fundamentalne dla mnie będą jednak przede wszystkim cztery państwa grupy Wyszehradzkiej, czyli Polska, Czechy, Słowacja i Węgry. Węgry mają nieco ponad 90 tysięcy powierzchni, podczas gdy Polska ma ponad 310 tysięcy powierzchni. Powinniśmy oddać trochę Węgrom, żeby mieli powyżej 100 tysięcy. Najprościej będzie zrobić tak, że oddamy południową, większą połówkę województwa podkarpackiego, a do tego zażądam(y) od Słowaków, żeby oddali Węgrom miasta Humenne, Michalovce i wszystkie miejscowości pomiędzy tymi dwoma miastami. Dzięki temu powstaną nowe, większe, trzyczęściowe Węgry (południowe, czyli te obecne, środkowe wewnątrz Słowacji i północne na obecnym terytorium województwa podkarpackiego). Cool. Cały świat będzie się jarał, kiedy zobaczy nowe, trzyczęściowe Węgry, dzięki czemu ten kraj przekroczy powierzchnię 100 tysięcy, ale oni na to zasługują, bo mają zdecydowanie zbyt mało obecnie, a są wyjątkowym narodem, a do tego co najważniejsze, to ja oczywiście potrzebuję międzynarodowego supportu dla mojego planu i właśnie dlatego wymyślam takie rzeczy, bo jaka mogłaby być inna przyczyna, hehe? Jeśli chodzi o Słowaków, to dla rekompensaty za ten utracony wschodni kawałek ich kraju dostaną od Polski trzy kawałki. Pierwszy to wszystko co poniżej Wisły, Żywca i Koszarawej, drugi to Babiogórski Park Narodowy, Wielka Polana, Sidzina, Podwilk, Danielki, Piekielnik, oczywiście aż do obecnej granicy ze Słowacją na zachód od miejscowości Podczerwone, oraz oczywiście wszystkie wewnętrzne miejscowości tego układu, natomiast trzeci kawałek to ten bardziej na wschodzie, niedaleko województwa podkarpackiego, czyli oczywiście Wierchomla Wielka, Wierchomla Mała, Krynica-Zdrój, może Mochnaczka Niżna i wszystko co poniżej tych miejscowości. Dzięki temu Słowacy powinni być zachwyceni, bo nie dość, że zachowają granicę z Ukrainą, to w miejsce utraconego kawałka z miastami Humenne i Michalovce na rzecz Węgier otrzymają rekompensatę w postaci aż trzech kawałków Polski. To pokazuję, że mogę zrobić wszystko dla międzynarodowego supportu mojego planu i samemu rozdawać nasze ziemie naszym sąsiadom. Ale mój plan jest zajebisty, bo dotyczy piłki nożnej, piłki ręcznej, hokeja na lodzie, kolarstwa, a do tego Konkurs Piosenki Eurowizji, nowy ranking ludzi w stylu pejsbuka i partie polityczne w Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech lansujące moje założenia.
Pozostałe 4 państwa według mojego planu mogą być zmienne co rok. Np w jednym roku mogą to być Litwa, Austria, Słowenia i Chorwacja, a następnego USA, Brazylia, Chiny i Indie. Mój plan to będzie więc 4+4+jeszcze 22 państwa na Konkursie Piosenki Tytanowizji, bo tam najbardziej pasuje liczba 30 państw.
5) Coraz większymi krokami zbliża się również Konkurs Piosenki Eurowizji. Wiadomo, że jest to konkurs zwłaszcza pro-zachodnich kłamstw, oszustw, manipulacji i złodziejstwa. Najgorsza jest tutaj działalność w 100% skorumpowanego jury. W moim konkursie wszędzie gdzie będzie się dało musi decydować w 100% televoting, natomiast tam gdzie nie będzie się dało, to może zaistnieć jury, ale żeby było sprawiedliwie, to w każdym takim kraju musi być nie 5 (pięciu), ale 10 (dziesięciu) jurorów i każdy oczywiście musi wszystko oceniać indywidualnie, a nie że wszyscy się zmawiają i oceniają kolektywnie tak samo wszyscy. Tak nie wolno robić, ale to jest bardzo powszechne podczas Konkursu Piosenki Eurowizji, co jest oczywiście wielką zbrodnią jurorską. U mnie takie coś absolutnie nie może mieć miejsca.
Jeśli chodzi o obecny rok, to już wiadomo jak będzie wyglądała scena:
http://eurovisionworld.com/?eurovision=2018&event
Jak widać, w zasadzie nic nowego nie jest szykowane. To będzie prawie to samo, co scena z tegorocznej Junior Eurowizji 2017, a nawet niezbyt udanej ubiegłorocznej Junior Eurowizji 2016. Słabo. Eurowizja się sypie dzięki organizacji EBU, która co roku organizuje wszystko coraz gorzej.
Póki co wszystko wskazuje na to, że tylko jeden kraj wybrał już swoją piosenkę na Eurowizję 2018. Chodzi oczywiście o Albanię. I to już jest pierwszy wielki hit i faworyt co najmniej do miejsca w pierwszej piątce. Jeśli któreś państwa mogą pokonać Albanię, to dlatego, że są znacząco silniejsze i popularniejsze. Jeśli chodzi o oddsy bukmacherskie, to mamy oczywiście jak zawsze drukowanie pod zachód. Na pierwszym miejscu Szwecja, mimo że najprawdopodobniej wyśle kolejną disco-tandetę i jako kraj Szwecja po prostu się sypie.
Ale wracając do Albanii. To jest zajebioza! Bardzo dobry wygląd, bardzo dobre brzmienie i bardzo dobra piosenka. Oczywiście istnieją też problemy. Pierwszy to oczywiście niskie notowania tego kraju u bukmacherów, a drugi to idiotycznie restrykcyjne zasady EBU. Gdyby limit długości występów był 3:30 a najlepiej równe cztery minuty, bo mogłoby być OK. Jednak obecne zasady Eurowizji są beznadziejne i to kolejny z powodów, dla których Eurowizja niedługo totalnie zdechnie.
6) Teraz trochę o polityce. W co gra PiS?

Jeśli chcą za nic karać ludzi jakimś brutalnym leczeniem, którego celem jest zapewne mordowanie ludzi, czyli ludobójstwo, albo tzw. holokaust na Polakach i innych Słowianach, europejczykach i chrześcijanach, to ja czegoś takiego zaakceptować nie mogę. Jaki to ma mieć cel? Może to jest tylko straszenie, żeby zabetonować układ PiS-PO? A może PiS to są wręcz agenci PO? Może chcą, żeby Polacy POsłusznie wrócili do POpierania Platformy Obywatelskiej (być może ta nazwa jest nie przypadkowa, bo w całym tym układzie PO ma być POmimo wszelkich swoich wad opcją mniej szkodliwą) i przestali psioczyć na to żydo-germano-lewactwo? Tak to my się bawić nie możemy!!!

SzalonyWladek

W kwestii formalnej: narodowości zmienić nie można, zmienić można obywatelstwo.

Elson

Troche wali farmazonem, raz mówi coś ciekawego nagle włącza sie „Natalia” i jego slowa nie maja sensu, nagle ma slyszec glosy o powolaniu do rep. Japonii, ale za chwile tylko na „czwartego”, ogolnie z calym szacunkiem, ale jego baba ani z twarzy ladna, ani inteligenta. Ona królowa i pani, on Król i pan, jako emigrant bardzo nie chcę tego robić, ale wali typowo śmieciową Polsko-Radziecką mentalnością.

wpDiscuz

INNE SPORTY