Cztery lata od wypadku Schumachera – wciąż wiemy, że nic nie wiemy
Inne sporty

Cztery lata od wypadku Schumachera – wciąż wiemy, że nic nie wiemy

Na świecie jest kilka pilnie strzeżonych tajemnic: przebieg konklawe, skład panierki kurczaka w KFC, receptura coca-coli. Od czterech lat równie dużym sekretem owiany jest rzeczywisty stan Michaela Schumachera. Wiadomo, że żyje. I w zasadzie nic więcej.

Michael Schumacher to największa gwiazda i najbardziej utytułowany kierowca Formuły 1, siedmiokrotny mistrz świata. Wygrał aż 91 wyścigów, 155 razy gościł na podium. Jeździł w F1 jeszcze w czasach, gdy ten sport był śmiertelnie niebezpieczny. Dość powiedzieć, że to Niemiec wygrał fatalne Grand Prix San Marino, w czasie którego życie stracili Ayrton Senna oraz Roland Ratzenberger. Największy paradoks jest taki, że na torze Formuły 1 w 306 wyścigach nigdy nie doznał poważniejszych urazów. A tymczasem rekreacyjna jazda na nartach zamieniła jego życie w koszmar…

Do feralnego wypadku doszło równo cztery lata temu. Schumacher jeździł na nartach z 14-letnim synem we francuskich Alpach. Nagle najechał na kamień ukryty pod śniegiem, co spowodowało, że stracił kontakt z powierzchnią. Chwilę leciał, próbując odzyskać równowagę, co mu się jednak nie udało. Lądując, z dużą siłą uderzył głową w skałę (największą widoczną na zdjęciu).

ski

Lekarze ocenili, że gdyby nie miał kasku, zginąłby na miejscu. Obrażenia głowy i mózgu i tak były niezwykle poważne, kierowca został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej i przeszedł dwie operacje ratujące życie. Minęły ponad dwa miesiące, zanim lekarze mogli wybudzić go ze śpiączki i ogłosić, że jego stan jest stabilny. We wrześniu, 8 miesięcy po wypadku, Schumacher został wypisany do domu. To jednak na tyle dobrych wiadomości.

Informacje na temat stanu kierowcy od samego początku były co najwyżej szczątkowe. W listopadzie, niemal rok od wypadku, poinformowano, że Schumacher jest sparaliżowany, porusza się na wózku, nie mówi i ma problemy z pamięcią. Pół roku później Sabine Kehm, menedżer mistrza świata, oświadczyła, że jego stan powoli się poprawia.

Co to oznacza w praktyce? To wie może kilkadziesiąt osób na świecie. Rodzina oświadczyła, że Michael zawsze wyraźnie oddzielał życie prywatne od zawodowego, więc oni, szanując jego decyzję, nie będą informowali o stanie zdrowia.

Decyzja, by chronić prywatność została podjęta w interesie Michaela – mówi jego żona Corinna. – Bardzo jasno poinformowaliśmy, że stało się coś poważnego.

corinna

W efekcie wiemy, że nic nie wiemy. W Polsce zainteresowanie Schumacherem nie jest może zbyt duże, ot, ciekawostka do podania w wieczornych wiadomościach. Ale w Niemczech, Włoszech (lata jazdy w barwach Ferrari), czy rozkochanej w wyścigach Wielkiej Brytanii jest zupełnie inaczej. Mnóstwo kibiców czeka na każdy tekst o Schumim i jakąkolwiek informacje na temat jego stanu zdrowia. Nic dziwnego, że niektóre media publikują niesprawdzone, czy wręcz wyssane z palca informacje. Felix Damm, prawnik rodziny, wytacza przeciwko nim najcięższe działa. Kiedy na przykład „Die Bunte” napisało, że Schumacher zaczął chodzić, Damm zeznał w sądzie pod przysięgą, że to nieprawda.

W międzyczasie pojawił się temat tajemniczego zdjęcia, zrobionego Schumacherowi z ukrycia. Ktoś próbował je sprzedać niemieckim mediom, żądając miliona euro. Sprawa trafiła do prokuratury, która jednak szybko umorzyła śledztwo.

Walka o prywatność rodziny to jednak walka z wiatrakami. Dziś na przykład Daily Star podliczył, że koszty leczenia legendy Formuły 1 przekroczyły już 20 milionów funtów. Na tę sumę ma się składać choćby koszt utrzymania 15-osobowego zespołu lekarzy i pielęgniarek, pracujących non stop w posiadłości Schumachera nad Jeziorem Genewskim. Gazeta donosi także, że Corinna sprzedała prywatny odrzutowiec oraz wakacyjny dom w Norwegii. Komentarza rodziny – oczywiście brak.

Willi Weber, były menedżer Schumachera, krytykuje decyzję o blokadzie informacji na temat Schumachera. – Moim zdaniem to bardzo niefortunne, że fani Michaela nie znają stanu jego zdrowia – mówi. – Dlaczego po prostu nie powiedzą nam prawdy?

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tomasz Kurzak

Dlaczego nie powiedzą prawdy? Bo dziennikarskie szuje już doszczętnie zniszczyłyby życie całej tej rodziny. Te ostre kroki sprawiły, że jest względnie cicho w jego temacie, bo i ludzie nie klikają „kolejnych sensacyjnych doniesień”, bo każde kolejne jest obalane i płomień gaszony w zarodku.
Wystarczy jedno zdjęcie Micheala na wózku, czy w łóżku pod respiratorem i będzie tak opatrzony taką ilustracją każdy artykuł na jego temat.
Pogoń za sensacją i klikami doprowadził do takiej sytuacji, że prócz milionów na leczenie muszą drugie tyle dawać na prawników, ochronę i zasieki przed debilami z aparatami chowającymi się po krzakach.
Dlatego też bardzo szanuję jego żonę. Nie pierdoli się w tańcu z dziennikarskimi zerami, nikogo nie dopuszcza, a o zdrowie męża walczy i wyda zapewne ostatni grosz, aby tylko jego stan się polepszył. A media tylko liczą kliknięcia, tylko to się liczy. Nazwisko Schumacher jest nośne i zapewne naczelni brukowców robiliby loda żulowi za choćby najmniejszy przeciek. Bo później przy robienia loda wydawcy nie trzeba będzie połykać.

Spektakularny

Dokładnie, aż oczami wyobraźni sobie wyobraziłem sobie Michaela, który nie może się ruszać ani mówić, leży przykuty do łóżka, a dziennikarz nad nim stoi i pyta, czy Michael planuje powrót do F1…

Spektakularny

Sam SKŁAD do panierki KFC jest znany, bo pacan z recepturą paradował przed kamerami i ktoś odczytał go na przybliżeniu.

wpDiscuz

INNE SPORTY